12 Wrz Co przewidział Lem cz. I

Napisała Dział: Felietony Komentarze DISQUS_COMMENTS

Lem 1

Pierwszy tekst z cyklu Kawernianego Tygodnia Lemowskiego.

Zwykle przy okazji rocznic zaczyna się od biografii. Dziś biografii nie będzie, choć w ramach Tygodnia Lemowskiego na Kawernie zaplanowaliśmy także rys biograficzny pisarza. Ale jeszcze nie teraz. Najpierw chcę Was przekonać, że warto będzie ten rys przeczytać.

Stanisław Lem jest przedstawiany jako futurolog, wizjoner, wręcz prorok i ta tendencja do używania wielkich słów jest w jego wypadku całkowicie uzasadniona. Był to człowiek o niezwykłym umyśle. Miał wykształcenie medyczne, jednak szeroki zakres jego wiedzy obejmował także fizykę, chemię, szeroko pojętą technikę, astronomię, genetykę, filozofię oraz nauki społeczne takie jak socjologia i psychologia. Był jak człowiek renesansu – nie tylko dysponował imponującą wiedzą, ale też bez trudu łączył informacje z różnych dziedzin. Był mistrzem dostrzegania związków przyczynowo – skutkowych. Jako znawca z jednej strony nauki, z drugiej zaś – ludzkiej natury, nie tylko potrafił przewidzieć, w jakim kierunku może pójść technologiczny rozwój ludzkości, ale także to, jakie będzie pociągał za sobą skutki społeczne, polityczne i etyczne. W tym sensie, można powiedzieć, był wizjonerem kompletnym.

Tutaj będą nas interesować przede wszystkim wynalazki Lema.

Fantomatyka

Lem był płodnym twórcą znakomitych neologizmów; jednym z nich jest słowo "fantomatyka”, określające to, co dziś wszyscy znamy jako... "rzeczywistość wirtualną”. Stwierdzenie, że Lem był pierwszym, który ją wymyślił, byłoby nadużyciem – w takiej czy innej formie koncepcja wirtualnej rzeczywistości pojawiała się już wówczas w literaturze. Jednak szczegółowa i nowatorska wizja Lema zasługuje na szczególną uwagę, była złożona i bardzo trafna z dzisiejszego punktu widzenia. Co więcej – przenikliwość Lema pozwoliła mu także dostrzec i opisać niezwykle ważne paradoksy związane z "fantomatyką”.

Pojęcie fantomatyki pojawiło się po raz pierwszy w 1964 roku, na kartach wydanego wówczas zbioru esejów Summa technologiae. Dzieło to (bo zdecydowanie mamy do czynienia z dziełem) jest jednym z najlepszych przykładów geniuszu Lema. Dziś Słownik języka polskiego PWN definiuje fantomatykę jako technikę wytwarzania w umyśle ludzkim iluzji istnienia sztucznej rzeczywistości i właśnie w ten sposób rozumiał to pojęcie Lem. Pisarz zauważył także, że technologia ta może działać na wielu poziomach. W myśl tego, opuszczając jedną wykreowaną rzeczywistość, wcale nie musielibyśmy wracać do tej prawdziwej, ale moglibyśmy przechodzić do innej rzeczywistości – i tak wiele razy.

W Summie Lem poświęca sporo miejsca rozważaniom nad konsekwencjami stosowania takiego wynalazku i, w zasadzie, są one jak żywcem wyjęte z filmu Matrix. Poprzez "fantomatykę" Lem rozumiał technologię umożliwiającą człowiekowi nie tylko doskonałe odwzorowanie rzeczywistości lub wykreowanie nowej, ale także "wejście” w nią, przeżywanie jej tak, jakby była rzeczywista, za pośrednictwem wszystkich zmysłów. Według pisarza miałoby to zostać osiągnięte poprzez pobudzanie zmysłów i dostarczanie składających się na symulację bodźców przez maszynę prosto do mózgu.

Stanisław Lem szczegółowo opisuje zagrożenia, jakie wiązałyby się z tą technologią. Z jednej strony mogłaby ona wszaklem_portret1 być znakomitą rozrywką; z drugiej, według autora, niosłaby ze sobą ryzyko zatarcia się granicy między prawdą a fikcją. Lem kontynuuje tu filozoficzne rozważania zapoczątkowane przez Berkeleya, prowadzące do wniosku, że jeśli mózg ludzki otrzyma z zewnątrz bodźce składające się na dokładną symulację rzeczywistości, oddziałującą na wszystkie jego zmysły, człowiek nie zdoła stwierdzić, czy to, czego doświadcza, jest prawdziwym światem czy nie. W Summie pisze Lem, że wejście do sztucznie wykreowanego świata może być podróżą w jedną stronę. Wychodząc z tzw. maszyny fantomatycznej, nie będziemy mogli w żaden sposób zyskać pewności, że faktycznie opuszczamy wirtualny świat. Być może to, że budzimy się, odłączamy elektrody i idziemy po kanapkę jest tylko kolejną symulacją? Przypomina to sytuację, kiedy „śnimy w śnie”. Najpierw śni się nam, że walczymy ze smokiem, ale budzimy się wreszcie, zwlekamy się z łóżka i przywdziewamy strój Batmana, jak co dzień idąc ratować świat. I znów się budzimy; okazuje się, że ubrani w strój pastereczki przysnęliśmy pod drzewem i teraz musimy odszukać owce, które rozbiegły się w międzyczasie. Ale zaraz, na pewno jesteśmy pastereczką...?

Lem pisze, biorąc to wszystko pod uwagę: lekarze - psychiatrzy ujrzeliby w swoich poczekalniach rozmaitych neurotyków, dręczonych natręctwami nowego typu - lękiem, że to, co przeżywają, wcale nie jest prawdą, że "ktoś" uwięził ich w "fantomatycznym świecie". Zauważa także, że technika kształtuje nie tylko normalną świadomość, ale przesącza się nawet do zestawu jednostek chorobowych, których powstanie inicjuje

Póki co, rzeczywistość wirtualna jest jeszcze daleka od formy, jaką wymyślił dla niej Lem, jednak rozwijająca się technologia oraz neurofizjologia dają podstawy, by sądzić, że w przyszłości stworzenie takiej symulacji może być możliwe. Póki co idea ta jest wykorzystywana przy tworzeniu trójwymiarowych gier – symulatorów oraz, coraz częściej, w twórczości literackiej i filmowej, czego sztandarowym przykładem jest wcześniej wspomniany film Matrix.

Internet

Kilka razy nawet olbrzymia pojemność Mózgu okazywała się niedostateczna dla przeprowadzenia wszystkich niezbędnych obliczeń. W takich chwilach automatyczne przekaźniki włączały kable podziemne łączące Główny Mózg z innymi, które również znajdowały się w obrębie Leningradu. Najczęściej przychodził z pomocą Mózg Elektronowy Instytutu Aerodynamiki Teoretycznej. Astronauci, 1951

(...)jeśli powstaną wskutek sukcesywnego zrastania się informatycznych maszyn i banków pamięci - państwowe, kontynentalne, a potem i planetarne sieci komputerowe, a to jest realny kierunek rozwoju(...) Dialogi, 1957

Tak właśnie w latach 50’ XX wieku pisał Lem o komputerach połączonych w sieci, podczas gdy początki Internetu datuje się na koniec lat 60’.

Motyw sieci obejmującej wiele komputerów, maszyn, banków pamięci czy "mózgów”, które dzięki temu mogą pracować wspólnie, zwiększając swoją efektywność pojawiał się zresztą w wielu utworach Lema. Znakomitym przykładem jest powieść Obłok Magellana. W przedstawionym w niej świecie ludzie powszechnie mają dostęp do ogromnej bazy danych oraz posiadają w domach małe "telewizorki” pełniące rolę odbiorników, do których można zażyczyć sobie dostarczenia dowolnych informacji z bazy. Zważywszy na to, że w Polsce Internet pojawił się dopiero w 1991 roku, tego pomysłu nie można nazwać inaczej, jak wizjonerskim czy wręcz – proroczym. 

W związku z Internetem Lema zaskoczyła chyba tylko jedna rzecz, której mu się przewidzieć nie udało. Dał temu upust w jednym ze swoich najbardziej znanych powiedzeń:

Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.

Przenośne urządzenia do przechowywania i odtwarzania danych

Kopia_lem_grafikaW świecie opisanym we wspomnianym już Obłoku Magellana zrezygnowano całkowicie z archaicznych form przechowywania wiedzy. Nie było więc papieru ani celuloidu. Wszystkie informacje, archiwa, książki i filmy przechowywano na specjalnych kawałkach kwarcu nazwanych przez Lema "trionami”, których strukturę cząsteczkową można trwale zmieniać działaniem drgań elektrycznych. Sposób ich używania do złudzenia przypomina dzisiejsze pendrive’y. Dzięki tej technologii opisana w Obłoku ludzkość stworzyła imponującą Bibliotekę Trionową zawierającą wszelkie bez wyjątku płody pracy umysłowej (co przywodzi na myśl dzisiejsze działania Google). 

W Obłoku Magellana Lem pisze, jakby miał na koncie niejedną podróż do przyszłości i dokładnie wiedział, jak wyglądają nasze dzisiejsze tablety: Posługujemy się nim dziś, nie myśląc wcale o sprawności i potędze tej olbrzymiej, niewidzialnej sieci opasującej glob; czy w swej pracowni australijskiej, czy w obserwatorium księżycowym, czy w samolocie - ileż razy każdy z nas sięgał po kieszonkowy odbiornik i wywoławszy centralę Biblioteki Trionowej wymieniał pożądane dzieło, by w ciągu sekundy mieć je już przed sobą na ekranie telewizora.

Z kolei Powrót z gwiazd, powieść wydana w 1961 roku, zawiera taki oto opis: 

Całe popołudnie spędziłem w księgarni. Nie było w niej książek. Nie drukowano ich już od pół wieku bez mała. A tak się na nie cieszyłem, po mikrofilmach, z których składała się biblioteka "Prometeusza". Nic z tego. Nie można już było szperać po półkach, ważyć w ręce tomów, czuć ich ciężaru, zapowiadającego rozmiar lektury. Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot – sprzedawca. Publiczność wolała lektany - czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację. Tylko naukowe publikacje o bardzo małym zasięgu drukowano jeszcze na plastyku imitującym papier. Tak że wszystkie moje zakupy mieściły się w jednej kieszeni, choć było tego prawie trzysta tytułów(...). 

Można zatem powiedzieć, że pisarz przewidział i e – booki, i audiobooki, opisując ich wygląd i funkcjonowanie niemal dokładnie tak, jak prezentują się współcześnie. Tymczasem urządzenia takie powstały niemal pół wieku później.

Lem, jak wynika z cytatu, był także pierwszym, który uświadomił sobie (i nam) możliwość pojawienia się tęsknoty za słowem drukowanym. Dziś zwolennicy papierowych książek bardzo często podkreślają ich analogową wyższość nad książkami elektronicznymi, które wydają się bezduszne i emocjonalnie obojętne.

Należy tu zwrócić uwagę, że technologia opisana przez Lema opiera się na wykorzystaniu kryształów i w tym sensie nie przypomina współcześnie stosowanej techniki zapisu magnetycznego czy optycznego. Zdaniem wielu specjalistów przyszłość należy jednak właśnie do kryształów. Ich wielką zaletą są bardzo małe rozmiary. Obecnie są to nośniki typu "flash memory”, takie jak karty pamięci do aparatów cyfrowych czy telefonów komórkowych a także pandrive’y.
lem5
Nanotechnologia

Nanotechnologia to pojęcie doskonale znane miłośnikom fantastyki naukowej. Spokojnie, Lem go nie wymyślił. Jednak rozwinął je tak twórczo, że można w tym wypadku mówić o wynalazku.

Istniejąca realnie nanotechnologia to interdyscyplinarny zbiór wielu technik i metod wytwarzania struktur i funkcjonalności na poziomie cząsteczkowym a nawet – pojedynczego atomu. Jak dotąd największe osiągnięcia w tej dziedzinie dokonały się na gruncie technologii materiałowej.

Tymczasem Lem w swojej twórczości wielokrotnie wykorzystywał motyw nanotechnologii i to w wielu odsłonach. W jego powieściach często pojawiały się nanotechnologiczne poprawki ciała ludzkiego. Już w latach 60’ XX wieku wprowadził także motyw niewidocznych dla ludzkiego oka nanourządzeń. Najbardziej intrygującym elementem jego wielkiej – nano wizji była jednak nanorobotyka często później pojawiająca się w innych książkach s – f. W ramach tej koncepcji w 1964 roku przedstawił czytelnikom (w powieści Niezwyciężony) wizję "inteligentnego kurzu”, "nanochmury” złożonej z niezliczonej liczby maleńkich robotów wyposażonych w niezwykle wyczulone sensory i wyspecjalizowanych do konkretnych celów, "mikromaszyn” funkcjonującej w nieprzeliczonej chmarze na wzór roju owadów lub ławicy ryb. Lem wspomina tę koncepcję także w dziele Summa technologiae.

Niezwykłą wizję zastosowania nanochmury przedstawił Lem w powieści Wizja lokalna, w której pełniła ona rolę stróża moralności i porządku jako złożona z tzw. bystrów (nazwa robotów) "etykosfera”. W praktyce jej działanie polegało na tym, że jako chmura "wirusów dobra” miała w taki sposób przekształcać otoczenie, aby nikomu nie stała się krzywda.
lem4
Gry symulujące "prawdziwe życie”

Bez Lema nie byłoby gry The Sims, albo może by i była, ale później i na pewno nie taka fajna. Twórca tej serii przyznał bowiem, że bezpośrednią inspiracją była Lemowska Cyberiada, w której autor opisuje eksperymenty dwóch bohaterów: Trurla i Klapaucjusza, którzy tworzyli mnóstwo sztucznych światów, by rozwijać w nich cywilizacje, kierować ewolucją i obserwować efekty swych zabaw w boga. W opowiadaniu Powtórka z 1979 roku Lem pisze: 

W tym większym pudle jest zasilanie, a w mniejszym świat! Takuteńki, jakim zapowiedział najjaśniejszemu panu: anizotropowy, z punktami osobliwymi, w których można przerzucać biegi, a dostęp do tych punktów jest równy i powszechny… Umyśliliśmy też, panie, wykonać kilka osób, które w przyszłości posłużą nam do próbowania następnych uniwersów…

Nawiązanie do tej koncepcji pojawia się także w jednej z fikcyjnych recenzji Non serviam ze zbioru Doskonała próżnia autorstwa Lema z 1971 roku. W utworze tym Lem opisuje tzw. programy personetyczne, umożliwiające dowolne stworzenie kompletnego świata (nawet takiego, który będzie miał 9 wymiarów) w ciągu nawet 2 godzin i osadzenia w nim jego przyszłych mieszkańców - oczywiście wirtualnych; byliby oni jednak przekonani, że istnieją naprawdę. Wszystko to w ramach personetyki, którą fiński filozof Eino Kaikki nazwał najokrutniejszą nauką, jaką dotąd stworzył człowiek.

Komputerowy redaktor

Na koniec nieco mniej imponująca ciekawostka, która może jednak zainteresować edytorów i wydawców (oraz miłośników Lema). W opowiadaniu 137 sekund z 1975 roku pojawia się system komputerowy o nazwie IBM 0161 specjalnie przystosowany do roboty redakcyjnej, na którym swobodnie można było łamać (czyli układać do druku) numer gazety. Lem wycenił go wówczas na 4 miliony dolarów.

Pierwszy prawdziwy komputer przystosowany do "roboty redakcyjnej” pojawił się 10 lat później – Apple Macintosh wyprodukował go w 1985 roku. Wprawdzie był to model dużo tańszy od opisanego przez Lema (2,5 tys. dolarów, co – nawet biorąc pod uwagę inflację w ciągu tych 10 lat – było sumą znacznie mniejszą). Urządzeniu temu brakowało jednak jednej niezwykle istotnej funkcjonalności, którą dał swojemu wynalazkowi Lem – nie potrafiło samo generować informacji. Tymczasem Lemowski IBM potrafił samodzielnie i sensownie wypełniać puste miejsca informacjami, które pobierał z "federalnej sieci informacyjnej" (tak, tak - z Lemowskiego Internetu). Jeśli brakowało wyników jakiegoś meczu, komputer ściągał odpowiednią informację i ten wynik wpisywał. A jeśli nie był w stanie odnaleźć niezbędnych danych, wypełniał wolne miejsce pustym frazesem o dzielnej postawie obu drużyn...

Zapraszamy do lektury drugiej części artykułu.

Solaris

Ostatnio zmieniany sobota, 12 wrzesień 2015 13:46