Niech zgadnę – fascynacja space operą zaczęła się od Gwiezdnych Wojen George’a Lucasa.
Gwiezdne Wojny na pewno miały na to wpływ, ale również i dobór lektur. Kiedy inne dzieci czytały Rogasia z Doliny Roztoki, ja już siedziałem w science fiction. Wiem, po czymś takim nie można być normalnym.
Podgatunek już znam, ale ciekawi mnie, o czym opowiadał Twój pierwszy tekst.
O bohaterskim komandosie sił specjalnych strzelającym z lasera i tępiącym kosmitów. No i oczywiście wszystkie przedstawicielki płci pięknej z całej Galaktyki się w nim kochały. Takie moje alter ego. Niestety, nie mogę przypomnieć sobie tytułu. Do tej pory mam problemy z ich wymyślaniem i wychodzą takie kwiatki jak Delikatne uderzenie pioruna (śmiech).
Pamiętasz pierwszego wymyślonego przez Ciebie antagonistę?
Taki osobowy pojawił się dopiero w późniejszej twórczości (powstałej, gdy miałem około dwunastu lat) i był nim książę pragnący zdetronizować starszego brata w mojej genialnej powieści fantasy otwietrającej dwunastotomowy cykl, który na szczęście nigdy nie powstał.
Skoro tworzyłeś czarne charaktery, to musiałeś pisać o walce dobra ze złem. Co ją reprezentowało?
Agnieszka, zlituj się! Skąd miałem wtedy wiedzieć coś o archetypach, czy powtarzalności mitów. Nie umiałem zdefiniować tego, o czym pisałem, ale oczywiście instynktownie wiedziałem, że musi zaistnieć walka między dobrem a złem. Nie była to jednak idea, a raczej wredni kosmici. Do teraz nie cierpię Szaraków.
Dzieci często absorbują schematy z różnych źródeł. Stąd pytanie.
To prawda. Zapawne intuicyjnie chwytałem temat. Zło reprezentowała zdrada, brak honoru, okrucieństwo – standard.
Czy zdarzyło Ci się pisać mniej grzecznie, niż na małego chłopca przystało?
Sceny seksu zacząłem opisywać dopiero wtedy, gdy zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Jeśli chodzi o wulgaryzmy – absolutnie nie. Nawet teraz unikam ich w tekstach, jak i w życiu. Chyba, że chcę coś zaakcentować. Przemoc natomiast podobna była do tej prezentowanej w serialu… Simon Templar wkracza do akcji. Uwielbiam Świętego.
Czy jakiś pomysł z dziecięcej twórczości wykorzystałeś w już opublikowanych tekstach?
W opowiadaniu Elementy wszechświata będącym space operą zawarłem wiele z tego, o czym chciałem pisać w dzieciństwie. Powstająca właśnie powieść Paradoks Elektry jest również hołdem oddanym moim dziecięcym fascynacjom i kosmicznym przygodom w sensacyjnym klimacie.
Nierzadko dzieci wyładowują złość rysując karykatury i pisząc o swoich antypatiach prześmiewcze historie. Czy i Tobie się to zdarzało?
Nie, raczej nie. Nie przypominam sobie. Do tego trzeba mieć dystans, pewien rozwinięty już aparat postrzegania otoczenia. Karykaturuję dopiero teraz. W opowiadaniach ORP „Dzik” nawet samego siebie.
Czy pamiętasz najbardziej niedorzeczny pomysł, jaki postanowiłeś opisać jako dziecko?
W mojej dziecięcej twórczości nie epatowałem absurdalnymi pomysłami, w przeciwieństwie do życia prawdziwego. Pewnego razu przy pomocy pudełka po kremie, saletry i prochu próbowałem wysłać na Marsa mrówki. Z kosmolotu nic nie zostało, ale przez długi czas wierzyłem, że udało mi się osiągnąć cel.
Co natchnęło Cię w dzieciństwie do tego, żeby zacząć pisać?
To ma się w sobie. Po prostu wiedziałem, że muszę pisać i już. Istnieje taki zwyczaj, że w pierwsze urodziny kładzie się na stole przed dzieckiem różne przedmioty. Ten, za który chwyci ma określać jego przyszłość. Ponoć ja najpierw sięgnąłem po pieniądze. Szybko jednak wyrzuciłem monetę i z radością chwyciłem książkę.
Zdarza się, że dorośli pisarze przechowują swoje dziecięce zapiski w formie pamiątki. Masz jakąś specjalną szufladę, w której trzymasz opowiadania o kosmitach i żądnym władzy księciu?
Niestety, wszystko gdzieś przepadło. A szkoda! Może dałoby się trochę podrasować i podrzucić jakiemuś wydawnictwu (śmiech).
Jak oceniasz siebie jako dziecko-raczkującego pisarza?
Prawdopodobnie moja twórczość dziecięca nie odbiegała od innych „wypocin” moich równieśników. Pomysły brałem z książek i filmów. Nie miałem jeszcze odpowiedniego aparatu poznawczego, żeby uczynić z moich utworów coś więcej, niż tylko kalkę tego, co przeczytałem i obejrzałem. Najważniejsze jednak w dziecięcej twórczości są marzenia o wielkiej sławie i dobra zabawa.
Na początku był kosmos - wywiad z Dariuszem Domagalskim
Nie od razu Rzym zbudowano, a każdy autor, nim wyda trylogię, musi po raz pierwszy chwycić za pióro. Co wówczas przelewa na papier? O początkach swojego pisarstwa, dwunastotomowej sadze fantasy i mrówkach wysłanych na Marsa opowiada Dariusz Domagalski.
Agnieszka Woś: Wielu autorów zwierza się, że pierwsze opowiadania, a nawet powieści, pisało już we wczesnym dzieciństwie. Jak było z Tobą?
Dariusz Domagalski: Podobnie. Moja dziecięca twórczość była porażająca (śmiech).
Czy Twoje pierwsze teksty mieściły się w ramach jakiegoś konkretnego gatunku?
Oczywiście – w space operze. Takie utwory literackie wówczas mnie zachwycały i w tych właśnie klimatach chciałem pisać.
Ocena
autora
autora
-
Ocena
kawernian
kawernian
-
Twoja ocena
-
Słowa kluczowe:











