17 Maj Gra o tron, czyli teorie teorię teorią pogania, cz. II

Napisała Dział: Felietony Komentarze DISQUS_COMMENTS

cleganebowl

W 1996 roku ukazała się powieść George’a R.R. Martina zatytułowana „Gra o tron”. Pisarz prace nad nią rozpoczął w 1991 roku, a do roku 2012 ukazały się cztery kolejne tomy cyklu „Pieśń Lodu i Ognia” – „Starcie królów”, „Nawałnica mieczy” (w wydaniu polskim rozbita na dwa tomy, „Stal i śnieg” oraz „Krew i złoto”), „Uczta dla wron” („Cienie śmierci” i „Sieć spisków”) oraz „Taniec ze smokami” („Część I” i „Część II”). Zakończenie sagi poznamy jednak dopiero wtedy, gdy ukażą się „Wichry zimy” oraz „Sen o wiośnie”, a na te zapewne przyjdzie nam jeszcze poczekać…

Wielowątkowa fabuła, świat prezentowany oczyma różnych bohaterów, smaczki ukryte między wierszami, a także czas oczekiwania na kolejne tomy sprawiają, że fani próbują podążać według zostawionych przez autora tropów i rozwiązać jego zagadki. Rozmaitych teorii dotyczących „Gry o tron” powstało wiele: przyjrzyjmy się niektórym z nich, mniej i bardziej prawdopodobnym.

Po teorii dotyczącej pochodzenia Jona Snowa, czyli jednego z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów "Gry o tron", przyjrzyjmy się bohaterom nieco bardziej drugoplanowym...

Ogar i Góra czyli CleganeBowl

Jak widać, także ta teoria doczekała rozpoznawalnej wśród fanów nazwy. Zanim jednak przejdziemy do samego CleganeBowl, wypadałoby przedstawić bohaterów.
Ród Clegane to niewielkiego znaczenia rodzina podlegająca Lannisterom, z siedzibą nieopodal Casterly Rock. W ich herbie znajdują się trzy psy na żółtym polu – jest to upamiętnienie chwili, w której pewien hodowca psów uratował życie Tytosowi Lannisterowi, przypłacając to utratą nogi oraz życia tych trzech ogarów. W zamian za to otrzymał ziemię i nazwisko.

W momencie, gdy rozpoczyna się akcja "Gry o tron", przy życiu jest już tylko dwóch członków rodu Clegane – darzący się nienawiścią bracia Gregor oraz Sandor. Gregor, zwany Górą, Która Jeździ, jest potężnym i wprost proporcjonanie do wzrostu okrutnym człowiekiem, z niewiadomego powodu pasowany przez Rhaegara Targaryena na rycerza. Odpowiada on za okaleczenie swego młodszego brata: przycisnął głowę Sandora do paleniska za karę za to, że ten bez pozwolenia bawił się jego zabawką. Wynikiem tego zdarzenia Sandor został nie tylko okrutnie oszpecony (połowę jego twarzy pokryły paskudne blizny) i nabawił się panicznego strachu przed ogniem, ale także wzgardził hipokryzją stanu rycerskiego – i z tego powodu nigdy nie pozwolił się pasować. Po śmierci ojca, gdy Gregor został głową rodu, Sandor opuścił dom i wstąpił na służbę u Lannisterów. Poznajemy go jako osobistego obrońcę Joffreya – nosi straszliwy hełm w kształcie psiego pyska i zwany jest przez wszystkich Ogarem, a przez młodego następcę tronu dodatkowo pogardliwie Psem.

Pierwsze starcie braci obserwujemy w czasie Turnieju Namiestnika zorganizowanego z okazji mianowania Eddarda Starka na to stanowisko. W finałowej walce mierzyli się ze sobą Gregor Clegane oraz będący jego całkowitym przeciwieństwem Loras Tyrell. Loras, zwany Rycerzem Kwiatów, wyglądał jak żywcem wyjęty z ballad w pięknej zbroi pokrytej kwiatami, a tłum wiwatował na jego widok. Loras pochodził z wielkiego rodu, Góra – z pomniejszego; Loras był smukły i przystojny, Góra – ogromny i przerażający; Loras dosiadał urodziwej klaczy, Góra – krwiożerczego ogiera; wreszcie Loras był najmłodszym z braci, a Góra – najstarszym.

Wbrew pozorom różnica płci koni okazała się znacząca – Loras dosiadał klaczy w rui, co spowodowało rozkojarzenie u rumaka Gregora, wskutek czego Rycerz Kwiatów wygrał starcie. Nie mógł jednak długo nacieszyć się zwycięstwem – wściekły Góra najpierw zamordował swojego konia jednym uderzeniem miecza, a potem rzucił się na młodego Tyrella. Od niechybnej śmierci uratował go Ogar, który walczył z bratem aż do momentu, gdy król Robert przerwał ich starcie. Loras w podzięce ogłosił Sandora Clegane'a zwycięzcą Turnieju.

Od tego czasu (jak i zapewne wcześniej) Ogar niejednokrotnie wspominał, że w końcu zabije brata, ale nie miał ku temu okazji – z racji obowiązków trwał przy Joffreyu (od pewnego momentu jako pierwszy niepasowany na rycerza członek Gwardii Królewskiej), a Góra zaszył się w niewiadomym miejscu, umykając przed wyrokiem śmierci wydanym w imieniu króla przez Neda Starka.

I póki co losy braci nie przecięły się już, co więcej – obaj uznani są za zmarłych. A jednak wśród czytelników "Pieśni Lodu i Ognia" niegasnącą popularnością cieszy się teoria o starciu, w którym Sandor wreszcie miałby okazję zgładzenia Gregora. By zrozumieć, skąd ten pomysł, trzeba prześledzić okoliczności "śmierci" obu Clegane'ów.

Zacznijmy od Góry, gdyż tu okoliczności były o wiele bardziej jednoznaczne. Gdy Tyriona Lannistera oskarżono o królobójstwo, ten – świadom, iż sąd jest farsą sterowaną przez nienawidzących go ojca i siostrę – postanowił domagać się próby walki, czyli formy sądu, w którym o winie oficjalnie decydują bogowie, zaś nieoficjalnie – zdolności reprezentantów. W imieniu Tyriona postanowił wstąpić Oberyn Martell poszukujący sprawiedliwości dla swojej zgwałconej i zamordowanej przez Górę siostry oraz jej zamordowanych (także przez starszego Clegane'a) dzieci, zaś racje Cersei Lannister oskarżającej brata reprezentował właśnie Gregor, jej najgroźniejszy i najokrutniejszy pies gończy.

Choć pojedynek wydawał się przesądzony, szybko okazało się, że dornijski styl walki i ogromne umiejętności Oberyna przechyliły szalę zwycięstwa na jego stronę. I zapewne Czerwona Żmija wygrałby starcie, gdyby nie to, że walczył nie tylko o Tyriona, ale i o Elię. W czasie trwania całej walki powtarzał niczym mantrę, że Góra zgwałcił ją oraz zamordował ją i jej dzieci, domagając się wyznania win. I w momencie, gdy Clegane leżał już, powalony i ciężko ranny, rzeczywiście zareagował na żądania Martella... tyle że jednocześnie złapał go i przyciągnął do siebie, a następnie zmiażdżył głowę księcia Dorne gołymi rękoma.

Oberyn zginął i przegrał pojedynek, ale Góra miał już nigdy nie pozbierać się z ran – włócznia Dornijczyka była bowiem zatruta. Maester Pycelle robił wszystko, by uzdrowić rycerza – którego głowę Tywin Lannister poprzysiągł Doranowi Martellowi jako dowód, że zabójca Elii i Oberyna został ścięty. Gdy stało się już jasne, że Góra nie przeżyje i będzie z nim tylko gorzej, a jego krzyki nie pozwalały zmrużyć oka nikomu na dworze, Cersei przekazała go Qyburnowi – byłemu maesterowi pozbawionemu łańcucha przez Cytadelę za plugawe eksperymenty. Qyburn rzeczywiście przygotował głowę góry do wysłania księciu Doranowi... ale wspomniał także, że opieka nad Górą umożliwiłaby mu pewne eksperymenty.

Owocem tychże eksperymentów okazał się najprawdopodobniej Robert Strong – milczący i ogromnej postury rycerz, który złożył śluby milczenia i nigdy nie zdejmował hełmu. Choć nigdy nie zostało to potwierdzone na kartach "Pieśni Lodu i Ognia", wszystko wskazywało na to, iż jest to ożywiony za pomocą nekromacji Góra. Problematyczna pozostawała kwestia jego głowy – czyżby hełm ukrywał jej brak? Czy ciało zostało uzupełnione inną głową? A może to Doran Martell otrzymał fałszywą czaszkę, a Góra zachował swoją? Problematyczna byłaby oczywiście kwestia rozmiaru – wysoki na osiem stóp (niemal dwa i pół metra) Clegane także tę miał niezwykle wielką... ale przecież w Królewskiej Przystani nie brakowało wtedy sporych czaszek – Cersei wyznaczyła wszak nagrodę za głowę Tyriona i z całego Westeros spływały fałszywki, a karły słynęły z nieproporcjonalnie dużych głów.

Co ważne i prowadzące wprost do potencjalnego CleganeBowl – gdy ostatnio widzieliśmy Cersei, została ona oskarżona przez Wiarę o liczne grzechy i choć marsz wstydu posłużył jako pokuta za jeden z nich, przed królową matką wciąż sąd za pozostałe. Czy wybierze sąd boży i Robert Strong, a więc najprawdopodobniej ożywiony Góra, zostanie jej reprezentantem?

Zanim przejdę do drugiego z braci Clegane'ów, wspomnę tylko, że teorię z nieumarłym Górą najprawdopodobniej potwierdził serial "Gra o tron". W nim Qyburn wprost otrzymał rozkaz ożywienia rycerza i nie ukrywał, że zrobi to z niego zombie. Nikt też nie ukrywa jego tożsamości, Mała Rada wprost komentuje abominację noszącą biały płaszcz Gwardii Królewskiej, a imię Roberta Stronga nawet nie pada – wszyscy wiedzą, że za hełmem kryje się lekko nadgniłe oblicze Gregora.
Wróćmy więc do Ogara – ten z Królewskiej Przystani odszedł w czasie Bitwy o Czarny Nurt, gdy został wysłany prosto w ogień. Porzucił służbę i Joffreya, po czym zniknął, by jakiś czas później skrzyżować swoje losy z Aryą Stark. Z jednej strony Sandor Clegane bez wątpienia uratował jej życie, z drugiej – Arya wciąż nienawidziła go za śmierć Mycaha, syna rzeźnika, którego Ogar zamordował na życzenie Joffreya. Gdy już wydawało się, że Arya i jej nowy towarzysz nawiązują całkiem niezły stopień porozumienia, Clegane został poważnie ranny w Karczmie na Rozdrożu. W ranę wdało się zakażenie i w końcu nie było już wątpliwości – Sandor nie miał szans na przeżycie. Poprosił Aryę o dar łaski, czyli szybką i czystą śmierć, ta jednak zostawiła go samemu sobie i odeszła, skazując go tym samym na powolne konanie.

W tym samym czasie Ogara poszukiwała Brienne z Tarthu, myśląc, że natrafi w ten sposób na ślad Sansy Stark (oraz, co ironiczne – nie mając pojęcia, że w rzeczywistości była niezwykle blisko drugiej córki Catelyn, uznanej za zmarłą), lecz gdy trafiła w okoliczne rejony, wedle wiedzy czytelnika ten był już martwy. Pogłoski o tym, że Clegane wciąż morduje wynikały z tego, iż ktoś ukradł jego charakterystyczny hełm, za to sama Brienne poznała – podobno – naocznego świadka śmierci Ogara.

Był nim Starszy Brat z Cichej Wyspy. Przedstawił go Brienne septon Meribald, kapłan podróżujący po Westeros i głoszący wiarę w Siedmiu. Jego wiernym towarzyszem był pies imieniem Pies (co samo w sobie może już być wskazówką).

Nim jednak Brienne usłyszała historię o losach Ogara, przekonała się, iż w stajni na Cichej Wyspie znajdował się piękny, ale niezwykle narowisty koń. Zastanawiające było już samo to, jak udało się przetransportować go na wyspę – droga prowadząca na nią, zwana ścieżką wiary, była niezwykle kręta, wiodła przez bagniska i nawet odwiedzający wyspę regularnie septon Meribald musiał wielokrotnie zatrzymywać się i badać drogę kosturem. Narowistość konia zwanego Znajdą przysporzyła braciom z Cichej Wyspy wielu problemów – m.in. w czasie próby kastracji odgryzł ucho śmiałkowi, który odważył się do niego zbliżyć.
Zmierzając na poznanie Starszego Brata, Brienne minęła nowicjusza – wyraźnie kulejącego grabarza, który jednak (zgodnie z zasadami obowiązującymi na wyspie) nie odzywał się ani słowem. Nowicjusz ten pogłaskał Psa, który odniósł się do niego z sympatią. Choć Brienne przewyższała większość mężczyzn, zwróciła uwagę, że nowicjusz był od niej wyższy. Na kartach „Pieśni Lodu i Ognia” George R.R. Martin nie przedstawił wielu takich postaci – z pewnością zaliczali się do nich Hodor, Góra... oraz Sandor Clegane.

Słowa Starszego Brata kierowane do Brienne zasługują na dokładną analizę.
(…) Ale jedno wiem z całą pewnością. Człowiek, którego szukasz, umarł.
To był kolejny szok.
– W jaki sposób?
– Żył z mieczem w ręku i zginął od miecza.
– Wiesz to z całą pewnością?
– Sam go pochowałem. Jeśli chcesz, mogę ci powiedzie, gdzie jest jego grób. Nakryłem go kamieniami, żeby padlinożercy nie dobrali się do jego ciała, i położyłem na kopcu jego hełm, by zaznaczy miejsce, w którym spoczywa. To był fatalny błąd. Jakiś inny wędrowiec znalazł go i zabrał sobie. Człowiek, który zabijał i gwałcił w Solankach, nie był Sandorem Clegane’em, choć może by równie niebezpieczny. W dorzeczu jest pełno podobnych łupieżców. Nie nazwę ich wilkami. Wilki są szlachetniejsze... i psy również, jak sądzę. Niewiele wiem o tym Sandorze Cleganie. Przez wiele lat był zaprzysiężoną tarczą księcia Joffreya. Nawet tutaj słyszeliśmy o jego czynach zarówno dobrych, jak i złych. Jeśli choć połowa z tego, co o nim mówiono, to prawda, był zgorzkniałą, udręczoną duszą, grzesznikiem, który drwił z bogów i ludzi. Służył, ale nie był dumny ze służby. Walczył, ale zwycięstwo nie przynosiło mu radości. Pił, by utopić swój ból w morzu wina. Nie kochał nikogo ani nikt nie kochał jego. Kierowała nim nienawiść. Choć popełnił wiele grzechów, nie prosił o wybaczenie. Inni marzą o miłości, bogactwie albo chwale, a ten Sandor Clegane marzył o tym, że zabije własnego brata. To grzech tak straszliwy, że drżę, mówiąc o nim. To jednak był chleb, którym się karmił, paliwo, dzięki któremu płonął jego ogień. Choć to haniebna myśl, nadzieja, że ujrzy krew brata na własnym mieczu, była wszystkim, co pozwalało żyć temu smutnemu, pełnemu gniewu człowiekowi... a nawet to mu odebrano, gdy książę Oberyn z Dorne dźgnął ser Gregora zatrutą włócznią.
– Mówisz, jakbyś się nad nim litował – zauważyła Brienne.
– Bo tak było. Ty również byś się nad nim ulitowała, gdybyś go widziała przed końcem. Znalazłem go nad Tridentem, przyciągnęły mnie jego krzyki bólu. Błagał o dar łaski, ale ja przysiągłem, że już nie będę zabijał. Wodą z rzeki przemyłem jego rozpalone czoło, dałem mu wina i zrobiłem okład na ranę, ale było już za późno, żeby mu pomóc. Ogar skonał w moich ramionach. Być może widziałaś w naszej stajni wielkiego, czarnego ogiera. To był jego rumak, Nieznajomy. To bluźniercze imię. Wolimy go nazywać
Znajdą, bo znalazłem go nad rzeką. Obawiam się, że ma naturę swego dawnego pana.
Koń. Widziała ogiera, słyszała jego kopnięcia, ale nic nie zrozumiała. Bojowe rumaki uczono kopania i gryzienia. Podczas wojny były bronią, tak jak dosiadający ich ludzie. Jak Ogar.
– A więc to prawda – powiedziała przygnębiona. – Sandor Clegane nie żyje.
– Wreszcie odnalazł spokój. – Starszy Brat umilkł.
(George R.R. Martin: Uczta dla wron. Sieć spisków)

W jaki sposób ta historia miałaby dowodzić tego, że młodszy Clegane przeżył? Tkwi to w detalach. Starszy Brat podkreśla, że umarł Ogar – grzesznik i wojownik. Gdy jednak Brienne pyta o los Sandora, mężczyzna oznajmia, że odnalazł spokój. O tym, dlaczego może być to istotne, dowiadujemy się już w chwilę później:

(…) Mój los był spisany czerwienią, czerwienią krwi i wina.
– A kiedy to się zmieniło? – zapytała Brienne.
– Gdy zginąłem w bitwie pod Tridentem. Walczyłem za księcia Rhaegara, choć on nawet nie znał mojego imienia. Nie potrafię ci powiedzieć , dlaczego za niego. (...) Nawet nie zauważyłem ciosu, który mnie powalił. Usłyszałem tętent kopyt za plecami i pomyślałem: „koń!”, ale nim zdążyłem się odwrócić
, coś walnęło mnie w głowę i zwaliłem się do rzeki. Powinienem był w niej utonąć, lecz ocknąłem się tutaj, na Cichej Wyspie. Ówczesny Starszy Brat powiedział mi, że przyniosła mnie fala, nagiego jak w dzień imienia. Jedyne wyjaśnienie, jakie mi przychodzi do głowy, to że ktoś znalazł mnie na płyciznach, zabrał mi zbroję, buty i spodnie, a potem zepchnął mnie na głęboką wodę. Resztę zrobiła rzeka. Wszyscy rodzimy się nadzy, więc pewnie nic dziwnego w tym, że do nowego życia narodziłem się w ten sam sposób. Następne dziesięć lat przeżyłem w milczeniu.
– Rozumiem.
Brienne nie wiedziała, dlaczego jej to opowiada i co innego mogłaby mu rzec.
– Naprawdę? – Pochylił się, wspierając wielkie dłonie na ramionach. – Jeśli tak, wyrzeknij się tych poszukiwań. Ogar nie żyje, a zresztą nigdy nie miał twojej Sansy Stark. Jeśli chodzi o bestię, która nosi teraz jego hełm, znajdą ją i powieszą. Wojny dobiegają już końca, a ci banici nie mają szans podczas pokoju. Randyll Tarly poluje na nich wokół Stawu Dziewic, Walder Frey wokół Bliźniaków, a w Darry osiadł nowy, młody lord, pobożny człowiek, który z pewnością zaprowadzi porządek na swych ziemiach. Wracaj do domu, dziecko.
(George R.R. Martin: Uczta dla wron. Sieć spisków)

Okazuje się, że Starszy Brat o umieraniu mówi w postaci metaforycznej. Śmierć to przemiana, koniec jakiegoś etapu życia i początek kolejnego. Czy skoro mówi w tej sposób o sobie, to możemy odnieść to także do losów Ogara? Jeśli tak, to poprzednie słowa Starszego Brata można zinterpretować jako to, iż grzesznik Ogar zmarł, a pozostał tylko Sandor Clegane – który wreszcie odnalazł spokój... jako nowicjusz na Cichej Wyspie. Czy jednak coś poza sposobem wypowiedzi Starszego Brata może potwierdzać, iż Clegane znajduje się na Cichej Wyspie?

Jest to oczywiście obecność grabarza – mężczyzna przewyższający Brienne (mierzącej siedem stóp, a więc ponad dwa metry!) nie był w Westeros zwyczajnym widokiem. Co więcej, mężczyzna ten wyraźnie kulał na skutek dawnych ran, a Arya zostawiła Ogara umierającego. Nowicjusz przyjaźnie odnosił się do Psa, mimo iż widział go pierwszy raz w życiu – czyżby George R.R. Martin właśnie mrugał okiem do czytelnika? W dodatku choć sam grabarz nie robi niczego znaczącego dla wątku, to opisany zostaje dwukrotnie, jakby w przyszłości miał odegrać jakąś rolę.

No i pozostaje jeszcze Nieznajomy, zwany obecnie Znajdą. Koń Ogara był dziki i narowisty, szkolony do walki, a więc nauczony kopać i gryźć. Atakował Braci z Cichej Wyspy i nie pozwalał się ujarzmić, a prowadząca na wyspę ścieżka wiary była trudna do przebycia nawet dla człowieka, który tę trasę znał... Czy Starszy Brat zaryzykowałby życie, ciągnąc za sobą wyrywającego się ogiera, a nawet gdyby, to czy byłby w stanie bezpiecznie przeprowadzić go przez bagniska? Była tylko jedna osoba, za którą Nieznajomy podążyłby posłusznie – jego właściciel i opiekun, Sandor Clegane.

W międzyczasie wspomniane zostają też niezwykłe umiejętności lecznicze Starszego Brata – na Cichą Wyspę mają przybywać chorzy, starzy i umierający oraz kobiety tuż przed porodem, ponieważ mężczyzna potrafi wyleczyć rany i choroby, z którymi nie radzą sobie nawet maesterzy. Możliwe więc, że jego wiedza byłaby wystarczająca, by pomóc osłabionemu Clegane'owi.

Znaczące jest także to, jak rozległą wiedzę o historii Ogara posiada Starszy Brat. Nie byłoby nic dziwnego w tym, że jeden z lepszych wojowników Westeros kojarzony jest przez wykształconych ludzi w Siedmiu Królestwach, ale wnioski o udręczonej duszy pokazują już naprawdę dobrą znajomość psychiki gwardzisty.
I są jeszcze słowa, które usłyszała Brienne pierwszego dnia pobytu na wyspie:

Wielu z braci przybyło tu po to, by uciec przed okropnościami świata, a nie, żeby je wspominać. Brat Clement nie był jedynym z nas, który odniósł rany. Niektórych ran nie ujrzy się okiem.
(George R.R. Martin: Uczta dla wron. Sieć spisków)

Jest więc możliwe, że Sandor Clegane żyje wraz z braćmi wyznającymi wiarę w Siedmiu i służącymi biednym ludziom z Westeros. Przebywa jednak w zupełnie innej części kraju i wątpliwe, by kiedykolwiek jeszcze miał wrócić do Królewskiej Przystani. Skąd więc CleganeBowl?

Po raz pierwszy od lat funkcjonuje Wiara Wojująca. Niezwykle ważną rolę w stolicy odbywa obecnie Wiara i stojący na jej czole Wielki Septon zwany Wielkim Wróblem. A Cersei Lannister oczekuje na proces... Jeśli zdecydowałaby się na sąd boży, Wiara będzie potrzebowała reprezentanta – potężnego wojownika zdolnego zmierzyć się z tajemniczym Robertem Strongiem.

Jest jeszcze jedna kwestia, która sugeruje, że właśnie tak mogłyby rozstrzygnąć się losy Cersei Lannister – a mianowicie przepowiednia, którą królowa-matka usłyszała w dzieciństwie.

Zostało jej jeszcze jedno pytanie, jedna szansa ujrzenia przyszłego życia.
– Czy król i ja będziemy mieli dzieci? – zapytała.
– Och, tak. Szesnaścioro dla niego, troje dla ciebie.
Cersei nie widziała w tym sensu. Czuła w skaleczonym kciuku pulsujący ból, a jej krew skapywała na dywan. „Jak to możliwe?” – chciała zapytać, ale nie miała już więcej pytań. Jednakże starucha jeszcze z nią nie skończyła.
– Złote będą ich korony i złote ich całuny – rzekła. – A kiedy już utoniesz we łzach, valonqar zaciśnie dłonie na twojej białej szyi i wyciśnie z ciebie życie.
(George R.R. Martin: Uczta dla wron. Sieć spisków)

Kim jest valonqar? To pochodzące ze starovalyriańskiego języka słowo określające młodszego brata – przepowiednia była więc jednym z powodów, dla których Cersei nienawidziła Tyriona (jednocześnie całkowicie ignorując zagrożenie ze strony Jaime'ego, który formalnie – choć tylko o kilka minut – także był jej młodszym bratem). Wiemy, iż Maggy Żaba to tak naprawdę maegi, czyli czarownica praktykująca magię krwi. Możemy się także domyślać, że nie oszukuje, ponieważ jej przepowiednie spełniają się jedna po drugiej. Nawet dziwaczna odpowiedź o dzieciach ma sens – wszak Cersei urodziła trójkę dzieci spłodzonych przez Jaime'ego, a Robert spłodził liczne bękarty. Przepowiednie bywają jednak niejednoznaczne – nikt nie powiedział też, że morderczy valonqar to brat samej Cersei. A gdyby młodszy brat (Sandor) pokonał starszego (Gregora) w sądzie bożym, przypieczętowałby los królowej. Co jest kolejnym tropem mającym wskazywać na to, że w przyszłości dojdzie do CleganeBowl. Bez wątpienia szansa zabicia brata przyniosłaby jeszcze większy spokój udręczonej duszy Sandora.

Ostatnio zmieniany wtorek, 17 maj 2016 21:53