04 Maj Imperium burz

Napisał Dział: Polecane Czytany 1129 razy Komentarze DISQUS_COMMENTS

Imperium burz okładkaPiątego tom „Szklanego Tronu” od Sarah J. Maas. „Imperium burz” ukazało się nakładem wydawnictwa UROBOROS. A kto jeszcze nie zakupił swojego egzemplarza, to u nas może zapoznać się z fragmentem powieści!

Oficjalny opis:

Droga do tronu Terrasenu dopiero się rozpoczęła. I choć młoda królowa z każdym dniem coraz lepiej poznaje potęgę swojej magii, to wie, że nie wygra wojny z Erawanem w pojedynkę. Nadszedł czas szukania sojuszników. Kto odpowie na jej wezwanie? I jaką cenę będzie skłonna zapłacić za zwycięstwo z siłami ciemności? „Imperium burz” to piąty tom bestsellerowej serii Szklany tron.

Nad Erileą gęstnieją czarne chmury. Erawan zbiera swoje złowrogie siły, by zadać światu ostateczny cios. Aelin Galathynius staje z nim do walki, by bronić królestwa i swoich bliskich. Dla Aelin droga do tronu Terrasenu dopiero się rozpoczęła. Młoda królowa cały czas poznaje swoje dziedzictwo i uczy się swojej magii. Im więcej jej używa, tym bardziej przekonuje się, jak potężny jest ogień krążący w jej żyłach.
Ale wie, że toczącej się wojny nie wygra w pojedynkę. Są przy niej przyjaciele i ukochany Rowan, lecz to nadal za mało wobec mocy Erawana. Nadszedł czas szukania sprzymierzeńców. Kto odpowie na wezwanie królowej Terrasenu?
Dla Aelin nie ma już odwrotu, świat, który zna, chwieje się w posadach pod naporem sił ciemności. Wrogowie otaczają ją ze wszystkich stron, w szranki poza Erawanem staje także legendarna, bezlitosna królowa Fae, która najwyraźniej ma wobec Aelin własne plany...Kiedy gra toczy się o tak wysoką stawkę, trzeba umieć poświęcić to, co najcenniejsze. Czasami jednak cena za zwycięstwo okazuje się zbyt wysoka...
Imperium burz to piąty tom bestsellerowej serii Szklany tron, która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie.
Prawa do adaptacji „Szklanego tronu” wykupiło studio Mark Gordon Company (m.in. „Ray Donovan” i „Grey’s Anatomy”). Ekranizacją serialu zajmie się Mark Gordon Company. Autorką scenariusza ma być Kira Snyder, pilotażowy odcinek wyreżyseruje Anna Foerster.

Biogram autora:

Sarah J. Maas (ur. 1986) – amerykańska pisarka fantasy. Jest autorką sprzedanej do 23 krajów serii Szklany Tron: Szklany tron (Uroboros 2013), Korona w mroku (Uroboros 2014), Dziedzictwo ognia (Uroboros 2015), Królowa cieni (Uroboros 2016), Imperium burz, prequelowego wobec niej cyklu Zabójczyni: Zabójczyni i Władca Piratów (Uroboros 2013), Zabójczyni i Czerwona Pustynia (Uroboros 2014), Zabójczyni i podziemny świat (Uroboros 2014), Zabójczyni i imperium Adarlanu (Uroboros 2015) oraz inspirowanej baśnią o Pięknej i Bestii serii Dwór cierni i róż: Dwór cierni i róż (Uroboros 2016) i Dwór mgieł i furii (Uroboros 2017). Każda z serii Maas trafiła na listy bestsellerów „New York Timesa” i „USA Today”.

Imperium burz okładka

Fragment „Imperium burz”

Manon błyskawicznie oszacowała liczbę wyjść oraz okien, a także broń, którą miała do dyspozycji. Instynkt nakazał jej stanąć przed babką. Posłuszna szkoleniu złapała za dwa długie sztylety, nim złotooki zdążył choćby mrugnąć.
Ten wbił w nią spojrzenie i uśmiechnął się.
– Witaj, Przywódczyni Skrzydła – oznajmił i przechylił głowę, by spojrzeć na jej babkę. – Witaj i ty, Matrono.
Jego głos był zmysłowy i cudowny, lecz zarazem okrutny, a ton i kryjące się w nim emocje… Uśmiech Vernona nagle wydał się wymuszony, a jego skóra nazbyt blada.
– Kim jesteś? – spytała ostro Manon.
Obcy ruchem podbródka wskazał wolne krzesła przy stole.
– Doskonale wiesz, kim jestem, Manon Czarnodzioba.
Był to Perrington, który jakimś cudem znalazł się w innym ciele. Nie miała co do tego wątpliwości. Owa ohydna istota z innego wymiaru, którą czasem dostrzegała w jego spojrzeniu, spoglądała właśnie
na nią, obleczona w nowe ciało. Napięta mina Matrony podpowiedziała jej, że ona również doszła do prawdy.
– Miałem już powyżej uszu przebywania w tym tłustym ochłapie – rzekł mężczyzna i z kocią gracją zajął miejsce obok Vernona. Uniosł długie, mocne palce. – Moi wrogowie wiedzą, kim jestem, a więc nie będę tego krył przed sojusznikami.
– Erawanie, panie mój – szepnął Vernon, kłaniając się. – Pozwól, bym ugościł Matronę ciepłym posiłkiem, jeśli nie masz nic przeciwko. Najwyższa Wiedźma ma za sobą długą podróż.
Manon przyjrzała się wysokiemu chudzielcowi, który właśnie zdradził, że darzy jej babkę wielkim szacunkiem i zna prawdziwe imię księcia. Erawan. Była ciekawa, co takiego wie o nim Ghislaine, która pełniła straż w korytarzu za jej plecami.
Król Valgów skinął głową, a wówczas lord Perranthu podbiegł do niewielkiego stolika pod ścianą
i ujął dzbanek. Manon i Matrona usiadły naprzeciwko króla demonów. Swego czasu Vernon nie potrafił okazać szacunku bez kpiącego uśmieszku, a teraz… Być może lord Perranthu uświadomił sobie wreszcie, co za potwór trzyma jego smycz, i desperacko szukał jakichś sojuszników. Może skądś wiedział, że Manon
również maczała palce w eksplozji.
Przywódczyni Skrzydła przyjęła napełniony wodą puchar z rogu, ale nie wzięła ani łyka. Podobnie jak jej babka.
Siedzący naprzeciwko nich Erawan uśmiechał się blado. Aura mroku i zepsucia była niewyczuwalna, jakby był istotą tak potężną, że umiał ją zdusić i zamaskować. Zdradzały go tylko te oczy.
Oba sabaty stały na korytarzu, a w komnacie towarzyszyły im jedynie zastępczynie, czuwające przy zamkniętych drzwiach.
Były uwięzione w tym samym pomieszczeniu co król Valgów.
Spojrzenie Erawana, szykującego się do zabrania głosu, nagle się zmieniło i Manon z trudem pohamowała odruch uwolnienia kłów.
– A więc – odezwał się Valg – czy armia na Elfiej Przełęczy jest już gotowa?
Babka lekko skinęła głową.
– Ruszą po zachodzie słońca. Dotrą do Rifthold dwa dni później.
Manon nie miała odwagi, by choć drgnąć.
– Wysyłasz nas do Rifthold?
Król demonów smagnął ją spojrzeniem spod przymrużonych oczu.
– Tak. Chcę, byście odzyskały moje miasto, a po zwycięstwie Rifthold przejmie hufiec z Elfiej Przełęczy pod dowództwem Iskry Żółtonogiej.
Miały lecieć do Rifthold. Miały wreszcie ruszyć do walkii przekonać się, na co stać wywerny…
– Spodziewają się ataku?
Odpowiedzią był martwy uśmiech.
– Nasze siły poruszają się szybciej od posłańców.
Bez wątpienia właśnie dlatego ta informacja jak dotąd była pilnie strzeżona. Manon stukała stopą o kamienną podłogę. Rozsadzało ją zniecierpliwienie, chciała już wybiec i zacząć wydawać rozkazy.
– Ile sabatów z Morath mam zabrać ze sobą?
– Iskra dowodzi połową naszego podniebnego legionu. Myślę, że wystarczy kilka sabatów z Morath.
Odpowiedź była wyzwaniem oraz sprawdzianem.
– Wezmę więc Trzynastkę i dwa sabaty eskortowe.
Wróg w istocie nie powinien się dowiedzieć, iloma sabatami dysponowali i na jaką mobilność było ich stać, choć w głębi serca Manon była przekonana, że do zniszczenia miasta wystarczyłaby sama Trzynastka.
Erawan pochylił głowę, wyrażając zgodę. Babka również skinęła ledwie zauważalnie, co było u niej jedynym zewnętrznym przejawem aprobaty.
– A co z księciem? – spytała Manon.
Z królem. Z królem Dorianem.
Matrona spojrzała na nią ostro, ale demon oznajmił:
– Życzę sobie, byś osobiście postawiła go przede mną. O ile przeżyje atak.
Po zniknięciu ognistej krolowej Dorian Havilliard i jego miasto byli bezbronni. Manon nie była tym szczególnie przejęta, wszak nadszedł czas wojny. Jej zadaniem była walka, a po zwycięstwie chciała udać się na Pustkowia, gdzie znajdowała się jej ojczyzna, nawet jeśli ten człowiek, ów król demonów,
spróbuje cofnąć swoje słowo.
Ewentualną zdradą zajmie się poźniej. Na razie czekała ją bitwa. Słyszała już dziką pieśń swej krwi.
Król demonów i jej babka znów podjęli rozmowę. Manon odepchnęła muzykę zderzających się tarcz i krzeszących iskry mieczy, aby nadążyć za ich słowami.
– Po przejęciu stolicy chcę, byście zajęły łodzie na Avery.
– Ludzie ze Srebrnego Jeziora zgodzili się? – Babka przyglądała się mapie, której rogi obciążono gładkimi kamieniami.
Manon powiodła za nią spojrzeniem do Srebrnego Jeziora, skąd wypływała rzeka, oraz miasta leżącego na brzegu, wtulonego w łańcuch szczytów zwanych Białymi Kłami. Zwało się Anielle.
Perrington-Erawan wzruszył szerokimi ramionami.
– Władca Anielle nie złożył jak dotąd przysięgi na wierność ani mnie, ani temu chłopcu zasiadającemu na tronie. Myślę, że gdy tylko usłyszy o zagładzie Rifthold, natychmiast ujrzymy tłumy posłańców, płaszczących się przed moimi drzwiami.
Uśmiechnął się lekko przy tych słowach.
– Ich forteca przy Zachodnich Wodospadach nadal nosi ślady po mojej ostatniej inwazji. W Anielle można wciąż zobaczyć liczne pamiątki po tamtej wojnie, a jego władca wie, z jaką łatwością mogłbym obrocić to miasto w perzynę.
Manon ponownie przyjrzała się mapie, powstrzymując się od pytań. Król Valgów był stary, tak stary, że poczuła się przy nim młoda. Ba, babka wyglądała przy nim jak dziecko.
Może babka okazała się idiotką, skoro nieświadomie wkręciła je w sojusz z tym potworem. Uniosła głowę i spojrzała Erawanowi w oczy.
– Mając Morath, Rifthold i Anielle, będziemy kontrolować jedynie południe Adarlanu. A co
z terenami leżącymi na północ od Elfiej Przełęczy? Co z południem Adarlanu?
– Bellhaven pozostaje pod moją kontrolą. Tamtejsi lordowie i najpotężniejsi kupcy zanadto kochają swe złoto. A Melisande… – Złote oczy króla demonów odszukały kraj leżący na zachodzie,
za górami. – Spojrz na ich sąsiadów. Eyllwe leży w ruinie, a w Fenharrow rządzą bieda i chaos.
W najlepszym interesie rządzących Melisande jest dalszy sojusz z moimi armiami, tym bardziej że dumny Terrasen nie ma za co wystawić wojsk. – Spojrzenie króla powędrowało na północ. – Aelin Galathynius zapewne zasiadła już na swym tronie. Po upadku Rifthold szybko się jednak przekona, jak bardzo osamotniona jest na Północy. Spadkobierczyni Brannona nie ma już żadnych sojuszników na tym kontynencie.
Manon zauważyła jednak, że przy tych słowach król demonów zerknął przelotnie na Eyllwe. Spojrzała na babkę, która nie odzywała się ani słowem, ale wpatrywała się we wnuczkę z miną, która obiecywała jej śmierć, jeśli posunie się choć o krok za daleko.
Przywódczyni Skrzydła rzekła do Erawana:
– Twoja stolica to serce handlowej działalności całego królestwa. Jeśli rzucę na miasto mój legion, pozostanie w nim doprawdy niewielu…
– O ile się nie mylę, Manon Czarnodzioba, to nadal jest mój legion – przerwał jej Erawan.
Wiedźma z wielkim trudem zniosła jego płonący wzrok i rzekła bez emocji:
– Jeśli obrócimy Rifthold w perzynę, władcy tacy jak lord Anielle, królowa Melisande czy lordowie Fenharrow mogą uznać, że warto zewrzeć szeregi przeciwko tobie. Czy będą ufać, że dochowasz wierności postanowieniom sojuszu po zniszczeniu własnej stolicy? Wyślij najpierw dekret ogłaszając króla i królową wrogami całego kontynentu. Przedstaw nas jako wyzwolicieli, a nie zdobywców Rifhold, a wówczas
pozostali władcy zastanowią się dwa razy, nim sprzymierzą się z Terrasenem. Splądruję miasto, by pokazać twą moc, ale nie pozwolę Żelaznozębnym zamienić go w ruinę.
Król demonów zmrużył złote oczy, pogrążony w zadumie. Manon wiedziała, że jej babka ledwie trzyma nerwy na wodzy, gotowa w każdej chwili wbić jej szpony w policzki, ale nadal siedziała zwrócona do niej plecami. Miasto i mieszkańcy byli jej obojętni, ale zniszczenie Rifthold mogłoby zjednoczyć ich wrogów i odebrać im inicjatywę w działaniach wojennych, a tym samym opóźnić powrót Czarnodziobych na Pustkowia.
Vernon zerknął na nią. W jego oczach widać było strach oraz… wyrachowanie.
– Przywódczyni Skrzydła mowi z sensem, panie – szepnął do Erawana.
Czy Vernon wiedział o czymś, o czym ona nie miała pojęcia?
Erawan przechylił głowę, aż jasne włosy opadły mu na czoło.
– Właśnie dlatego to ty, a nie Iskra Żółtonoga, sprawujesz rangę Przywódczyni Skrzydła, Manon Czarnodzioba.
W sercu wiedźmy obrzydzenie walczyło o lepsze z dumą, ale skinęła głową.
– Jeszcze jedno – rzekł król demonów.
Wiedźma ani drgnęła, a Erawan rozparł się na swoim tronie.
– W centrum Rifthold znajduje się szklany mur. Trudno go nie zauważyć.
Wiedziała o tym doskonale. Wszak siedziała na jego szczycie.
– W mieście trzeba tu i ówdzie narobić szkód, by wzbudzić lęk i pokazać naszą potęgę, ale ów mur masz zniszczyć.
– Dlaczego? – spytała.
Złote oczy skwierczały niczym rozżarzone węgielki.
– Ponieważ unicestwienie symbolu odbiera ludziom ducha walki rownie skutecznie jak rozlew krwi.
Ten szklany mur był dowodem potęgi Aelin Galathynius, pomnikiem jej litości oraz dobrego serca. Manon wytrzymała spojrzenie króla demonów jeszcze przez chwilę, a potem skinęła głową.
Erawan bez słowa wskazał jej drzwi, a sam odwrócił się w stronę Vernona. Wiedźma zaś wyszła
z komnaty i dopiero na korytarzu uświadomiła sobie, że powinna była pozostać w środku, aby chronić Matronę.

* * *

Żadna z wiedźm Trzynastki nie odważyła się odezwać choć słowem podczas siodłania wywern
i nie odezwała się i potem, dopóki oddział nie wylądował w ich osobistej zbrojowni w obozie ciągnącym się u stop twierdzy. Dwa wybrane przez Manon sabaty eskortowe – oba obsadzone przez Czarnodziobe
– wzbiły się w powietrze i znikły wśrod dymów otaczających Morath, kierując się ku własnym zbrojowniom.
„Doskonale” – pomyślała wiedźma.
Stojąc w błocie doliny, w samym środku labiryntu namiotów i kuźni, Manon zwróciła się do podkomendnych:
– Wylatujemy za pół godziny.
Kowale i dozorcy spieszyli ze wszystkich stron, by nałożyć pancerze na spętane łańcuchami wywerny. Musieli wykazać się sprytem i szybkością, w przeciwnym razie groziła im śmierć w straszliwych szczękach potworów. Błękitna niczym niebo klacz Asterin mierzyła już badawczym spojrzeniem najbliższego człowieka.
Manon ciekawiło, czy udałoby się jej go pochwycić, ale zamiast tego kontynuowała przemowę:
– Jeśli dopisze nam szczęście, przybędziemy na miejsce przed Iskrą i nadamy odpowiedni bieg wydarzeniom w mieście. Jeśli będziemy miały pecha, odszukamy ją i jej sabat, a potem powstrzymamy rzeź. Księcia zostawcie mnie. – Nie odważyła się spojrzeć na Asterin przy tych słowach. – Nie mam wątpliwości, że Żółtonogie będą chciały jego głowy. Powstrzymajcie każdą, która ośmieli się po nią sięgnąć.
Być może będzie więc trzeba zgładzić samą Iskrę. Przecież podczas bitew dochodziło do najróżniejszych wypadków.
Wiedźmy Trzynastki pochyliły głowy, przyjmując wytyczne. Manon zerknęła przez ramię na zbrojownię mieszczącą się w przybrudzonych namiotach.
– Szykować pełne pancerze – rozkazała, a potem uśmiechnęła się krzywo. – Przecież na wielkie wejście trzeba przywdziać to, co mamy najlepszego.
Odpowiedziało jej dwanaście identycznych uśmiechów, po czym wiedźmy rozeszły się. Każda z nich skierowała się ku stołom i manekinom, na których wisiały ich zbroje, starannie, drobiazgowo przygotowywane od miesięcy.
Manon, która złapała Ghislaine za ramię, towarzyszyła jedynie Asterin.
– Powiedz nam, co wiesz o Erawanie – szepnęła do ostrzyżonej na krótko podwładnej. Jej głos niemalże utonął wśrod ryku wierzchowców i łoskotu dobiegającego z kuźni. – Tylko zwięźle – dodała, gdy pobladła nieco Ghislaine otworzyła już usta.
Uczona wojowniczka przełknęła ślinę, pokiwała głową i wyrecytowała cicho, tak by usłyszały ją jedynie Manon i Asterin:
– To jeden z trzech krolów Valgów, który najechał na nasz świat u zarania dziejów. Pozostali dwaj zostali zabici bądź odesłani do swego mrocznego wymiaru, a on pozostał tu, na czele niewielkiej armii. Pokonany przez Maeve i Brannona, umknął na ten kontynent i przez tysiąc lat w tajemnicy odbudowywał swe siły, gdzieś głęboko pod Białymi Kłami. Gdy zauważył, że ogień króla Brannona zaczyna się wypalać,
uznał, że jest gotowy do działania, i ruszył do ataku, aby zawładnąć kontynentem. Wedle legendy został pokonany przez córkę Brannona i jej ludzkiego towarzysza.
– Wygląda na to, że legenda się myli – parsknęła Asterin.
– Przygotuj się. – Manon wypuściła ramię Ghislaine. – I powiedz o wszystkim reszcie, gdy będziesz mogła.
Wiedźma ukłoniła się i odeszła do arsenału, a Manon zigno rowała badawcze spojrzenie Asterin. To nie był najlepszy czas na rozmowę.
Zastała niemego kowala w tej samej kuźni co zawsze. Po jego brudnym od sadzy czole spływał pot, ale gdy odsuwał brezent, zasłaniający stół pokryty elementami zbroi, w jego oczach widać było spokój. Pancerz z ciemnego metalu był wypolerowany i gotów do użycia. Manon przesunęła palcem po nachodzących na siebie łuskach przypominających te wywernie, a potem uniosła rękawicę, idealnie pasującą na jej dłoń.
– Przepiękna – oznajmiła.
Zbroja budziła przerażenie, ale w istocie była piękna. Wiedźma zastanawiała się, dlaczego kowal włożył tyle wysiłku w jej wykonanie, skoro wiedział, że będzie ją nosić podczas mordowania jego rodaków. Rumiana twarz mężczyzny nie zdradzała jednak żadnych emocji. Manon zrzuciła czerwony płaszcz i zaczęła zakładać po kolei elementy zbroi. Miała wrażenie, że dopasowują się do niej niczym druga skóra, elastyczne tam, gdzie należy, twarde i nieugięte w innych miejscach.
Gdy przywdziała całość, kowal obejrzał ją uważnie i skinął głową, a potem sięgnął po coś ukrytego pod stołem. Przez ułamek sekundy Manon wpatrywała się z zaskoczeniem w hełm zwieńczony koroną.
Został wykuty z tego samego ciemnego metalu. Przyłbica zasłaniała nos oraz czoło, ale kończyła się nad ustami, by nie blokować żelaznych kłów wiedźmy. Sześć fleuronów sterczało ku górze niczym ostrza małych mieczy.
Hełm zdobywczyni. Hełm demona.
Manon czuła na sobie wzrok wiedźm Trzynastki, w pełni uzbrojonych, gdy odrzuciła na plecy warkocz i uniosła hełm nad głowę. Pasował idealnie, a zimny metal chłodził jej rozgrzaną skórę. Choć większość jej twarzy zakryły cienie, doskonale widziała kowala, który skinął jej z aprobatą.
Nie miała pojęcia, dlaczego zawraca sobie tym głowę, ale spojrzała na niego ponownie
i powiedziała:
– Dziękuję.
Jedyną odpowiedzią było kolejne płytkie skinienie.
Manon poderwała się i wyszła z namiotu, rozpędzając służbę i żołnierzy. Dała znać Trzynastce, a sama wskoczyła w siodło Abraxosa, który prężył się dumnie w nowej zbroi. Nawet nie spojrzała na Morath, gdy pomknęła ku szarym niebiosom.

Źródło: informacja prasowa

Ostatnio zmieniany czwartek, 04 maj 2017 12:18