11 Paź Lutecja – Nicolas Sato

Napisane przez Dział: Recenzje Komentarze DISQUS_COMMENTS

1 start

Wydawnictwo Lacerta w trzecim kwartale roku wydało najbardziej atrakcyjną wizualnie grę w swym portfolio i wcale nie oznacza to, że dotychczas nie miało się, czym w kwestiach graficznych poszczycić, ale „Lutecja” Nicolasa Sato to po prostu miód dla oczu. Sama partia z kolei to typowa gra licytacji i blefu, gdzie matematyczny zmysł i odpowiednia taktyka stanowią znakomitą drogę do zwycięstwa, a ta – nawet przy sprawdzonej kalkulacji – wcale nie jest taka prosta do osiągnięcia.

Jak się okazuje przeciwnik, mimo że pozornie posiada mniej intratne karty w swym koncie stołu, może przegonić resztę o ile wszystko dobrze przemyśli i sprytnie zaplanuje. Sytuacje tego typu o dziwo występują bardzo często, a zbierani przez nas osadnicy tytułowej Lutecji bodaj przyniosą nam przewagę, lecz czasem korzystniej będzie postawić na rzymskie wpływy, ponieważ to gra o stołek senatora – nim zaś zostanie osoba najbardziej wpływowa w Galii oraz przychylna w oczach imperatora Augusta. Obstawianie więc w jednym typie dziedzin nie zawsze okaże się rentowne w ostatecznym rozrachunku.

Gra polega bowiem na wykupowaniu dwóch rodzajów kart – postaci i miejsc – z targowiska, używając do tego niejawnej licytacji (każdy z graczów otrzymuje karty akcji i dochodów, te pierwsze pozwalają wskazać, co będzie chciał licytować, druga to uzyskanie trzech żetonów sestercji – można zagrać tylko dwie karty w dowolnej kombinacji). Gracze posługują się walutą (sestercjami), aby honorować transakcje oraz nadać swoim – zakrytym kartom, symbolizującym wybraną z środka stołu (targowiska) – wyższą wartość (o jedną za jedną sestercje na konkretnej karcie licytacji) niż przeciwnika, który mógłby ewentualnie chcieć tę samą postać bądź miejsce. W taki sposób, do końca nie wiedząc, kto, co licytuje, gracze mogą podnosić za sprawą waluty wartość swej licytacji. Gdy ktoś w taki sposób wygra otrzymuje karty, z kolei pozostali otrzymują po jednej sestercji z puli wspólnej. W przypadku remisu konkretna karta (bohatera czy lokacji) zostaje odrzucona z gry. Gra toczy się dopóki jeden ze stosów nie zostanie wyczerpany. Wygra ten, kto zgromadzi większą ilość punktów, płynących z przewagi zawodów, rodzajów kart, spełnionych wymogów, posiadanych sestercji, legionistów bądź budynków z wpływami rzymskimi – trzeba więc wszystko zestroić ze sobą w taki sposób, żeby nie dać współgraczom możliwości zyskania dominacji w danej dziedzinie.

2

Wszystko wydaje się niezwykle proste i przejrzyste – i nie da się ukryć, że rozgrywka trwa dynamicznie i zajmuje dosłownie chwilę (trwa dłużej z wejściem do gry każdego nowego gracza), zaś zrozumienie reguł też nie trwa przesadnie długo, wyjaśnienie innym z kolei nie sprawia problemów. Jednak w instrukcji są pewne niejasności, które początkowo mogą wprowadzić w lekkie zakłopotanie, lecz powtórna lektura oraz zapoznanie się z objaśnieniami pozwala dokładnie przyswoić zasady i ich zastosowanie.

Przygotowanie do rozgrywki, rozłożenie komponentów wedle schematu (miejsca i postacie w osobnych rzędach) oraz rozdanie początkowych kart i startowych sestercji – całość nie powinna trwać dłużej niż trzy minuty. Mimo że rozłożenie wszystkiego zajmuje nieco obszaru na stole, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zabrać pudełko na spotkanie towarzyskie bądź wypad do pubu. W tym aspekcie pojawia się także element skalowalności, bowiem gra dla dwóch czy trzech osób to po trzy karty miejsc i postaci w odpowiednich rzędach, z czwartym graczem wkracza po jednej karcie, taka sama zasada w pięcioosobowej rozgrywce. Gra dla trzech i pięciu osób wydaje się najtrudniejsza i często licytacje są zażarte, właściwie tylko dwuosobowa partia sprawia, że obszary graczów się sukcesywnie powiększają.

3

Jako że to gra w stylu niemieckim, losowość ograniczona została do minimum i przejawia się w przetasowanych taliach miejsc i postaci, poza tym na wszelakie aspekty „Lutecji” gracze mająwpływ. Stwarza to swego rodzaju poczucie kontrolowania sytuacji, odnosi się wówczas wrażenie niskiego poziomu nieprzewidywanych zdarzeń czy utrudnień, dlatego też grający prędzej przekona się do tytułu i zaangażuje w rozgrywkę. Szczególnie, że nie czeka na niego zmierzenie się z negatywną interakcją, która co prawda zachęca, ale czasem pozostawia po sobie nieprzyjemny posmak.

4

Wykonanie to element wyróżniający „Lutecję” na tle podobnych gier w temacie. Twórcy sięgnęli do starożytnej Galii i czasu opanowania terenów przez Rzymian, wykorzystując nie tylko podłoże tematyczne tego okresu, które zgrabnie udało się podporządkować mechanice; ale i estetykę znaną z serii komiksów o Asteriksie oraz późniejszych filmowo-kreskówkowych inkarnacji. Plastyczna, gładka kreska i bujna kolorystyka w zestawieniu z wesołymi, sympatycznymi modelami bohaterów oraz miejsc z charakterystycznymi cechami (od razu dopasowującym budynek czy lokację do rzeczywistej funkcji) – niektórym zapewne wiele postaci skojarzą się z tym, co widział w Asteriksie i takie spostrzeżenia nie będą chybione, bowiem ilustrator, Biboun, czerpał garściami z kultowego dzieła. Wyszło to na plus całości. Jakość komponentów również nie rodzi zastrzeżeń – są odpowiednio wytrzymałe, kształtne i uszlachetnione, niemałe wrażenie robi poręczne, choć masywne pudełko z grą imitujące małą skrzynkę.

5

Warto więc bliżej przyjrzeć się „Lutecji” Nicolasa Sato nie tylko ze względu na ciekawą, nietoksyczną rozgrywkę oraz prostotę i szybkie przyswajanie zasad, ale także mobilność i piękną szatę graficzną, która z pewnością ucieszy fanów popijających magiczny napój Gallów (szczególnie, że podobieństw w pudełku niemało). Gry w grze też nie brakuje, możliwość blefu i pewne quasi-hazardowe ryzyko sprawia, że wciągnięcie się w partię to kwestia minut, a powracanie do tytułu chyba dla nikogo nie okaże się torturą.

6

Więcej w tej kategorii: « AuZtralia – Martin Wallace