Twórczość Konkursowa

Napisał Dział: Twórczość Konkursowa

Słońce właśnie wschodziło. Pola pokryte były świeżą warstwą śnieżnego puchu. Śnieg nie przestawał sypać od ponad 3 dni. Pomimo tego na zboczu wzgórza można było ujrzeć lekkie ślady, pozostawione przez zjeżdżające, na workach po ziemniakach, dzieci.  Na jego szczycie stała zakapturzona postać. Przypominała człowieka, jednakże od pasa w dół, rozciągało się wspaniałe końskie ciało. Cril, bo tak na imię było centaurzycy, zachwycała się widokiem przedmieścia, dopóki nie dobiegł jej mocny głos:
-Ej ty! Stoisz tak czy wchodzisz do miasta?

Napisał Dział: Twórczość Konkursowa

Tego wieczoru tawerna pękała w szwach. Wszystko za sprawą marnej pogody, która od kilku dni rozpościerała się baldachimem ponurych chmur nad całym Cesarstwem. Karczmarz sycił chciwość, klienci brzuchy, wszyscy na swój sposób radzili sobie z szarością i intensywnymi ulewami. Tylko na twarzach karczemnych pomocników próżno było szukać zadowolenia.
- Ogłupieli! – Skarżyła się młodziutka służka czekając w kuchni za strawą. – Zachowują się, jakby Dakkarzy mieli wrócić i jutro już by po karczmie śladu nie było…

„Walka o byt”

Dzień dobiegał końca. Całun ciemności spowił krainę i z każdym momentem gęstniał. W jednej chwili przeraźliwe wycie kilkunastu bestii przeszyło las, płosząc przerażone wrony. Z jazgotem wzbiły się w powietrze umykając, co sił. Dwie zakapturzone postacie zamarły w bezruchu. Mimo starań, lekko dygotali.
- Co to było? – Wyszeptał jeden, niemal łamiącym się głosem.
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć. – Odparł pospiesznie drugi.
Niespodziewanie kolejna fala wycia zmroziła im krew. Nie ukrywali już przerażenia.
- Nnnn...nniiech zaaaraazaa ttego kkapiitaana. – Wybełkotał pierwszy, szczękając zębami.
- Szlag by go i cały ten zwiad. Znikajmy stąd. Nic tu po nas. Powiemy, że wszytko w porządku. – Postanowił drugi z widoczną aprobatą kompana. – I jeszcze ta pełnia. Żwawiej Erbing, póki jeszcze...
Niekoniecznie o kobiecie

- W co ty właściwie wierzysz? W Boga? W wielkiego Cthulhu? Jesteś żałosny. Prostak, któremu do szczęścia potrzeba jedynie wiary, baby i żarcia. Jaką głupią kobietą musiała być twoja matka, żeby nie pozbyć się czegoś takiego jak ty zaraz po poczęciu! Nie, nie przerywaj mi. Teraz ja mówię, a ty słuchasz. Nie mam zamiaru kłócić się z twoimi durnymi przekonaniami, o nie. Ja po prostu udowadniam ci moją niekwestionowaną wyższość.
Alicja posłała rozmówcy pogardliwe spojrzenie i pociągnęła łyk piwa ze szklanego kufla. Piotr milczał z dyskretnym uśmiechem na twarzy i z żywym zainteresowaniem wpatrywał się w soczystą pieczeń leżącą przed nim w głębokim talerzu.
Znajdowali się w barze, o ile barem można było nazwać średnio zachęcającą knajpę przy drodze. Ona była złodziejką z paroma zabójstwami na koncie. On, skromny kierowca autobusu, oczywiście o tym nie wiedział. Został zatrudniony przez Alicję w celu dowiezienia jej oraz innych członków akcji pod bank. Jednak misternie uknuty plan nie wypalił i wspólnicy złodziejki zostali złapani przez policję. Ona sama w ostatniej wręcz chwili rozkazała Piotrowi wyjeżdżać z miasta w kierunku granicy, na co mężczyzna ochoczo przystał – za kursy międzykrajowe wymagał większych stawek od klientów.
New Playground

Podróż na skróty przez czarne dziury przy prędkości prawie stokrotnie większej od prędkości światła i zaginanie przy tym spektrum czasoprzestrzeni w przypadkowych miejscach do najprzyjemniejszych rzeczy nie należy. Nawet dla kogoś, kto nie do końca posiada formę fizyczną. W każdym razie tych dwoje raczej nie wyglądało na zadowolonych.
-Cholera. Znowu to samo! Mówiłem, że trzeba mieć go na oku od ostatniego „wypad-ku”. Mówiłem!
-Oh, zamknij się na moment, to może zdążymy na czas. Skup się na kontinuum i błagam, ucisz się choć na chwilę.
-To twoja wina!
-Ucisz swe myśli i zamilcz w końcu do cholery!
Przestrzeń za nimi zdawała się trwać w nieprzerwanej eksplozji od nadmiaru czarnej materii, a oni pędzili wciąż, pośród niemego krzyku pustki kosmosu.