21 Gru Wywiad z Dmitrym Glukhovskym (część II)

Napisała Dział: Wywiady Komentarze DISQUS_COMMENTS

dmitry-miniZapraszamy do lektury drugiej części wywiadu z Dmitrym Glukhovskym przeprowadzonego przez Annę "Myszę" Piotrowską. Zza aparatu rozmowę śledziła Anna "Yenfri" Siczek. Pierwszą część wywiadu znajdziecie tutaj. Zapraszamy też do lektury wersji anglojęzycznej.

Kawerna: Wspomniałeś, że jesteś wielkim fanem serii gier „Fallout”. Na podstawie twojej książki „Metro 2033” także powstała gra. Jak bardzo byłeś zaangażowany w jej tworzenie?

Dmitry Glukhovky: Fabuła całej gry oparta jest na mojej książce, więc nadzorowałem rozwój historii. Jednak twórcy gry zatrudnili amerykańskich scenarzystów by napisali tzw. gameplay, czyli scenariusz gry. Następnie Google-przetłumaczyli tekst na rosyjski i dali mi do przeczytania (robi przerażoną minę). Musiałem wszystko napisać jeszcze Raz. Zależało mi by gracze, którzy znają książkowy oryginał, nie byli zawiedzeni grą. Zmieniłem więc tekst, używając swojego języka, metafor, własnych legend, mitów i żartów. Wszystkie dialogi i teksty, które pojawiają się podczas gry w jej rosyjskiej wersji są napisane przeze mnie. Czułem, że nie mogę zawieść oryginalnego, autentycznego języka, którym napisana była książka.

 

 

Teraz powstaje sequel gry – „Metro: Last Light” – ale ma on niewiele wspólnego z książkami „Metro 2033” i „Metro 2034”. Dlaczego?

 Bo ja im tak kazałem (śmiech). „Metro 2034” to zupełnie inna opowieść i nie nadaje się do zaadaptowania na grę komputerową. Gdy przynajmniej połowa fabuły dzieje się w ludzkich umysłach, nie ma zbyt wielu scen, które dałoby się przerobić na fabułę gry… sama fabuła książki też nie jest linearna. „Metro 2034” bardzo się różni od „Metro 2033”.

Jednocześnie czułem, że brakuje dużej części historii Artiema. Ludzie bardzo chcieli wiedzieć, co się dzieje dalej, po tym jak zdejmuje maskę przeciwgazową na szczycie wieży telewizyjnej… czy umiera? Co się dzieje z Czarnymi? Czy wszyscy zostają zniszczeni? W rzeczywistości książka ma dość otwarte zakończenie. Wiemy, że wszystko jest do kitu, ale jak bardzo do kitu? (śmiech) Ludzie byli strasznie tego ciekawi, więc postanowiłem, że najwyższa pora opowiedzieć im więcej. Osobiście stworzyłem fabułę, która kontynuuje historię Artiema z gry „Metro 2033” – i książki – do sequela gry.

Czy miałeś  już szansę zagrać w „Metro 2033”? Jak wypada w porównaniu z serią „Fallout”?

Jest bardzo trudna. I straszna (śmiech). To dobra gra i choć jeszcze nigdy jej nie przeszedłem, to myślę, że jest wierna klimatowi i tonowi moich książek. Oczywiście jest to ich własna wizja artystyczna, ale jeśli twórca jest naprawdę zdolny, nie musi adaptować czegoś słowo po słowie – może stworzyć coś własnego. Musi poddać to własnej interpretacji.

Przykładowo – wszystkie filmy oparte na twórczości Stephena Kinga to badziew. Właśnie dlatego, że w idiotyczny, szalenie dokładny sposób odtworzyły fabułę jego dzieł. Tylko jeden film stał się dziełem sztuki – „Lśnienie”, bo jest on interpretacją autora, Stanleya Kubricka. Możecie wymienić jakieś inne filmy?... dobra, może „Zielona Mila”.

A „Skazani na Shawshank”?

Nie. Co prawda zajmuje pierwsze miejsce na liście strony IMDb. Ale „Zielona Mila”  jest o wiele lepsza.

Cóż… De gustibus non est disputandum.

(śmiech) Racja.

Skoro mowa o filmach…  słyszeliśmy plotki, że jesteście w trakcie rozmów z hollywoodzkimi studiami, by nakręcić film na podstawie „Metro 2033”.

 Tak. Jest to niekończący się proces, który do niczego nie prowadzi. To dość deprymujące. Z drugiej strony, gdy ktoś planuje zmarnować 100 milionów dolarów, ma prawo się długo zastanawiać… Prawdopodobnie film nie dojdzie do skutku. To dobry PR, takie „rozmowy”, tylko szkoda, że do niczego nie prowadzą.

Co sądzisz o wzrastającej w Stanach popularności rosyjskich filmowców, takich jak Timur Bekmambetov i jego filmów „Straż nocna” i „Straż dzienna”. Wkrótce w kinach pojawi się kolejny jego film „Najczarniejsza godzina”…

To będzie gówno. Wszystkie filmy, które Bekmambetov reżyseruje są świetne. Ale filmy, których jest producentem – takie jak ten – albo współproducentem… są do dupy. Ten film może zepsuć moje szanse na ekranizację, bo z pewnością będzie klapą. Wiem, bo czytałem scenariusz. Nie ma tam prawdziwych bohaterów, fabuły, napięcia, strasznych momentów… to kiepski horror dla nastolatków i nigdy nie będzie czymś więcej. A zwróćcie uwagę, że jeszcze nie widziałem samego filmu, tylko obejrzałem trailer i przeczytałem scenariusz, który miałem ocenić. Powiedziałem im, że osiemdziesiąt procent tekstu to szmira. Ale nie mieli albo czasu, albo możliwości tego przekształcić. Mówili „rozumiemy, że to chłam, ale to Ameryka… to ich scenariusz, my nie możemy się mieszać, zrobimy to co będą chcieli, nie mamy kasy ani czasu żeby wszystko zmienić”.

Za to „Abraham Lincoln: Łowca wampirów”, który Timur obecnie kręci, będzie pewnie świetnym filmem. Swoją ocenę opieram na stopniu jego artystycznego zaangażowania. Gdy Timur coś tworzy, efekty zawsze są dobre. „Straż nocna” i „Straż dzienna” są cool, lepsze nawet niż książki. Kwestią sporną jest to, czy wszystkie filmy w jego reżyserii są dobre. Ale filmy, których jest producentem – a wiele jest takich – już nie są tak imponujące.

 

autograf-dmitry500

9 listopada w Polsce wyszła także pierwsza książka wchodząca w skład Uniwersum Metro 2033 – „Piter” Szymuna Wroczka. Wymyśliłeś projekt Uniwersum. Skąd wziął się ten pomysł? Ile państw włączyło się w projekt? I pomijając fakt, że jesteś „ojcem założycielem”, jaką rolę odgrywasz w tym projekcie?

D.G.: Pochodzenie pomysłu było dwojakie. Z jednej strony, gdy byłem dzieckiem i nastolatkiem byłem wielkim fanem science-fiction, zwłaszcza książek o podboju kosmosu. Gdy spodobała mi się jakaś powieść, często żałowałem, że pisze ją tylko jedna osoba. Jeśli pisze się o podróży statkiem kosmicznym, odkrywaniu kolejnych obcych cywilizacji… czemu tylko jedna osoba miałaby to opisywać? Dlaczego dwóch lub trzech pisarzy nie miałoby współpracować i wciąż rozwijać tego samego projektu, tego samego wszechświata? Myślałem sobie: możnaby przeprowadzić się do tego świata i zostać tam na zawsze.

Z drugiej strony istniała taka seria fantasy… wszystkie książki wyglądały podobnie, miały numerki na grzbietach i chodziło o to żeby je kolekcjonować. Fabularnie nie miały ze sobą nic wspólnego… miały różnych autorów: Anne McCaffrey, Michael Moorcock, Terry Pratchett… wszystkie w jednej serii. Kochałem zbierać te książki. Gdy tylko wychodziła kolejna, leciałem do księgarni tylko po to, by móc ją postawić na półce.

Później, gdy napisałem „Metro 2034” ludzie zaczęli pytać, kiedy wyjdzie „Metro 2035”. Mówiłem wtedy: „Słuchajcie, spędziłem dwanaście lat pod ziemią, chcę się wydostać”. A oni na to: „Nie, to jest super. Daj nam więcej”. Powiedziałem więc: „Dobra, dam wam więcej, ale w innej formie”. Już wtedy kontaktowali się ze mną inni autorzy, mówiąc: „Mogę napisać coś o Petersburgu? W „Metro 2033” nie piszesz nic o tym, co się dzieje w Petersburgu. Chciałbym o tym napisać”. Albo o Syberii, Dalekim Wschodzie, Dalekiej Północy, Ukrainie albo Białorusi.

W końcu dwa lata temu podjąłem decyzję, że to jest całkiem niezły pomysł – zamiast do końca życia pisać o metrze, przedstawię czytelnikom nowych autorów, niech się poznają, zapoznają i razem zaczną tworzyć ten świat. Zwłaszcza, że pierwotnym zamysłem „Metro 2033” była interaktywność. Dlaczego czytelnicy, zamiast być tylko redaktorami, nie mogą teraz stać się także współtwórcami?

Projekt rozpoczął się  jakiś czas temu. W Rosji wydaliśmy na razie dwadzieścia tytułów – publikujemy nową książkę co miesiąc. Ich akcja nie ogranicza się do Moskwy i metra. Podstawowym pojęciem jest tutaj „uniwersum”, wszechświat. W niektórych książkach jest to tundra, pustynia, ocean, zrujnowane miasto, bunkier albo właśnie metro. Do tej pory udało nam się obskoczyć całkiem pokaźną część mapy Rosji, z opowieściami, które dzieją się w Moskwie, Petersburgu, Nowosybirsku, Jekaterynburgu pod stokami Uralu, na południu Rosji – w Rostowie, czy na północy – w miastach Archangielsk i Monczegorsk, a także na Ukrainie, w Kijowie i Charkowie.

Później zaczęły się  oferty z zagranicy. We wrześniu wydaliśmy książkę Brytyjczyka pod tytułem „Metro 2033: Britannia”, dziejąca się w post-nuklearnym Glasgow, a także w Londynie, dokąd podróżuje główny bohater, ścigając łowców niewolników, którzy porwali jego rodzinę. Po tutejszej premierze „Pitera” lecę do Włoch, gdzie dwa dni temu wyszła książka, oczywiście po włosku, pod tytułem „Le Radioci del Cielo” – „The Roots of Heaven” [Korzenie nieba] napisana przez znanego włoskiego autora thrillerów intelektualnych, Tullio Avoledo. Opisuje on post-nuklearny Rzym i Wenecję oraz podróż katolickiego księdza, który odbywa tajną misję zleconą mu przez kardynała. To ciekawa historia, wyjątkowa i bardzo specyficzna dla samych Włoch.

Jest też autor kubański, który pisze o post-nuklearnej Hawanie w roku 2033, którego główną  bohaterką jest nastoletnia wojowniczka-lesbijka. Co więcej, ta bohaterka prawdopodobnie spotka się z bohaterami powieści ostatnio wydanego rosyjskiego autora, którzy podróżują przez ocean w ostatnim ocalałym okręcie podwodnym. Dojdzie też do spotkań innych bohaterów. Jeden z rosyjskich autorów wysłał swoich bohaterów w podróż po kraju ogromną ciężarówką – taką ośmiokołową, do przewozu rakiet. To będzie interesujące doświadczenie. Z pewnością będą przejeżdżać przez miasta już opisane przez innych autorów, więc również nieuchronnie dojdzie do spotkań z ich bohaterami. To niesamowite.

W przyszłym roku dołączą  do nas autorzy z U.S.A., Niemiec, Grecji i Hiszpanii. W międzyczasie będziemy kontynuować projekt. Naszym celem jest, oczywiście, obskoczenie mapy całego świata… mieć taką ogromną sieć książek, przetłumaczonych na wiele języków. Nikt jeszcze nie dokonał czegoś takiego. I to jest super.

Czytasz wszystkie te książki?

Oczywiście. Mam co prawda problemy z czytaniem książek w oryginale, ale ufam moim wydawcom, którzy je czytają i doradzają mi w wyborze. Naturalnie, gdy tylko książka zostanie przetłumaczona na rosyjski, natychmiast się za nią zabieram. Także ją redaguję, bo zdarzają się rzeczy, z którymi się nie zgadzam. To jasne, że czytam i redaguję wszystkie książki, które wychodzą w Rosji. Właściwie to jestem redaktorem naczelnym, „ostatnią instancją” – zmieniam wszystko, co mi się nie podoba. Czasem bez konsultacji z autorem (śmiech).

Interesujące jest to, że kilku z tych autorów to początkujący twórcy. Na rosyjskiej stronie Uniwersum Metro 2033 wciąż trwa konkurs – jego celem jest znajdowanie nowych tekstów, które możemy opublikować. W myśl formuły Web 2.0 to użytkownicy generują treść na stronie. Piszą swoje opowieści, zamieszczają je online, a inni użytkownicy głosują na swoich ulubieńców. Dwadzieścia najpopularniejszych tekstów jest czytanych przez redaktorów od wydawcy, a także przeze mnie, i wspólnie wybieramy, które teksty zostaną opublikowane. Z dwudziestu książek, które do tej pory ukazały się w Rosji, pięć zostało napisanych przez kompletnych naturszczyków. Dla nich jest to pierwsza napisana i opublikowana powieść.

Co ciekawsze, wygląda na to, że czytelnicy preferują książki napisane przez początkujących autorów, gdyż są one bardziej szczere, prawdziwe i entuzjastyczne, niż te pisane przez zimnokrwistych profesjonalistów, dla których to po prostu kolejna powieść. Więc nawet jeśli musiałem wyciąć albo przeredagować fragmenty książek pisanych przez początkujących twórców, dla nich… to coś niesamowitego. Jasne, teksty zostają okaleczone przeze mnie i bezwzględnych redaktorów, ale i tak zostają opublikowane. A to jest strasznie ekscytujące.

Wspomniałeś, że w młodości inspirowały Cię książki science-fiction. Słyszeliśmy, że jednym z takich autorów był Polak, Stanisław Lem.

Sądzę, że nie tylko mnie on inspirował. Jeśli zapomnimy na chwilę o Juliuszu Vernie, zostają nam trzy wielkie nazwiska w science-fiction. Są to Lem, Bradburry i bracia Strugaccy. Reszta to tylko błaźni gatunku, showmani. Ta trójka to byli prawdziwi pisarze.

Zazwyczaj „pisarz science-fiction”  i „pisarz” to dwie różne rzeczy. Pisarz science-fiction siedzi w rynsztoku i wrzeszczy „wypuśćcie mnie!” (śmiech), podczas gdy prawdziwy pisarz jest szanowany. Ta trójka – a właściwie czwórka, bo braci Strugackich było dwóch – to tytani. I mimo, że byli pisarzami science-fiction, są także wymieniani wśród największych światowych pisarzy. Lem był zarówno wizjonerem, jak i wspaniałym autorem pod względem stylu. Oczywiście motywy, które pojawią się w jego książkach są szalenie ludzkie, prawie nieśmiertelne, wieczne. Z pewnością należy on do moich głównych inspiracji literackich.

Masz jakąś jego ulubioną książkę?

Pewnie zabrzmi to nudno (śmiech), ale na pewno „Solaris”. Gdy się zastanowić wychodzi na to, że nieświadomie zapożyczyłem parę motywów z „Solaris”, zwłaszcza dla postaci Czarnych – oferują ludzkości nowy rodzaj symbiozy, a ludzie w zamian niszczą ich przy pomocy bomb. Często wytykano mi te podobieństwa. Cóż… wysoki sądzie, jestem winny (śmiech).

Nie jest to Twoja pierwsza wizyta w Polsce. Jak wrażenia?

Ten hotel jest w porządku (śmiech). Głównie jestem tutaj lub jeżdżę do różnych redakcji i stacji telewizyjnych. Nie udało mi się zobaczyć zbyt wiele Polski – po raz trzeci oglądam te same dzielnice Warszawy. Całkiem nieźle się bawię, ale podejrzewam, że w Waszym kraju jest coś więcej do zobaczenia, niż te parę budynków (śmiech).

Nie miałeś  więc jeszcze okazji przejechać się warszawskim metrem?

Nie. Zawsze planuję  to zrobić, ale jeszcze nie znalazłem na to czasu.

Są plany, by wybudować drugą linię metra w Warszawie. Czy w związku z tym widzisz polski udział w projekcie Uniwersum Metro 2033?

Myślę, że tak, bo obie powieści o metrze są w Polsce bardzo popularne. Rozpoczęliśmy polski projekt Uniwersum Metro 2033 i jeśli wszystko wypali i ludzie okażą zainteresowanie, byłbym zachwycony, gdyby polscy czytelnicy byli nie tylko odbiorcami, ale także współtwórcami.

Wiem także, że w pobliżu Krakowa znajdują się wspaniałe kopalnie soli, z całym podziemnym miastem. Myślę, że byłoby to piękne miejsce akcji dla post-nuklearnej powieści. Byłoby super. Więc jeśli jakiś utalentowany polski autor – niekoniecznie profesjonalista – dołączy do projektu i napisze genialny tekst o post-nuklearnej Polsce, istnieje szansa, że zostanie wydany. Z tego co mi wiadomo polska strona Uniwersum Metro 2033 jest w trakcie wprowadzania podobnego konkursu, jak na naszej rosyjskiej. Jeśli wszystko się uda, wkrótce zaczną zbierać teksty. Miejmy nadzieję, że uda im się znaleźć materiał na powieść o Polsce.

Czyli nie kontaktował się z Tobą żaden polski pisarz, chcący wziąć udział w projekcie?

Niestety pan Lem zmarł  pięć lat temu. Byłby najlepszym kandydatem (śmiech). Do tej pory kontaktował się ze mną tylko jeden dziennikarz, który wyraził chęć wzięcia udziału, ale od tego czasu się nie odzywał.

Sapkowski milczy, ale jest zajęty własnym projektem, więc czemu miałby dołączyć do tego? Jeśli chodzi o innych… nie wiem. Nikt się ze mną  jeszcze nie kontaktował. Może sytuacja ulegnie zmianie po ukazaniu się tego wywiadu (śmiech). Pamiętajcie tylko, żeby podać linka do polskiej strony Uniwersum Metro 2033, gdzie można zamieszczać swoje teksty.

Z pewnością  to zrobimy. I dziękujemy serdecznie za wywiad.

Ostatnio zmieniany niedziela, 08 styczeń 2012 13:57