07 Lip Walka z uprzedzeniami

Napisane przez Dział: Felietony Komentarze DISQUS_COMMENTS

card

Za każdym razem, kiedy mam problem, o czym napisać felieton, z pomocą przychodzi rzeczywistość dostarczając kolejną porcję absurdów. Tym razem ‒ znowu, chociaż wyjątkowo wcześnie ‒ poszło o Pyrkon, a konkretnie o fakt, że festiwal zaprosił jako gościa Orsona Scotta Carda ‒ jednego z żyjących klasyków fantastyki, twórcę m.in. „Gry Endera”, „Opowieści o Alvinie Stwórcy” i „Glizdawców”.

Card jest mormonem. Z tej racji między innymi nie stosuje żadnych używek ‒ i nie chodzi tu tylko o papierosy czy alkohol, ale nawet kawę i herbatę. Ale jest także zdecydowanym przeciwnikiem legalizacji małżeństw homoseksualnych, a sam homoseksualizm uważa za chorobę. Te poglądy nie przekładają się w żaden sposób na jego twórczość literacką, lecz mimo to okazały się nie do przeskoczenia dla części społeczności fantastów. Jedni zaczęli deklarować, że skoro Card został zaproszony, to oni zbojkotują Pyrkon; inni proponują, żeby na spotkanie z pisarzem przyjść w tęczowych koszulkach i z emblematami LGBT. Co jeden pomysł to głupszy.

Powraca tutaj to samo zjawisko, co w przypadku statuetek World Fantasy Award, z których usunięto podobiznę Howarda Phillipsa Lovecrafta ponieważ pisarz był rasistą. To nieumiejętność oddzielenia osoby twórcy od jego dorobku. Wyjaśnię to na przykładach. Caravaggio był awanturnikiem i zabójcą, co nie zmienia faktu, że tworzył arcydzieła malarstwa, również sakralnego. Legenda rock ’n’ rolla, Jerry Lee Lewis był bigamistą ‒ gdy jego druga żona, 13-letnia Myra Gale Brown wyprowadzała się od rodziców, spakowała swoje rzeczy do domku dla lalek. Zanim Gerard Depardieu został uznanym aktorem, był męską prostytutką, napadał ludzi i rabował groby. Mahatma Gandhi uważał czarnoskórych za podludzi; utrzymywał również, że zgwałcona kobieta traci człowieczeństwo, antykoncepcja jest przejawem sprostytuowania, zaś okres nazywał „manifestacją wypaczenia kobiecej duszy przez jej seksualność”. Mógłbym tak wymieniać jeszcze długo…

Z jednej strony przestępstwa, skandale, odrażające poglądy, z drugiej ‒ wielkie dzieła, które oni wszyscy po sobie zostawili. Czy mamy przekreślić ten dorobek, wyrzec się go, a problematyczne nazwiska wymazać z pamięci? Czy współczesna muzyka pop istniałaby w znanej nam postaci bez Michaela Jacksona? Czy zamierzamy bojkotować rozgłośnie i wychodzić z miejsc, gdzie są puszczane jego piosenki? A może raczej warto pojąć prostą życiową prawdę: ludzie nie są jednowymiarowi. W dodatku, jeśli chodzi o Carda, nie mówimy o realnej, namacalnej krzywdzie, jaką by komukolwiek wyrządził. Nikogo nie zabił, nie molestował, nie wyrywał nieboszczykom złotych zębów. On tylko ośmielił się mieć poglądy.

jerzy
Zdjęcie z profilu Jerzego Rzymowskiego

Kilka lat temu, w Warszawie, miałem okazję uczestniczyć w obiedzie z ojcem Endera Wiggina. Okazał się ujmującym, przesympatycznym człowiekiem, bez grama zadęcia. Chociaż sam pił do obiadu sok, zaznaczył, żeby inni nie krępowali się i pili wino czy cokolwiek, na co mają ochotę. Nie narzuca się ze swoimi przekonaniami, nikogo na siłę nie nawraca. Najwyraźniej to różni go od osób, które są do niego nastawione tak krytycznie, że są gotowe bojkotować imprezę, która nie ma nic wspólnego z jego religią.

Są w całej tej sytuacji jeszcze dwa paradoksy. Pierwszy dotyczy wolności wyrażania poglądów. Niedawno było głośno o sytuacji, gdy uczniowie jednego z warszawskich liceów nie zostali wpuszczeni do Sejmu ze względu na przypinki wyrażające ich sympatię dla imigrantów i środowisk LGBT. Wzbudziło to oburzenie ‒ warto zaznaczyć, że w pełni uzasadnione. A jednak wśród ludzi oburzających się na władze ograniczające swobody obywatelskie znajdzie się sporo takich, którzy przyklaskują próbom wywarcia presji na organizatorów Pyrkonu, aby cofnęła zaproszenie dla Carda. Bo nie oszukujmy się: nawoływanie do bojkotu i deklaracje „głosowania portfelem”, albo sygnalizowanie chęci sabotowania spotkania autorskiego to nic innego jak formy nacisku, których celem jest doprowadzenie do wykreślenia pisarza z listy gości imprezy. Mimo, że jego obecność na Pyrkonie w żaden sposób nie jest związana z jego opinią o homoseksualizmie i trudno oczekiwać, że on sam z siebie poruszyłby te tematy.

Drugi paradoks wiąże się z mentalnością Kalego. Są ludzie, którzy w Robercie Biedroniu widzą wyłącznie geja. Nawet wtedy, gdy występuje on jako skuteczny prezydent miasta, społecznik, zwolennik ekologicznych rozwiązań, miłośnik zwierząt, nic co ma do powiedzenia na jakiekolwiek tematy, nie ma dla nich znaczenia, bo wszystko zagłusza im jego orientacja seksualna. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo głupie jest tak jednostronne spojrzenie. Ale najwyraźniej trzeba pokazać, że równie pozbawione sensu jest patrzenie na Orsona Scotta Carda wyłącznie przez pryzmat jego opinii o homoseksualizmie, nawet wtedy, gdy występuje on jako pisarz science fiction, laureat m.in. Hugo, Nebuli i World Fantasy Award.

Osobiście uważam, że fantastyka powinna ludzi łączyć, a nie dzielić. Ale cóż, jeśli ktoś nie potrafi zostawić swoich uprzedzeń za bramą konwentu, może to i lepiej, że na niego nie przyjdzie.

Jerzy Rzymowski (redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”)