Ithilien, Zjednoczone Królestwo, Dzień Środka Roku, 168 rok C.E.
Drogi ojcze! [1]
Wiele dni minęło, odkąd spotkaliśmy się po raz ostatni. A musisz wiedzieć, że zatrzymały mnie obowiązki ważne i niebłahe. Taki też będzie ten list, bo mam Ci do przekazania wiele interesujących, acz dość dziwnych rzeczy. I nie są to wieści prosto z południa, a po prostu takie, których nie doniosą wam królewscy gońcy. Postaram się jednak pisać zwięźle, bo napewno nie masz czasu ani ochoty, aby wczytywać się w coś, nad czego przyczyną trzeba się dogłębnie zastanowić, tak jak ja to robiłem. Ale do rzeczy.
Służba w królewskich flocie jest ciężka, ciągle potrzebni są nowi ludzie. Zdaję się, że król planuje powiększyć nasze siły o tuzin okrętów. Kiedyś powiedziałbym, że to głupota, ale w dzisiejszych czasach może przydać się każda para rąk, która uniesie miecz bądź wiosło. Ale czy Gondor jest zagrożony? Nie, nie sądzę. Przynajmniej na tę chwilę jesteśmy bezpieczni. Zaś Eldarion może być po prostu roztropnym królem. Nasze granice wydają się być bardzo stabilne, a utrzymanie do tej pory Umbaru tylko to potwierdza. Szkoda tylko, że straciliśmy większość terenów pustynnych. Czarny Wąż [2] jest spragniony, bo nazbyt często podchodzi do wód Harnen. Na dodatek do Królewskiej Przystani przybyła Biała Kompania. Choć nie, nie cała. Tylko trzech. Wydaję mi się, że Namiestnika coś niepokoi, bo parę tygodni wcześniej widziałem u nas gońców spod znaku Białego Drzewa. Nie wiem jednak w czym rzecz, bo za każdym razem goście znikają za kratami zamku. Z kolei skutków tych wizyt póki co nie ma. Śmiem twierdzić, że ma to związek z tym, co dzieje się w mojej okolicy. No właśnie, dzieje się i to dużo. Othrondir [3], mój przyjaciel z Pelargiru, musiał Ci wspomnieć o czymś, co dotyczy Pelargiru. W całym regionie zaczęli znikać marynarze, a cztery dni przed moim wyjazdem uprowadzono nawet jeden ze statków. Sam uczestniczyłem w poszukiwaniach, i to wzdłuż całego Ethir, ale prawdziwy ślad kończył się tam, gdzie zaczynał. Zwykły złodziejaszek nie interesowałby się własnością sił zbrojnych, tego jestem pewien. Ale ten ktoś działał we współpracy z kimś wyższej rangi, tak myślę. Trudno nie zauważyć odpływającego bez zezwolenia okrętu, mimo że był środek nocy. Ktoś dobrze zapłacił portowym strażnikom. Chyba, że upili się w tawernie, jak często mają w zwyczaju robić. Chciałbym się temu przypatrzeć. Ten, kto dużo pyta zawsze dostanie odpowiedź, pod warunkiem, że go prędzej nie zabiją. Ha, no dobrze. Nie martw się, zawsze byłem ostrożny.
Ale zostawmy już te niepokojące tematy do rozmowy w cztery oczy. Teraz, gdy piszę ten list, górujące słońce leniwie obrzuca nasz obóz długim cieniem, który wydłuża wszelkie kształty na północ. I ja chciałbym za nim podążyć, lecz znów wchodzą mi w drogę obowiązki. Skoro zmierzch ruszamy z kopyta za brody na Poros, a potem, kto wie, być może przeprawimy się przez most na rzece Harnen. Wysłano nas do portu w Umbarze z misją, o której mówić tu nie mogę. Zawsze mnie uczyłeś, by nie ryzykować, gdy nie ma ku temu potrzeby. Mimo tego list oznaczę pieczęcią z runą, jak dawniej czynił Mithrandir, o którym tak dużo mi opowiadałeś. Jeśli dojdzie złamana, trzymaj się tego, że w Gondorze dzieje się coś dziwnego. Coś, do czego jeszcze sam nie doszedłem. Jeśli wszystko się powiedzie, za dwa tygodnie odwiedzę Cię w Emyn Arnen. Nasza drużyna osobiście musi złożyć raport namiestnikowi, przez co nieprędko ujrzymy po raz kolejny Pelargir.
Z jednej strony się cieszę, acz z drugiej muszę jak najszybciej zająć się sprawami opisanymi na początku listu. Ale nie martw się, znajdę czas, by odwiedzić mego ojca. Wówczas opowiem Ci o tym, co zmusiło mnie do tej wyprawy. A także rozwinę moje przemyślenia na temat tych wszystkich spraw. Wypatruj mnie szesnastego dnia wieczorem, pod niebem innym niż to, które odsłonią mi jutro chmury. Podobno na południu gwiazdy świecą inaczej.
Berelach
PS. Pozdrów ode mnie mego przyjaciela, Saelona [4]. Chętnie zrewanżuję mu się za ostatni przegrany pojedynek.
PPS. Na list nie odpisuj. Do krain spornych i niebezpiecznych nie dojdzie.
PPS. Unikaj ludzi, którzy noszą czarne płaszcze. Nie wiem, co to za jedni, ale nieprzyjemnie się z nimi rozmawia. Postaram się im przypatrzeć, gdy tylko wrócę do kraju.
________________________________________________
[1] Ojcem Berelacha jest Borlas, bohater Nowego Cienia J.R.R. Tolkiena.
[2] Określenie nawiązuje do wojen toczonych w trzeciej i czwartej erze, kiedy to sztandarem Haradrimów był czarny wąż na szkarłatnym tle. (patrz: Powrót Króla, Bitwa na Polach Pelennoru)
[3] W Nowym Cieniu Tolkien zaledwie wspomniał o Othrandirze, nie zostawiając absolutnie żadnych informacji na jego temat. Na potrzeby powyższej pracy przyjmijmy, że mieszka w Pelargirze, jako że pewnego dnia przyniósł Borlasowi wieści nt. zaginionych marynarzy.
[4] Przyjaciel Berelacha z dzieciństwa. U Tolkiena odbywa długą rozmowę z Borlasem.
Autor: Armehtar
Do Gandalfa – włóczęgi i nicponia
Doręczyć niezwłocznie!
Słuchaj no Pan, Panie wielki czarodzieju!
Wraz z koleżankami znosiłyśmy zawsze Pańskie wybryki z cierpliwością godną statecznych dam hobbickiego rodu. Nie oburzałyśmy się, kiedy sztuczne ognie i strzelające smoki narażały dzieci w Shire na utratę zdrowia i życia. Pozwalałyśmy też na wlewanie do głów podrostków tych wszystkich bajdurzeń o włóczykijstwie i czarach. Ale dość tego! Miarka się przebrała i zapewniam, że czeka na Ciebie - Gandalfie „Szaroportku”, Gandalfie „Czarusiu” - solidne lanie w Shire!
Za to, co zrobiłeś mojemu ukochanemu krewniakowi, szanownemu Bilbo Bagginsowi, zasługujesz na przełożenie przez kolano i srogie bęcki.
Bilbo nie był ideałem, nie dostrzegał jak bardzo troszczę się o jego, to znaczy: niego... Jako osoba nierozsądna mógł napytać sobie biedy i kto wtedy zająłby się jego majątkiem? Jakieś przybłędy?! Oczywiście mogłabym w ostateczności poświęcić czas oraz siły, by zakasawszy rękawy godnie zarządzać posiadłością w Bag End. Nie myśl czasem, że mi to w smak, miły panie... Zwłaszcza, że przez roztargnienie zapewne, kochany Bilbo zapomniał spisać ostatniej woli, prosząc mnie o doglądanie majątku. Przez te czarodziejskie sztuczki i bajki nie warte funta kłaków mój krewniak skupia się na ryzykowaniu życia bez zabezpieczenia swej najbliższej rodziny i domu w oczach społeczności i rachmistrzów. Czy to się godzi? Może wśród włóczęgów i czarodziejów, miły panie, ale nie wśród poczciwych i szlachetnych hobbitów!
Nie waż mi się, Gandalfie, sprowadzać na liche pieczarki biednego Bilba, który przez swoją miłość do głupot może skończyć marnie. I zapewne skończy, jeśli będzie trzymał z takimi nicponiami jak Pan. Bo ja widzę, jakie z Pana ziółko, oj przejrzałam ja Gandalfa solidnie: przy Panu nawet hobbit dobrego rodu mógłby chcieć zakosztować tułaczki, wojaczki a może i czego gorszego, włamywania i rabunku nie wykluczając. Zostaw w spokoju mojego krewniaka, Gandalfie!
Żegnam oschle,
Lobelia Sackville-Baggins.
Autor: D. P.
Maj, 1431
Drogi Frodo!
Bardzo brakuje Ciebie w Shire. Wiem jednak, że jesteś szczęśliwy razem z Bilbem.
Życie tutaj, jak zawsze, toczy się spokojnie i powoli. No, może z tą zmianą, że od czterech lat jestem burmistrzem!
Objąłem ten urząd po Wilo Białostopczyku. Ale w moim życiu wydarzyło się coś znacznie wspanialszego. Otóż, siedem dni temu narodziła się moja córeczka. Nadałem jej imię Złotowłoska. Już zacząłem opowiadać jej historie z przygód Bilba oraz naszych.
Tęsknię do tamtych dni, pomimo iż było to ciężkie życie, to podróżowanie z Drużyną Pierścienia było czymś niewyobrażalnie wspaniałym. Dzięki temu, że w Rivendell, elf, krasnolud, czarodziej, ludzie i hobbici połączyli siły, dziś możemy żyć spokojnie, nie martwiąc się, że do naszych drzwi zapuka (żeby chociaż zapukał!) Nazgul w poszukiwaniu Pierścienia. Cieszę się, że mogłem być częścią tej wielkiej wyprawy.
Żywię wielką nadzieję, że będzie nam dane się jeszcze spotkać, panie Frodo. Czas naszej Drużyny przeminął, lecz przyjaźń pozostanie wieczna.
Twój Sam.
Autorka: Paulina Reszka









Komentarzy
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.