Write on wtorek, 23 luty 2010 Dział: Archiwum

W 2010 czeka nas kilka filmów na które niewątpliwie warto się wybrać do kina. Choćby z czystej ciekawości, co to z tego wszystkiego wyszło. Mam nadzieję, że kilka informacji zachęci Was do odwiedzenia kina i zweryfikowania moich obaw i nadziei...

Write on czwartek, 18 luty 2010 Dział: Opowiadania
Tragiczna Komedia w Jednym Akcie, czyli:

„Upadek Idei”


Występują:
Prof. Bączyński
Piekielny Piotruś
Serafin
Sylwester
Szewczyk Dratewka
Baran - należał do reżysera i trzeba było go gdzieś obsadzić
Książę
Skryba
Idea
Write on czwartek, 18 luty 2010 Dział: Opowiadania
Don't disturb this noisy silence
Talking softly in my dreams

(Chronique, This Noisy Silence)

- Mistrzu, kiedy w końcu staniemy?
- ...
- Mistrzu, pytałem się, kiedy zarządzisz odpoczynek?
- ...
- Mistrzu!
- Tak, chłopcze? - Starzec obrócił się do młodzieńca. - Nie usłyszałem, co mówiłeś? - spytał uprzejmie, zerkając nań spod okularów.
Write on środa, 17 luty 2010 Dział: Opowiadania

O błądzeniu koniecznym



Miska z czosnkiem gotowa? Nanizaj trochę ząbków na sznurek i zawieś je nad drzwiami, a niemili goście nie pojawią się między nami... Już, już. To naprawdę działa. Jeśli się przychodzi tylko z zamiarem prawienia złośliwości, ostra czosnkowa woń zniechęca. Gdyby przeciwnie, miał kto jaki interes do Leśnej Wiedźmy, wnidzie pomimo. Zawieszone? Znakomicie. Zmiażdż dwa ząbki, resztę odstaw i wracaj do mnie.

Write on wtorek, 16 luty 2010 Dział: Opowiadania
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo upalny. Z nieba lał się żar, który trudno było znieść. Pomimo silnego wiatru przesypującego piasek z miejsca na miejsce, odnosiło się wrażenie, że tylko w piekle może być goręcej.
Po mieście została zaledwie jedna ulica. Wyglądała jak rzeka płynąca wewnątrz wąwozu rozsypujących się budynków. Huk wystrzałów przerwał ciszę, którą natura wpisała w specyfikę pustyni. Z prawej strony ulicy pochowani partyzanci ostrzeliwali siły Stanów Zjednoczonych próbujące opanować ruiny miasta.
- Simmons weź czterech i ruszamy na drugą stronę, reszta ogień zaporowy! – Wrzasnął wysoki, czarnoskóry mężczyzna kryjący się za rogiem jednego z budynków. Żołnierze za jego plecami zareagowali natychmiast.
- Jankowski, Miles, Johnson i Niedźwiedź ruszamy z majorem! Reszta – słyszeli.
Simmons i rzeczona czwórka z dużym, dobrze zbudowanym Latynosem na czele, dobiegła do dowódcy. Na jego znak pozostali zaczęli ostrzeliwać budynki po drugiej stronie ulicy.
- Teraz! Biegiem! – Krzyczał major. Żołnierze wybiegli. Ostrzał wroga znacznie osłabł. Powinno pójść z górki. Nagle pod stopami Jankowskiego coś zazgrzytało. Wybuch miny przeciwczołgowej rozrzucił grupę uderzeniową po całej ulicy. Major biegł pierwszy, więc jako jedyny przeżył. Niestety eksplozja dosłownie ścięła go z nóg. Wnętrzności i kończyny pozostałych wystrzeliły razem z kurzem niczym woda z fontanny. Krew zbryzgała ściany budynków po obu stronach ulicy.
-Konstruktor tej miny raczej nie dostanie pokojowej nagrody Nobla. – wycedził mały chłopiec stojący na ulicy. Nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
Miał jakieś dwanaście, może trzynaście lat. Krótkie, złote włosy nawet przez moment nie pokryły się odrobiną kurzu. Tak samo zresztą jak nienagannie uprasowany, śnieżnobiały garnitur.
Write on poniedziałek, 15 luty 2010 Dział: Opowiadania

 O impulsywności i gorącym sercu


Dziś, Cyrpis, jest dobry dzień na snucie opowieści. Siadaj tu, przy mnie, pomożesz mi obierać czosnek. I opowiem ci o wilku. Wiele ich w życiu widziałaś, ale takiego nigdy, i pewnie nie zobaczysz, bo pochodził z rasy będącej dziś na wymarciu.

Od reszty wilczych ras różni się ona tym, że jej przedstawiciele potrafią przewidywać. Umieją działać, jakby świadomie układając taktykę, niczym leśny generał, tylko bez oddziału piechurów.

Tacy łowcy wolą żyć w pojedynkę, nie wchodzić sobie nawzajem w drogę, bo pomoc watahy raczej nie jest im potrzebna, a towarzystwo mogłoby przeszkadzać. Wadery spotykało się z małymi, wyjątkowo.
Write on niedziela, 14 luty 2010 Dział: Opowiadania

Wybiła północ. Mimo to w domu Rzęsickich nadal wszyscy spali. Nie, to nie było takie całkiem normalne i oczywiste, zdecydowanie było się czemu dziwić. Pozagaszane światła w każdym pomieszczeniu obszernego, umeblowanego w zachodnim stylu domu jednorodzinnego, czyniły tę noc wyjątkową od tygodni. Zwykle o tej porze panował w tym miejscu ruch – mały, bo mały, ale jednak – a także świeciły się żyrandole: przynajmniej w kuchni, a czasem i w salonie. Mrok i sny zostawały na górze, na piętrze, na dole zaś krzątał się pan domu, Czarek. Słychać było wówczas ostrożne kroki w kierunku kuchni, ciche otwarcie drzwi nowiusieńkiej lodówki, odgłos spożywania lodów w wiaderku, a potem coraz mniej dyskretne odgłosy aktywności fizycznej – kolejno: biegu w miejscu, brzuszków, pompek, skoków na skakance i wreszcie drugiej tury truchtania w miejscu, z jednoczesnym boksowaniem niewidzialnego przeciwnika.

Write on sobota, 13 luty 2010 Dział: Opowiadania

 

 Tomik bajek Czarownicy



Książka wygląda jakby była zlepiona z różnych części, przy czym wstęp i spis treści są pisane na papierze dużo bielszym i gładszym od reszty. Rękopis. Oprawa twarda, obleczona ciemną skórą, ma wyżłobiony tytuł z przodu. Tom pachnie mocno i specyficznie, trochę ziołami, trochę starością, trochę spalenizną. Sprawia wrażenie rzadko czytanego.

 

Write on niedziela, 07 luty 2010 Dział: Opowiadania
Wicher uginał drzewa do samej ziemi. Śnieg sypał tak, że nie było widać nic w odległości kilku metrów. Samolot jechał już po pasie startowym. John podniósł się z ziemi. Chwiał się na nogach, ale w tej chwili stanął prosto. Dumnie. Paliwo z baku samolotu ciekło, zostawiając za sobą tłusty ślad. Policjant wyciągnął paczkę papierosów i wziął jednego do ust. Przypalił i zaciągnął się. Zamknął oczy i odetchnął głęboko, zupełnie jakby tytoniowy dym był czymś, do czego tęsknił przez całe lata. Wreszcie spojrzał na unoszący się już samolot. Uśmiechnął się.
Write on czwartek, 04 luty 2010 Dział: Opowiadania
    Dziwi się pan, że siadam razem z panem do stołu? Ależ oczywiście, że się pan dziwi. Wystarczy zielony odcień skóry i szerzej rozstawione oczy, aby już uznać kogoś za podgatunek idealnie nadający się do podawania do stołu. Niech ktoś przyniesie lustro! Pan musi zobaczyć, jak panu zzieleniała twarz, na moje zuchwałe słowa. Teraz możemy porozmawiać jak równy z równym.
    Trzymaj, napij się tego trunku. Bez obaw, nie ma w nim nic podejrzanego i radzę nie podnosić się ze swego siedzenia. Twojego brata nie ma, nie poskarżysz się na bezczelnego sługę. Trzeba było siedzieć w domu, gdy pisaliśmy o jego rzekomej chorobie. Ty jednak nic nie rozumiesz…