Piotr Sarota - Chaos i porządek
Już od wejścia owionął go potężny podmuch muzyki. Riffy kłębiły się niczym płomienie, niczym żywioł, niepowstrzymana ściana energii, uzewnętrznionych uczuć, które zalegały dotąd w najgłębszych zakamarkach duszy. Ostre dźwięki tnące powietrze niczym nóż, zmieniające się raptownie w rozedrgane, chorobliwe pomruki, by za chwilę znów zabrzmieć potęgą równą pędzącej lawinie. Zamknął drzwi i wszedł do salonu.
Weronika miotała się po pokoju, z gitarą w dłoni. W świetle zachodzącego słońca jej skóra lśniła od potu; jej nagie piersi falowały w rytm wygrywanej melodii, a ciało płonęło w zapamiętaniu; ręce wodziły po instrumencie delikatnie, choć pewnie; palce precyzyjnie odnajdywały właściwe progi i struny. Nie musiała patrzeć na gitarę; przyciskając ją do piersi, z zamkniętymi oczami i słuchawkami na uszach, tańczyła swój „wilczy taniec”: drapieżnie, łakomie chwytając każdy dźwięk, puszczając się w pogoń i sycąc muzyką tak jak wilk syci się upolowanym królikiem.
Psie Pola: Sierociniec. Cz. I
Miłosz jakiś czas krążył dokoła budynku. Nie z chęci zbadania terenu. O tym, że jest bezpiecznie wiedział już po drugim okrążeniu. Teraz tylko podziwiał masywne, kamienne ściany bogato zdobione rzeźbami przedstawiającymi ludzi wykonujących codzienne zajęcia. Obejście budynku dokoła miało zająć mu sporo czasu. Raz, że był zmęczony długą wędrówką po Psich polach, a dwa, że w ogóle nie miał zamiaru się śpieszyć.
Anna Tess Gołębiowska - Boże Narodzenie [18+]
Ciężkie kroki w korytarzu oznajmiły jednoznacznie – Torgh wrócił do domu. Chrząknięciem przywitał swoją małżonkę, krzątającą się przy choince.
– Zawiesiłam nowe ozdoby – pochwaliła mu się. Miała niski, chrypiący głos. – Ale skrzaty znowu nam zgniły.
– Gniją i gniją... – mruknął i rozłożył się na posłaniu. – A co tam tak świeci? – Skinieniem wskazał na drzewko. Wśród gałązek coś błyskało i mieniło się jasnymi barwami.
– Nowe ozdoby. Ghtor nałapał elfów.
– Ach... Ta nowa moda. Obrzydlistwo. – Torgh odwrócił wzrok od choinki i sięgnął po wielką płachtę gazety.
– Nie pozwolę, żeby Loga miała chałupę przystrojony lepiej niż my. A wiesz, że co roku nas odwiedza.
Marcin Wełnicki - Auré (część III)
I: Służby Bezpieczeństwa (przeczytaj tutaj!)
II: Enwiromentaliści (przeczytaj tutaj!)
III: Auré
Rozpoznaję ją po głosie.
– Co tylko zechcesz, Annes. – Odwracam się do niej przodem. Wymierzony we mnie pistolet nie jest żadnym zaskoczeniem. – Mam bardzo zły nawyk.
– Niestety masz rację.
Żal, że moje umiejętności samokrytyki nie idą w parze z umiejętnością samodoskonalenia się.
– Jak mnie znalazłaś? – Głupie pytanie.
Anna Tess Gołębiowska - Bajki dla dorosłych: Królewna Śnieżka [18+]
Obudziła się wcześniej niż zwykle. Najchętniej z powrotem zacisnęłaby powieki i skryła twarz pod poduszką, ale wiedziała, że to nic nie da. Tyle już razy próbowała oszukać w ten sposób sen, który ją opuścił, że tego dnia nawet nie próbowała. Z niechęcią odwróciła się na drugi bok, patrząc na pogniecioną, śnieżnobiałą pościel. Jak przez mgłę wspominała dni, kiedy te wgniecenia pozostawiał po sobie ktoś, teraz sama wierciła się w bezsenne noce, szukając odpoczynku, spokoju.
Marcin Wełnicki - Auré (część II)
I: Służby Bezpieczeństwa (przeczytaj tutaj!)
II: Enwiromentaliści
Może namierzyła mnie któraś satelita, może ktoś przechwycił moją próbę nawiązania kontaktu z „Anaksagorasem”, a może po prostu miałem pecha. Staję wyprostowany, unoszę ręce. Nie chcę, żeby sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Jednak, wiedziony mieszaniną instynktu i wyuczonych nawyków, zmieniam ustawienia pasa antygrawitacyjnego. Otaczam się bąblem antyciążenia. To doskonała tarcza, ale utrzymywana zbyt długo zamieni obszar wewnątrz w próżnię.
Pojawiają się kolejne aioidy i ich właściciele. Mój aioid wraca na swoją grzędę. Czekam cierpliwie, aż któryś z funkcjonariuszy wyrecytuje mi moje skąpe prawa.
Anna Tess Gołębiowska - Bajki dla dorosłych: Śpiąca Królewna [18+]
Są krainy, których nie poznaliśmy, są światy, do których nie docieramy, są stany, w których się nie znajdziemy. Ona znajdowała się właśnie tam, pomiędzy prawdą a marą, gdzieś w rzeczywistości pod swymi własnymi powiekami. Nie otwierała ich, nie potrafiła. Już dawno zapadła w sen, z którego nie było przebudzenia. Podobno klątwy nie istnieją. A jednak. Długie rzęsy ocieniały twarz, miały już nigdy nie podnieść się, nie odsłonić lśniących źrenic, nie pozwolić, by zagrało w nich światło.
Marcin Wełnicki - Auré (część I)
I: Służby Bezpieczeństwa
Przeciążenie wbija mnie w fotel.
Nie, to kłamstwo. Po prostu nie potrafię opisać zjawiska, którego jestem obiektem. W rzeczywistości w tym momencie na moje ciało nie działa żadna siła. Z punktu widzenia fizyki nie posiadam masy ani gęstości. Nie zajmuję żadnego konkretnego punktu przestrzeni.
Czy to znaczy, że nie istnieję?
Chwilę wcześniej: znajduję się na pokładzie eksploratora Rady Nadzorczej. Bryłowatym kształtem statek przypomina blok ociosanego kamienia albo sztabę metalu. W próżni nie ma oporu, więc konstrukcja może być zupełnie dowolna. Pomalowany na biało kadłub ma wskazywać ludziom, po której stronie odwiecznych zmagań stoją organy Korporacji. Najwyraźniej trzeba to nachalnie przypominać.
Na sterburcie widnieje napis: „Anaksagoras”.
Andrzej W. Sawicki - Niezwykły przypadek Martyny Gewalt
Zapraszamy do lektury opowiadania Andrzeja W. Sawickiego rozgrywającego się w świecie Nadziei czerwonej jak śnieg. Powieść ta ukazała się w listopadzie 2011 nakładem Agencji Wydawniczej RUNA i Bellony.
Andrzej W. Sawicki
Niezwykły przypadek Martyny Gewalt
Od strony Wisły wiał zaskakująco ciepły, jak na połowę lutego, wiatr. Słońce znikało już za dachami ruder Powiśla, ostatnie jego promienie ślizgały się po nabrzeżu. Przy zacumowanych rybackich batach* siedziało pięć dziewcząt. Każda trzymała miedzy nogami wiklinowy kosz, do którego wpadały rybie wnętrzności, sprawnie wypruwane przez młodzieńcze ręce, uzbrojone w ostre, zakrzywione nożyki do patroszenia. Córki rybaków musiały się śpieszyć, żeby przed zapadnięciem zmroku oczyścić ryby, tak by połów ułożyć jeszcze w skrzyniach z lodem, które przed świtem ich ojcowie zawiozą na staromiejskie targowisko. Ręce kostniały z chłodu, karki bolały od ciągłego schylania się po ryby, ale młode kobiety i tak co chwila wybuchały śmiechem, gdy najstarsza z nich — Martyna — opowiadała o starających się o nią konkurentach.
Piotr Sarota - My Little Cthulhu Pony
Spoglądam na niezapisane stronice kroniki, licząc, że wcześniej czy później moje myśli ułożą się w jakiś zrozumiały wzór, który pozwoliłby wyciągnąć historię naszego nieszczęścia z bezdennej otchłani rozpaczy, rozpływającej się szerokim strumieniem pod naszymi kopytami. Nie wiem, być może księżniczka Celestia pragnie wypróbować każdego sposobu, aby mój umysł nie pogrążył się do końca w szaleństwie, a może i ona odczuwa tę potworną grozę, która zżera nas każdego dnia po trochu, sięgając coraz głębiej w nasze serca i dusze. Ja...







