Chore opowiadanie "Seminarium"

Miejsce na "tematy autorskie", w których można zamieszczać własną twórczość. Tutaj inni bywalcy forum mogą komentować prace i udzielać porad.

Moderator: Valuris

Chore opowiadanie "Seminarium"

Postprzez Sroka » czwartek, 22 sty 2015, 19:13

To nie ja, to Wena mnie do tego zmusiła. Opowiadanie złe, brzydkie, niegustowne, w słabym stylu i w ogóle 18+.


Seminarium

Z ulgą przeszedłem do ostatniego slajdu. W tytule widniał wielki napis: "Dziękuję za uwagę", pod nim zaś kłaniała się widowni uśmiechnięta komórka.
- Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze? - zakończyłem.
Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Po krótkiej chwili głos zabrał docent Karwiński:
- Z całym szacunkiem, panie Swaciński, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...
Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia, tnąc na lewo i prawo mieczem naukowej sprawiedliwości.
- ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację kwasu deoksyrybonukleinowego od metylacji histonów?
- Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.
Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.
- Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz znany jest jako dupek żołędny i pierdzistołek?
Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
- Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to miało do cholery znaczyć? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? Pan obraża naukową dyskusję!
- Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. Jeśli zaś pana ciekawi, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA, odpowiadam: najwyraźniej ma pan metylowane DNA w miejscu odpowiadającym za długość wała, przez co jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:
- Brawo profesor Bujewicz!
- Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Karwińskiego!
- Wypierdolić!
Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
- Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-chujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ciupcianiu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
- Chyba pana stary, docencie. Panie Swaciński, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.
Ludzie zebrani w audytorium śmiali się na całego. Surrealizm tej sceny był nieogarnialny dla mojego umysłu. Karwiński został skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.
- Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować, a następnie zamerdać języczkiem, aby posmakować jak smakuje pana własne zdanie.
Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
- Panie Sfiuciński! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?
- Co? - odparłem odruchowo. Błąd.
- Chujów sto!
Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.
- W pana dupie, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!
Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
- Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
- Chuj ci na imię! Kurwiński, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! - skandowali.
Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił usta rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?
- Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?
Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą. Profesor Bujewicz dopalił cygaro i pokiwał głową z uznaniem.
Avatar użytkownika
Sroka
Kompan Zbója Twardokęska
Kompan Zbója Twardokęska
 
Posty: 286
Dołączył(a): czwartek, 30 sie 2012, 00:17

Re: Chore opowiadanie "Seminarium"

Postprzez Sveniu » piątek, 23 sty 2015, 05:15

Muszę przyznać, że gubię się w tym całym naukowym żargonie.
Zapewne ludzie bardziej obeznani z terminologią biologiczną będą w stanie docenić naukowe dyskusje, sam niestety straciłem wątek już przy "pierdzistołku". Rozumiem, że w środowisku naukowym tego typu specjalistyczna nomenklatura jest stosowana na codzień, niestety - i pewnie, Sroka, tego już nie dostrzegasz - to zbyt złożone, zbyt suche, zbyt nasycone akademickimi wywodami, fachowymi pojęciami i argumentacją opierającą się na wąskiej, specjalistycznej wiedzy, aby dotarło do masowego odbiorcy.
Doceniam wysiłek i dociera do mnie, że powodem niezrozumiałości tekstu jest zapewne moja ignorancja w temacie mikrobiologii. (Trzy centymetry?) Tym niemniej - nadmiar naukowego języka nie służy beletrystyce.
Dziękuję.
Avatar użytkownika
Sveniu
Hermetyk Uniwersytetu
Hermetyk Uniwersytetu
 
Posty: 623
Dołączył(a): środa, 20 maja 2009, 19:46

Re: Chore opowiadanie "Seminarium"

Postprzez Filemon » piątek, 2 paź 2015, 22:32

A ja przeczytałem całe, i choć to pierwszy mój tu komentarz, to powiem, że zajebiste. Napisane dobrym, lekkim stylem, terminologia nie ma właściwie większego znaczenia, bo nie o to tutaj chodzi. Przede wszystkim zabawne, może to nie jakiś wyrafinowany humor, ale mnie osobiście rozbawiło to dziełko. Może i złe i niegustowne, ale raczej w pozytywnym kontekście.
Filemon
Wagabunda
Wagabunda
 
Posty: 1
Dołączył(a): piątek, 2 paź 2015, 20:26

Re: Chore opowiadanie "Seminarium"

Postprzez Zireael » sobota, 13 lut 2016, 15:50

Podoba mi się! Nie wiem czy dlatego, że jako studentka biologii poruszam się w takiej terminologii na co dzień, czy dlatego, że jest po prostu napisane przyjemnym stylem. Trochę kojarzy mi się z Mrożkiem, przez ten absurd, brzmi też jak sen studena kilka godzin przed ważnym zaliczeniem :D
Zireael
Wagabunda
Wagabunda
 
Posty: 2
Dołączył(a): sobota, 13 lut 2016, 11:27

Re: Chore opowiadanie "Seminarium"

Postprzez Ulredo » sobota, 13 lut 2016, 16:53

Napisał bym, że dobre/ciekawe krótkie opowiadanko.. jednak odpowiem jednym słowem : " ZAJEBIŚCIE". Dziękuję dobranoc :lol:
Avatar użytkownika
Ulredo
Wagabunda
Wagabunda
 
Posty: 11
Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2016, 14:21

Re: Chore opowiadanie "Seminarium"

Postprzez Sroka » piątek, 18 maja 2018, 22:50

Heh. Właśnie przerobiłem swoje stare opowiadanie na pastę i teraz cieszy się popularnością. Pasta - to jest gatunek literacki, który mi cholernie odpowiada.
Avatar użytkownika
Sroka
Kompan Zbója Twardokęska
Kompan Zbója Twardokęska
 
Posty: 286
Dołączył(a): czwartek, 30 sie 2012, 00:17


Powrót do Kącik twórców



cron