09 Sie Powieści fantastyczne wszech czasów

Napisane przez Dział: Felietony Komentarze DISQUS_COMMENTS

Powiesci b2 2

Trwają wakacje. To świetny moment, by uzupełnić zaległości w lekturze i sięgnąć po książki, na które wcześniej zabrakło czasu. Oczywiście każdy z nas ma swoje ukochane pozycje, ale warto sięgnąć także po te polecane przez innych. Z tego powodu postanowiliśmy przedstawić naszą propozycję listy powieści (i zbiorów opowiadań) fantastycznych wszech czasów. O pomoc poprosiliśmy twórców oraz dziennikarzy zajmujących się kulturą, w tym redaktorów Kawerny. Oczywiście zapraszamy Was do dyskusji o tych tytułach, a także poszerzania listy o swoje propozycje.

Jako pierwszemu oddamy głos Peterowi Wattsowi, którego wkład w ranking jest o tyle interesujący, że jego książki zostały wskazane przez innych. Ponadto Watts pokazał, że liznął co nieco polskiej literatury.

PETER WATTS

Prośba, z którą zwróciła się do mnie Kawerna była nieco dwuznaczna: miałem stworzyć listę „najlepszych książek fantasy/SF wszech czasów”, a także „książek, które są nadal dla mnie istotne i wciąż wzbudzają emocje”. Kompetencje pozwalają mi odnieść się jedynie do drugiego kryterium. Przeczytałem zdecydowanie zbyt mało książek, by być kompetentnym co do pierwszego i nawet ja – z tak ograniczonymi kompetencjami – widzę, w jak niewielkim stopniu pokrywają się ogólnie uznane dzieła SF (Diuna, 1984, Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? to tylko kilka spośród nich) i moi osobiści faworyci. Nie mogę zadeklarować, że którykolwiek z poniższych tytułów to ponadczasowy klasyk gatunku (jednak oddając sprawiedliwość, tak właśnie jest). Mogę tylko zapewnić, że wpłynęły na mnie, ukształtowały moje poglądy, i że gdybym mógł osiągnąć połowę z tego, co ich autorzy, umarłbym jako szczęśliwy średniak. To książki, których autorem chciałbym być.

Samuel Delany: Dhalgren

Opisana przez Williama Gibsona jako „zagadka, która nigdy nie miała zostać rozwiązana”, to druga z dziwacznych i genialnych zarazem książek, jakie kiedykolwiek przeczytałem (zaraz obok Nagiego lunchu Williama S. Burroughsa). Proza Delany’ego zawsze jest co najmniej olśniewająca (Delany, Robert Silverberg i William Gibson to ludzie, od których najwięcej chciałbym ukraść, stylistycznie) i ta doskonała, wielowarstwowa, rekursywna epika pokazała mi, że powieść, która nie ukazuje wszystkiego – powieść, która celowo pozostawia niemal wszystkie pytania bez odpowiedzi – może odnieść większy sukces niż ta, której kawałki idealnie do siebie pasują. (Zgoda, ludzie, którzy czytali Echopraksję mogą być skonsternowani tym, jak gruntownie zinternalizowałem tę lekcję.)
Jako trzynastolatek spędziłem większą część lata uwięziony w piwnicy mieszkania w jakimś prowincjonalnym mieście w stanie Oregon, mając do roboty niewiele więcej niż czytanie, podczas gdy mój tata uczęszczał na letnie zajęcia miejscowego uniwersytetu. Jednak w weekendy zbierałem z plaży to, co morze wyrzuciło na brzeg – podczas wędrówek oregońskim wybrzeżem tego lata mój nastoletni mózg wpadł na pomysł „inteligentnego oceanu” – rodzaju rozproszonej sieci neuronowej, w której plankton zachowywał się jak neurony. Chciałem napisać o tym historię, naszkicowałem nawet kilka zarysów opartych na tym pomyśle.

Dwa tygodnie później w lokalnej bibliotece odkryłem Solaris.

Od tamtej pory w pewnym sensie chowałem urazę do Lema. Równocześnie jednak czułem przed nim respekt. Lem nie był bowiem jedynie mistrzem w pokazywaniu nam prawdziwego znaczenia słowa „kosmita”; nie uchylał się od konfrontacji z tym, co oznacza słowo „kosmita”. Czasami nieznane jest niepoznawalne. Czasami przepaść jest zbyt ogromna, by choć zobaczyć drugą stronę, a tym bardziej na nią przejść.

wszyscy na zanzibarzeJohn Brunner: Wszyscy na Zanzibarze

Kolejne odkrycie z czasów, gdy miałem 13 lat. Od tego czasu przeczytałem ją kilkukrotnie i za każdym razem rozkładała mnie na łopatki. Brunner był pierwszym czytanym przeze mnie autorem, który mieszał zwykłe tropy SF – AI, przeludnienie, inżynierię genetyczną, bioterroryzm – z brudną polityką realną rasizmu, kolonializmu i wszystkich innych –izmów, które większość jemu współczesnych skrupulatnie ignorowała w swojej beletrystyce. Postrzępiony i patchworkowy styl Brunnera początkowo trzyma Cię na dystans, a później wciąga i już nie puszcza. A sumaryczna ilość badań i rozważań, jakie wchodzą w skład tej książki jest niewyobrażalna.

John Brunner: The Sheep Look Up

Tak, dwie książki Brunnera na tej samej ekskluzywnej liście, ponieważ Brunner – być może bardziej niż jakikolwiek inny autor – ukształtował moją wizję świata. Tutaj sięga po zmajstrowaną wrażliwość opasłego tomu Wszystkich na Zanzibarze i zawęża ją do (wtedy) nieodległego kryzysu ekologicznego lat 80. w Stanach Zjednoczonych. Z perspektywy czasu jego zdolność przewidywania w kwestii polityki USA jest zdumiewająca: właściwie przewidział prezydenturę Reagana i George'a W. Busha. Proza, opisy, desperackie poczucie zsuwania się codziennego świata w przepaść – wszystko to jest ostrzejsze i bardziej sugestywne niż w (również doskonałym) Zanzibarze, nawet jeśli perspektywa nie jest tak szeroka. To jedna z dwóch książek, które przypieczętowały moje przekonanie do zostania biologiem, do zrobienia czegoś, do cholery (drugą z nich była A Whale for the Killing Farleya Mowata).

William Gibson: Neuromancer

Niechętnie sięgałem po tę książkę ponownie ze strachu, że brzydko się zestarzała (pamiętałem odniesienia do „30 Mb gorącego RAMu” jako cennego dobra z czarnego rynku). Ale gdy ukazała się po raz pierwszy w latach 80., skopała cały gatunek po dekadzie bezładnego dryfowania. Ultrastylowa proza i ultra-zanurzenie w budowanie świata: nie wiem czy ktoś robi to lepiej niż Gibson, gdy jest w swoim żywiole.

Wyróżnienia: Alfred Bester Gwiazdy moim przeznaczeniem i Dying Inside Roberta Silverberga. Chociaż już się zbytnio rozpędziłem.

 

RAFAŁ KOSIK

Do twórczości Wattsa odsyła nas z kolei polski pisarz, Rafał Kosik, najpopularniejszy obecnie twórca młodzieżowej fantastyki w kraju nad Wisłą, znany jednak także z twardego science fiction. Można też zauważyć, że z kanadyjskim autorem łączy go coś więcej…

lemStanisław Lem: Solaris
Solaris zadaje do dziś aktualne pytania o definicję człowieczeństwa, o granice poznania, czy wręcz o sens poznawania. Bohaterowie badają egzoplanetę pokrytą „myślącym” oceanem. Z badaczy stają się obiektami badań. Jest to prawdopodobnie najciekawsza wizja Obcego w literaturze światowej. Lektura obowiązkowa!

Stanisław Lem: Niezwyciężony
Opowieść o pionierach kosmosu. Absolutny klasyk, nawiązujący do złotej ery SF, jednak w tym wypadku przygoda schodzi na drugi plan, a ważniejsza staje się nauka. Ważniejsza nawet od przetrwania. Ponad pięćdziesiąt lat temu Lem przewidział powstanie „nekrosfery”, której początki obserwujemy dopiero dziś w postaci internetu urządzeń.

Brian Aldiss: Non stop
Zaczyna się jak powieść fantasy. Wśród plemienia dzikusów, żyjących w dziwnym świecie ni to sawanny ni to jaskiń, krążą legendy o gigantach. Nic nie jest tym, czym się wydaje na początku, nawet gatunek literatury, który niespodziewanie zamienia się z fantasy w SF. To inaczej opowiedziana historia, którą przerabialiśmy wiele razy w rzeczywistych dziejach naszej cywilizacji – po jak długiej rozłące bracia przestają być braćmi?

Michael Ende: Niekończąca się opowieść
Złożona powieść szkatułkowa dla młodzieży, która uczy, czym jest fantastyka i wyobraźnia. Dręczony przez kolegów z klasy Bastian ucieka w świat fantazji. Eskapizm staje się dosłowny, gdy w jego ręce wpada szczególna książka. Ten, kto ją czyta, sam staje się częścią opowieści.

Tove Jansson: Muminki (cała seria)
Mądre książki, które dla małych dzieci będą baśnią, dla starszych opowieścią społeczną, a dla jeszcze starszych – wstępem do filozofii. Muminki warto przeczytać kilka razy, na różnych etapach życia. Za każdym razem znajdziemy tam coś nowego, czego nie zrozumieliśmy poprzednio.

J.R.R. Tolkien: Hobbit, czyli tam i z powrotem
Powieść, która zdefiniowała współczesne fantasy, a nawet dziś nie stała się ramotą. Hobbita po prostu wypada przeczytać.

Charles Stross: Accelerando
Wstęp do posthumanizmu i futurystyka średniego zasięgu. Człowieczeństwo rozpływa się w technologii, granice umysłu wychodzą daleko poza ograniczenia biologicznych ciał. Pierwsze wizje Strossa właściwie już stają się rzeczywistością. Czytajmy szybko, zanim kolejne się zdezaktualizują.

Peter Watts: Ślepowidzenie
Kontakt z cywilizacją istot pozbawionych świadomości, które samą próbę kontaktu odbierają jako akt agresji. Na czele ziemskiej ekspedycji staje... wampir, potraktowany całkowicie naukowo. Akcja jest tłem dla rozważań nad naturą inteligencji i świadomości.

 

JAKUB ĆWIEK

Od propozycji Rafała Kosika skok do twórcy zupełnie innego typu, czyli Jakuba Ćwieka. Miast wybiegać w daleką przyszłość, osadza swoich bohaterów w rzeczywistości zbliżonej do naszej. Kocha popkulturę i najróżniejsze jej media, nierzadko wspomina też o swoich literackich idolach.

rogerzelaznyRoger Zelazny: Pan Światła
Zelazny to autor nierówny, ale takiej nierówności to daj nam wszystkim Panie (niekoniecznie Światła)! Bo fakt, ma ci on kilka książek przeciętnych lub wręcz słabych, ale gdy już zgrał mu się warsztat z pomysłem, powstawało arcydzieło. Tak było ze znakomitą, niezwykle surową i prostą, postapokaliptyczną Aleją Potępienia, z dworsko-noirowsko-platonowskimi (tak, wymyślam te zlepki na poczekaniu) Kronikami Amberu. A już najlepszym z najlepszych dzieł tego wybitnego pisarza jest właśnie ze wszech miar niesamowity Pan Światła. W największym skrócie jest to święta księga pewnej planety, opowieść o buddyjskim Bodhisattwie, który opuściwszy Nirwanę, ściera się z hinduskimi Bogami, tak doktrynalnie, jak i całkiem dosłownie. Smaku dodaje fakt, że tak naprawdę jest to powieść SF, a przynajmniej z taką właśnie genezą świata. Odkrywanie krok po kroku złożoności historii, smaczków w postaci pięknie wplecionych motywów chociażby z Upaniszad czy delektowanie się wyśmienitą kompozycją i językiem (także w przekładzie, pod warunkiem jednak, że będzie to przekład Piotra W. Cholewy) to czysta czytelnicza frajda. A sama książka to jedna z najlepszych książek, jakie czytałem w życiu. Nie tylko fantastycznych.

Stephen King (jako Richard Bachman): Wielki marsz
Ta pierwsza napisana przez Kinga powieść długo leżała w szufladzie, by wreszcie ukazać się lata po debiucie, w dodatku pod pseudonimem. Nigdy nie stała się prawdziwym hitem, choć z czasem doczekała się należnego jej uznania. Objętościowo jest to rzecz dla mistrza z Bangor nietypowa, ledwie dwieście stron. Ale tyle zupełnie wystarczyło, by władować w to kilka megaton najczystszych emocji, od rozbawienia, po wzruszenie i surową, przejmującą grozę, jaką King potrafi wykrzesać z najbardziej prozaicznych sytuacji, ustawiając je we odpowiednim kontekście. Wiele razy spotkamy potem jeszcze Kinga w takiej formie, jego równie doskonałe studium ludzkich lęków i marzeń. Ale nigdy więcej nie będzie to już tak pięknie skondensowane, wycyzelowane i doprawione debiutanckim gniewem. Tu nie ma zbędnego słowa!

Richard Matheson: Jestem legendą
Wielu z was powie, że przesadzam, budując swoje wyobrażenie o tej historii na tym, co zobaczyliśmy w ekranizacji. Ostatniej, bo było ich kilka. A ja Wam powiem, że bardziej niedoceniony w naszym kraju niż ta książka jest tylko... jej autor. W Stanach stawiany na równi z Bradburym, pomysłodawca historii, które dziś wszyscy uważamy za kultowe (jak chociażby Pojedynek na szosie Spielberga, który powstał na bazie opowiadania Mathesona właśnie), u nas nie jest kojarzony nawet przez miłośników gatunku. Najwyższy czas to zmienić, a najlepiej zacząć od tej jednej książki, z której zdobyciem nie powinniście mieć dziś problemu. To postapokaliptyczna wizja świata opanowanego przez wampiry i zmagającego się z nimi ostatniego człowieka na ziemi. Maestria prostej narracji, emocjonująca treść i fantastyczne zwroty akcji to tylko przystawki przed wielkim finałem i... wyjaśnieniem przewrotnego tytułu. Perła!

Mike Resnick: Kirinyaga
Zbiór opowiadań, z których niemal każde to małe dzieło sztuki, a to, które nim nie jest, nadal pozostaje świetnym tekstem. Opowieść o szukaniu własnej tożsamości, cenie, jaką płaci się za zachowanie dziedzictwa i być może próbę dłuższego zachowania niewinności. Ta opowieść o afrykańskim ludzie, który decyduje się odtworzyć dla swych dzieci i wnuków kulturę przodków i osadzić ich w niej, to właśnie taka historia, jaką chciał opowiedzieć M.N. Shyamalan w swojej Osadzie, ale zaprezentowana tak, jak należało. Z wyraźnym pokazaniem zalet i wad, różnych racji, z uczciwym podejściem do bohaterów i czytelników. Do dziś pamiętam, jak w Nowej Fantastyce trafiłem na tekst Bowiem dotknęłam nieba i jak mnie ujął. To było moje pierwsze spotkanie z tym wykreowanym przez Resnicka światem. Potem, gdy już dorwałem zbiór, było co najmniej równie dobrze. Choć nie zawsze miło i przyjemnie.

 

ANETA JADOWSKA

Duchową siostrą Ćwieka jest obecna na naszym rynku stosunkowo krótko, acz bez wątpienia intensywnie, Aneta Jadowska. Może warto podejrzeć, czym inspiruje się autorka, która od 2012 roku wydała sześć powieści i lada moment ujawni kolejne?

bogowieNeil Gaiman: Amerykańscy bogowie

Od pierwszych stron wiedziałam nie tylko, że będzie jedną z moich ulubionych lektur, ale i jest powieścią doskonałą.
Gaiman ma dar pisania lekko, a nie banalnie. Snuje proste historie, które nie są prostackie. Kreuje bohaterów, którzy dla czytelnika są równie ważni jako jednostki, których losy śledzi, jak i jako metafora czegoś znacznie większego. Dotyka rzeczy ważnych, ale nie poczuwa się do tego, by moralizować.
Jedynym problemem, jaki mam z Amerykańskimi bogami jest to, że wszystkie inne, świetne przecież, powieści tego autora są w cieniu tej, która ustawia poprzeczkę bardzo wysoko. Ale trudno to nazwać wadą.
Jeśli ktoś nie czytał dotąd Gaimana i zamierza przeczytać tylko jedną jego powieść, niech to będą właśnie Amerykańscy bogowie.

Kurt Vonnegut: Kocia Kołyska

Powieść meandryczna, igrająca z oczekiwaniami, ironiczna, fatalistyczna, trochę dla żartu, a może bardziej na serio, gdy poskrobać głębiej... Jak większość powieści Vonneguta zabiera w przygodę i zmusza do myślenia, bawi, ale w ostatecznym rozrachunku zostawia nieco gorzki posmak w ustach.
Czytając ją z zawrotami głowy raz po raz się gubimy, by znów się odnaleźć. Odkładamy ją na półkę skończywszy i wydaje się nam, że to już koniec. A potem łapiemy się na tym, że wciąż gdzieś w nas siedzi i wracamy do niej myślami. I trochę inaczej widzimy już rzeczywistość, bo Vonnegut naprawdę wie, jak potrząsnąć mózgiem czytelnika. Na szczęście w metaforyczny sposób.

Rozmawiając z przyjaciółmi o Vonnegucie zauważyłam, że większość mężczyzn wybrałoby jako najlepszą czy najważniejszą powieść tego autora Śniadanie mistrzów. Kiwam tylko głową, bo właśnie tę powieść miałam na mojej liście „muszę przeczytać, gdy tylko wreszcie wyjadę na studia do miasta, w którym będzie biblioteka, w której znajdę wszystkie powieści z mojej listy”. A jednak to nie ona wdarła mi się w system nerwowy.

Feliks W. Kres: Cykl Szererski

Gdy znajomi wściekają się, płaczą i wpadają w depresję z powodu George’a R.R. Martina, rozumiem ich. Kiedyś taki emocjonalny roller coaster zafundował mi Kres.
To on zabijał moich ulubionych bohaterów, także tych, którzy wydawali się zbyt kluczowi, niezbędni i nie do zastąpienia, by mogło ich to spotkać. On wyszarpywał mi noce przeznaczone na sen, pokazywał brudne i zabłocone pola bitwy i kulisy politycznych machlojek, z którymi nie mieli szans ci, którzy starali się żyć wedle wartości takich, jak honor. Czekałam na kolejne tomy Księgi Całości, jak oni dziś na kolejne tomy Pieśni Lodu i Ognia. I wielki finał wciąż jest Godotem, na którego czekam, choć już bez nadziei.
To nie jest cykl, do którego wracam często, ale dla mnie miał wszystko, czego wymagałam od tego gatunku. I może dlatego nie czuję już potrzeby szukania nowych reprezentantów heroicznego fantasy.

 

MICHAŁ CZAJKOWSKI

Podczas gdy Aneta Jadowska sięgnęła po Amerykańskich bogów, Michał Czajkowski – redaktor na co dzień zajmujący się grami komputerowymi – wybrał Sandmana, zastrzegając jednak, iż jego prywatna topka mogłaby liczyć przynajmniej kolejnych pięćdziesiąt pozycji.

dysk
Świat Dysku: Terry Pratchett

Podaję Świat Dysku jako całość, ponieważ jeśli chcesz poznać to uniwersum, na pewno nie poprzestaniesz na jednym tomie, natomiast jeśli nie uważasz, że warto je zgłębić, to nie pokazuj mi się na oczy bez nadrobienia co najmniej kilkudziesięciu książek. Sir Terry Pratchett posiadał niesamowity dar obserwacji otaczającego go świata, co w połączeniu z ciętym piórem, pokładami wkurzenia i ogromnym poczuciem humoru dało niesamowity efekt. Nawet, jeśli wczesne powieści ze Świata Dysku z fabułą były na bakier, a i później zdarzały się wahania formy, to i tak warto zapoznać się z całością serii. Nie raz i nie dwa sprawi, że się uśmiechniecie lub zastanowicie nad całkiem poważnymi kwestiami. Gdybym miał wskazać swój ulubiony tom, to wahałbym się pomiędzy Kosiarzem a Strażą Nocną.

Peter Watts: Ślepowidzenie

Watts zaskakuje: najpierw wybiera na temat swojej powieści jeden z najczęstszych w literaturze SF motywów, czyli Pierwszy Kontakt, a następnie pokazuje nam go w sposób, który uderza w nas z mocą meteorytu. W dodatku Kanadyjczykowi udaje się w odpowiednich proporcjach wymieszać akcję z rozważaniami na temat ludzkiej natury, ani przez chwilę nie odpuszczając czytelnikowi, wymagając od niego posiadania pewnego poziomu wiedzy. To intelektualna uczta, po której jednak będzie Was dręczył potworny kac.

Neil Gaiman: Sandman

Obecność Sandmana na tej liście nie powinna dziwić – autor został za ten komiks nagrodzony w 1991 roku World Fantasy Award w kategorii opowiadanie (best short fiction), nie komiks, co pokazuje z jak dobrym utworem mamy do czynienia. Gaiman w pełni zrozumiał ideę stojącą za pokazaniem Boga Snów. To nie opowieść o kolejnej intrydze znudzonych bóstw (chociaż ta też się pojawia), ale historia o nas samych – towarzyszących nam marzeniach, pragnieniach oraz lękach, bo przecież to właśnie one składają się na Sny. Obowiązkowa lektura nie tylko dla fanów powieści graficznych!

Ursula K. Le Guin: Ziemiomorze

Niedawno pisałem o tej powieści przy okazji światowego dnia czytania Tolkiena, więc tylko się przekleję: „Ursula K. Le Guin stworzyła jedną z najpiękniejszych współczesnych baśni, ponadczasową powieść, którą czytać mogą (i powinny) zarówno dzieci, jak i dorośli. Albo dorośli dzieciom. Lub dzieci dorosłym, żeby przypomnieć im czasem co jest ważne w życiu – wymieniajcie dowolne konfiguracje czytelników, bylebyście nie zapominali o czytaniu tego wybitnego dzieła. Le Guin skupia się też, zdecydowanie mocniej niż Tolkien, na roli kobiet w świecie fantasy, pokazując inną stronę tego gatunku.”

Brandon Sanderson: Droga Królów

Sanderson jest jednym z tych pisarzy, którzy mogą zniechęcić do siebie na początku powieści mniej wytrwałych czytelników. Intryga rozkręca się powoli, świat Drogi Królów różni się od naszego w ogromnym stopniu, a poznanie jego historii oraz bohaterów jest niezwykle ważne. Jednak kiedy autor umieści już wszystkie postaci, których motywacje poznawaliśmy przez kilkaset stron, w miejscach, w których chciał je mieć i zacznie się właściwa akcja... Wtedy czytelnikowi pozostaje już jedynie zebrać szczękę z podłogi. Godny następca wielkich mistrzów fantastyki!

 

DOROTA RĘBA

Zamiłowanie do twórczości sir Terry’ego zdradza także kolejna redaktorka Kawerny, Dorota Ręba.

Terry Pratchett: Kolor Magii

Pierwsza część kultowego cyklu Świat Dysku, zaliczana do podcyklu o przygodach Rincewinda, autorstwa mistrza fantasy Terry’ego Pratchetta. Otworzyła czytelnikom na całym świecie wrota do magicznej rzeczywistości, która okazała się ponadczasową satyrą na problemy współczesności. Kolor Magii to pierwszy z niemal 40 tomów cyklu Świata Dysku – przepełnionego magią, humorem i mądrością, niezwykle oryginalnego i różnorodnego.

dune

Frank Herbert: Diuna
Powieść napisana przez amerykańskiego mistrza science-fiction Franka Herberta, została uhonorowana nagrodą Nebula w 1965 i nagrodą Hugo w 1966. Sprzedała się w ponad 20 mln egzemplarzy na całym świecie. Diuna jest początkiem kultowej sagi Kroniki Diuny. O powieści należącej do klasyki literatury trudno napisać w kilku zdaniach, by oddać należne jej miejsce w historii. Kto nie poznał jeszcze Arrakis, zwanej Diuną, jedynej planety we wszechświecie, która stanowi źródło melanżu – substancji przedłużającej życie, umożliwiającej odbywanie podróży kosmicznych i przewidywanie przyszłości?

Andrzej Sapkowski: Krew elfów
Wydana w 1994 roku stanowi pierwszą z pięciu części sagi o Wiedźminie. Fenomen Wiedźmina wyszedł już poza krajowy rynek i podbija świat. Krew Elfów jest przepełniona czarnym humorem, mistrzowskimi intrygami i walką z potworami historią rozgrywającą się w quasi-średniowiecznej allotopii. Stanowi kontynuację wcześniejszych opowiadań Sapkowskiego. Któż nie słyszał o Wiedźminie Geralcie z Rivii, Białym Wilku?

Andrzej Ziemiański: Achaja
Zaliczana najczęściej do fantasy, choć zawiera również elementy science-fiction, historia młodej i walecznej księżniczki, która wskutek intryg zostaje odsunięta od tronu i musi przetrwać w świecie, który diametralnie różni się od jej dotychczasowego życia. Trzytomowa powieść Andrzeja Ziemiańskiego to kolejna polska pozycja, która według mnie zasługuje na miejsce w zestawieniu najlepszych powieści fantasy wszech czasów. Mimo zarzutów, które pojawiają się wobec Achaji, jest to książka wciągająca, a świat wykreowany przez Ziemiańskiego – królestwa Troy, cesarstwa Luan, tyranii Symm, krainy Chorych Ludzi czy Arkach – zachwyca różnorodnością i odmiennością kultur.

Dmitrij Głuchowski: Metro 2033
Powieść Dmitrija Głuchowskiego, która przedstawia życie ludzi chroniących się w moskiewskim metrze po wojnie atomowej, także zasługuje na miejsce w tym zestawieniu. Ta wielowarstwowa, wciągająca opowieść stała się fenomenem na skalę globalną. Fabuła jest intrygująca, a świat stworzony przez Głuchowskiego mroczny i klimatyczny, otworzył przed czytelnikami i innymi pisarzami nowe możliwości – budowy niezwykłego Uniwersum Metro 2033, świata i ludzi po III Wojnie Światowej. Czy tak będzie wyglądać przyszłość ludzkości w postapokaliptycznym świecie?

 

ANNA TESS GOŁĘBIOWSKA

Sporo stosunkowo nowych tytułów pojawiło się także na liście Anny Tess Gołębiowskiej, dawnej zastępczyni redaktora naczelnego naszego portalu, felietonistki i drabblistki. Jak sama pisze:
Wskazanie kilku tytułów to zawsze ciężka gimnastyka, szczególnie gdy chodzi o wybór „wszech czasów”, a nie najlepsze debiuty ostatniego roku. Od żelaznej klasyki, poprzez sentymenty z dzieciństwa, po rzadkie acz zapomniane perełki… Z tego powodu postawiłam na teksty, które wypada znać z racji ich potencjału popkulturalnego, mocno kojarzone współcześnie, a jednocześnie interesujące i wartościowe.

ostatniezyczenieAndrzej Sapkowski: Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia

Wymieniam zbiory opowiadań, ponieważ bez względu na to, jak przyjemnie czytało mi się sagę, to krótkie teksty o Geralcie były moim zdaniem o wiele bardziej urzekające. Zręczne rzemieślniczo, żonglujące motywami baśniowymi i mitologicznymi, by gdzieniegdzie pokazać wprost, że to postmodernistyczna zabawa (ktoś nie pamięta o batystowych majtkach Renfri?). Feministyczne i ironiczne ujęcie świata fantasy, pełne czarnego humoru i gorzkich refleksji. Jednocześnie ujmujące językowo: widać, iż Andrzej Sapkowski zna wiele języków obcych i z tych umiejętności chętnie korzysta.
Warto też pamiętać, że autor stworzył uniwersum, które okazało się znacznie potężniejsze niż jego książki: komiksy, gry RPG, film i serial oraz, oczywiście, komputerowa trylogia, która rozsławiła Geralta z Rivii na cały świat, oczekujący obecnie na nową filmową produkcję.

George R.R. Martin: Gra o tron (i dalsze tomy Pieśni Lodu i Ognia)

Nowe spojrzenie na fantasy. Odległa nibylandia, która jednak wydaje się bardziej realna niż rzeczywistość. Krew, pot, smród i łzy, seks i polityka, a do tego mnogość intryg... i prawdziwe bogactwo wątków. Świat dopracowany pod kątem lokalnych smakołyków, rodzajów alkoholu i ubioru odmiennych dla każdej krainy, bohaterów różnych temperamentów i pochodzących z różnych warstw społecznych, których wątki splatają się ze sobą w najmniej oczekiwanym momencie, gdzie lubiana postać zaczyna nagle budzić odrazę, a czarny charakter - sympatię. Najwięcej radości sprawia czytanie sagi Martina ponownie, gdy można wypatrzyć smaczki, które za pierwszym razem były niezrozumiałe, gdyż ledwie muskały przyszłe, istotne wątki. Co więcej, za serią powieści idzie naprawdę dobry serial telewizyjny... który jest o tyle ciekawy, że powstaje równolegle do kolejnych tomów, czasem je zmieniając, a czasem wyprzedzając, przez co widz zastanawia się, co było spoilerem, a co rozpisaniem nowego wątku.

J.K. Rowling: Harry Potter i Kamień Filozoficzny (i dalsze tomy cyklu)

Harry'ego Pottera uważam za świetną książkę dla dzieci i ich rodziców. Dla najmłodszych może być to jedno z pierwszych spotkań z fantastyką – a jednocześnie nie jest to bajka, tylko powieść traktująca czytelnika poważnie. Nawiązania do mitów i gry językowe stanowią świetną bazę, na której można następnie nadbudowywać wiedzę. Pełnokrwiści bohaterowie i wciągająca fabuła zaś budzą zainteresowanie. Dorosły czytelnik wychwyci smaczki i doceni kunszt Rowling w kierowaniu się do młodego czytelnika. Warto też pamiętać, że Harry Potter to świetny materiał, by młody czytelnik zetknął się z językiem angielskim. Ekranizacje także są niczego sobie.

Jakub Ćwiek: Chłopcy (i dalsze tomy cyklu)
Nie jest żadną tajemnicą, że od lat jestem wierną fanką Jakuba, a od jakiegoś czasu także ściśle z nim współpracuję. Ze wszystkich jego tekstów najbardziej magiczni są jednak dla mnie Chłopcy. Wielopoziomowa gra z Piotrusiem Panem, tak przecież obecnym w naszej kulturze, odnajdywanie gorzkiej nuty w – zdawałoby się – beztroskiej zabawie. Chłopcom poświęciłam swoją pracę magisterką i nawet wielogodzinna wiwisekcja tekstu nie pozbawiła mnie przyjemności z lektury, za to odsłoniła detale, które wcześniej umykały.

 

MARTYNA RADUCHOWSKA

Polską literaturę wśród powieści wszech czasów umieszcza także Martyna Raduchowska, autorka trzech powieści i kilku opowiadań, stopniowo zaznaczająca swoją pozycję wśród rodzimych twórców.

bladerunnerdickAndrzej Sapkowski: Cykl wiedźmiński
Tego wyboru z pewnością uzasadniać nie muszę. Od Ostatniego życzenia zaczęła się nie tylko moja przygoda z polską fantastyką, ale z fantastyką w ogóle. Wracam do opowiadań i sagi regularnie co kilka lat, żadnej innej serii nie jestem tak oddana, żadnej nie darzę takim sentymentem. Wydaje mi się jeszcze lepsza za każdym razem, gdy po nią sięgam, a to już prawdziwy ewenement.

Jacek Dukaj: Perfekcyjna Niedoskonałość
Jak na razie jedyna powieść, którą pochłonęłam dwukrotnie w ciągu jednej doby: ledwo dotarłam do ostatniej kropki i od razu zaczęłam czytać od początku. Twórczość Dukaja darzę osobliwym, masochistycznym uwielbieniem, bo jego książki wprost mnie zachwycają, a jednocześnie wpędzają w straszliwe kompleksy. Okropnie zazdroszczę autorowi mózgu i jako pisarka czuję się przy nim, o, taka malusia.

Philip K. Dick: Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?
Ta książka to takie retro sci-fi, które pięknie się starzeje, a zarazem nie starzeje się wcale. Bo choć opisywane w niej technologie dziś są już mocno przestarzałe, to jednocześnie stawiane przez autora pytania o granice człowieczeństwa nigdy jeszcze nie były tak aktualne. Uwielbiam tę powieść, uwielbiam ekranizację filmową Ridleya Scotta, uwielbiam audiobookową superprodukcję Audioteki – prawdziwy majstersztyk w każdej postaci.

 

 

 

ROBERT ZIĘBIŃSKI

Martyna otworzyła listę miłośników Philipa K. Dicka. Znalazł się na niej także Robert Ziębiński, dziennikarz i działacz kulturalny, pisarz oraz twórca Nagrody im. Henryka Sienkiewicza.

William Gibson NeuromancerPhilip K. Dick: Człowiek z Wysokiego Zamku
Była pierwszą powieścią fantastyczną jaką czytałem, do której wciąż wracam; to przede wszystkim perfekcyjny przykład na to, jak tworzyć spójną wizję alternatywnej rzeczywistości. To po prostu podręcznik pisania dla każdego przyszłego fantasty.

Ray Bradbury: Jakiś potwór tu nadchodzi
Moja ulubiona opowieść o dojrzewaniu z fantastyką w tle. Oto do pewnego miasta przyjeżdża wesołe miasteczko… tyle, że nie jest to zwyczajne wesołe miasteczko. Jeden z ojców założycieli fantastyki i jego powieść, bez której nie byłoby dziś wszystkich Stephenów Kingów, Deanów Kootnzów itp. Po prostu trzeba znać.

William Gibson: Neuromancer
Dick w Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? stworzył uniwersalną wizję przyszłości, Ridley Scott ekranizując powieść ją zwizualizował, zaś William Gibson uczynił przyszłość teraźniejszością. Nie wiem czy ta powieść to jeszcze fantastyka czy już prorocza wizja naszych czasów. Ale jedno wiem – to literacka perła.

Douglas Adams: Autostopem przez galaktykę
Wspaniała dawka absurdu, humoru i traktowanej z przymrużeniem oka fantastyki. Adams był mistrzem. Szkoda, że mało kto był w stanie dorównać mu w tworzeniu humorystycznej fantastyki, która tak naprawdę śmiała się z naszego tu i teraz.

Richard Morgan: Modyfikowany węgiel
Ten brytyjski pisarz świetnie odrobił lekcje zarówno z literatury noir, jak postdickowskiej, cyberpunkowej fantastyki. Modyfikowany węgiel to fantastyczna petarda, która długo nie daje o sobie zapomnieć. A przy okazji pokazuje, że prosta opowieść pełna akcji, może też być niegłupia i daleka od banału.

 

PIOTR SZCZEPONIK

Po Dicka sięgnął także Piotr Szczeponik, kawerniany komiksiarz, spec od DC i Marvela.

Philip K. Dick: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach
Jeden z filarów fantastyki naukowej i książka, która zadaje ponadczasowe pytania. Kiedy zaczyna się człowieczeństwo? Czy istoty, które doprowadziły Ziemię do zagłady mają prawo decydować kto może żyć, a kto nie? Kwestie te cały czas przewijają się w książkach, filmach oraz grach i coś mi mówi, że jeszcze długo będą.

Bram Stoker DraculaBram Stoker: Dracula
Czy trzeba pisać więcej? Genialna książka, która od 1897 roku wypełnia głowy czytelników, widzów oraz autorów strachem przed ukrytym w ciemności drapieżnikiem. Wampiry co jakiś czas zyskują i tracą na popularności, ale nieprzerwanie zamieszkują zbiorową świadomość. Gdyby tylko niektóre mniej czasu spędzały z brokatem.

Mary Shelley: Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz
Skoro wspomniałem o naczelnym krwiopijcy, to muszę również wskazać na drugiego najbardziej znanego potwora w historii. Potwór Frankensteina niedawno został ukazany w Penny Dreadful, interesującym serialu badającym grozę wiktoriańskiej Anglii. Już sam fakt, że istota stworzona w powieści datowanej na 1818 rok (anonimowe wydanie. Pierwsze podpisane przez Shelley ukazało się w 1823 roku) wciąż porusza fanów grozy, świadczy sam za siebie.

Frank Herbert: Diuna
Powieść, która zajmuje szczególne miejsce w mym sercu. Można powiedzieć, że to na pustynnej Arrakis odbył się mój pierwszy raz (żeby nie było, chodzi o świadomy kontakt z literaturą S-F) i możecie sobie wyobrazić szok, którego doznałem, gdy sięgnąłem po tę książkę zaraz po zakończeniu przygody z Conanem. Od tamtego czasu Diuna pozostaje dla mnie punktem odniesienia dla gatunku.

Stephen King: Mroczna Wieża
Gdy książki Stephena Kinga zaczynały mi się przejadać, trafiłem na Rolanda Deschaina i wpadłem po uszy. Na nowo odkryłem warsztat oraz wyobraźnię autora, ale co ważniejsze, polubiłem bohaterów i zacząłem przejmować się ich losami (czego nie mogę powiedzieć o większości książek Kinga). Świat przedstawiony w serii jest zdewastowany, sprawia wrażenie rozczłonkowanego, a zarazem przemyślanego. Mroczna Wieża to idealny przykład zbieraniny wybrakowanych ludzi, których łączy wspólny cel.

 

KRZYSZTOF PISKORSKI

Coraz łatwiej zauważyć, że pewne nazwiska na naszej liście się powtarzają. Jest wśród nich Sapkowski, jest i Herbert. O obu twórcach nie zapomniał Krzysztof Piskorski, publicysta, pisarz i autor gier fabularnych.

conanRobert E. Howard: Conan Barbarzyńca (opowiadania)
Nie oszukujmy się, fantastyka to w większości fantasy. A fantasy naprawdę zaczęło się od balansujących na krawędzi grafomanii opowiadań Sword and Sorcery z lat 20. i 30. Robert E. Howard, Fritz Leiber, Clark Ashton Smith jako pierwsi snuli historie dla dorosłych o herosach z mieczami, pradawnych imperiach, czarnoksiężnikach oraz skąpo odzianych niewiastach. Dopiero dwie dekady później koncepcję literatury fantasy uszlachetnił pewien nobliwy profesor z Oxfordu. Jednak korzenie gatunku leżą w tanich broszurkach z opowiadaniami, które pryszczaci, amerykańscy nastolatkowie czytali prawie 100 lat temu.

Frank Herbert: Diuna
Gdy w 1965 roku Frank Herbert zaserwował czytelnikom niezwykłe połączenie SF z feudalnym światem gwiezdnych rodów oraz wyraźnym elementem fantasy, pchnął fantastyczną estetykę w nową stronę. George Lucas często wspominał, że Diuna była ważną inspiracją dla Gwiezdnych Wojen, ale to tylko jeden z wielu korzeni, którymi cykl o Arrakis wrósł w kulturę. Co jeszcze go wyróżnia? Szczegółowe światotwórstwo. Kilka tysięcy lat historii zamkniętej w sześciu tomach. Splątana pajęczyna rodów, gildii i organizacji. Bardzo, bardzo ważne dzieło. 

Stanisław Lem: Solaris

Może to lokalny patriotyzm, ale uważam, że polska fantastyka zasługuje, by mieć w topie choć jedną książkę. A co byłoby lepsze od najczęściej tłumaczonej polskiej powieści SF, która sprawiła, że sam Philip K. Dick zwątpił czy jeden śmiertelnik może tak dobrze pisać? Solaris miesza filozofię i humanistyczną opowieść o zrozumieniu prawdziwie obcej inteligencji z twardą, świetną fikcją naukową. Ta mieszanka okazała się bardzo ważna dla rozwoju ambitnej SF na całym świecie.

Joe Haldeman: Wieczna wojna
Powieść Haldemana to nie jest wielka literatura, a on nigdy nie był wielkim pisarzem, ale udało mu się stworzyć niemal idealną mieszankę. Wieczna Wojna to jedno z najlepszych dzieł militarnego SF, jedna z najlepszych antywojennych historii fantastycznych, jedna z najlepszych opowieści o dylatacji czasowej i wyobcowaniu w społeczeństwie przyszłości, a wreszcie – jedna z najlepszych opowieści o tym, że podczas wojny w kosmosie to właśnie sam ogromny, zimy, nieprzyjazny kosmos jest najgroźniejszym wrogiem. 

China Miéville: Dworzec Perdido

Eklektyczna wizja, która miesza ze sobą elementy steampunku, fantasy, SF i literatury pięknej. Tygiel ras, kultur i ludów, który mógł powstać tylko w głowie młodego anarchisty z północnego Londynu. Anglosasi mają na to piękny termin – "genre bendingnovel", ale ze wszystkich "wyginaczy" gatunków, Miéville poradził sobie moim zdaniem najlepiej. Dworzec pokazał wielu czytelnikom i autorom, że nawet po ponad stu latach historii gatunku i setkach tysięcy książek wciąż jest w fantastyce wiele nieznanych, fascynujących terytoriów.

 

BARTEK SZCZYŻAŃSKI

Diuna znalazła się też wśród tytułów najważniejszych dla Bartka Szczyżańskiego, wytrwałego literackiego recenzenta, którego teksty znaleźć można m.in. na łamach Kawerny.

Frank Herbert: Diuna

hyperionMoje TOP 5 otwiera książka, którą powinienem obwiniać o to, że stałem się nałogowym czytelnikiem. Diuna Franka Herberta ma wszystko, czego można chcieć od powieści: fenomenalnie wykreowanych i głęboko zapadających w pamięć bohaterów (kto nie kojarzy Paula Atrydy czy barona Harkonnena?), wciągającą, skomplikowaną fabułę oraz niezapomniany świat, który nawet teraz, po kilku ładnych latach od pierwszej lektury, wciąż przyzywa z nieokiełznaną mocą.

Philip K. Dick: Ubik
Kolejną książką, bez której nie potrafię wyobrazić sobie dyskusji na temat największych klasyków fantastyki, jest Ubik. Cenię zarówno tę powieść, jak i inne w dorobku Philipa K. Dicka za to, w jaki sposób przemycają głęboki metafizyczny niepokój: czytelnik nieświadomie wpada w wir historii, często banalnej i bardzo lekko opowiadanej, z którego bardzo trudno się wyrwać. To fantastyka jedyna w swoim rodzaju.

Guy Gavriel Kay: Fionavarski gobelin
Po drugiej stronie barykady mamy Fionavarski gobelin (pozwoliłem sobie wybrać cykl, ponieważ jest tak spójny i tak równy, w przeciwieństwie choćby do kontynuacji Diuny, że ciężko rozpatrywać go jako pojedyncze utwory). Pięknie opowiedziana, wzruszająca historia, w której Guy Gavriel Kay urzeka rozpoetyzowaniem i twórczym wykorzystaniem najstarszych literackich toposów. To nieco mniej znany klasyk, ale jego lektura jest niezapomnianym przeżyciem.

Jacek Dukaj: Inne pieśni
Od początku zakładałem, iż w moim zestawieniu musi pojawić się jedna książka polskiego pisarza. Zdecydowałem się na Inne pieśni. Dlaczego? Jacek Dukaj stworzył najbardziej zaskakujący, niesamowity i porywający świat, jaki kiedykolwiek odwiedziłem. A w dodatku, co wcale nie jest u niego takie oczywiste, osadził w nim poruszającą i ciekawą historię, do której chce się wracać. Bez tego tekstu rodzima fantastyka nie byłaby taka sama.

Dan Simmons: Hyperion
Te same pochwały mógłbym wygłosić wobec Hyperiona. Książka Dana Simmonsa różni się od cyklu Kaya właściwie tylko tym, że pisarz zamiast sztafażu fantasy, wybrał science fiction. Powieść ta jest świadectwem zderzenia fantastyki z literaturą artystyczną najwyższej próby – efekt jest olśniewający.

 

PATRYK SADOWSKI

Kolejna z kawernianych twarzy, czyli wieloletni redaktor naczelny portalu, Patryk Sadowski, na co dzień współpracujący z wydawnictwami oraz promujący czytelnictwo, także sięgnął po Hyperiona.

ksiezniczkaDan Simmons: Hyperion
Książka przez wielu nazywana klasyką science fiction. Wciągająca historia pielgrzymów pędzących na spotkanie przeznaczenia, którym jest Chyżwar. Opowieść pełna odwołań do klasyki, będąca jednocześnie twardym SF zajmującym się kwestiami podróży międzygwiezdnych czy sztucznej inteligencji okraszonych filozoficznymi refleksjami.

Edgar Rice Burroughs: Księżniczka Marsa (i cykl o Johnie Carterze)
Edgar Rice Burroughs jako pierwszy naszkicował bohatera, którego teraz spotykamy w filmach i książkach. Poszukiwacza skarbów, wojownika, samotnika, którego zahartowała tragedia życiowa, ale przygody go nie omijają. Zawdzięczamy mu m.in. Hana Solo czy Indianę Jonesa. George Lucas inspirował się przygodami Johna Cartera, tworząc Gwiezdne Wojny, James Cameron – kręcąc Avatara. Strażnicy Galaktyki Jamesa Gunna bez Burroughsa wyglądałyby zupełnie inaczej, a wraz z nimi inne blockbustery i komiksy. I choć ten autor podarował nam także postać Tarzana, moje serce bije dla Barsoom. Obowiązkowa lektura!

Terry Pratchett: Równoumagicznienie (i cały Świat Dysku)
Wszystkie opowieści ze Świata Dysku uważam za absolutnie obowiązkowe dla każdego, ale właśnie to dzieło Mistrza znaczy dla mnie najwięcej. Dlaczego? To po nią pierwszą sięgnąłem i zachwyciła mnie. Wracałem do niej po latach i odkrywałem ją na nowo. Im więcej wiedziałem o fantastyce i otaczającym mnie świecie, tym lepiej rozumiałem twórczość sir Pratchetta. Gorąco polecam!

Ursula K. Le Guin: Ziemiomorze

Czy komukolwiek trzeba przedstawiać królową Le Guin i jej magiczne dziecko? Historie Geda wciągały, a choć działy się w brutalnym świecie, ten jednak dawał także nadzieję. Nowi bohaterowie potrafili odmienić wszystko o 180 stopni, a gdy czytelnik zaczynał myśleć, że nadszedł happy end, autorka wylewała mu kubeł zimnej wody na głowę. Do bólu prawdziwy świat, w którym każdy dobry i zły czyn ma swój koszt, a ten bywa bardzo wysoki.

Orson Scott Card: Gra Endera
Cykl o Enderze wywarł na mnie pozytywne wrażenie jeszcze w liceum. W latach osiemdziesiątych Card pokazał mi niewesołą, brutalną rzeczywistość ludzkości zjednoczonej przeciw wspólnemu wrogowi, ale wciąż podzielonej, a pośrodku tego wszystkiego tkwił niewinny dzieciak, który musiał stać się machiną wojenną, a jego niewiele starsze rodzeństwo manipulowało światem. Wizja przerażająca, pełna dzieci-wojowników, szalonych idei i prób odzyskania człowieczeństwa. Warto jednak unikać filmowej adaptacji, która odarła książkę ze wszystkiego, co wyjątkowe.

Isaac Asimov: Ja, Robot (i cykle Roboty, Imperium Galaktyczne oraz Fundacja)
Cykl, który mnie zafascynował. Problemy zasad moralnych dotyczących zagadnień sztucznej inteligencji, praw, które miałyby je uregulować, a do tego kwestie napędu hiperprzestrzennego czy kolonizacji galaktyki oraz tego, jak wygląda ludzkość po wielu tysiącleciach od rozpoczęcia tychże. Sam autor był profesorem biochemii, nadzwyczaj inteligentny – wiceprezes Mensy. Do swoich książek przeniósł własne rozważania naukowe, nic więc dziwnego, że rezultat okazał się znakomity. Nic dziwnego, że HBO planuje właśnie serial na podstawie Fundacji.

 

ROBERT SZMIDT

fundachaFundacja z kolei prowadzi nas do kolejnego polskiego twórcy, Roberta Szmidta, pisarza, tłumacza, redaktora i wydawcy.

Isaac Asimov: Fundacja

Asimov stworzył bardzo ciekawą wizję przyszłości, opierając swój pomysł na historii. Pokazał upadek Cesarstwa Rzymskiego, a raczej towarzyszący mu regres w fantastycznym sztafażu, udowadniając jak bardzo powtarzalna może być historia.

Philip K. Dick: Ubik

To książka, od której trudno się uwolnić. Pomimo wielu lat, jakie upłynęły od jej napisania w ogóle się nie zestarzała. Jest w niej wszystko, do czego powinien dążyć pisarz.

Nevil Shute: Ostatni brzeg

Ta książka podobno ocaliła ludzkość przed zagładą. Nie wiem czy to prawda, ale wciąż pamiętam jak wpłynęła na mnie, ponieważ to właśnie jej zawdzięczam zainteresowanie tematyką postapokaliptyczną.

 

 

RAFAŁ W. ORKAN

nonstopSimmons i Herbert wracają wśród typów Rafała W. Orkana – pisarza maczającego palce w grach oraz miłośnika klimatów postapo.

Gene Wolfe: Cykl Solarny (w szczególności kilkutomowa powieść Księga Nowego Słońca) Wolfe to pisarz wielkiego kalibru a KNS to jego opus magnum. Rzecz nietuzinkowa, wielowymiarowa; rodzaj książki na całe życie – można ją czytać w nieskończoność od nowa i za każdym razem odkrywać kolejne cuda. Życie dzieli się na dwie części – przed lekturą Cienia Kata (pierwszego tomu KNS) i po lekturze.

Frank Herbert: Diuna

Trzeba znać przynajmniej pierwszy tom cyklu. Potęga wyobraźni. Zetknięcie z tą powieścią jest niczym teofania.

Dan Simmons: Hyperion
Zachwycająca erudycją i piękną formą powieść szkatułkowa. Poetycka wizja zaklęta na stronach książki S-F.

Alfred Bester: Gwiazdy moim przeznaczeniem
Fantastyczna trawestacja Hrabiego Monte Christo, która uderza czytelnika między oczy i pozostaje z nim już na zawsze.

Brian W. Aldiss: Non Stop

Czysta rozkosz pod postacią socjologicznej science fiction. Powieść z rodzaju tych, które pochłania się „na raz”, a mimo to nie dają o sobie zapomnieć.

 

JAREK MACHURA

Listę zamykamy typami recenzenta i blogera książkowego oraz wielkiego fana komiksów, Jarka Machury, podzielającego sympatię naszego naczelnego do przygód Johna Cartera.

panlodowegoJarosław Grzędowicz: Pan Lodowego Ogrodu
Ten czterotomowy cykl potwierdza, że Polacy posiadają ogromną wyobraźnię, pełną oryginalnych pomysłów i interesujących rozwiązań. Wielowątkowa i nakreślona z rozmachem opowieść szokuje, bawi, ale przede wszystkim daje do myślenia. Prosta wydawałoby się misja ratunkowa staje się czymś dużo większym, ważniejszym dla Vuko, mieszkańców Midgaardu i samej planety. Autor bawi się różnymi konwencjami i stylami, miesza inne gatunki czy czerpie z kilku kultur, co przekłada się na zajmującą lekturę.

Edgar Rice Burroughs: Barsoom
Seria książek o perypetiach weterana wojny secesyjnej stanowi ważny punkt w historii fantastyki, choć przez wielu zapomniany. Klasyczna opowieść przygodowa o honorze, odwadze, poświęceniu i miłości. Historia Johna Cartera, który przenosi się na Marsa stała się inspiracją dla wielu twórców, jak choćby George Lucas czy James Cameron. Fascynujący cykl, pełen epickich bitew na lądzie i w powietrzu, czy pościgów zapierających dech w piersi.

Hal Duncan: dwuksiąg Welin i Atrament
Ambitna i na swój sposób trudna lektura, ale dostarczająca sporej satysfakcji. Pasjonująca podróż po tajemniczej krainie, razem z trójką oryginalnych bohaterów, których wybory mają istotny wpływ na losy świata. Nie ma tu miejsca na bezmyślne machanie mieczem czy ratowanie księżniczek. Autor kreśli przed czytelnikami wyjątkowo złożoną i wielowątkową opowieść, ale jednocześnie spójną i przemyślaną.

Choć wydaje się, iż stworzenie listy pozycji obowiązkowych nie jest najłatwiejszym zadaniem, okazało się, iż wszyscy zapytani przez nas fantaści choć w części byli zgodni. Nazwiska Pratchetta, Lema, Herberta, Sapkowskiego, Wattsa, Gaimana czy Kinga powtarzały się w kolejnych zestawieniach. Co ciekawe, nikt nie był w stu procentach oryginalny w doborze ulubionych autorów. Można więc przypuszczać, że najwyższy czas po nie sięgnąć – zachęcamy Was do tego! Do czego zachęcamy!

 

PETER V. BRETT

Hobbit coverGdy przygotowywaliśmy nasze zestawienie książek fantastycznych wszech czasów, napisaliśmy m.in. do Petera V. Bretta. Okazało się, że odpowiedź na nasze zapytanie nadeszła już po publikacji listy. Typy tego autora dorzucamy więc w ramach erraty.

Pierwszymi pisarzami, którzy mieli na mnie wpływ, byli J.R.R. Tolkien i Terry Brooks. Po tym, jak pochłonąłem ich książki, uzależniłem się od literatury fantasy i czytałem ją od tamtego momentu. Dosłownie setki książek. Obecnie moimi ulubionymi autorami są George R.R. Martin, Naomi Novik, C.S. Friedman i późny Robert Jordan. Jeśli chodzi o autorów spośród mojego pokolenia, jestem zdecydowanie mniej oczytany, ale lubię Scotta Lyncha, Pata Rothfussa i Brenta Weeksa, a wielu więcej czeka na moim stosie do przeczytania.”

Oto moich ulubionych książek: „Gra o tron” George’a R.R. Martina, „Shōgun” Jamesa Clavella, „The Elfstones of Shannara” Terry’ego Brooksa, „The Shadow Rising” Roberta Jordana i „Hobbit” J.R.R. Tolkiena.

 

Redakcja: Marta Szał, Anna Tess Gołębiowska

Przeczytajcie także nasz tekst o bohaterach lat 80. i 90. - co nas wtedy kształtowało?

Ostatnio zmieniany piątek, 21 sierpień 2015 09:47