03 Lut Przeczytajcie fragment powieści Demon luster!

Napisał Dział: Książki Komentarze DISQUS_COMMENTS

demon luster top

Już niebawem w księgarniach znajdziecie powieść Martyny Raduchowskiej pt. „Demon luster”. Książka ukaże się 28 lutego nakładem wydawnictwa Uroboros, a już teraz możecie przeczytać u nas fragment powieści!

Oficjalny opis:

Czy to możliwe, żeby zabić maga przez przypadek? Tak.
Czy to możliwe, żeby następnie zgubić jego duszę? Również, tak.
Dla Idy Brzezińskiej wszystko jest możliwe. Powiecie: to dlatego, że prześladuje ją zwykły pech?

Ida Brzezińska nie potrafi ominąć kłopotów. Nie żeby tak specjalnie…, po prostu krok w krok chodzi za nią POTWORNY Pech! Ledwo udało jej się wyjść z jednej kabały, a już pakuje się w kolejną: tym razem potomkini czarowników musi zmierzyć się z Demonem Luster.
Hmm… zwykły? Towarzysz Idy zdecydowanie nie jest zwykły. To Pech, który ma niski i mocno zachrypnięty głos. To Pech, który staje się jednym z bohaterów tej opowieści.
Ida jest szamanką od umarlaków, kimś pomiędzy medium a banshee. Nie jest szamanką z wyboru, ale już prawie przestala sprzeciwiać się swojemu przeznaczeniu. Doznaje wizji śmierci innych ludzi i w ten sposób staje się odpowiedzialna za ich dusze. Jej zadaniem jest bezpieczne odprowadzanie umarłych do zaświatów. Niestety jej najwierniejszym od wielu lat kompanem jest Pech. Dlatego, gdy Ida obiecuje żonie zmarłego czarodzieja Mikołaja, że bezpiecznie dotrze on do końca swej wędrówki, okazuje się, że nigdzie nie można znaleźć jego duszy! Związana przysięgą, razem ze swym przyjacielem Kruchym i z pomocą niesamowitej ciotki Tekli, szamanka zaczyna poszukiwania.
Jak do tego doszło, że za zaginięciem stoi groźny i przerażający Demon Luster (zwany także nieco mniej okropnie – Kusicielem)? Jak wyrwać duszę Mikołaja z jego szponów? I co na to wszystko powie Pech?!

Martyna Raduchowska jest mistrzynią w budowaniu napięcia, wplatania weń rewelacyjnego humoru, niesamowicie plastycznych opisów wizji, a przede wszystkim kreowania barwnych i nietuzinkowych postaci. Ta historia, to fantastyczna przygoda, którą pochłania się bez odrywania wzroku od książki. No, chyba tylko po to, żeby zerknąć do lustra…

Martyna Raduchowska (ur. 1987) – zadebiutowała opowiadaniem „Cała prawda o PPM” które ukazało się w antologii „Kochali się, że strach” (2007). Studiowała na uniwersytecie w Walii, której klimat przeniosła do znakomitego opowiadaniu „Shade” opublikowanego w antologii „Nawiedziny (2009). Jej pierwsza powieść „Szamanka od umarlaków” (I wydanie 2011) przyniosła jej znakomite recenzje i zachwyt czytelników. Trzy lata później pokusiła się o kontynuację tej historii w książce „Demon Luster”. A w 2015 popełniła kryminał w klimacie cyberpunku – ”Czarne światła. Łzy Mai”.

Wydawnictwo Uroboros wznawia cykl „Szamanka od umarlaków” w nowej odsłonie według projektu graficznego Dominika Brońka.

Fragment

Rozdział pierwszy
Bardzo dzika róża
– No to niech się teraz skupi i mi łaskawie powie, z czym kojarzy jej się nazwa „dzika róża”? – zapytała gderliwie Tekla, z politowaniem obserwując, jak Ida syczy, klnie i litrami wody utlenionej obmywa krwawiące zadrapania na rękach i nogach. – Bo mnie na ten przykład z kolcami i ogólnie pojętą dzikością.
– Kolce rozumiem – odburknęła szamanka i starannie przykleiła sobie na łydkę kolejny plaster. – Ale skąd mogłam wiedzieć, że ona jest dzika zupełnie dosłownie?
Zdecydowanie nie tak miał wyglądać ten dzień. Ida chciała zająć czymś ręce i umysł, żeby choć przez chwilę nie myśleć o czekającym ją niebycie, przestać się zamartwiać duszą Mikołaja, nie rozpamiętywać jego śmierci i nie układać kolejnych niewykonalnych planów, które miałyby wydobyć czarodzieja z lustrzanych piekieł bez konieczności fatygowania się po niego osobiście. A ponieważ pogoda była piękna, dziewczyna postanowiła poszukać sobie czegoś do roboty w ogrodzie. Po skoszeniu trawy i wyplewieniu chwastów chwyciła za sekator i zabrała się do przycinania krzewów. Z porzeczkami, agrestami i żywopłotem poszło gładko, lecz Pech chciał, żeby dzika róża nie życzyła sobie żadnych upiększających zabiegów. Ba... zadbał nawet o to, by potrafiła dać temu wyraz w sposób równie krwiożerczy, co konsekwentny. Ida natomiast, nie wiedzieć czemu, nie umiała odpuścić i pchana niezrozumiałą, acz silną potrzebą zmasakrowania różanego krzewu, walczyła z kolczastymi gałązkami przez blisko pół godziny. Sama nie wiedziała, skąd wzięła się ta pełna agresji niechęć do róży i dlaczego instynkt ogrodnika mordercy doszedł do głosu właśnie tego dnia. Z niewyjaśnionych przyczyn już sam widok krzewu budził w niej mieszaninę nienawiści i strachu, a fakt, że przeklęta roślina śmiała stawiać opór, jeszcze bardziej umacniał Idową determinację w sianiu zniszczenia.
– Nie bardzo pojmuję, co ma na myśli.
– Mogłaś mnie uprzedzić, że toto jest takie agresywne, załatwiłabym sobie jakąś odzież ochronną albo coś... – mruknęła nachmurzona szamanka.
– O czym uprzedzić, przecież to tylko krzak! – Tekla zmarszczyła brwi. – Doprawdy, ostatnio zaczęła wygadywać takie dziwactwa, że zaczynam się o nią poważnie martwić.
– Zobacz, jak ja wyglądam!
– Jak siedem nieszczęść, nic nowego. Trzeba było ostrożniej z tym sekatorem. – Ciotka podpłynęła do okna i z dezaprobatą spojrzała na dziką różę, która nie była już tak bujna i rozłożysta, jak jeszcze przed godziną. I to tylko dlatego, że Ida z tajemniczych powodów postanowiła ją bezlitośnie zmaltretować. Dziewczyna podążyła wzrokiem za spojrzeniem Tekli, by zobaczyć, że krzak wciąż jeszcze trzęsie się i prycha ze złości, zrzucając z siebie pojedyncze kolce i listki. – I co ją w ogóle naszło na odchwaszczanie w taki upał, nie ma ciekawszych zajęć?
– Nie ma – ucięła Ida nieco ostrzejszym tonem, niż zamierzała.
Ciotka obejrzała się na siostrzenicę i cały swój komentarz ograniczyła do wymownego uniesienia brwi.
– No co? – spytała zaczepnie szamanka. – Odchwaszczać człowiekowi nie wolno czy co?
– Ależ wolno, proszę bardzo, niech se człowiek odchwaszcza, kiedy chce. – Duch wzruszył ramionami. – Mógłby się tylko nieco przy tym rozchmurzyć.
– Nie da się. – Ida powróciła do przemywania krwawiącego przedramienia i zasyczała z bólu, gdy zadrapania zapiekły nieznośnie i zapieniły się na różowo. – Człowiek jest nie w sosie.
– To widzę. – Tekla niecierpliwie machnęła ręką. Tyle akurat sama zdołała zauważyć, znała swoją siostrzenicę wystarczająco długo, by wiedzieć, kiedy tej humor dopisuje, a kiedy wręcz przeciwnie. I nie miała wątpliwości, że dzisiaj zdecydowanie było wręcz przeciwnie. – No, niechże Ida przestanie zapluwać jadem otoczenie, bo jeszcze mi dziury w parkiecie wypali, lepiej niech mówi, co ją gryzie.
– Nic.
Ciotka omiotła wzrokiem sufit, westchnęła ciężko, po czym otaksowała swoją podopieczną centymetr po centymetrze, uważnie i wnikliwie niczym skaner. I znów zmuszona była stwierdzić, że Ida ostatnio zdecydowanie za dużo i za szybko chudła, skutkiem czego teraz dosłownie tonęła w zbyt luźnych spodniach i bluzie. Jej dotąd szczupła twarz zaczynała straszyć zapadniętymi policzkami, niegdyś smukłe dłonie stały się kościste i kruche, pod oczami widniały głębokie cienie, a piwne tęczówki coraz częściej stawały się tak ciemne, że prawie czarne, po czym czerń błyskawicznie rozlewała się dalej i całkowicie pochłaniała białka. Słowem, wskutek powyższych niezbyt korzystnych zmian w urodzie siostrzenica do złudzenia przypominała kostuchę spoglądającą na świat pustymi oczodołami.
Złośliwy powiedziałby zapewne, że będąc szamanką od umarlaków, dziewczyna po prostu stara się wyglądać profesjonalnie, jak przystało na mroczną żniwiarkę, i gdyby nie chodziło o Idę, Tekla przytaknęłaby takiemu twierdzeniu bez chwili wahania. Ale ponieważ chodziło o Idę, ciotka nie śmiała drwić z tej gwałtownej i wielce niepokojącej metamorfozy. Zamiast tego martwiła się o wychowankę, tym bardziej że nie znała przyczyn, dla których ta coraz bardziej upodabniała się do żywego trupa. Na pewno powodem przemiany nie był tylko brak snu, którym to dziewczyna próbowała tłumaczyć swój kiepski humor, przewlekłe przemęczenie i coraz upiorniejszy image. Bezsenność nie mogła stanowić jedynego wytłumaczenia, po pierwsze dlatego, że oczy zwykłych niewyspanych ludzi nie toną co i rusz w czerni. A po drugie, wśród kruczych kosmyków siostrzenicy ciotka ze zgrozą dostrzegła coś, czego nie zarejestrowała wcześniej: pierwsze białe niteczki. Nawet zbliżająca się letnia sesja nie tłumaczyła przedwczesnego siwienia u niespełna dwudziestoletniej smarkuli. Nie trzeba było eksperta, by stwierdzić, że działo się coś bardzo, bardzo niedobrego. A fakt, że smarkula nie chciała zdradzić, co ją trapi, tylko potwierdzał najgorsze obawy Tekli.
Mianowicie takie, że Ida wpakowała się w kolejne poważne kłopoty.
– Nic jej nie gryzie, akurat – odezwała się wreszcie ciotka. – Przecież widzę. Od tygodnia chodzi zła jak osa, klnie tak, że nawet umarlakom żyć się odechciewa, i teraz na dodatek za punkt honoru obrała sobie zdemolowanie mi ogrodu...
– Ty to nazywasz ogrodem? – prychnęła szamanka zła na siebie, że mimo najszczerszych starań nie była w stanie ukryć zdenerwowania. – To puszcza dzika, dżungla nieprzebrana, do tego jeszcze o krwiożerczych zapędach!
– Gdyby Ida zachowywała się jak człowiek cywilizowany, a nie barbarzyńca uzbrojony w sekator, nie wyglądałaby teraz jak ktoś, kto przeczołgał się przez kilometr drutu kolczastego. Zrobiła się ostatnio zdecydowanie zbyt agresywna...
– A tam, od razu agresywna! – warknęła dziewczyna, po czym, przecząc własnym słowom, porwała ze stołu butelkę wody utlenionej oraz pudełko z plastrami, kopnęła stojące jej na drodze krzesło i pomaszerowała w stronę wyjścia.
– A dokąd to się wybiera?
– Na górę, do pokoju. Wykończyły mnie te niezrównoważone chwasty, teraz ty mi prawisz kazania, ja natomiast potrzebuję chwili świętego spokoju.
– Chciałam tylko zauważyć, że to ja tu jestem martwa i tym samym jako jedyna mam prawo do świętego spokoju – skomentowała cierpko ciotka głosem, który zwielokrotniony nadprzyrodzonym echem, dał się słyszeć w całej willi. Ostentacyjny wymarsz z kuchni w wykonaniu Idy nie zrobił na Tekli najmniejszego wrażenia, a już na pewno nie przeszkodził jej w prawieniu dalszych kazań. – Którym, jak również chciałam zauważyć, nie jest mi dane się cieszyć!
– A idź se i ciesz się, proszę bardzo! Dam sobie radę bez ciebie!
– Już to widzę – wycedziła ciotka. – Chodzi po domu jak bomba zegarowa, prawie tykanie słyszę, chwilami to się normalnie czuję, jak Kapitan Hak z „Piotrusia Pana”. I jeśli swoim, jakże rozsądnym, zachowaniem Ida stara się przekonać mnie, że wszystko jest w porządku, to radzę, by postarała się bardziej. Albo najlepiej żeby w ogóle przestała udawać i powiedziała wreszcie, co ją tak wyprowadza z równowagi.
– Nie ma o czym mówić – burknęła szamanka, z wielce niezadowoloną miną ponownie pojawiając się w progu kuchni. Skoro efektowny wymarsz na nic się zdał, bo przy willi przemawiającej głosem Tekli marzenia o świętym spokoju nie miały najmniejszej szansy na spełnienie, dziewczyna poddała się i potulnie przyczłapała z powrotem, żeby chociaż zaparzyć sobie herbaty. Porwała kubek z blatu i włączyła czajnik. – Nie potrzebuję twojej pomocy, ile razy jeszcze mam ci to powtórzyć?
– Aż uwierzę, na ten przykład – odparowała Tekla. – A do tego to mi jeszcze nad wyraz daleko. Niezwykle dojrzałą rozmowę tu prowadzimy. Skończy wreszcie z tymi durnowatymi fochami czy nie?
– Nie!
– To nie. – Ciotka wzruszyła ramionami. – Ja poczekam.
– Nic ci nie powiem i już. Nie doczekasz się.
Kobieta z politowaniem pokręciła głową, po czym podpłynęła do siostrzenicy i z bliska zajrzała w piwne oczy.
– Przypominam, że ja, w przeciwieństwie do co poniektórych, mam do dyspozycji nieograniczone pokłady wolnego czasu – powiedziała tonem tak łagodnym, jakby przemawiała do dziecka. I choć w kącikach jej ust błąkał się cień zwykłego złośliwego uśmiechu, w głosie zabrzmiały subtelne, acz wyraźne nutki troski i niepokoju. – Małe są zatem szanse, bym miała czegokolwiek nie doczekać. Rozumie Ida, nieśmiertelność, życie po życiu, wieczność, te sprawy. Brzmi znajomo? Nigdy nie była przesadnie bystra, niemniej fakt, że palnęła aż taką bzdurę, utwierdza mnie w przekonaniu, że coś ją trapi, i to tak, że aż odbiera rozum. I ja chcę wiedzieć, co się dzieje, zanim będzie za późno, żeby jej pomóc. I dowiem się – dodała, gdy dziewczyna już otwierała usta, by zaprotestować. – Niech się buntuje i wścieka do woli, proszę bardzo, może przy okazji nieco ochłonie i zacznie wreszcie myśleć chociaż ciut logiczniej. Ale radzę jej pamiętać, że ja nie odpuszczę. Nie wrócę w zaświaty, dopóki nie dowiem się, co jest grane.
Ida przez kilka sekund bezgłośnie poruszała ustami, szukając w myślach jakiejś ciętej riposty, a ponieważ żadna nie przyszła jej do głowy, zacisnęła wargi w ciasną linijkę i bez słowa ciepnęła do kubka torebkę malinowej herbaty. Sama myśl o tym, że ciotka może dopiąć swego, sprawiała, że szamankę zaczynało mdlić z nerwów. Tekla nie miała pojęcia, że jej wychowanka wie, czym jest nieśmiertelna przysięga, umie ją składać i co gorsza, zdążyła już jedną równie pochopnie jak i nieodwracalnie złożyć. Ida natomiast była pewna, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw, a wtedy ciotka wpadnie w szał. Nad tym, co wtedy się stanie , dziewczyna wolała się nawet nie zastanawiać. Nie miała bowiem najmniejszych wątpliwości, że przy furii Tekli niebyt i lustrzane piekła to doprawdy małe piwo.
– Jeśli zbyt długo zostaniesz po stronie żywych, rozpłyniesz się w nicość – bąknęła wreszcie Ida i sięgnęła po parujący czajnik.
A wtedy będzie nas dwie, dodała ponuro w duchu, zalewając herbatę wrzątkiem. Jeśli szybko nie wykombinuję, jak wydobyć Jednookiego z lustrzanych piekieł lub nie znajdę sposobu na unieważnienie nieśmiertelnej przysięgi złożonej Karolinie, mnie też czeka wieczność w niebycie. Pyk, bum, trach i zniknę bez śladu. Dusza rozpryśnie mi się w pył, ciało błyskawicznie zgnije i zamieni w proch, nie zdążą nawet zadzwonić po pogotowie albo w ogóle zauważyć, że się rozleciałam na kawałki, a nie, dajmy na to, wyszłam na chwilę, niby po chleb...
Ciekawe, jak to jest nie istnieć.

demon luster prgr28

Tytuł Demon Luster
Autor: Martyna Raduchowska
Brand: Uroboros
Oprawa: miękka
Orientacyjna ilość stron: 416
Cena detaliczna brutto: 39,99 zł
Data premiery: 28 lutego

Źródło: informacja prasowa