21 Lis Relacja z Falkonu 2017

Napisał Dział: Z Polski Komentarze DISQUS_COMMENTS

FALKON1370x485

Tradycyjnie już pierwszy weekend listopada rezerwuję sobie na Festiwal Fantastyki Falkon w Lublinie. Tegoroczna pełnoletnia, bo już 18. edycja Falkonu została zorganizowana pod hasłem „Join the federation”. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie spełniła moich oczekiwań. Dlaczego? To wyjaśniam w rozwinięciu, a jeśli byliście gośćmi Falkonu, to chętnie dowiem się, czy moje spostrzeżenia pokrywają się z Waszymi.

Kolejki do kas w piątkowe popołudnie były dosyć spore, jednak nauczona doświadczeniem wiedziałam, że czas największego oblężenia przypadnie w sobotę. Pierwsze zaskoczenie przyszło tuż po dość sprawnym odebraniu akredytacji: pakiety informacyjne były do odebrania w innym miejscu, specjalnie wydzielonym namiocie. Tuptając w zamieszaniu odnalazłam rzeczony namiot. Ok, więc przyszedł czas na zapoznanie się z mapą obiektów oraz programem. I tutaj zaczęły się schody. Mrugając z niedowierzaniem przyglądałam się mapce: gamesroom został połączony ze strefą gastronomiczną! Przedsięwzięciez marketingowego punktu widzenia genialne, niekoniecznie prezentuje się najlepiej z punktu widzenia (i siedzenia) osób, które przyszły pograć. Muszę jednak przyznać, że oferta strefy gastronomicznej była dużo bogatsza (i smaczniejsza) niż poprzednio, co nie zmienia faktu, że z kolejki po piwo można było kibicować graczom „Munchkina” na stoliku trzy metry i jeden płotek dalej. A to nie koniec przykrych niespodzianek. Następnym rozwiązaniem, które poważnie zakłóciło mi odbiór festiwalu była decyzja o ulokowaniu rund konkursu KOSplay w sali Warsztatowej 1, mieszczącej się na samym końcu ogromnej hali dzielonej z gamesroomem i strefą gastro. Całkiem nieprzemyślane posunięcie, które było rozczarowujące dla cosplayerów, wkładających mnóstwo pracy i serca w przygotowania do konkursu. To miejsce po prostu nie dawało im możliwości właściwej prezentacji swoich strojów przed publicznością.

falkon1

Brak głównej sceny do tego typu działań to kolejny ogromny minus tegorocznej edycji festiwalu. Nawet oficjalne otwarcie Falkonu wypadło bardzo blado: kilkanaście osób na auli (Sala Nowej Republiki) i brak nagłośnienia, tak znamienny dla wydarzeń, w których uczestniczyłam. Sala Proklamacji Cieni (Namiot 1) i Sala Imperium Sigmara (Namiot 2) były pozbawione nagłośnienia w piątek popołudniu, pół soboty oraz niedzielne popołudnie. Prąd był, jednak działającego sprzętu –mikrofonu i głośników, niestety zabrakło. Całe szczęście trafiłam na prelegentów o dobrej dykcji i donośnym głosie, jednak chyba nie tego oczekiwali prowadzący i zgromadzeni słuchacze. To tylko najbardziej jaskrawe przykłady ukazujące niestety (właściwe zaznaczyć): a) totalne nieprzygotowanie b) brak szacunku organizatorów dla uczestników oraz ludzi tworzących program.

Falkon to konwent od lat skierowany głównie do wielbicieli szeroko pojętej fantastyki, ale nie zamykający się przed fanami innych gałęzi rozrywki.W tym roku nie mogłam znaleźć tak wielu, jak w poprzednich edycjach, interesujących prelekcji. Choć pozornie program był bogaty i zróżnicowany, to zabrakło dla mnie punktu zaczepienia. Jednak ostatecznie udało mi się trafić na kilka ciekawych wystąpień.

falkon6

Jednym z nich było piątkowe spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem, które poprowadził Tomasz „Godryk” Marcinkowski. Tutaj mam dobrą informację dla fanów pisarza: już wkrótce ukaże się trzeci tom z „cyklu wampirycznego”, a jednym z motywów przewodnich powieści będzie pomysł na biznes w postaci… Fabryki otwieraczy do puszek z piwem. Możecie również oczekiwać na wydanie niebeletrystycznej książki Pilipiuka – zbioru reportaży z podróży pisarza po Szwecji i Norwegii.

Ucieszyła mnie również obecność w programie punktu Kobieta Doktor – czy to wypali?, który okazał się całkiem sprawnie poprowadzoną przez Mikołaja „Klausa” Wleklińskiego dyskusją, udowodniającą, że Whovianie mają duże zaufanie do BBC i jeszcze większe do Doktora. Bo ostatecznie konkluzja była taka, by poczekać i wyrokować po kilku odcinkach, czy Jodie Whittaker okaże się naszym Doktorem. 

falkon2

W piątek pojawiła się także prelekcja-widmo, zapowiadająca obecność na konwencie Michała Gołkowskiego, który jednak w tym roku nie miał w planach wizyty na Falkonie. Błąd w informatorze konwentowym spowodował zamieszanie i rozczarowanie fanów, którzy nastawili się na spotkanie z pisarzem. 

Sobotę na Falkonie rozpoczęłam w gronie fanów urbanfantasy na prelekcji-polecance pt. Jeśli nie Supernatural, to co? Magdy „Cathii” Kozłowskiej. Dzięki niej dodałam kilka seriali do mojej watch-later-playlist oraz co najmniej dwa cykle książkowe, które do tej pory umknęły mojej uwadze. Co jeszcze działo się w sobotę na Falkonie? Jednym z punktów programu cieszących się największą popularnością, było spotkanie z Grupą Filmową Darwin. Organizatorzy Falkonu byli wtedy zmuszeni wywiesić informację, że Sala Nowej Republiki nie pomieści już więcej osób. Ci, którzy nie dostali się na aulę mogli spotkać ekipę GF Darwin na dyżurze autografowym. W sobotę dyżury pełnili także m.in. Andrzej Pilipiuk, Artur Olchowy, Radek Rak, Martyna Raduchowska oraz Agnieszka Hałas.

falkon3

Popołudniu Marcin Przybyłek zwrócił w swojej prelekcji uwagę na kłamstwa, które pozwalają zachować ludziom zdrowie psychiczne, zarówno te świadome, jak i podświadome. Spotkanie pt. Mechanizmy obrony osobowości uważam za jeden z najwartościowszych punktów Falkonu. Pozwoliło mi spojrzeć z dystansu na cały konwent i jego wyjątkowo słabą organizację.

Postanowiłam więc udać się na zakupowe łowy, bo wystawcy również w tym roku mieli bardzo bogatą i zróżnicowaną ofertę: książki, komiksy, gry, koszulki, smoki, wilki, sowy, superbohaterowie i herosi, wszelkiej maści figurki i pozostałe gadżety, które opróżniają portfel w prędkości nadświetlnej, oczywiście dopisały. Znalazłam nawet wyprzedażowe pudełko z filmami po 5zł i tak obładowana udałam się do obleganego gamesroomu. Tam czekała mnie kolejna przykra niespodzianka: dużo mniejszy niż we wcześniejszych edycjach konwentu wybór tytułów i gry w pojedynczych egzemplarzach. Na szczęście znajomi byli już na miejscu i udało im się mnie przekonać, by przestać narzekać i zacząć grać.

falkon8

Z racji tego, że listopad i niedawno były Zaduszki, a i klimat ogólnie nostalgiczny, ostatni dzień Falkonu postanowiłam rozpocząć od wysłuchania prelekcji Jacka Radzymińskiego pt. Wiktoriański kult zmarłych. Nie mogłam trafić lepiej! Wykład poprowadzony bardzo rzeczowo, ale z ikrą i niekiedy czarnym humorem, wywoływał żywiołowe reakcje wśród uczestników. Wspólnie odbyliśmy podróż przez epoki, w których podejście do śmierci i śmiertelności ludzkiej zmieniało się diametralnie. Przyznaję, że nie wiedziałam do tej pory, iż ludzie z epoki wiktoriańskiej upodobali sobie Księżyc na tymczasową siedzibę duchów. Bardzo praktyczne rozwiązanie, zwłaszcza, że z duszami bliskich zmarłych można było się w razie czego połączyć dzięki medium i renegocjować zapisy testamentu. W Anglii dopiero w latach 90” XIX wieku sądownie zakazano takich praktyk – zmiany testamentu przez ducha, nie pomieszkiwania na Księżycu. Srebrny glob mógł być nadal zamieszkiwany przez zmarłych. Nie zabrakło też wzmianki o Arthurze Conanie Doyle’u, który był zafascynowany spirytyzmem i przez pewien czas trzymał z ówczesnymi „pogromcami duchów”.

Ciekawym rozwiązaniem, które w tym roku pojawiło się w programie Falkonu był blok anglojęzyczny. W sobotę i niedzielę zagraniczni goście konwentu mieli okazję wybrać się do Sali Nowej Republiki na prelekcje w języku angielskim, podczas którychporuszano tematykę m.in. ze świata Harry’ego Pottera, Gwiezdnych Wojen, Doctora Who czy Star Treka. Postanowiłam sprawdzić, jak wypadają te prelekcje na przykładzie Should you watch „Star Trek: Discovery” Srjdana Jovanovskiego, ale publiczność zgromadzona na sali nie była międzynarodowa, więc dyskusja poprowadzona została w języku polskim. Oczywiście bez działającego nagłośnienia. Na tym zakończyłam zabawę na XVIII edycji Festiwalu Fantastyki Falkon.

Niestety nie mogę powiedzieć, że ta „osiemnastkowa” impreza wygrała w moim osobistym rankingu na najlepszą edycję Falkonu.Na szczęście nie okazała się również całkowicie tragicznym wydarzeniem, a wszystko to dzięki przyjaznejatmosferze, która przyciąga rokrocznie niesamowite osoby. Spotkania z ludźmi z różnych fandomów, którzy tworzą wspólnie wielką fantastyczną rodzinę i roztaczają aurę pozytywnej energii wokół siebie, dzieląc się nią ze wszystkimi, to coś, czego nie zabrakło na Falkonie. Dzięki temu dałam duży kredyt zaufania dla przyszłorocznej edycji konwentu. Niestety w jakości organizacyjnej tegoroczny Falkon zanotował wyraźną tendencję spadkową w porównaniu z poprzednimi odsłonami.

falkon4

falkon5

falkon7

 

Ostatnio zmieniany środa, 22 listopad 2017 11:20