| Mój sposób na Avangardę w RPG. |
|
|
|
| Wpisany przez Patrick | 668 wyświetleń |
|
Nieudaną próbę nawiązania do reklamy ze (znanym, jak sądzę) "Mój sposób na awangardę w kuchni." widzę, dlatego stwierdzam, że ten wpis mógłby mieć inny tytuł:
"Avangarda 6, czyli jak nie uczestnicząc w żadnej sesji ani LARPie, dalej cieszyłem się z całego konwentu."
Ano, nie załapałem się na nic z tych magicznych punktów programu (chyba) każdego konwentu. (Chciałem zagrać w Wolsunga, to lista wypełniała się zanim ja zdążyłem ją zobaczyć.)
Z LARPami, to sam akurat jestem sobie winien, bo zwyczajnie nie miałem na nie ochoty. Jednak miałem w planach "Hell Hotel", który.. nie odbył się przez absencję jednego z twórców.
Zdając sobie sprawę z tego, że z całą pewnością będą osoby o wiele większym doświadczeniu w kategorii "Konwenty", które opiszą techniczną stronę tego wydarzenia, chłodno ocenią go całościowo, ja sobie daruję wszelkie porównania do innych konwentów i takie oceny, bo marnie się u mnie przedstawia wiedza na temat innych eventów tego typu. Lepiej wyjdę na tym, że opiszę subiektywnie te rzeczy, których byłem świadkiem podczas czterech ostatnich dni. Może wyjdzie na tyle zabawnie, by ktoś to przeczytał.
Po przekroczeniu progu budynku konwentowego i pobieżnemu przyjrzeniu się programowi, udział wziąłem w turnieju "Pitch Car Mini". Piszę o tym, bo nawet zakwalifikowałem się do finałowego biegu (toru?), chociaż zająłem przy nim ostatnie, szóste miejsce. Jednak nadal byłem lepszy od sześciu osób, które odpadły w poprzednim etapie. Odnotowuję to dlatego, że sytuacje, gdy faktycznie kogoś pokonałem, nie zdarzają się często.
Prelekcje, w których miałem okazję wziąć udział, były naprawdę ciekawe, bardzo często wesołe, a przede wszystkim przydatne. Od dziś na wszystkich sesjach będę miał charakterystycznie zachowującego się wierzchowca i obiecuję, że przestanę nazywać te okrągłe, palące się coś, świeczkami. (Ocieplacze? To naprawdę działa?)
Ulegnę może powszechnej modzie i wypiszę kilka prelekcji, które odbiły w mojej pamięci największe piętno.
Na wspomnienie z pewnością zasługują Kalambury SW, na których wraz z drużyną zajęliśmy trzecie miejsce. Przy mojej najmniejszej zasłudze. Ale kogo to obchodzi? Trzecie miejsce! (Bez nagród ; ()
Świetny był również Omnibus Discworld, którego nie było.
Były też występy grupy NIZAR, ale nie jestem przekonany, czy chcę znaleźć się na ich czarnej liście wypisując swoje zdanie. A, no tak - filler był kapitalny. Widziałem kiedyś w Central Parku, jak jakaś wieloetniczna zbieranina robiła podobne rzeczy. (Wyciągnęli ze mnie wtedy dwadzieścia dolców, nikczemnicy.)
Zakupiłem konwentową koszulkę w dziwnym, ni to niebieskim, ni zielonym kolorze, oraz "Wiedźmikołaja" za pół ceny. Przyfarciłem i w loterii dostałem "Drogę Skorpiona" do L5K. Nie gram, ale to tak, jakby mi się akredytacja zwróciła w postaci czegoś do czytania. Że tak powiem: HELL YEAH! (Sprawa ma się tutaj podobnie, jak z Pitch Car Mini. Ja z natury nie wygrywam.)
Chciałbym również przy tej okazji podziękować serdecznie dziewczynie, która rozdawała nagrody pocieszenia w "Po#$%&^nych kalamburach" za podanie mi Tomu 1 "Fantasy komiksu", kiedy chciałem zobaczyć, co też to "wygrali" przegrani. Chyba powinienem był powiedzieć, że nie brałem udziału w tym konkursie. Ale tak pięknie wręczała.
Wesoły był epizod, kiedy przebrano kogoś w Star Troopera, w zbroi zbudowanej ze sklejonych kartonów po pizzy. Rozbawił mnie tekst jego kolegi, skierowany do aktora Alana Ruscoe: "Now we don't want a photo with you. You want a photo with us." Aktor stwierdził, że zdjęcie umieści na facebooku.
Co przypomina mi, że sam powinienem sobie takowy założyć, żeby zbierać punkty lansu, za zsubskrybowanie strony blackprints.pl .
W skrócie: Bal był zacny.
Konwent.
Konwent był zacny. |
|



