26 Cze Sebastian - pierwszy fragment

Napisał Dział: Książki Komentarze DISQUS_COMMENTS

sebastianSebastian to nowa powieść Anne Bishop, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Initium.

„Niech twoje serce podróżuje bez bagażu, ponieważ to, co ze sobą przyniesiesz, stanie się częścią krajobrazu”.

Dawno, dawno temu Efemera, zagrożona przez Zjadacza Świata, została rozbita na wiele tajemniczych i magicznych krain. Nazwano je krajobrazami. Między nimi rozciągają się mosty, które przenoszą podróżnych w miejsca, do których przynależą, zamiast tam, gdzie sami chcą się udać.

Zjadacz Świata został uwięziony i zapomniano o nim, a stabilność krajobrazów Efemery utrzymuje magia Krajobrazczyń. W jednej z krain, gdzie żyją demony i panuje wieczna noc, swym mrocznym uciechom oddaje się półkrwi inkub − Sebastian. W snach wzywa go kobieta, która pragnie jedynie być bezpieczna i kochana. Sebastian pożąda jej, ale jednocześnie jest świadomy tego, że może ją zniszczyć.

Tymczasem w cichych ogrodach szkoły Krajobrazczyń budzi się zło − Zjadacz Świata wydostaje się ze swojego więzienia. Jego pierwszą ofiarą może paść krajobraz Sebastiana.

Poniżej pierwszy fragment!

Ta uwodzicielska, erotyczna i niezwykle romantyczna opowieść przeznaczona jest dla tych, którzy wiedzą, po której stronie serca – jasnej czy mrocznej – kryją się ich namiętności.

Anne Bishop

Sebastian

fragment

Dawno, dawno temu, w czasie, który zniknął z pamięci, łzy matki stworzyły most, który już na zawsze połączył moc żyjącego, wciąż zmieniającego się świata z ludzkim sercem.
– Mit

Rozdział 1
Obecnie

Sebastian stanął przy blacie kuchennym i zamknął oczy. Odetchnął powoli i głęboko, rozkoszując się zapachem świeżo zmielonych ziaren kawy. To lepsze niż kobieta, pomyślał. Bardziej zmysłowe niż wszystko, czego doświadczyłem z dwiema ostatnimi zdobyczami. Kiedy inkuba zaczyna nudzić seks, czas zrobić sobie przerwę – albo zastanowić się nad nową pracą. Zepchnął tę myśl w to miejsce swojego umysłu, w którym zamykał liczne nieprzyjemne wspomnienia, i zajął się parzeniem kawy.
Jak by to było wstawać o świcie, schodzić do kuchni i przygotowywać ten aromatyczny napar dla kogoś, kto naprawdę się liczy, dla kogoś, kto śpi w twoim łóżku, czekając, aż obudzi go pieszczota czy pocałunek? Jak by to było stanąć na dworze z filiżanką parującej kawy w ręku i patrzeć, jak budzi się dzień?
Pokręcił głową. Nie ma sensu posypywać solą emocjonalnych ran, myśleć o rzeczach, które i tak nie mogą się ziścić. Mieszkał w Gnieździe Rozpusty, krajobrazie składającym się z kilku brukowanych przecznic, przy których stały przeludnione domy – kiedyś zapewne była to podejrzana dzielnica jakiegoś większego miasta, zwykła ciemna plama w dziennym krajobrazie. Jednak któregoś dnia krajobrazczyni zmieniła świat i stworzyła z tych ulic osobny krajobraz. Wówczas zmieniła się też atmosfera tego miejsca, a tawerny, szulernie i burdele stały się częścią karnawału zmysłów.
Gniazdo było jednak czymś więcej niż miejscem, gdzie można otwarcie rozkoszować się rozpustą, czymś więcej niż schronieniem dla ludzi, którzy nie pasowali do dziennych krajobrazów, i demonów, takich jak inkubowie i sukuby. Stanowiło centrum całej grupy mrocznych krajobrazów, uważanych przez rozmaite rasy demonów za własne. To w takich miejscach demony mogły robić zakupy i upijać się w tawernach, nie wzbudzając nienawiści i nie ryzykując wypędzenia za to, że nie są ludźmi. To było miejsce, którego korzenie tkwiły w mrocznych zakamarkach ludzkiego serca, miejsce, gdzie nigdy nie wschodzi słońce.
Kiedy Sebastian trafił do Gniazda Rozpusty, był rozgoryczonym piętnastolatkiem. Dwa lata wcześniej uciekł spod władzy ojca i zniknął wśród krajobrazów, usiłując jakoś przeżyć. Jednak mroczne krajobrazy ludzi okazały się zbyt koszmarne i przerażające nawet dla chłopca, w którym od początku demoniczna natura brała górę nad ludzkim dziedzictwem. Z kolei mieszkańcy dziennych krajobrazów nie chcieli, żeby coś takiego mieszkało wśród nich. Wypędzano go więc z kolejnych wiosek, gdy tylko ludzie uświadamiali sobie, że jest inkubem – a głodu seksualnych emocji nigdy nie udawało się długo ukrywać.
Kiedy natrafił na Gniazdo Rozpusty i wyczuł jego mroczną, zmysłową atmosferę, oddał się jej całym sercem. Czuł, że wreszcie znalazł miejsce, gdzie fakt, że był inkubem, nie czynił z niego wyrzutka, miejsce, gdzie niekończąca się noc odpowiadała temu, kim i czym był – miejsce, do którego przynależał.
Gniazdo było jego domem. Jednak teraz, kiedy skończył trzydzieści lat, ogarnęła go nagła tęsknota za czymś, czego nie potrafił określić, potrzeba tak silna i bolesna, że aż zakręciło mu się w głowie. Przytrzymał się blatu i zaczekał, aż to uczucie minie. Zawsze mijało.
Jestem zmęczony… pomyślał. Tęsknota nigdy wcześniej nie zawładnęła nim w taki sposób. Zły, że nie potrafi zadowolić się tym, co ma, złapał kubek, stojący na drewnianej podstawce – i naczynie omal nie wypadło mu z rąk, gdy do frontowych drzwi jego domu ktoś zapukał. Sebastian zastygł w bezruchu. Kto to mógł być? Nigdy nikogo tu nie przyprowadzał, nigdy tu nikogo nie zapraszał. Tylko dwie osoby ignorowały tę jego potrzebę prywatności: Glorianna i Lee, jego ludzcy kuzyni. Jednak ani Glorianna, ani Lee nie pukaliby z takim wahaniem.
Mógł zignorować pukanie. Tak właśnie zrobi. Zignoruje je, a ten ktoś po drugiej stronie drzwi zaraz sobie pójdzie. Jednak tak się nie stało. Mało tego – po chwili drzwi uchyliły się odrobinę. Serce Sebastiana zaczęło tłuc się gwałtownie o żebra. Bezszelestnie odstawił kubek na blat, po czym równie cicho wyciągnął z drewnianego bloku największy nóż. Może nie wygra, ale nie zamierza poddać się bez walki.
– Sebastianie? – zawołał ktoś. – Sebastianie, jesteś tu?
Poznał głos, ale nadal się wahał. Zaklął cicho i odłożył nóż na miejsce. Zaufanie było jedną z bardzo niewielu rzeczy, których w Gnieździe nie dało się kupić.
Sebastian podszedł do przejścia, które oddzielało kuchnię od bawialni, zajrzał do pokoju i spojrzał na swojego gościa. Stojący w progu inkub niemal podskakiwał ze zdenerwowania. Jego oczy, wędrujące chaotycznie po prostych meblach i wiszących na ścianach oprawionych rysunkach, błyszczały z ciekawości.
– Czego chcesz, Kpiarzu? – spytał Sebastian.
Jeśli nawet Kpiarz dostrzegł niechęć w jego głosie, zignorował ją. Wszedł do bawialni, zamknął za sobą drzwi wejściowe i dopiero wtedy ruszył w stronę Sebastiana. Szedł charakterystycznym zadziornym krokiem, kontrastującym z jego chłopięcą urodą.
Kobiety nabierały się na niewinny wygląd Kpiarza – i był to ich wielki błąd. Kiedyś razem z Sebastianem grasowali po ulicach Gniazda Rozpusty – jasnowłosy, błękitnooki Kpiarz sprawiał wrażenie chłopca, który ma ochotę na niegrzeczną zabawę, natomiast Sebastian roztaczał wokół siebie niebezpieczną aurę, błyskając zielonymi oczami spod czarnej grzywy włosów. Razem bawili się w uwodzenie i oferowali seks kobietom, które przechodziły do Gniazda Rozpusty z dziennych krajobrazów. Często używali też mocy właściwej inkubom, by połączyć się z innym umysłem w półmroku snów i karmić się emocjami, które wywoływali, odgrywając role wyśnionych kochanków. Nieszczęśliwe żony, nierozsądne dziewczęta, które chciały przeżyć romans z tajemniczym wielbicielem, samotne kobiety, stęsknione za ciepłem kochanka, nawet jeśli przychodził do nich tylko w snach – wszystkie one były łatwymi zdobyczami dla inkubów.
Przez pięć lat wynajmowali wspólnie dwa pokoje w drogim burdelu i polowali w Gnieździe. Potem, kiedy Sebastian skończył dwadzieścia lat, zaczął odczuwać potrzebę czegoś więcej niż tylko seksualnych gierek oferowanych przez Gniazdo. Coraz częściej unikał kolorowych świateł i podejrzanych przybytków, aż pewnego razu natrafił na dróżkę, która rozpoczynała się kilka kroków od końca głównej ulicy Gniazda – patrzył na tę dróżkę i miał absolutną pewność, że nie było jej wcześniej w tym miejscu. I choć nie miał pojęcia, czy idzie na krótki spacer, czy też na zawsze opuszcza jedyne miejsce, gdzie czuł się naprawdę u siebie, ruszył nią.
Tak właśnie znalazł ten piętrowy dom. Wydawał się nie na miejscu w takim krajobrazie jak Gniazdo Rozpusty, ale gdyby do niego nie przynależał, nie byłoby go tutaj. Takimi właśnie prawami rządziła się Efemera.
Tego dnia, gdy znalazł to miejsce, nieśmiało wszedł do domu, pełen obaw, że przyłapie go właściciel. Jednak budynek okazał się niezamieszkały. Połowa pokoi była pusta, ale w pozostałych pomieszczeniach zostało dość mebli, by dało się urządzić wygodną sypialnię, bawialnię i kuchnię. Sebastian znalazł pościel i ręczniki, a nawet produkty potrzebne do przygotowania prostego posiłku. Wędrował po pokojach dobrą godzinę, czując, że coś w nim się uspokaja, jakby po raz pierwszy od miesięcy mógł odetchnąć pełną piersią.
Kiedy w kredensie w kuchni znalazł środki czyszczące, zakasał rękawy i odkurzał, zamiatał, szorował i polerował tak długo, aż dom błyszczał czystością, a wszystkie meble stały na właściwych miejscach. Potem wrócił do Gniazda Rozpusty, zabrał większość swoich rzeczy z wynajmowanego w burdelu pokoju i przeprowadził się tutaj. Tydzień później, kiedy wrócił z grasowania po ulicach Gniazda, odkrył, że ktoś zasadził księżycowy kwiat przy tylnym wejściu. Wtedy dotarło do niego, że ten dom czekał, aż go znajdzie, aż będzie go chciał. Ona wiedziała, kiedy coś zmieniło się w nim na tyle, że zaczął pasować do tego miejsca – księżycowy kwiat był jej sposobem na powiedzenie: „Witaj w domu”.
Na Efemerze rzadko udawało się zachować sekret serca. A przed Glorianną Belladonną nie dało się ukryć niczego. Sebastian mieszkał w tym domu przez ostatnie dziesięć lat. Był częścią Gniazda Rozpusty, a równocześnie nią nie był…
– Nie widziałem cię wczoraj – powiedział Kpiarz, ściągając myśli Sebastiana z powrotem na ziemię. – Pomyślałem więc, że może wpadnę… i zobaczę…
Wczoraj Sebastian poświęcił się rysowaniu – a potem spalił wszystkie rysunki, kiedy zorientował się, że podświadomie usiłuje odtworzyć wspomnienia z Aurory, wioski ciotki Nadii. Pomieszkiwał u niej często jako dziecko. Jego ojciec Koltak w końcu jednak zawsze się zjawiał i zabierał go z powrotem do miasta. Tam oddawał syna na przechowanie jakiejś kobiecie z biednej dzielnicy – płacił jej, żeby tolerowała obecność chłopca, żywiła go i zapewniała mu miejsce do spania. Sebastian przeważnie żył wtedy na ulicy, z innymi porzuconymi dziećmi. Raz po raz wracała świadomość, jak puste i nieszczęśliwe jest jego życie. A potem znów zjawiała się ciotka Nadia i zabierała go do siebie. Aż w końcu, gdy ojciec po raz kolejny przyjechał, by zabrać Sebastiana do znienawidzonego miasta, ten uciekł, przerywając odwieczną walkę Koltaka i Nadii.
– Byłem zajęty – powiedział, otrząsając się z ponurych wspomnień.
Kpiarz uśmiechnął się przewrotnie.
– Nadal pocieszasz starzejące się stare panny i samotne wdowy? Musisz poszukać sobie kogoś bardziej… żywego. Kogoś, kto się jeszcze rusza. Wątpię, żeby któraś z tych twoich zdobyczy okazała się atrakcyjna, gdybyś chciał zapewnić jej cielesną przejażdżkę zamiast romantycznej kołysanki. – Kpiarz powęszył w powietrzu i otworzył szeroko oczy. – Czuję kawę?
Sebastian westchnął. Zmełł dość ziaren na dwa kubki. Wyglądało na to, że będzie musiał się podzielić.
– Chodź – rzucił.
Kiedy podszedł do kuchennego blatu, Kpiarz zaczął zaglądać mu przez ramię. Gdy zobaczył torbę pełną ziaren, młynek i dzbanek, zagwizdał z podziwu.
– Widzę, że zapewnianie słodkich snów i gorących nocy starym pannom i wdowom jest bardziej dochodowe, niż sądziłem. – Urwał. – Ale przecież zwykle nie kupujesz na czarnym rynku, prawda?
Sebastian wziął drugi kubek i nalał do niego kawy.
– Nie kupiłem tego na czarnym rynku. To prezent od kuzynostwa. – Kiedy podawał kubek Kpiarzowi, dostrzegł cień strachu w błękitnych oczach mężczyzny i lekkie drżenie jego rąk.
Pruderyjni zarozumialcy z innych krajobrazów nazywali inkubów i sukuby złymi demonami, choć wielu z tych świętoszków marzyło o seksie, jakiego można było zaznać jedynie z nimi. Takie usługi dostarczały mieszkańcom Gniazda środków na godziwe życie. Jednak po świecie chodziły dużo bardziej niebezpieczne demony, a inkubowie i sukuby mogły paść ich ofiarą równie łatwo jak ludzie. Sebastian potrzebował kilku lat, żeby zrozumieć, iż niebezpieczne stworzenia, które przybywały do Gniazda, obawiały się go nie dlatego, że był groźnym demonem, ale ze względu na jego ludzkie powiązania. Nie bali się Lee, który był mostowym o rzadkiej umiejętności nakładania jednego krajobrazu na drugi, ale jeśli chodzi o Gloriannę, to…
Żaden demon nie chciał wzbudzić jej złości – Glorianna Belladonna była bowiem krajobrazczynią, która stworzyła Gniazdo Rozpusty.
Napełniwszy własny kubek, Sebastian oparł się o blat i upił łyk kawy. Milczał. Po kilku minutach Kpiarz nie wytrzymał.
– Ładnie tu. – Popatrzył na mały stolik pod ścianą, przy którym Sebastian jadał posiłki, potem na większy stół w jadalni. – Wygląda… miło.
Wygląda jak u ludzi, pomyślał Sebastian. Poczuł się tak, jakby przyłapano go na czymś sprośnym. Publicznie i w ludzkim krajobrazie – w Gnieździe sprośności były na porządku dziennym. Krępowało go, że ktoś widzi, jak bardzo usiłuje podkreślić swoje człowieczeństwo, o ile w ogóle jakieś w nim istniało. Przywoływało to dawną gorycz.
Nadia nie była jego krewną, tylko powinowatą. Poślubiła brata jego ojca i tak naprawdę nie miała powodu walczyć z Koltakiem o dobro chłopca, który w połowie był demonem. Niemniej walczyła – i wygrywała na tyle często, by w dzieciństwie Sebastiana zdarzały się chwile, kiedy czuł się kochany i akceptowany. Wszelkie dobro, jakiego doświadczył w ludzkich krajobrazach, było jej zasługą.
Dlatego tak bardzo go tutaj ciągnęło. Dlatego było tu jak w ludzkim domu, a nie jak w siedlisku inkuba. Na potrzeby uwodzenia miał pokój w burdelu, natomiast to miejsce przypominało mu, jak się czuł, kiedy mieszkał z Nadią, Glorianną i Lee. Kiedy miał jeszcze jakieś związki ze Światłem.
Wiedział, że jeśli inkubowie i sukuby odkryją, że mieszka jak człowiek, kpinom nie będzie końca. Znów stanie się społecznym wyrzutkiem.
Dopił kawę, spłukując z gardła gorycz.
– Po co przyszedłeś, Kpiarzu? – spytał niecierpliwie.
Kpiarz też dokończył pić kawę i już miał odstawić kubek na blat, gdy zawahał się. Przeszedł przez kuchnię i ostrożnie wstawił naczynie do zlewu, jakby przywiązywał ogromną wagę do utrzymania porządku. Kiedy odwrócił się do Sebastiana, na jego twarzy malowała się troska.
– Znaleźliśmy kolejną – powiedział.

Tytuł: Sebastian
Autor: Bishop Anne
Wydawca: Wydawnictwo Initium
Numer wydania: I
Data premiery: 2012-06-20
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Ilość stron: 400
Tłumaczenie: Wyrwas-Wiśniewska Monika
Rok wydania: 2012
Forma: książka
Indeks: 11389743