14 Cze 451 stopni Fahrenheita - Wywiad Sofią Boutellą Wyróżniony

Napisane przez Dział: Wywiady Komentarze DISQUS_COMMENTS

451

Sofia Boitella występuje w telewizyjnej adaptacji głośnej powieści Ray’a Bradbury’ego „451 stopni Farenheita” w reżyserii Ramina Bahraniego.

Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Po drugiej amerykańskiej wojnie domowej środki masowego przekazu stają się opium dla mas, fakty i historia są pisane na nowo, a książki są palone na stosach przez „strażaków”.

Michael B. Jordan (Creed: Narodziny legendy, Czarna pantera) wciela się w rolę Montaga - charyzmatycznego młodego strażaka, który robi błyskotliwą karierę, ale pewnego dnia zaczyna kwestionować obowiązujące zasady i zwraca się przeciwko swojemu mentorowi, kapitanowi Beatty’emu, którego gra Michael Shannon (Zwierzęta nocy, kształt wody).

Sofię Boutellę zobaczymy w roli Clarisse, jednej z informatorek Beatty’ego, która działa także w podziemiu, żeby wraz z renegatami ratować książki przed zniszczeniem. Clarisse namawia Montaga, żeby dołączył do rebeliantów.

 

„Bardzo dobrze się nam razem współpracowało. Michael B. Jordan ma w sobie pasję i niezwykłą wyobraźnię. Praca z nim, pozostałymi aktorami i członkami ekipy była czystą przyjemnością” - przyznaje Sofia Boutella.

Aktorka urodziła się w Algierii i swoją taneczną edukację rozpoczęła w wieku pięciu lat. Miała 10 lat, kiedy wraz z rodziną przeniosła się do Francji, gdzie jako nastolatka została zawodową tancerką.

Występowała na scenach na całym świecie i występowała wspólnie z Madonną podczas jej międzynarodowych tras koncertowych. Niedawno mogliśmy oglądać ją jako tancerkę podczas finału Super Bowl. Jej filmografia obejmuje takie tytuły, jak Streetdance 2, Strefa X 2, Kingsman: Tajne służby, Jet Thrash, Porwanie, Star Trek: W nieznane, Gateway 6, The Coldest City, Mumia, Atomic Blonde i Climax.

 

Czy mieszkasz teraz w Paryżu?

Sofia Boutella: Nie, w Los Angeles. Mieszkam w LA od 12 lat i 6 miesięcy - to już dwanaście lat!

Jak ci się tam podoba?

SB: Lubię tam być.

Wiem, że dużo podróżujesz. Czy nie przeszkadza ci, że żyjesz na walizkach?

SB: Nie, bo pochodzę z rodziny nomadów - zawsze byliśmy w podróży, więc pewnie mam to we krwi. Kiedy byłam mała, tata mówił mi „Idź tam, gdzie chcesz, nie należysz ani do mnie ani do swojej matki”. To chyba najwspanialsza rzecz, jaką od niego usłyszałam. Dzięki temu, kiedy byłam młodsza, nigdy nie bałam się przenosić z miejsca na miejsce. Poznałam wielu ludzi, którzy mieszkają z dala od domu i zaczynają za nim tęsknić już w chwili, w której zamkną za sobą drzwi, ale moi rodzice zawsze powtarzali mi, że jeśli wyjdę z domu, to otworzą się przede mną nowe możliwości.

Czy tęsknisz za swoją rodziną?

SB: Tak, bardzo mi jej brakuje, ale utrzymujemy ze sobą bliskie kontakty. Jestem wdzięczna rodzicom za wszystkie życiowe rady, jakie od nich dostałam. To wielki dar. Jedynym minusem jest to, że nie umiem odpowiedzieć na pytanie gdzie jest mój dom. Tego nie wiem. Czuję się obywatelką świata, należę do tej ziemi. Jestem Algierką. Jestem dumna z mojego kraju i korzeni. Jestem też dumna z Francji, czyli kraju, w którym się wychowałam, ale mam poczucie, że nie pochodzę z jednego państwa. To ciekawe, że nie jestem w stanie powiedzieć gdzie jest mój dom. Gdyby ktoś się mnie zapytał czy chcę żyć i mieszkać w Los Angeles, to pewnie odpowiedziałabym, że nie. W Nowym Jorku? Może warto byłoby spróbować. W zasadzie dlaczego nie w Londynie? Nie chciałabym wrócić ani do Paryża ani do Algierii. Zamiast tego wolę odwiedzać miejsca, w których mnie jeszcze nie było.

Czy przed rozpoczęciem zdjęć czytałaś książkę Ray’a Bradbury’ego?

SB: Niestety nie i muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyła. Wczoraj rozmawiałam z pewną kobietą, która wychowała się we Francji i „451 stopni Farenheita” było jej lekturą w liceum. Nie czytałam tej powieści w szkole i nigdy nie wspomniano o niej, kiedy uczyłam się we Francji. Kiedy dostałam scenariusz, zaczęłam zastanawiać się o czym będzie. Czy jest oparty na jakiejś powieści? Przeczytałam ją z wypiekami na twarzy przed przesłuchaniem. To niesamowite, jak prorocze jest jej przesłanie! To niesamowita książka. Jeśli ktoś jej nie czytał, tak jak wcześniej ja, powinien natychmiast nadrobić zaległości. W dzisiejszych czasach to lektura obowiązkowa.

Adaptacja powieści na potrzeby filmu jest zawsze trudna. A jak podoba ci się sposób, w jaki reżyser Ramin Bahrani zaktualizował historię, żeby osadzić ją w bardziej współczesnym kontekście?

SB: Myślę, że wykonał kawał dobrej roboty, bo nie tylko zaadaptował powieść na potrzeby telewizji, ale wprowadził też do historii bardzo współczesne wątki, dzięki czemu film staje się bardziej aktualny i mocno osadzony we współczesnych realiach. Żyjemy w dość strasznych czasach, co sprawia, że książka i film stają się bardzo aktualne. To niesamowity zbieg okoliczności, bo prace nad projektem i scenariuszem rozpoczęły się przed wyborami, a pomimo to przesłanie filmu jest tak aktualne.

fahrenheit 451 02 576

Które z wątków najlepiej wpisują się twoim zdaniem w naszą rzeczywistość?

SB: Fake newsy, media społecznościowe i emotikony. Wielu z moich znajomych zamiast napisać całe zdanie, wstawia emotikon, który odzwierciedla ich uczucia. Kiedy pytam się ich, co u nich słychać, w odpowiedzi dostaję wiadomość: „Obudziłem się dziś rano i czuje się - „ bez wpisywania słów. To nie ich wina. Mają po prostu wybór, a emotikony sprawiają, że komunikacja staje się szybsza. Wszystko staje się szybsze, a my lubimy chodzić na skróty. Pewnie dlatego coraz rzadziej czytamy książki, bo jeśli zagłębiamy się w lekturze, to coś ważnego może nas ominąć. Czy stracimy okazję, która pozwoli nam żyć pełnią życia? Realizować nasze marzenia? Wszyscy boimy się, że coś ważnego nas ominie. To dość przerażające. Szalone tempo życia bardzo nas ogranicza i pewnie dlatego wybieramy takie rozwiązania. Emotikony są szybsze, więc czemu nie? Fast food - czemu nie?

W filmie widzimy doniesienia mediów, które relacjonują na żywo palenie książek. „Strażacy” cieszą się podobnym statusem, jak współcześni celebryci. Przedstawiona w filmie konwencja bardzo przypomina styl współczesnych mediów. Co o tym myślisz?

SB: Moim zdaniem większość relacji medialnych odwraca naszą uwagę od tego, co jest naprawdę ważne i jest tworzonych właśnie w tym celu. To z kolei wyrasta z bardzo ludzkiej fascynacji - potrzeby wielbienia i idealizowania różnych rzeczy. Dlaczego to robimy? Pewnie dlatego, że nie posiadamy odpowiedniej wiedzy lub nie jesteśmy zbyt oczytali, aby oglądając wiadomości w telewizji zaufać własnej ocenie i nie wierzyć we wszystko co tam widzimy. W mediach często pokazywani są ludzie, którzy nie powinni być dla nas wzorem do naśladowania. Dawniej podziwialiśmy filozofów i poetów, ale w erze gwiazdorstwa i programów reality mamy nowych idoli, którzy chętnie pokazują nam swoje życie od kuchni. A ludzie to oglądają. To fascynujące.

Czy oglądasz tego typu programy?

SB: Tak! Czasami przygotowuję się w ten sposób do kolejnej roli. To bardzo ciekawe, ale nigdy nie wciągnęłam się w żaden program. Oglądam je z czystej ciekawości. Nie mam nic do takich programów, ale jestem wściekła, że ludzie zmieniają swoje życie pod ich wpływem, choć nie jestem osobą, która chce mówić innym jak mają myśleć lub żyć. Myślę, że większość z nas ma małą wiarę we własne osądy i ocenę. Nie mamy żadnych zainteresowań, nie czytamy książek i po prostu się nie rozwijamy.

Wiem, że jesteś szalenie zajętą osobą, ale jestem ciekaw, czy masz czas na czytanie?

SB: Czytam scenariusze i w zasadzie to wyczerpuje listę moich lektur. Czasami czytam kolejny scenariusz i możesz wierzyć mi lub nie, ale wolałabym wtedy czytać książkę. (śmiech) Niedawno byłam na pierwszych wakacjach od pięciu lat i miałam nadzieję, że uda mi się przeczytać jakąś książkę, ale zamiast tego przeczytałam kolejny scenariusz, bo nie umiem przestać pracować. Lubię czytać. Ostatnio kupiłam „Pociąg linii M” Patti Smith, bo bardzo podobała mi się jej książka „Poniedziałkowe dzieci”. Ludzie często pytają się mnie jakie książki chciałabym zatrzymać? Na początku przyszedł mi do głowy jeden tytuł, potem drugi, a teraz mam trzy swoje typy. (śmiech)

Co to za książki?

SB: To „Mały Książę” [Antoine’a de Saint-Exupéry’ego], „Notatki z podziemia” [Dostojewskiego], które dostałam od Ramina przed rozpoczęciem zdjęć i bardzo mi się podobały. To brutalnie szczera i fascynująca literatura. Dostojewski był wielkim pisarzem. Trzecia książka to „Poniedziałkowe dzieci”.

Jak opisałabyś swoją bohaterkę?

SB: Clarisse McLellan jest informatorką, młodą kobietą, która walczy o przetrwanie we wrogim świecie. Urodziła się w inteligenckiej rodzinie, ale kiedy była nastolatką buntowała się przeciw swojemu wychowaniu. Wyrosła na dość samolubną osobę, która chce donosami kupić sobie szczęście - w kinie wymienia informacje za obietnicę dawnego życia, za które jest skłonna zdradzić bliskich jej ludzi. Kiedy ją poznajemy, przepełnia ją egoizm. Nie jest osobą, która zawsze dokonywała w życiu trafnych wyborów, ale dość szybko przechodzi metamorfozę. To kobieta, która walczy i nigdy się nie poddaje.

Clarisse ma ogromny wpływ na decyzję bohatera granego przez Michaela B. Jordana, który postanawia przyłączyć się do renegatów, aby ratować książki...

SB: Oboje czują się winni śmierci kobiety, która spłonęła wraz ze swoimi książkami. Każde z nich ponosi za to winę. Jej postać poznajemy lepiej dopiero w tym momencie, bo wcześniej nie wiemy o Clarisse zbyt wiele. Wspólnie z Michaelem Shannonem wystąpiłam tylko w tej scenie w klubie, w barze VR. Kolejnym ważnym momentem w życiu mojej bohaterki, jest scena z udziałem Michaela B. Jordana, w której nasi bohaterowie stoją obok siebie i nagle zmienia się mój wyraz twarzy. W tej chwili widać dokładnie, że ja cały czas gram, bo w towarzystwie ludzi zachowuję się inaczej niż w samotności. Jestem gotowa zrobić wszystko, żeby dostać to, czego chcę, ale to nie ma znaczenia, kiedy jesteśmy razem.

Dlaczego jest to tak ważny dla ciebie moment?

SB: Bo wtedy zdałam sobie sprawę, jak mógł wcześniej wyglądać tok rozumowania Clarisse. To zdanie „Do zobaczenia Montag” wiele mi wyjaśniło. Ramin zgodził się ze mną i udało się nam to zamknąć w jednym zdaniu! Włosy w kolorze blond podkreślają egoizm. Na początku filmu moja bohaterka myśli tylko o sobie, a potem zaczyna jej ciążyć poczucie winy. W jednej chwili zmienia się jej optyka - na początku jest twarda i ostro walczy o swoje. Ale kiedy jest sama, staje się introwertyczną i bardzo nieśmiałą osobą. W książce jest inaczej, bo literacka Clarisse jest pełną życia wolnomyślicielką. Jest jak promyk słońca - nosi białe sukienki i ma zaledwie 17 lat. My pokazujemy ją w innej wersji, która bardzo mi się podoba, ale czytając o literackim pierwowzorze Clarisse często się do siebie uśmiechałam.

Jak wspominasz pracę na planie filmu?

SB: Bardzo mi się tam podobało. Konwencja filmu jest mroczna. Na planie czytałam książkę, po którą po raz pierwszy sięgnęłam jako nastolatka - „Białe zęby” Zadie Smith, która jest napisana w humorystycznej konwencji. Literacki świat bardzo odbiegał od atmosfery filmu, nad którym pracowałam. Kiedy zaczęłam analizować swoją rolę, stwierdziłam, że moja bohaterka i ja mamy zupełnie inne doświadczenia. Clarisse musiała wychowywać się w zupełnie innej rodzinie. Musiałam wyobrazić sobie, jak buntowała się przeciw swojemu wychowaniu, jak zresztą większość nastolatek. To dość mroczne klimaty.

W jaki sposób Ramin pomógł ci wejść w twoją rolę?

SB: Jest reżyserem bardzo wyczulonym na różne kwestie. Często podchodził do mnie, pochylał się i szeptał mi do ucha – wszystkie jego sugestie były bardzo trafne. Jest też otwarty na propozycje aktorów. Jest niesamowicie inteligentny i ma bardzo poważny stosunek do swojej pracy. Zagrałam w wielu rozrywkowych produkcjach i bardzo cieszę się, że mogłam wystąpić w końcu w filmie, który dotyka spraw ważnych i komentuje otaczającą nas rzeczywistość. Plan filmowy i otoczenie, w jakim pracowaliśmy było drobiazgowo przemyślane i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Bardzo podoba mi się, że przesłanie filmu dotyczy w głównej mierze sztuki i wartości intelektualnych. Podczas pracy nad filmem mogłam zadzwonić do Ramina o dowolnej godzinie, żeby porozmawiać o mojej bohaterce. Miałam wiele pytań, a on odpowiedział na wszystkie z nich. Razem z nim i Michaelem B. Jordanem czytaliśmy wspólnie kolejne sceny. Ramin na bieżąco zapisywał nasze uwagi i potem nam je pokazywał. Robił to także dla nas. Pamiętam, że pewnego dnia na planie zaproponowałam Michaelowi, żeby w pewnej scenie pominąć nasz pocałunek, który nic tak naprawdę nie wnosił, bo chodzi w niej o wiele ważniejsze sprawy. Kiedy zapytałam się Ramina czy możemy to zrobić, powiedział, że możemy spróbować. Bardzo dobrze się nam razem współpracowało. Michael B. Jordan ma w sobie pasję i niezwykłą wyobraźnię. Praca z nim, pozostałymi aktorami i członkami ekipy była czystą przyjemnością.

Jak ci się z nim pracowało?

SB: Doskonale i bardzo chciałabym to powtórzyć. Jest świetny, miły i dobrze ułożony. To prawdziwy dżentelmen. Uwielbiam go.

A drugi Michael, Michael Shannon?

SB: Uwielbiam go. Kiedy byłam nastolatką, byłam nim oczarowana. Jego rola w filmie Droga do szczęścia była zawsze dla mnie wzorem doskonałości. Często mówię swoim agentom, że nie zależy mi na głównej roli, bo to nie jest ważne, czego najlepszym przykładem jest Michael Shannon w Drodze do szczęścia. Jeśli dostanę propozycję zagrania tak wyrazistej i złożonej postaci, to równie dobrze mogę wystąpić w jednej scenie filmu. Nie chcę udawać, że wspięłam się na takie wyżyny aktorstwa jak on, ale podziwiam jego warsztat. Poza tym, jest zabawny. Ma poczucie humoru, jest przemiły i sympatyczny. Udało mi się poznać go lepiej dopiero podczas promocji filmu, bo nie zagraliśmy wspólnie wielu scen i dopiero po zakończeniu produkcji chodziliśmy razem na spotkania prasowe. Wczoraj rozmawialiśmy długo o różnych sztukach, bo Michael często gra w teatrze. Powiedziałam mu, że chciałabym kiedyś pójść w jego ślady.

Czy to jeden z celów, jakie sobie wyznaczyłaś?

SB: Tak, bardzo bym tego chciała. Mój nauczyciel aktorstwa dał mi do przeczytania dramaty Ibsena, Czechowa, Eugene’a O’Neilla i Tennessee Willamsa.

Czy zaskoczyło cię, że był to tak ważny film dla Ramina, choć jego budżet był dużo mniejszy niż produkcje, w których wcześniej występowałaś?

SB: Ale dla niego była to bardzo ważna produkcja! Pamiętam, że podczas pierwszego dnia na planie wszędzie widać było porozstawiane ciężarówki i przyczepy. Ramin powiedział mi, że nie może się na to patrzeć. Zapytałam się go dlaczego? Odpowiedział mi, że nigdy wcześniej nie dysponował tak dużym budżetem. Grałam też w niskobudżetowych produkcjach. Ostatnio wystąpiłam w filmie Gaspara [Noé] , który miał pokaz dzisiaj rano. Nie widziałam jeszcze ostatecznej wersji. Bardzo chciałabym pracować z artystami i wizjonerami - jestem otwarta na wszystko i lubię zmiany, ale najbardziej interesują mnie wizje ludzi takich jak Ramin czy Gaspar.

Wspomniałaś, że wystąpiłaś w filmie Climax Gaspara Noé, który był pokazywany podczas festiwalu filmowego w Cannes. Nie widziałem go, ale z tego co zrozumiałem, wykorzystałaś w nim swoje taneczne doświadczenia.

SB: Tak. Gaspar jest niesamowicie zdolnym filmowcem. Każdy musi to przyznać, nawet jeśli nie lubi jego filmów, które wywołują w widzach bardzo silne uczucia. Można je wyłącznie kochać albo nienawidzić i chyba to podoba mi się w nich najbardziej. Obojętność, to najgorsza reakcja, z jaką artysta może się spotkać. Lepiej usłyszeć, że nasza praca komuś się nie podoba się niż, że nikogo nie rusza. Dlaczego tak mówię? Bo sztuka musi poruszać. To niesamowite, bo kiedy go poznałam, okazało się, że jest przemiłym człowiekiem. Wszyscy go uwielbiają, bo nikogo do niczego nie zmusza. Zastanawiałam się nawet, co robi, żeby przekonać wszystkich do robienia różnych, czasem kontrowersyjnych rzeczy. Ale okazało się, że jeśli aktor nie chce czegoś zrobić, to on się przy tym nie upiera. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję obserwować pracę na planie, gdzie nic nie było wcześniej zaplanowane. Mieliśmy pięciostronicowy scenariusz. Tak naprawdę, to nie nazwałabym tego scenariuszem. Pracowaliśmy każdego dnia z czymś, co przypominało eksplikację reżyserską. Każdego dnia zastanawialiśmy się, jak poprowadzić dalej wątki. Było z tym trochę zamieszania, ale Gaspar bardzo konsekwentnie realizował swoją wizję. Nigdy nie podnosił na nikogo głosu, był zawsze miły i uprzejmy. Kiedy oglądaliśmy nakręconą właśnie scenę, zawsze prosił mnie, żebym usiadła. Zapraszał do siebie wszystkich aktorów i tancerzy, a potem ustawiał dla nich krzesła. Kiedy ktoś przypominał mu, że trzeba nakręcić dubel, Gaspar odpowiadał, że to może poczekać i pytał się, czy wszyscy wygodnie siedzą. Potem następowała seria pytań - Czy chcesz napić się wody? Proszę, weź moją szklankę. Chcesz kurtkę? Jest ci zimno? Czasem trudno uwierzyć, że mówi to na serio. (śmiech) Bardzo mi się tam podobało. Trudno uwierzyć, ale zdjęcia do jego filmu skończyły się zaledwie dwa miesiące temu.

Czyli zależy ci na różnorodności?

SB: Tak, bardzo chciałabym grać w różnych produkcjach. Nie jestem jeszcze w pełni ukształtowaną aktorką, ale to proces, który trwa całe życie. Na razie pracuję nad swoim warsztatem, który nie jest jeszcze doskonały, ale cały czas go dopracowuję. Na tym właśnie polega rozwój. Poznaję nowe dla siebie rzeczy i ciągle się uczę, bo mam świadomość, że zbyt wielu rzeczy jeszcze nie wiem.

Czy nadal tańczysz?

SB: Tak, tańczyłam w filmie Gaspara, ale poza tym, to już nie. W styczniu wystąpiłam w Los Angeles na charytatywnej imprezie, podczas której Sean Penn zbierał pieniądze dla Haiti. W ubiegłym roku na targach sztuki Art Basel kupił na aukcji sukienkę Madonny i zapytał się jej, czy mógłby wystawić ją po raz kolejny na sprzedaż podczas organizowanej przez niego zbiórki pieniędzy. Uzgodnili, że ja wystąpię w tej sukience. Nie mogłam im odmówić, bo to bardzo szczytny cel, a poza tym oboje są bardzo mi życzliwi.

Wiem, że tańczyłaś z Madonną podczas jej trasy koncertowej.

SB: Tak, byłam członkiem jej zespołu przez dziewięć lat. Bardzo dużo się od niej nauczyłam. To niezwykła i wielka kobieta. Bardzo ciężko pracuje i ma wielkie serce.

Czy tańczysz dla siebie?

SB: Tak, kiedy wychodzę bawić się do klubu i jestem wstawiona. (śmiech) Nie, tylko żartowałam. Gdybym zaczęła tańczyć, za bardzo bym się w to zaangażowała. Chciałabym dać z siebie wszystko. To miałoby wpływ na całe moje życie, a ja teraz zajmuje się czymś zupełnie innym. Nie przestałam tańczyć, bo postanowiłam zakończyć ten etap w moim życiu. Moja kariera po prostu poprowadziła mnie w innym kierunku. Nie mogę wrócić teraz do baletu i tańca, chociaż bardzo chciałabym zacząć chodzić na lekcje tańca nowoczesnego. Kiedy będę na to gotowa, znajdę na to kiedyś czas.

Wywiad dla prasy międzynarodowej przeprowadzony w Cannes w maju 2018 roku

Copyright © 20__* Home Box Office, Inc. All rights reserved.

Ostatnio zmieniany czwartek, 14 czerwiec 2018 11:39