Opowiadania

Napisał Dział: Opowiadania

altJuż dzisiaj dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka możecie przeczytać całe opowiadanie z zbioru opowiadań Mgnienie Ekranu. Zapraszamy do lektury Piekielnego interesu! Premiera już 2 kwietnia!

Wszystkie światy Terry’ego Pratchetta – ponad trzydzieści opowiadań mistrza humorystycznej fantastyki, od debiutu, po historie z kultowego Świata Dysku.

W ciągu czterech dekad, jakie upłynęły od druku jego pierwszej książki, Terry Pratchett stał się jednym z najpopularniejszych i najbardziej cenionych autorów. Tutaj, po raz pierwszy, w jednym tomie zebrane są jego opowiadania i inne krótkie formy literackie. „Mgnienie ekranu” kreśli kurs długiej kariery pisarskiej Pratchetta: od czasów szkolnych, poprzez pierwszą pracę w „Bucks Free Press”, do początków jego debiutanckiej powieści „Dywan” i dalej, po oszałamiające mistrzostwo fenomenalnego cyklu Świata Dysku.
Znajdziemy tu postacie zarówno znajome, jak i czekające na odkrycie; światy porzucone i inne, które wciąż się rozwijają; przygody, kurczaki, śmierć, disco, a także kilka dość niepokojących koncepcji Świąt, a wszystko to przesycone jego niemożliwym do podrobienia poczuciem humoru. 

Napisała Dział: Opowiadania

Kopciuszek200Biegła. Sypki piasek ścieżki tłumił jej kroki, szelest gałęzi drzew poruszanych wiatrem mieszał się z jej przyśpieszonym oddechem. Otulona atramentowym płaszczem nocy sama zdawała się być jej częścią – ciemnobrązowe włosy i czarna wieczorowa suknia sprawiały, że wtapiała się w las wokół niej. A raczej wtapiałaby się, gdyby nie biegła tak rozpaczliwie szybko, wciąż przyśpieszając kroku. Długie rozcięcie w sukni pokazywało pończochy kabaretki, opinające jej zgrabne nogi.

Gonił ją, i choć nie brakowało mu kondycji, coraz bardziej tracił nadzieję na to, że nie zgubi dziewczyny gdzieś w lesie, w którym on był pierwszy raz, a ona najwyraźniej znała tu każdą ścieżkę. Nie rozumiał, co się stało. Tańczyli, mocno wtuleni w siebie, było im razem dobrze. Pierwszy raz zaprosił ją gdzieś – tak naprawdę się nie znali. Nie miał z kim iść na bal, więc zaprosił ją, śliczną dziewczynę, spotkaną przypadkiem w pubie. Nie sądził, że podczas zabawy może między nimi zaiskrzyć. A jednak, opanowała jego myśli. Teraz rozpaczliwie wbijał wzrok w ciemność, szukając jej sylwetki. Nagle dostrzegł coś dziwnego na piaszczystej ścieżce. Schylił się i podniósł niezwykły przedmiot – czarny but na wysokiej, srebrnej szpilce. „To jej…” – przemknęło mu przez myśl. „Kopciuszek ucieka z balu o północy…?”

Napisał Dział: Opowiadania

KawernaSven Thorson, ze względu na brak zarostu i delikatną, nieco kobiecą urodę nazywany Gładkim Svenem, jechał powoli Traktem Biskupim w stronę Gottburga, usiłując wymijać wlokące się ślimaczym tempem wozy i furmanki. Jego koń, rasowy, czarny ogier, kupiony dwa dni temu we Friedrichsteinie, nie był przyzwyczajony do takiej ślamazarności, toteż co chwilę wyrywał do przodu, próbując zębami utorować sobie drogę. Sven nie był wielkim miłośnikiem ani znawcą koni, jednak nie wahał się zapłacić za wierzchowca siedemdziesięciu złotych denarów. Do miasta jechał na osobiste wezwanie Guntara Magnussona, zwanego Czartem, a to oznaczało, że szykuje się poważna robota. W robotach załatwianych przez Guntara rączy i wytrzymały wierzchowiec często był elementem kluczowym, wręcz niezbędnym do przeżycia, dlatego nie warto było na nim oszczędzać.

Napisała Dział: Opowiadania

mroz2Pamięci Stanisława Pająka poświęcam

Tomasz Mróz
M-2 – Koniec lenistwa

Koniec lenistwa

M. od kilku dobrych minut badawczo spozierał na swoje odbicie w lustrze.
– Hm, hm – mruknął – te zmarszczki, te włosy, ta gęba.
Naciągnął lekko pomarszczoną skórę pod oczami.
– Starzejemy się, tyjemy – westchnął – zużywamy. Amortyzujemy – dorzucił fachowo.
Oględziny obniżyły poziom, M. zaczął się macać po brzuchu, obrócił się bokiem. Stercząca nad gumą od majtek opona majestatycznie dominowała nad innymi częściami ciała, niekorzystnie odcinając się od wątłej klatki piersiowej. M. zdobył się na wysiłek wciągnięcia brzucha, opona nieco drgnęła, ale okupiony tym wysiłkiem efekt był co najmniej mizerny.
– Heloł, bejbe, kurna! – Starał się dodać sobie animuszu w tak trudnej chwili. Przybił piątkę ze swoim odbiciem w lustrze.
– Heloł, hanej! – żeński głos zza drzwi odpowiedział wśród tłumionego chichotu – Mierzysz przyrost w słojach? Powinno być jeden na rok.
Szparka, przez którą go podglądano, powiększyła się do rozmiarów otworu drzwiowego, w którym ukazała się chichocząca małżonka.
– Hm, hm... – M. tuszował zmieszanie jakimiś pozornie potrzebnymi czynnościami typu pryskanie dezodorantem lub układanie przedziałka fryzury.

Napisała Dział: Opowiadania

mroz-m1Pamięci Stanisława Pająka poświęcam

Tomasz Mróz
M1 – 1986

1986

M. siedział w swoim mieszkaniu w październikowy wieczór roku 2000. Siedział i kontemplował. W pierwszej kolejności fakt, że ma już prawie trzydzieści lat, a w drugiej, że nic z tego faktu nie wynika dla kraju, województwa czy nawet marnego powiatu grodzkiego.
– Wiek stabilizacji i pracy organicznej – nucił na głupawą melodię gondolierską (znaną z kampanii Krzaklewskiego pod roboczym tytułem „Piękny Maryjan”). Nucenie to urozmaicał różnego rodzaju pukaniem będącym zarysem rytmu. Przed M. na podłodze stała szklaneczka z ginem.
– Nie lubię ginu – skrzywił się do siebie – ale muszę pić, bo nudno.

Napisał Dział: Opowiadania

fortuna200

Los i Fortuna to przebiegłe bestie, możecie mi wierzyć. Teoretycznie z bogami, bożkami i duchami wszelakimi zawsze jest problem, bo nie wiadomo, gdzie takiego pierona szukać, a jak się już znajdzie, to woli się taki zajmować chędożeniem, niźli pomaganiem człowiekowi. Dobrze zresztą, jak się ograniczy do tego; a bo to raz słychać było, jak ten czy inny bóg spopielił lub w kamień zamienił nieszczęśnika, bo w drzemce mu przeszkadzał? Jednak mimo to Los i Fortuna najgorszymi są siłami, które na człowieka uwziąć się mogą. Żyje sobie człek spokojnie, wcina potrawkę z królika, czasem sąsiadowi świnię podłoży, czasem białogłowę wyobraca – nic szczególnego. A tu naraz Los przeciw niemu się sprzysięgnie, wszelkie plagi na łeb mu zwali: zawistnych sąsiadów, poborcę, miejscowego Komendanta Straży czy brzuchatą kochankę. I człek taki marnieje w oczach. O ile go wcześniej oczywiście nie utłuką. A Fortuna? Zmienna przechera! Raz masz wór złota większy niż twój brzuch, a za chwilę topią cię w jakiejś kałuży, boś błysnął bogactwem przy kupnie jabłka. I nie dość, że pieniądze tracisz, to i szyję dajesz. Uwierzcie mi, wiem co mówię. Nazywam się Aldricht Heryah Kalessin i jestem licencjonowanym kupcem miasta Glauberg, w hrabstwie Urlok, cesarstwa Kramarskiego. W chwili obecnej prowadzę parowego łazika, tuż obok mnie siedzi ponętnych kształtów zabójczyni poszukiwana w piętnastu hrabstwach, z tyłu leży nieprzytomny mój wspólnik, ładownię zapełnioną mam kilkunastoma skrzynkami nielegalnego jadeitu, broni i czarnego jedwabiu, a przede mną rośnie w oczach wieża posterunku Straży, pilnującej przeprawy do jednego z państw satelickich cesarstwa. Zapytacie, jak się w to wpakowałem? Otóż – nad wyraz banalnie…

Napisała Dział: Opowiadania

DziewczynkaminiWolne, spokojne kroki. Szła wolno, złamany obcas utrudniał jej to, najchętniej zrzuciłaby buty i szła boso, ale był przecież grudzień. Nie pierwsza zimowa noc mijała jej właśnie w ten sposób – spacerowała pustymi ulicami, mijając ludzi, którzy odwracali od niej wzrok. Nie tylko od niej – każdy był zbyt zabiegany, zbyt zajęty własnymi problemami, by dostrzegać obcych. Zwłaszcza w zimną, grudniową noc. Ale kroki dziewczyny co wieczór rozlegały się w zaułkach, zwłaszcza tych rzadziej uczęszczanych. Na swój sposób bała się ludzi, choć przecież szukała przede wszystkim ucieczki przed samotnością.

Zatrzymała się na chwilę, oparła o ścianę. Przez cienki płaszcz poczuła chłód ściany. Sięgnęła do torebki, wyciągnęła z niej paczkę papierosów i wsunęła jednego do ust. Przez chwilę szukała zapalniczki, ale zapomniała jej zabrać, znowu. W końcu w jednej z wewnętrznych przegródek odszukała ostatnią paczkę zapałek. Zapaliła jedną z nich i zasłaniając kartonikiem drżący płomyk, przyłożyła do papierosa. Zaciągnęła się, przymknęła oczy. Dym przyjemnie pieścił płuca, żar dawał uczucie ciepła, walczące bezradnie z lodowatą temperaturą. Dziewczyna zaciągnęła się po raz kolejny. Dziewczyna? Oparta o zimny mur zdawała się być dzieckiem. Dziewczynką. Nawet włosy splotła w dwa warkocze, opadające ciężko na plecy. Szare oczy patrzyły wokół czujnie, gdy tylko nie mrużyła ich z powodu rozkoszy dostarczanej przez nikotynę. Przez dłuższą chwilę Dziewczynka nie zauważyła, że w dłoni ściska wciąż pudełko zapałek. Nieświadomie zapaliła jedną, zapatrzyła się w drobny płomień, puszczając drewienko dopiero, gdy oparzyło jej palce. Dziewczynka z Zapałkami.

Napisał Dział: Opowiadania

chaos-i-porzadek-miniJuż od wejścia owionął go potężny podmuch muzyki. Riffy kłębiły się niczym płomienie, niczym żywioł, niepowstrzymana ściana energii, uzewnętrznionych uczuć, które zalegały dotąd w najgłębszych zakamarkach duszy. Ostre dźwięki tnące powietrze niczym nóż, zmieniające się raptownie w rozedrgane, chorobliwe pomruki, by za chwilę znów zabrzmieć potęgą równą pędzącej lawinie. Zamknął drzwi i wszedł do salonu.

Weronika miotała się po pokoju, z gitarą w dłoni. W świetle zachodzącego słońca jej skóra lśniła od potu; jej nagie piersi falowały w rytm wygrywanej melodii, a ciało płonęło w zapamiętaniu; ręce wodziły po instrumencie delikatnie, choć pewnie; palce precyzyjnie odnajdywały właściwe progi i struny. Nie musiała patrzeć na gitarę; przyciskając ją do piersi, z zamkniętymi oczami i słuchawkami na uszach, tańczyła swój „wilczy taniec”: drapieżnie, łakomie chwytając każdy dźwięk, puszczając się w pogoń i sycąc muzyką tak jak wilk syci się upolowanym królikiem.

Napisał Dział: Opowiadania

Miłosz jakiś czas krążył dokoła budynku. Nie z chęci zbadania terenu. O tym, że jest bezpiecznie wiedział już po drugim okrążeniu. Teraz tylko podziwiał masywne, kamienne ściany bogato zdobione rzeźbami przedstawiającymi ludzi wykonujących codzienne zajęcia. Obejście budynku dokoła miało zająć mu sporo czasu. Raz, że był zmęczony długą wędrówką po Psich polach, a dwa, że w ogóle nie miał zamiaru się śpieszyć.

Napisała Dział: Opowiadania

elfminiCiężkie kroki w korytarzu oznajmiły jednoznacznie – Torgh wrócił do domu. Chrząknięciem przywitał swoją małżonkę, krzątającą się przy choince.

– Zawiesiłam nowe ozdoby – pochwaliła mu się. Miała niski, chrypiący głos. – Ale skrzaty znowu nam zgniły.

– Gniją i gniją... – mruknął i rozłożył się na posłaniu. – A co tam tak świeci? – Skinieniem wskazał na drzewko. Wśród gałązek coś błyskało i mieniło się jasnymi barwami.

– Nowe ozdoby. Ghtor nałapał elfów.

– Ach... Ta nowa moda. Obrzydlistwo. – Torgh odwrócił wzrok od choinki i sięgnął po wielką płachtę gazety.

– Nie pozwolę, żeby Loga miała chałupę przystrojony lepiej niż my. A wiesz, że co roku nas odwiedza.