03 Wrz Wywiad z Tomaszem Duszyńskim Wyróżniony

Napisane przez Dział: Wywiady Komentarze DISQUS_COMMENTS

impuls okladka front top

W tym tygodniu premierę miał Impuls Tomasza Duszyńskiego – powieść przedstawiająca alternatywną Polskę okresu międzywojnia. W swojej wizji autor skupia się na rozwijaniu pomysłu, co by było, gdyby Józef Piłsudski porzucił racjonalizm i zdrowy rozsądek na rzecz tajemniczych podszeptów wiążących się z jego fascynacji spirytyzmem. Z okazji niedawnej premiery wzięliśmy Tomasz Duszyńskiego na spytki. Będzie między innymi o wywoływaniu duchów, wielkich polskich wynalazcach, egzoszkieletach, procesach twórczych i podróżach w czasie. Zapraszamy.

Impuls to alternatywna historia II Rzeczpospolitej. Punktem wyjścia zdaje się być popadający w pozorne szaleństwo Józef Piłsudski. Dlaczego postawiłeś na tę właśnie epokę? Wynika to z fascynacji akurat tym okresem czy może jednak to Piłsudski i jego spirytystyczne doświadczenia Cię urzekły?

- Okres międzywojenny w historii Polski jest mi dosyć bliski. Ukończyłem historię na Uniwersytecie Wrocławskim. W swojej pracy magisterskiej zajmowałem się dyplomatycznymi raportami posła brytyjskiego w Warszawie, Williama MaxaMullera. Wyłaniał się z tych dokumentów bardzo ciekawy obraz Polski lat dwudziestych, także samego Marszałka Piłsudskiego. W czasie studiów zapoznałem się z ogromem literatury związanej z tamtym okresem, przeczytałem wiele dzienników, wspomnień, dokumentów i gazet. Byłem zafascynowany bogactwem życia i pewną swobodą, radością polaków, którzy odzyskali swój kraj i budowali go na nowo. Nie był to do końca sielankowy obraz, a przez to być może jeszcze bardziej fascynujący. Z jednej strony wciąż żywe było hasło: Bóg, honor, ojczyzna, z drugiej uwidoczniła się wśród elit buta, pieniactwo i kłótliwość. Coś co określił sam Marszałek Piłsudski w dosadnych słowach: naród wspaniały, tylko ludzie kurwy. Podczas moich poszukiwań natrafiłem na pewne wzmianki dotyczące fascynacji Marszałka spirytyzmem, wtedy też powstał w głowie zarys fabuły. Realizacji doczekała się owa historia dopiero teraz.

Zdradź proszę, czy sam miałeś jakieś doświadczenia spirytystyczne? Wywoływałeś duchy, próbowałeś kontaktować się z zaświatami? Uważasz, że to bajka czy jesteś zwolennikiem teorii, że w każdej tkwi jednak jakieś ziarno prawdy?

- Nie odpowiem jednoznacznie na to pytanie, a dokładniej… unikam odpowiedzi na nie. Miałem w swoim życiu jedno wydarzenie, które bardzo trudno mi wyjaśnić w sposób racjonalny. Opowiedziałem je ostatnio podczas prelekcji na Polconie w Lublinie, w gronie bardzo fajnych słuchaczy. Ta historia pozostanie jednak tylko między nami, taką mamy umowę. Jeśli któryś z obecnych podczas tego spotkania puści parę z ust będę go straszył po nocach. Poważniej, nigdy nie wywoływałem duchów, choć raz miałem świetną zabawę strasząc wywołującą duchy kuzynkę. Było kilka uczestniczek tego domowego seansu, jedna z nich ze strachu niemal przestawiła futrynę w drzwiach.
Trudno mi uwierzyć w telepatię, przesuwanie przedmiotów siła woli, czyli takie zdolności jakie posiadał chociażby inżynier Stefan Ossowiecki, nazywany fenomenem z Warszawy. Są jednak: dziwy w niebie i na ziemi, o których ani śniło się waszym filozofom. I z tym nie polemizuję.

Które jeszcze wydarzenia w historii Polski są dla Ciebie na tyle interesujące czy znamienne, że chciałbyś w nich namieszać?

- Mam nadzieję, że jeszcze sporo namieszam w okresie międzywojennym. Wracam do ukończonego właśnie retrokryminału Glatz. Kłodzko to miasto, w którym urodził się mój ojciec, a ja kilka lat w nim mieszkałem. Uczęszczałem tam do przedszkola, które swego czasu było siedzibą kłodzkich masonów. To fascynujące miasto skrywające wiele tajemnic. Część z nich zostanie przedstawiona w powieści. Kusi mnie także, by wykorzystać jedną z historycznych postaci z Impulsu. Być może ponownie zawitam do międzywojennej Warszawy. Ten projekt właśnie przygotowuję, ale na razie to tajemnica.

Wracając do Impulsu, Andrzej Winnicki, inżynier pracujący przy projekcie Golem, twórca urządzenia sczytującego impulsy z mózgu, to postać fikcyjna. Nie kusiło Cię, żeby w roli jednego z głównych bohaterów osadzić jednak postać historyczną?

- Oczywiście, że nie. Czułbym zbyt dużą odpowiedzialność. Tym bardziej, że Impuls nie jest powieścią historyczną, ani biografią. To alternatywna rzeczywistość i miałbym opory z osadzaniem postaci historycznej w roli doktora Winnickiego. Czytelnik mógłby mieć problemy z odróżnieniem fikcji, od realnych wydarzeń z życia danej postaci. Podam ci przykład. Jednym z drugoplanowych bohaterów Impulsu jest postać historyczna, poseł, minister, przemysłowiec, prezes Lewiatana, Andrzej Wierzbicki. Początkowo funkcjonował on w mojej powieści pod swoim własnym nazwiskiem, stał się postacią dosyć ważną dla przebiegu intrygi i fabuły, rozepchał się w tym moim świecie łokciami mocno, chwilami wbrew mej woli. Przedstawiłem go jednak w świetle dosyć szczególnym. Gdy powieść była już niemal ukończona przypomniałem sobie wywiad udzielony jednej z gazet przez potomka Wierzbickiego. Przedstawiał on swojego przodka w tak zajmujący sposób ukazując jego zaangażowanie w działalność przemysłową i na rzecz naszego kraju, że poczułem swego rodzaju wyrzuty sumienia. Tym bardziej, że po wojnie Wierzbicki stał się obiektem bezpardonowego ataku komunistycznej propagandy. I tak w pewnym momencie w Wordzie wybrałem funkcję: zamień Wierzbicki na Cierzbicki… Wiemy co prawda, że pisząc o tej postaci myślę o Wierzbickim, ale choćby w ten sposób oddzielam rzeczywistość od fikcji. W innym wypadku czytelnik, który nie posiadł większych informacji o danej historycznej postaci, mógłby odnieść mylne wrażenie, że Wierzbicki był „tym złym”, a to przecież nie jest prawdą. Ten przemysłowiec miał ogromne zasługi dla naszego kraju.

Główną osią fabuły jest tajemniczy projekt Golem, który jest niczym innym jak próbami stworzenia egzoszkieletu w fantastycznym wydaniu. Mimo że pierwsza połowa XX wieku była rzeczywiście bardzo bogata w wynalazki bojowe, to jednak nad pierwszym egzoszkieletem pracowano dopiero w latach 60. XX wieku. Celowo przyspieszyłeś te badania czy może dotarłeś do informacji, że już wcześniej podejmowano podobne próby?

- Być może nie w dzisiejszym wyobrażeniu, ale pomysł na egzoszkielet pojawiał się w różnych okresach - od czasów renesansu, aż do II wojny światowej. Przełom XIX i XX wieku był szaloną epoką. Pojawili się liczni naukowcy z wizją, charyzmą i dążeniem do realizacji swoich najbardziej niesamowitych pomysłów. Geniusze tamtej epoki ukształtowali naszą rzeczywistość. A Polscy naukowcy z niezliczonymi patentami, pionierskimi osiągnięciami w wielu dziedzinach nauki byli w czołówce ówczesnych wizjonerów. Wystarczy wymienić Kazimierza Prószyńskiego i Jana Szczepanika zwanego „polski Edisonem”. Ich wynalazki były wyjątkowe: paleograf zbudowany jeszcze przed ogłoszeniem patentu braci Lumiere służył jednocześnie do wykonywania zdjęć i projekcji nakręconych filmów. Areoskop był pierwszą ręczną kamerą filmową o napędzie automatycznym, opatentowaną w Anglii i używaną na frontach I Wojny Światowej do rejestrowania kronik wojennych. Pierwsza kamizelka kuloodporna, stereos służący do wyświetlania na ścianach budynków reklam…
Czas zaborów spowodował, że Polscy wizjonerzy rozjechali się po świecie zdobywając sławę na obcych uniwersytetach czy placówkach badawczych. Odrodzenie Polski mogło otworzyć nowy rozdział dla ich działalności. W Impulsie zadałem sobie pytanie, czy w pewnych warunkach połączenie sił tych wynalazców, a przede wszystkim ich projektów nie dałoby możliwości stworzenia rewolucyjnych wynalazków… takich jak kapsuła transportowa, czy projekt „Golem”.

Jeśli w ogóle chodzi o naukę, to w Twojej książce bardzo dużo miejsca poświęcasz przeróżnym wynalazkom. Wynika to z Twojej fascynacji inżynierią?

- Teraz, gdy zadałeś mi to pytanie przypomniałem sobie pewną historię. W czasach podstawówki rodzice sprezentowali mi zestaw Piko, który pozwalał na budowanie różnych prostych układów elektrycznych. Na zwykłej płycie stworzyłem coś, co miało być głową robota z dwiema małymi żarówkami umieszczonymi w specjalnych oprawkach imitujących jego oczy. Wszystko otoczone było masą przełączników i kolorowych drucików. Zaprezentowałem swoją pracę koledze. Kazałem mu dotknąć płyty w pewnym miejscu, co powodowało, że oczy robota nagle zapalały się w ciemności. Oczywiście przełącznik miałem ukryty pod płytą i sam go obsługiwałem. Wrażenie jednak pozostało. Zastanawiałem się wtedy jak stworzyć ramie robota, które się będzie poruszać, ale nic nie wymyśliłem. Nie miałem w tym kierunku większych zdolności. Także dziś określiłbym się raczej humanistą, niż ścisłowcem. To, że poświęcam dużo miejsca w mojej powieści wynalazkom, związane jest raczej z moją fascynacją historią. Próbuję ją odświeżyć czytelnikom, uzmysłowić jakich mieliśmy niesamowitych wynalazców i jak wiele zawdzięcza im nie tylko Polska, ale i świat. Nazwijmy to taką lekcją historii w lekkiej literackiej formie, bez wkuwania dat i nazwisk…

Co jest najtrudniejsze w tworzeniu alternatywnych historii?

- Świadomość, że można popełnić wiele błędów. Znalezienie odpowiedniego balansu pomiędzy przekazaniem treści historycznych, a akcją. Świadomość także, że nie każdy z czytelników lubi pytania z gatunku: „co by było, gdyby?”. Musiałem pamiętać o tym, by także tym czytelnikom dostarczyć wrażeń, których oczekują. Tak, by książkę odebrali pozytywnie i zapadła im w pamięć. Historyk może powiedzieć, że w Impulsie jest za dużo fantastyki, a miłośnik science fiction, że jest jej za mało. W ogólnym jednak rozrachunku każdy powinien być zadowolony.
Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo, o którym mówiłem. Chciałbym, żeby czytelnik, który nie posiada dużej wiedzy historycznej był w stanie oddzielić fikcję literacką od realnych wydarzeń. Jednocześnie, pisałem z myślą, by historia naszego kraju zainteresowała odbiorcę na tyle, by chciał sam sprawdzić pewne fakty, a może sięgnął po książki i opracowania dotyczące tamtego okresu.

Więcej czasu zajęło Ci zbieranie materiałów czy samo pisanie książki?

- Już wcześniej byłem zaznajomiony dosyć dobrze z literaturą dotyczącą polski międzywojennej. W domu posiadam bogatą biblioteczkę, którą uzupełniałem przez wiele lat. Starałem się raczej ograniczać literaturę, bo czytanie kolejnych wspomnień lub opracowań powodowało, że w głowie powstawały kolejne pomysły. Te w zbyt dużej dawce mogły spowodować rozejście się fabuły w szwach. Impuls pisałem z przerwami, pisanie jednak zabrało mi więcej czasu niż zapoznanie się z materiałami. Być może byłem w uprzywilejowanej sytuacji i wiedziałem czego i gdzie szukać, by wzbogacić swoją wiedzę.

Czy podczas pisania odkładasz literaturę gatunkową na bok, żeby nie narazić się na przejęcie obcego stylu? Czy może jest to tylko mit?

- Research, a potem praca nad powieścią trwa dosyć długo. Gdybym miał na ten czas odłożyć książki na bok, bojąc się przejęcia stylu tego czy innego pisarza, nie przeczytałbym nic przez rok. (tyle mniej więcej zabrało mi napisanie Impulsu). Myślisz jednak zapewne o gatunku. Nie czytałem żadnej alternatywnych historii od dawna, nie czułem takiej potrzeby. Miałem swoją koncepcję, którą wiedziałem jak zrealizować i tego się trzymałem.

Pytanie standard, ale głupio byłoby nie zapytać tak doświadczonego autora  Jakich rad mógłbyś udzielić tym wszystkim młodym ludziom, którzy marzą o napisaniu swojej książki?

- To pytanie podobne do tego, które zadają mi czasem osoby planujące rozpoczęcie przygody z bieganiem. Jak przebiec maraton? Nie lubię udzielać rad, bo nie czuję się ekspertem, nawet w bieganiu. Jeśli jednak już udzielam odpowiedzi mówię: załóż buty i wyjdź z domu. Podobnie w tym wypadku: marzysz o napisaniu książki, to siadaj i pisz. Jednak tak, jak trudno przebiec maraton bez odpowiedniego przygotowania, tak trudno napisać powieść. Trzeba więc sporo biegać/czytać, zainteresować się metodami treningowymi/zrobić reserach tematu, którym chce się zająć. Talent? Na pewno odgrywa sporą rolę w osiągnięciu sukcesu. Ciężką pracą jednak także można dojść do zadowalających wyników.

A jak wygląda Twój rytm pracy nad książką?

- Interwał. Rodzina, praca zawodowa, treningi, pisanie… W tej właśnie kolejności. Często długie przerwy, gdy zmęczę się tematem. Wtedy siadam do krótszej formy, by odświeżyć umysł, lub piszę kolejną powieść, gdy czuję, że w poprzedniej tracę to poczucie swobody i fascynacji bohaterami czy akcją, na którym mi zależy. Często, po kilku miesiącach wracam do tematu i pracuję nad powieścią ze zdwojonym animuszem.

Plany na kolejną książkę? Impuls zostawiłeś z dość otwartym zakończeniem. Zamierzasz kontynuować tę historię czy resztę zostawiasz wyobraźni czytelnika?

- Nie planuję kontynuacji Impulsu. Chciałem pozostawić zakończenie takim, jakie jest teraz.
Są inne plany. Liczę na premierę w przyszłym roku dwóch ukończonych już powieści. I tak pierwszą z nich będzie sensacja/kryminał Toksyczni. Miejsce akcji to współczesny Wrocław i Dolny Śląsk. Silne charaktery, mocna, bezkompromisowa literatura. W drugim półroczu wspomniany już retro kryminał Glatz. Lata dwudzieste w Kłodzku, mroczna historia zabójstw, fikcja, ale osadzona w realiach skrywającego różne tajemnice miasta. W wolnych chwilach wracam także do świata przygód nastolatka Maksa Barskiego. W kolejnym tomie jego przygód zostanie ponownie wciągnięty w wir galaktycznych wydarzeń. Jest to space opera dla młodzieży. Wartka akcja, humor. Pisanie tej powieści sprawia mi dużą frajdę.

Czy masz w głowie jakąś książkę, którą zawsze chciałeś napisać, ale z jakiegoś powodu nie napisałeś? Możesz zdradzić, co to takiego i dlaczego?

- Nie mam takiej książki. Piszę to, na co w danej chwili mam ochotę. W pewnym momencie dopada mnie jakaś historia, która nie chce dać o sobie zapomnieć. Spokój znajduję dopiero stawiając ostatnią kropkę w opowiadaniu czy powieści. Najczęściej są to historie, które sam chciałbym przeczytać, sprawy, które w danym momencie mocno mnie fascynują. Piszę w gatunkach, w których dobrze się czuję, pisze o tym, co znam. Nie porwałbym się na traktat filozoficzny, bo po pierwsze nie mam wystarczającej wiedzy by podołać temu wyzwaniu, po drugie zupełnie mnie to nie kręci…

Kto jest Twoim mistrzem pióra? Jaka jest Twoja ulubiona książka?

- Robert Sheckley, mistrz krótkiej formy. Klimatyczne, lekkie opowiadania często z zaskakującą pointą. Wciągające formy, pozostawiające pewien niedosyt, ale raczej wynikający z chciejstwa, by czytać dalej. Nawet jeśli Sheckley stworzyłby sto opowiadań o podróży w czasie, każde z nich byłoby inne i przynajmniej jeden element w nich zawarty byłby godny uwagi. Dziś krótka forma nie jest ceniona w Polsce. Gusta czytelnicze mocno się zmieniły. Nawet Sheckley oceniany jest w sposób niesprawiedliwy przez domorosłych krytyków. A to płaskie, a to słabo rozbudowane postaci, a to brak głębiej przedstawionego świata, a to znów o podróżach w czasie, a to już było, a to krótkie … No tak! Bo to krótka forma! Nie oczekujmy od żyrafy, że będzie słoniem!
Wracając jednak do pytania. Moja fascynacja literaturą i pisaniem zaczęła się od Alfreda Szklarskiego i jego przygód o Tomku Wilmowskim. To wciąż pozostają moje ulubione klimaty.

Jakbyś miał dostęp do wehikułu czasu i mógł się cofnąć do jednego wybranego momentu w całej historii, to co by to było i dlaczego?

- Urodziłem się w Strzelinie na Dolnym Śląsku. Jest to miasteczko pośrodku którego stoi piękny ratusz otoczony niesamowitymi kamieniczkami. Posiadamy jeden z największych i najpiękniejszych rynków w Polsce… Niestety, nie jest to prawdą. Opisałem stan sprzed końca II Wojny Światowej. Wyobrażenie tragicznej historii mojego miasta oddaje skala zniszczeń wojennych. Ponad 90% starówki została zniszczona, a cegły, które mogły posłużyć do odbudowy zostały wysłane kolejowym transportem do odbudowania Wrocławia i Warszawy, nawet kostka brukowa z ulic. Staszek, bohater mojej książki (Staszek i straszliwie pomocna szafa, Staszek i smocza przygoda), przenosi się w czasie wraz ze swoim przyjaciółmi. Może zobaczyć ponownie miasto, którego niezwykłość mógł podziwiać jedynie na starych kartkach pocztowych. Jest też świadkiem zniszczeń, które dotknęły Strzelin: wysadzenia przez Niemców ratuszowej wieży, i ostrzału artyleryjskiego armii radzieckiej. To ona doszczętnie zniszczyła to miasto. Chyba chciałbym mieć możliwość taką, jak miał Staszek, zobaczenia Strzelina przed okropieństwem wojennej zawieruchy.

Z jaką zmarłą osobą chciałbyś porozmawiać i o czym?

- Nie oglądam nawet horrorów, bo to nie na moje nerwy. Gdy zadajesz to pytanie myślę nie o duchu, a o nieumarłym, który wydziela nieprzyjemną woń, a ja nie mam śmiałości zwrócić mu uwagę, że gubi kawałki ciała. Powiedzmy jednak, że gdyby ta zmarła osoba wyglądała wciąż świeżo, to chciałbym porozmawiać z jasnowidzem, inżynierem Stefanem Ossowieckim. Zapytałbym go dlaczego, mimo że podobno przewidział i opisał dokładnie swoją śmierć, nie zdołał jej zapobiec. Za tym może się kryć fascynująca historia…

Dzięki za rozmowę.

Rozmawiał Oskar Grzelak

impuls okladka

Ostatnio zmieniany niedziela, 03 wrzesień 2017 21:09