Kawerna - fantastyka, książki fantastyczne, fantasy.

Testament Damoklesa (fragment książki)

Redaktor: Patryk `Szamajim` Sadowski
wtorek, 18 października 2011 15:37
Opublikowane wKsiążki
Przeglądane 454 razy
Dodaj na nk

TestamentJesienią 2011 ukaże się kolejna pozycja ze wspólnej serii Runy i Bellony, Testament Damoklesa autorstwa Marcina Wełnickiego. Ilustrację okładkową wykonał Chris McGrath. W rozwinięciu niusa znajdziecie fragment książki.

Inspektor Misato Inoue podąża śladami handlarza ludźmi i bestialskich mordów. Krok za krokiem pogrąża się w świecie pradawnych wierzeń i okrutnych kultów Mikronezji. Ale dawno temu zabójcy jakuzy zostawili w płonącym domu małą dziewczynkę, więc w gruncie rzeczy Misato Inoue szuka tylko zemsty. Nie wie jeszcze, że w jej cieniu skrywa się tajemniczy cudzoziemiec — Gaijin. A on prowadzi zupełnie inną grę.

Eve Namura jest zwykłą studentką, która podejmuje jedną złą decyzję — jako wolontariuszka wyjeżdża do Somalii. Tam odkrywa o jeden sekret za wiele i odtąd musi uciekać. I nigdzie, ani w rozdartej wojną domową Afryce, ani na ulicach Berlina, nie jest już bezpieczna. Jedyną osobą, której może zaufać, jest nieznajomy — Adam Worthington. Choć może on jest dla niej najgroźniejszy z nich wszystkich.

Ale takie rzeczy nie zdarzają się przecież zwykłym ludziom.
Może dlatego Eve Namura miewa dziwne sny.
Sny o zatopionym mieście.

 

Seul, Korea, marzec 1951 roku

Nie potrafił dłużej czekać.

Na południowym krańcu ryżowego pola, ledwo na granicy wzroku, stała wbita w ziemię żerdź, do której ktoś przywiązał latarnię. Słaby płomyk wił się przy najlżejszym podmuchu wiatru. Wokół krążył rój świetlików, który z daleka wyglądał jak jaśniejąca chmura złocistego pyłu. Wiedział, że obok żerdzi spoczywa porzucona motyka, a o nią opiera się szeroki, bambusowy kapelusz. Dwadzieścia metrów dalej, pośród podmokłych upraw ryżu, leżało ciało chłopa albo mnicha. Na północy nocną czerń rozświetlały błyski wystrzałów i płonące wraki, ciszę zapełniał huk kanonady i urywane wrzaski umierających. Karabinowe kule uderzały o zarośnięty pnączami i mchem fundament dawnej budowli, sypiąc na boki kamiennymi odpryskami. Pociski z moździerzy wzbijały w górę bryły ziemi. Rozszarpywani na strzępy żołnierze wrzeszczeli, a ci, którym udało się przebiec pole – pas śmierci – i schronić w ruinach, kulili się za niskimi murkami i szczątkami ścian, a porośnięte ryżem, mokre grudy gleby, małe kamienie i kawałki ciał spadały na nich jak ulewny deszcz. Tap, tap, tap w odkryte plecy i powgniatane hełmy. Na ścieżce przed mostkiem prowadzącym do kompleksu pagód przewrócił się opancerzony transporter. Mina przeciwpancerna. Rozerwany, osmalony przód, oświetlony plamą płonącej benzyny, wyglądał jak las żałośnie wyciągniętych dłoni albo czarne słońce. Metalowy odłamek zablokował górny właz pojazdu, z bocznego, otwartego na oścież, unosiła się smuga dymu, podświetlona pomarańczowym pobłyskiem szalejącego wewnątrz pożaru. Żołnierze próbowali wydostać się na zewnątrz jak uciekinierzy z tonącego statku, ale rozstawione przed bramą kompleksu, ufortyfikowane cekaemy Browninga ścinały nieszczęśników, którzy w strugach krwi wypadali na zewnątrz albo zsuwali się z powrotem do środka wozu. Po niebie przemknęły dwa Chu X-PO3, ale niezapowiedziany ostrzał z działek AA ukrytych gdzieś w świątyni strącił obie maszyny, zanim zdołały zrzucić swój ładunek. Płonące szczątki jednego z samolotów opadły na podwórze, gdzie chwilę wcześniej przeniosło się dowództwo Grupy Wydzielonej. Niektórych przecięły ogniste metalowe drzazgi. Inni stanęli w ogniu i z krzykiem porzucili schronienie, ale snajperzy czający się w zakamuflowanych stanowiskach, wysoko w konarach drzew zastrzelili każdego z nich. Przestworza nad kompleksem czarniały – jeśli to w ogóle było możliwe. Rozdęte chmury, oleiste plamy, ociekały w kosmykach, uginały się pod jakimś ciężarem. Wąska linia odległego świtu odznaczała na horyzoncie kontur świątyni. Niebo nad Pan Hiehn miało się lada chwila spotkać ze szczytem wzgórza niczym negatyw klepsydry.

Reiner Erhard przeleciał wzrokiem po swoich żołnierzach. Jeszcze nie potrafił odczytywać ich obcej mimiki twarzy, chociaż strach wszędzie wyglądał tak samo. Nawet Lim Kao, bezlitosny kapitan Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej zaciskał wargi, jakby nie chciał, żeby wydostało się z nich dziecięce kwilenie.

Nie potrafił dłużej czekać.
Nie zważając na kule, przeskoczył niski murek i rzucił się w kierunku kompleksu. W mundurze i płaszczu gestapo był jak atramentowa plama na czarnej karcie i poruszał się tak szybko, że świątynni obrońcy wzięli go w pierwszej chwili za czarną panterę.

Nie kierował się w stronę mostku i prowadzących do bramy schodów, gdzie krzyżowy ogień ciężkich karabinów maszynowych nakreślił kolejną strefę śmierci, ale wprost na pionową kamienną ścianę, tonącą w podwójnej ciemności, nocy i cienia rzucanego przez długi pawilon o szerokim dachu, który rozciągał się ponad nim. Strzelcy chowający się za workami z piaskiem wreszcie go zauważyli. Ktoś wystrzelił w niebo flarę, a potem następną. Widzieli, jak jego każdy krok wyrywa kępy trawy. Jak wbiega w górę kamiennej ściany prawie nie tracąc prędkości. Jak przeskakuje nad drewnianą barierką oplecioną drutem kolczastym i ląduje na szczycie muru, a deski pękają pod siłą uderzenia.

Wielu strzeliło, ale żaden nie trafił.

Reiner Erhard miał już w dłoniach dwa mausery C96, jednym mierzył w prawo, w kierunku bramy, drugim w lewo, wzdłuż muru. Otworzył ogień. Każdy strzał był jak podmuch gaszący świeczkę, każdemu hukowi odpowiadał trzask walących się na deski ciał.

W zwartej linii obrońców powstała wielka wyrwa.

Reiner Erhard upuścił pistolety, w których skończyła się już amunicja, wyszarpnął z kabur dwa następne, i pobiegł do bramy. Załoga jednego z cekaemów zaczęła obracać trójnożną podstawę w jego stronę, najwyraźniej jej element kołowy się zaciął albo nigdy nie działał.

Nie miał na to czasu.

Niedbale machnął ręką, a kilkutonowy posąg Buddy stojący nad łukiem bramy złamał się jak źdźbło trawy i runął, miażdżąc żołnierzy i całe stanowisko ogniowe.

Teraz drugi browning zaczął się obracać, ale jakaś nienaturalna siła zgniotła i wygięła lufę. Załoga cekaemu poderwała się z miejsc, chwytając za karabiny, ale dla nich było już za późno, kule Reinera Erharda były szybsze.

Zatrzymał się na skraju schodów i machnął do swoich żołnierzy. Mimo nieustającego ostrzału moździerzowego, Lim Kao wykrzyczał rozkazy, pozostali przy życiu członkowie Grupy Wydzielonej ChALW porzucili schronienie i pobiegli ku mrocznemu wejściu świątyni Pan Hiehn. Wielu zginęło po drodze, ale to nie miało znaczenia. Przybyli tu zakończyć koszmar z Drepung.

Reiner Erhard zniknął w bramie. Nie oglądał się za siebie. Ostatecznie, oni wszyscy, jego żołnierze i stronnicy, byli tylko dywersją. Biegł opustoszałymi ścieżkami kompleksu pagód, wzniesionego na ruinach prehistorycznej świątyni. Złote i pomarańczowe lampiony drżały na silnym wietrze, a z otwartych ognisk roznieconych na skrzyżowaniach, a czasem i środkach ulic, wznosił się gęsty, czarny dym. W oddali, na wschodzie, świetlista mozaika znikających punktów i buchających supernowych znaczyła miejsce bitwy o Seul.

Wpadł na dziedziniec, gdzie w wykopanych rowach ustawiono moździerze. Strzelał do dowódców drużyn ogniowych i tych z żołnierzy, którzy stawiali opór, do dezerterów i tchórzy, którzy kulili się w okopach lub próbowali poddać się, kiedy tylko go dostrzegli.

- Lái zhīqián de sǐwáng! – wołali. - Lái zhīqián de sǐwáng!
Śmierć, która poprzedza.

Jakiś artylerzysta zdołał jeszcze załadować swój moździerz, ale Erhard pchnął lufę, zanim pocisk dotarł do iglicy. Wybuch odrzucił poszarpane zwłoki nieszczęśnika, przewracając skrzynię z amunicją. Wysypały się uzbrojone pociski, powodując kolejne wybuchy, ale Erhard przeturlał się na bok i przykucnął.

Ogień przeskakiwał ze skrzyni amunicji na skrzynię, płomienie buchnęły też z sąsiedniego pawilonu i wspinały się w górę jednej z pagód. Pozostali przy życiu żołnierze próbowali uciec z płonącego placu.

Erhard usłyszał zgrzyt metalu o kamień. Skoczył do przodu, turlając się przez płomienie. Czuł jak tlące się kosmyki włosów ocierają się o twarz. Zerwał się do biegu, a brukowce za jego plecami eksplodowały gradem pocisków. Minął kilku żołnierzy, żaden nie zdążył usunąć się z drogi karabinowego ognia. Pokonał  fortyfikację z worków piaskowych, dotarł do krawędzi placu, a potem szybko zawrócił. Widział jak powietrze nad głową faluje w strumieniu gorąca broni termostrugowej, a gong, który właśnie zostawił za plecami, pęka jak pełen wody balon. Wrzący, płynny metal prysnął na jego płaszcz. Erhard syknął z bólu, ale nie pozwolił, żeby to wrażenie nim owładnęło.

Pobiegł wprost na swojego napastnika – maszynę kroczącą „Sturmwunder”, która wyłoniła się z bocznej alejki. Kanciasta, pokryta grubymi płytami pancerza i rakietowym poszyciem, powolna i niezgrabna, ale śmiertelnie groźna. Relikt ostatniej wojny. Bez niewyczerpanego źródła energii Eskalacji, była tylko kiepskim żartem.

Kiedy kapitan gestapo pokonał połowę dzielącego go od maszyny dystansu, jej paliwo już się skończyło – wystarczyło na kilkanaście sekund czasu operacyjnego. Pilot bezskutecznie starał się otworzyć właz, prując z nieruchomego cekaemu w pustą przestrzeń. Erhard poderwał z ziemi karabin wz. 63 i oddał szybki strzał z biodra w wąski wizjer kabiny stalowego kolosa. Bryznęła krew. Cekaem przestał się obracać.

- Ile jeszcze lat? – zapytał cicho, odwracając się w stronę wzgórza i świątynnego kompleksu. – Ile jeszcze lat będę musiał po tobie sprzątać, Fannsbach?

Stanęła mu przed oczami zasuszona twarz starca w okularach w złotych oprawkach. Zbawca i zdrajca Trzeciej Rzeszy. Szaleniec i stronnik zapomnianych bogów. Mężczyzna, który ofiarował ludzkości dobrodziejstwo niewyczerpanej, darmowej energii Eskalacji – po to tylko, aby spróbować ją zniszczyć. Potępieniec.

Dostał to, na co zasłużył, przynajmniej tyle było sprawiedliwości na świecie.

Reiner Erhard żałował jedynie, że nie wydusił z niego życia własnoręcznie. Czy staruch błagałby o litość? Próbował się targować? Groził mu? Czy po prostu by umarł – z wybałuszonymi, przekrwionymi oczami, z wywalonym na zewnątrz, spuchniętym, sinym jęzorem, zbyt zdziwiony, żeby cokolwiek powiedzieć.

Zaczął wspinać się na szczyt świątynnego wzgórza. W oddali słyszał huk karabinowych strzałów – gdzieś tam resztki jego Grupy Wydzielonej starły się ponownie z obrońcami kompleksu – ale on znalazł sobie inną drogę, boczną i szybszą. Tutaj pawilony były bardziej ściśnięte, a ich dachy niemal na siebie zachodziły. Wysokie pagody rzucały postrzępione długie cienie. Lampiony gasły, a zbłąkany wiatr snuł z czarnego jak węgiel dymu fantasmagoryczne obrazy.

- Bądź przeklęty, Fannsbach.

Siedem lat po śmierci dobrego doktora, Erhard wciąż borykał się ze światem, który tamten pozostawił mu w spadku. W obliczu kryzysu paliwowego państwa bankrutowały, a wojny wybuchały jak epidemie. Wrogów było zbyt wielu, a każdego pokonanego zastępowało dwóch nowych.  Czasem ciężar był nie do zniesienia. Jak dziś, jak tutaj.

Dostępu do wnętrza właściwej świątyni broniła kolejna, tym razem zamknięta brama. Mężczyźni, którzy jej strzegli, już na niego czekali. To nie byli żołnierze. Niektórzy mieli na sobie zwiewne mnisie szaty, inni tylko przepaski biodrowe. Nie nosili broni palnej – tylko długie noże do skórowania, szerokie tasaki i sierpy.

Strzelał do nich aż do wyczerpania magazynka. Padali od kul, które grzechotały czaszki i przebijały serca, ale potem powstawali, jakby nawet śmierć nie mogła ich zwolnić ze służby. Wskrzeszeńcy Bogini.

Upuścił bezużyteczny karabin i podszedł bliżej.

Z szeregu wystąpił jednooki mnich. Plunął mu pod nogi.

- Przybywasz za późno.

- Sam to ocenię – Erhard odparł po chińsku. – Zabiłem waszą matkę w Tybecie. Nie zatrzymacie mnie.

Usta jednookiego mnicha drgnęły w lekkim uśmiechu.

- Sam to ocenię.

Rzucili się na niego wszyscy naraz. Byli szybsi od zwykłych ludzi, ale on z łatwością usuwał się spod ich ostrzy albo odpychał ich od siebie samą siłą woli. Atakowali parami, trójkami, całymi grupami, zachodzili go z każdej strony, skakali z dachów i bramy. Zgromadziło się tu wielu wskrzeszeńców i każdy z nich pragnął jego skalpu.  Kilka razy go drasnęli, policzki pokryła mu siatka krwawych linii, ale dla niego to było nic. Nadgarstek jego prawej ręki pękł, odsłaniając grot ostrego, czarnego kamienia, który błyskawicznie wysunął się w otwartą dłoń. Był długi, za długi, zbyt gruby i ciężki, żeby zmieścić się pod skórą… a jednak tam był, ukryty, czekał na odpowiedni moment. Miecz, obsydianowy hadżar-saif.

Pierwszemu z napastników uciął ręce, drugiego rozpłatał w pasie. Czarny miecz z równą sprawnością przecinał skórę, mięśnie, kości i stal. Walka zamieniła się w rzeźnię. Ginęli z zimnym blaskiem w oczach, bez skargi, jakby tego właśnie się spodziewali. Po chwili znów był sam, w środku czerwonej gwiazdy, jakby stał w epicentrum wybuchu jakiejś makabrycznej bomby, po której ofiarach pozostały tylko strzępy.

Spojrzał na wielkie wrota i pchnął je myślami. Oba masywne skrzydła wpadły do środka, jakby uderzył w nie taran albo targnął nimi huraganowy podmuch.

Pokonał próg, ale szybko zwolnił.

Z zewnątrz świątynia wyglądała na kilkusetletnią, ale teraz było jasne, że wzniesiono ją wokół konstrukcji znacznie starszej. Popękaną kamienną posadzkę porastała trawa, dawne ołtarze albo stoły z ociosanego bazaltu pokrywał ciemny osad. Na jednym z takich postumentów siedział po turecku nagi mężczyzna w białej masce bez wyrazu zakrywającej całą twarz. Szalony Mnich. Dłonie Bezskórego. Kochanek Bogini. Rezurektor. Nosił wiele imion. Wokół niego na ziemi leżeli ludzie. Nie byli martwi, ich klatki piersiowe unosiły się w miarowym oddechu. Spali. Lecz o czym śnili?

W kilku miejscach z ziemi wyrastały pękate kolumny, pnące się ku sufitowi jak łodygi kwiatów.

Ale sufitu nie było.

Nad ich głowami rozciągało się zgniłozielone, obce niebo, a po nim przesuwały się tytaniczne, złowróżbne kształty. To było inne niebo, niż na zewnątrz. Wielu uznałoby to za sztuczkę optyczną, ale Reiner Erhard widział zbyt wiele. Przestworza nad świątynią Rezurektora dawały wgląd w inne miejsce i inny czas.

Pognał przed siebie, ale coś skoczyło na niego z kolumny. To był mężczyzna, ale dziki i zwinny jak małpa. Oplótł się wokół niego, próbował go unieruchomić i wymierzyć pistolet w skroń. Inny mnich wyłonił się z boku komnaty, unosząc karabin maszynowy. Erhard cisnął w niego mieczem. Hadżar-saif poszybował w powietrzu, jakby nic nie ważył, przeszył tamtego na wylot w tej samej chwili, w której opuścił dłoń kapitana gestapo. Potem rozpłynął się w czarnym dymie, a nowe ostrze znów znalazło się w dłoni Erharda.

Mnich-małpa zaskomlił żałośnie, kiedy poczuł na szyi ucisk niewidzialnej pętli. Zwolnił uchwyt, próbując złapać oddech, ale nadaremno. Za sekundę padł na posadzkę ze skręconym karkiem.

- To już wszyscy twoi słudzy? To bezcelowe.

Znów ruszył w stronę Rezurektora, ale szybko się zatrzymał. Po zielonkawym niebie przesuwały się dziwne kształty: jak gigantyczne łupiny orzechów albo zwinięte na słońcu liście. Były ich tysiące, jedne leciały wysoko, inne zdawały się być na wyciągnięcie ręki. Zarodniki.

- W Voghtoth – powiedział cichym, ochrypłym głosem Rezurektor – Drzewo Aegis zakwita. Bogowie-Trójca wreszcie powracają. Spójrz, co zasiejesz. Zbieraj plony. Ty najlepiej…

Reiner Erhard ponownie rzucił mieczem. Ostrze przebiło pierś Rezurektora na wysokości mostka, a potem rozpłynęło się w nicość. Wybraniec bogów osunął się na ołtarz, na którym do tej pory siedział. Jeszcze żył, ale oddychał z trudnością.

- Za dużo gadacie.

Zrobił krok do przodu… a potem uskoczył w bok, za jedną z kolumn. Posadzkę przeciął wąski snop iskrzącego się światła. Coś sfrunęło z nieba i wkroczyło w przestrzeń świątyni.

Reiner padł na ziemię, a kolejna, tym razem pozioma wiązka przecięła szereg kolumn, które z hukiem runęły na ziemię. Odtoczył się spod gruzu i uchwycił wzrokiem sylwetkę istoty. Wyglądała… groteskowo ludzko. Wyłaniała się z poskręcanej, podłużnej muszli, ale była humanoidalna, chociaż olbrzymia. Stanęła przed nim na nienaturalnie długich, patykowatych nogach, miażdżąc przy tym wielu śniących. Krótkie ramiona zwisały bezwładnie wzdłuż szarego, workowatego brzucha, jakby stwór w ogóle z nich nie korzystał. W szeroko rozwartej, podłużnej szczęce błyszczały ogniki, sygnały życia, których próżno było szukać w białych, wytrzeszczonych oczach bez źrenic.

Kolejny promień śmierci wystrzelił z gardzieli potwora i przeciął powietrze za plecami biegnącego Reinera Erharda, przypalając mu płaszcz i kosmyki półdługich włosów. Kapitan gestapo wybił się z ziemi i ciął wielkie nogi na wysokości kostek, ale nawet jeśli wyrządził jakąś krzywdę, to nie zrobiło to wrażenia na upiornej istocie. Jak hel z balonika, z otwartych ran pomknęły w górę warkocze przeczącej grawitacji, oleistej, nienewtonowskiej cieczy.

Następna smuga śmiertelnego światła niemal skróciła go o głowę. Część promienia przemknęła przez bąbel lewitującej krwi, rozczepiając się, jakby przechodziła przez pryzmat. Refleksy pozostawiły mu krwawe pręgi na klatce piersiowej i ramionach, którymi próbował zasłonić twarz. Czuł się tak, jakby przypalano go rozżarzonym żelazem. Zatoczył się, potknął, ale nie upadł. Charcząc i stękając, skrył się za powalonym kamiennym fragmentem. Nie zamierzał się poddać. Zacisnął zęby, wychylił się z kryjówki i skoczył na kikut jednej z uciętych kolumn. Powierzchnia była gorąca i paliła dłonie, ale nie zważając na to, odbił się od niej i rzucił na potwora.

Ciął z góry na dół, z ramionami wyciągniętymi do przodu, tak daleko, jak zdołał. Nie napotkał żadnego oporu. Wylądował u stóp giganta. Z obszernego rozcięcia na brzuchu chlusnął w niebo czarno-niebieski melanż płynów, momentalnie zasłaniając cały widok.

Przez tę błotnistą zasłonę przedarł się palący promień, strzelając refleksami na wszystkie strony, ale tym razem nie trafił nawet w pobliże Erharda. Kierując się źródłem wiązki, kapitan gestapo rzucił mieczem. Coś błysnęło za bąblami cieczy. Stwór wydał z siebie ciche westchnienie, a potem padł na kolana. Przechylił się, ale zatrzymał się na muszli, która zaklinowała się pomiędzy dwiema kolumnami. Wreszcie zwiesił głowę. Ciecz wciąż tryskała w górę.

Reiner Erhard przeniósł wzrok na ołtarz, na którym leżał Rezurektor. Mężczyzna przeczołgał się po nim, spadł z krawędzi, a teraz wił się w kierunku dziury ziejącej w warstwie mchu pokrywającej jedną ze ścian, jak pocięta na kawałki glista. Chciał uciec przez tunel w Strumieniu Życia, który otworzyła mu Bogini. 

Przetarł twarz, a kiedy spostrzegł, że na dłoni zostają mu płaty skóry, zrozumiał, że nie wszystkie refleksy promienia spudłowały. Stęknął i podszedł do wybrańca bogów. Po drodze zauważył, że większość ze śniących albo już nie żyła, rozszarpana przez świetliste wstęgi potwora, albo właśnie dogorywała. Obraz zielonkawego nieba zaczął falować, rozpływać się, jakby nic już go tu nie trzymało.

Erhard przewrócił Rezurektora na plecy, a potem ścisnął go za gardło i podniósł.

- To koniec.

- Spó… spó-źniłeś się. Ae… Aegis zakwita…

- Zetnę je, tak jak ścinam ciebie.

Erhard gwałtownym ruchem ciął mnicha w poprzek klatki piersiowej. Ciało natychmiast zwiotczało, w powietrzu rozszedł się przykry zapach fekaliów. Bezwładne zwłoki mężczyzny osunęły się na ziemię. Rezurekor dołączył do dziesiątek innych, półnagich ciał, jednych bardziej, drugich mniej ludzkich, które gęsto zasnuły posadzkę świątyni. Umarł po raz trzeci i ostatni, stał się jedynie złym wspomnieniem strząśniętym z budzącego się świata jak koszmar blednący w świetle dnia. Reiner Erhard dopiero teraz zdał sobie sprawę z unoszącego się w powietrzu, niemożliwego do zniesienia fetoru, mieszaniny śmierci i kopulacji. Jego postrzępiony, czarny mundur gestapo powiewał na delikatnej bryzie wpadającej do świątyni przez dziurę w dachu, którą jeszcze chwilę temu przesłaniało obce niebo. Podparł się na kamiennym mieczu, którego sztych zniknął w posadzce. Broń, która mogła zabić wszystko, drżała w zmęczonych dłoniach. Dyszał ciężko, kręciło mu się w głowie. Z ran wylewała się lepka, gorąca krew.

Z przeciwległego końca komnaty spoglądały na niego nieobecne ślepia pradawnego bóstwa, które Rezurektor sprowadził tu spoza czasu i przestrzeni, aby zakończyć pieśń śmiertelnego boga. Przeliczył się, jak wszyscy dotychczas.

Mimo zwycięstwa, Reiner Erhard nie odczuwał ulgi. Przytłaczał go ogrom pracy, którą musiał wykonać. Zaprzeczyć dziedzictwu Fannsbacha, zniszczyć Drzewo Aegis. Złamać strzałę czasu, powstrzymać nieuniknione. Któż mógłby się porwać na tak szalony plan? A on był tak bardzo zmęczony.

Na horyzoncie pojawiły się błyszczące punkty – ziarenka piasku na pustyni przestworzy. Ciszę, jaka w międzyczasie zapanowała na zewnątrz, wypełnił świdrujący szum. Dźwięk z sekundy na sekundę stawał się głośniejszy.

Reiner Erhard zadarł głowę. Przez rozbite sklepienie świątyni dostrzegł sunące po niebie białe wstęgi. W jednej, boleśnie długiej chwili zdał sobie sprawę, z tego, co widzi.

Pomylił się. A ludzkość zapłaci.

Do głowy przyszła mu druga myśl.

Nie zdąży uciec.

W ułamku sekundy kompleks świątynny Pan Hiehn i większą część Seulu pochłonęły oślepiająco białe atomowe eksplozje.

Ostatnia aktualizacja: sobota, 22 października 2011 22:34
Ocena
autora
-
Ocena
kawernian
-
Twoja ocena
-

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Kategorie

Online

5 użytkowników i 347 gości online

Patronaty

Już jutro nakładem wydawnictwa Jaguar ukaże się Bestiariusz stracharza. Dodatek do fenomenalnej serii „Kroniki Wardstone” brytyjskiego pisarza, Josepha Delaneya. Pomyślany jako kompendium wiedzy mistrza Gregory’ego, bestiariusz zawiera nie tylko opisy istot mroku występujących na kartach cyklu, ale również lekcje i porady dla nowego adepta trudnej sztuki walki ze złem.  Autorem fantastycznych ilustracji jest Julek Heller, rozpoznawany przede wszystkim jako twórca ilustracji do nowej edycji „Opowieści z Narnii” C. S. Lewisa. Autor: Joseph DelaneyTytuł: Bestiariusz stracharzaOryginalny tytuł: Spook’s BestiaryTłumaczenie: Paulina BraiterISBN: 978-83-7686-086-2Cena: 39,90Oprawa: twarda...
Zbliża się Brwikon! Już 18 maja w Brwinowie (25 km od Warszawy) rozpocznie się 3-dniowy Konwent Fantastyki i Gier Planszowych Brwikon. Konwent organizowany jest w tym mieście po raz pierwszy, jednak z pomocą przybyły organizacje i firmy jak np. Avangarda czy Rebel, dlatego Brwikon zapowiada się fantastycznie! Brwikon to mnóstwo atrakcji tematycznych, np. konkursy wiedzy o Gwiezdnych Wojnach, Grze o Tron, superbohaterach czy twórczości Tolkiena; turnieje m.in. gier Carcassonne, Neuroshima Hex, Warhammer: Inwazja czy Osadnicy z Catanu. Odbędzie się u nas także Oficjalny Turniej Munchkina (zwariowanej gry karcianej) oraz turniej łuczniczy. Na konwencie nie zabraknie ciekawych prelekcji, prezentacji gier, zabaw w średniowiecznej wiosce, sesji RPG czy spotkań z pisarzami: Jakubem Ćwiekiem i Konradem Lewandowskim. Pełen program można przeczytać już na oficjalnej stronie konwentu. ...
Najsłynniejsza seria fantasy rynków czeskiego i słowackiego!Władca wilków to pierwszy tom opowieści o zemście potomka bogów, wojownika Rogana, wspieranego przez wilka z zaświatów, Gorywałda. Prawie dziesięć lat walczył w wojnach, które doprowadziły do rozbicia imperium Awarów, rozciągającego się na równinach pomiędzy Dunajem a Cisą. Należał do drużyn słowiańskich książąt, był najemnikiem, walczącym po stronie Karola Wielkiego, służył w szeregach armii bułgarskiego chana Kruma. Czarny Rogan. Osławiony łucznik, bezlitosny pogromca Awarów. Każdy wódz pragnie mieć go po swojej stronie. Działa teraz na własną rękę, zapuszcza się w ciemne, zamieszkane przez duchy i demony lasy za Hronem. Tropi ślady Krwawych Psów - najokrutniejszych awarskich oprawców. Dzięki spotkaniu z wiedźmą Mireną i władcą wilków, Czarnobogiem, szybko się dowie, że jego powołaniem jest nie tylko zemsta za dawno nieżyjących bliskich. Aby sprawdzić, jakie drzemią w nim siły i jakie posłannictwo przypadło mu w spadku po nieznanych dotąd przodkach, będzie musiał udać się do królestwa Moreny, bogini śmierci… ...
21 września rozpocznie się piąta edycja Łódzkiego Festiwalu Fantastyki "Kapitularz 2012". Po ośmiu latach nieobecności impreza powraca, by na stałe zagościd pośród polskich zlotów miłośników fantastyki.Łódzki Festiwal Fantastyki "Kapitularz 2012" to trzydniowa impreza, której głównym celem jest propagowanie szeroko rozumianej fantastyki. W nastroju miejskiego fantasy i horroru Łódź pokaże swoje nieznane, zagadkowe oblicze. Uczestnicy będą mogli je poznad nie tylko w trakcie samego festiwalu, ale również podczas poprzedzających go wydarzeo towarzyszących.W programie Kapitularza zaplanowano m.in. liczne prelekcje, spotkania z pisarzami, konkursy, atrakcje dla najmłodszych, turnieje gier bitewnych oraz pokazy grup rekonstrukcji historycznej. Tegoroczna edycja odbędzie się w XXXII LO im. Haliny Poświatowskiej w Łodzi.Organizatorzy zapraszają na profil imprezy na Facebooku oraz stronę internetową, na łamach których pojawiad się będą kolejne informacje związane z festiwalem....
Już w maju ukaże się wyjątkowa książka poświęcona filozofii, twórczości i życiu jednego z najwybitniejszych autorów literatury s-f, Philipa K. Dicka: Bóg w sprayu. Filozofia według Philipa K. Dicka. Kawerna objęła tę publikację patronatem medialnym.Co łączy Philipa K. Dicka, jednego z najwybitniejszych prozaików XX wieku, z filozofią, religią i gnostycyzmem? Czy można pisać metaforyczne rozprawy o świecie, człowieku i absolucie, posługując się fantastyką naukową i czarnym humorem? Jak wyglądałby świat, gdyby Państwa Osi wygrały wojnę? Jak wyleczyć trzy stygmaty Palmera Eldritcha? O czym śnią androidy? Co kryje się za ciemnym zwierciadłem? Czy Bóg może przybrać formę aerozolu?Od Człowieka z Wysokiego Zamku i Ubika, przez Labirynt śmierci, aż po trylogię VALIS – Bóg w sprayu to analiza twórczości Dicka i obszerny komentarz do dziewięciu wybranych powieści jednego z najbardziej oryginalnych i inspirujących autorów światowej literatury. To również hołd dla niepowtarzalnego i nieustannie aktualnego twórcy, który mówił o sobie, że nie jest pisarzem, lecz beletryzującym filozofem. ...
25 kwietnia 2012 roku nakładem wydawnictwa Ars Machina ukazała się powieść Daniela Abrahama zatytułowana Smocza droga. Kawerna objęła tę książkę swoim patronatem. Wszystkie drogi prowadzą do wojny...Marcus dni bohaterstwa ma już za sobą. Zbyt dobrze wie, że nawet mała wojenka będzie oznaczać czyjąś śmierć. Gdy jego ludzie zostają wcieleni do przegranej armii, uniknięcie walki, w której nie chce brać udziału, będzie wymagało powzięcia niecodziennych kroków.Cithrin to sierota, będąca pod opieką banku. Jej praca polega na szmuglowaniu bogactw przez strefę wojny, tak, aby złoto nie dostało się w ręce żadnej ze stron. Ale choć dziewczyna zna tajniki handlu od podszewki, to strategie handlowe nie uchronią jej przed wrogimi mieczami.Gedera, jedynego spadkobiercę szlachetnego rodu, filozofia interesuje bardziej niż wojna. Będąc marnym żołnierzem, staje się jedynie pionkiem w grze. Jednak nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaką rolę przyjdzie mu odegrać. ...
Do sprzedaży trafiła już powieść Księżyc prawdopodobieństwa, pierwszy tom cyklu Prawdopodobieństwo Nancy Kress od wydawnictwa Almaz. Kawerna objęła tę pozycję swoim patronatem. Człowiek sięgnął gwiazd dzięki systemowi tuneli czasoprzestrzennych – reliktów starożytnej, od dawna nieistniejącej już rasy. Sukces ten ma jednak swoją cenę. W głębi Galaktyki ludzie trafiają na Fallerów, obce istoty, których jedynym celem jest niszczenie inteligentnego życia w kosmosie. Wybucha wojna, a nasza cywilizacja jest w niej stroną przegrywającą.W tych niepewnych czasach dochodzi do odkrycia nowej planety. Zamieszkuje ją preindustrialna cywilizacja, która doświadcza tak zwanej „dzielonej rzeczywistości” – wszyscy obywatele są praktycznie jednomyślni. Zespół ziemskich naukowców wyrusza na Świat, by zbadać ten fenomen, nie zdając sobie sprawy, że misja ta jest tylko przykrywką dla znacznie ważniejszej operacji wojskowej. ...
Kolejna edycja Ziem Jałowych odbędzie się w dniach 4-8 lipca br. Podobnie jak roku poprzednim, impreza utrzymana będzie w klimatach postapokaliptycznego westernu. Miejsce również pozostało bez zmian - konwentowicze odwiedzą opuszczoną kopalnię w miejscowości Będzin-Grodziec. Zapraszamy! Wszelkie dostępne na tę chwilę informacje znajdziecie na stronie internetowej Ziem Jałowych, profilu na Facebooku oraz prężnie działającym forum. Pojawił się również pierwszy plakat przygotowany przez Marzenę Rygielską – znajdziecie go w rozszerzeniu newsa.   ...
Już 18 kwietnia w serii WarBook nakładem wydawnictwa Ender ukaże się debiutancka powieść Michała Cholewy zatytułowana Gambit. Kawerna patronuje tej pozycji.Nagle oszalałe Sztuczne Inteligencje zniszczyły znany nam świat. Wędrujemy wśród gwiazd i w blasku supernowych toczymy wojny. Na ponurych planetach i ciemnych księżycach walczymy o artefakty sprzed Dnia.Ale dziś spowiła nas mgła. Zimna, bezkształtna, kradnąca dźwięki kolory i dusze mgła. Skrywa przyjaciół i wrogów, zabiera nadzieję a w jej miejsce sączy strach. Ale my trwamy. Na rozkaz.40 regiment Unii Europejskiej otrzymuje zadanie zabezpieczenia planety New Quebec. Już wkrótce okaże się, że wyszkolenie i honor nie ułatwiają wyborów, które wymagają ofiar i poświęcenia.Twarde SF w mrocznym klimacie Obcego, tajemnicą rodem z powieści Philipa K. Dicka i bitwami w stylu Johna Ringo. Poniżej fragment! ...
Zapraszamy na Toporiadę 2012!Termin: 2 – 4 sierpnia 2012r.Lokalizacja: Fryszerka/k. Inowłodza (woj. Łódzkie)Rawskie Stowarzyszenie Miłośników Gier Fabularnych i Fantastyki ma zaszczyt, a nawet przyjemność, zaprosić nieco cnotliwe damy i niemalże szlachetnych panów na ósmą edycję konwentu Toporiada.  Czymże jest Toporiada? To konwent RPG, organizowany przez graczy dla graczy. Dzieją się na nim nierzadko rzeczy wykraczające poza tematykę związaną z grami fabularnymi, jednakowoż RPG jest na Toporiadzie najważniejsze. Toporiada to także konwent plenerowy, który odbywa się w środku urokliwego lasu, nieopodal rzeki, na który należy przyjechać z własnym namiotem. Toporiada wreszcie, to konwent na luzie, gdzie w wakacje, przy piwku (jak ktoś jest pełnoletni albo potrafi dobrze kłamać), na świeżym powietrzu i pod kalifornijskim w swym charakterze słońcem, spotykają się co roku znajomi i przyjaciele, aby przez cztery bez mała dni, robić to co lubią najbardziej, cokolwiek by to nie było. ...

Wydarzenia

  • Ziemie Jałowe
    04.07.2012  | 68
    Konwentowicze odwiedzą opuszczoną kopalnię w miejscowości Będzin-Grodziec.Impreza utrzymana w klimatach postapokaliptycznego westernu.Zapraszamy!Szczegółowe informacje w newsie Anny "Tess...
    Będzin-Grodziec
     
  • Slot Art Festival 2012
    10.07.2012  | 63
    Impreza absolutnie fantastyczna, choć może w odrobinę odmiennym znaczeniu. ;) Od kilku lat jednak zbiera nas się tam kilkoro, stąd kierowane do Was zaproszenie, by było nas jeszcze więcej!Więc...
    Lubiąż
     
  • Rafineria 2012
    15.07.2012  | 271
    Organizatorzy Rafinerii 2012, postapokaliptycznego konwentu, ogłosili datę i miejsce imprezy. Tegoroczna edycja odbędzie się, tak jak w poprzednich latach, w Głuchołazach (woj. opolskie) w dniac...
    Głuchołazy
     
  • Toporiada 2012
    02.08.2012  | 84
    Rawskie Stowarzyszenie Miłośników Gier Fabularnych i Fantastyki ma zaszczyt, a nawet przyjemność, zaprosić nieco cnotliwe damy i niemalże szlachetnych panów na ósmą edycję konwentu Toporiad...
    Fryszerka k/Inowłodza (woj. Łódzkie)
     
  • Polcon 2012
    23.08.2012  | 219
    Wrocławskie Stowarzyszenie Wratislavia Fantastica otrzymało prawo do organizacji konwentu Polcon w roku 2012.Odbędzie się w dniach 23 do 26 sierpnia 2012 roku we Wrocławiu w budynkach Uniwersytet...
    Wrocław, pl. Grunwaldzki 24 A.
     
 

Kontakt z redakcją

Problemy techniczne
Hasturn  10729637
Opiekun Biblioteki
Lena 9041714
Marketing
Szamajim - rednacz@kawerna.pl



Blogosfera

Dariusz Domagalski

Wiola (Lena)

ShadowCat

Chcesz bloga? Napisz do Hasturna.

Statystyki, katalog stron www, dobre i ciekawe strony internetowe