Darkness II (recenzja)
The Darkness 2 to następca gry opartej na komiksie stworzonym przez m.in. Marca Silvestri. Kontynuuje wątek znany z pierwszej części. Tym razem jednak główny bohater, Jackie Estacado, nie jest już zwykłym „cynglem” mafijnego rodu Franchetti, ale jego szefem. Jackie po tym, jak odkrył w sobie Ciemność – bliżej nieokreślony zły byt, który jest w jego rodzinie od kilku pokoleń – stara się ją kontrolować i ograniczać. Sztuka ta udaje mu się przez dwa lata, ale w końcu podczas prawie udanego zamachu zmuszony jest ratować swoje życie i uwalnia jej moce ponownie. Tutaj na arenę wchodzimy my: musimy dowiedzieć się kto próbował zabić naszego bohatera, a przy okazji uratować świat i duszę zmarłej dwa lata wcześniej kobiety Estacado.
Nie tylko Cthulhu ma macki, mam i ja.
Mass Effect 3 (recenzja)
Trylogia dobiegła końca. Jedna z najlepszych gier action RPG ostatnich 10 lat – „Mass Effect”, ponownie zagościła na naszych dyskach, a cel w trzeciej części przygód Johna Shepharda był jeden: ratunek Ziemi.
Zacznę od refleksji. Mając za sobą pierwszą, drugą i trzecią część „Mass Effect”, wcielając się trzykrotnie w Johna Shepharda i zgłębiając fantastyczny scenariusz gry przygotowany przez BioWare, pod koniec zaczął ogarniać mnie smutek. Fabularne rozłożenie wszystkich wątków na trzy części, rozwój bohaterów i w końcu niesamowite zakończenie wykonane zostało w iście Hollywoodzkim stylu. Dlatego szkoda, że obecnie powstaje tak mało seriali dziejących się w kosmosie, które mogłyby opowiadać tak świetną historię, jaką wymyślili scenarzyści BioWare. Trzy części „Mass Effect” mogłyby funkcjonować jako scenariusze do trzech sezonów produkcji np. stacji Syfy.
Star Wars: The Old Republic (recenzja)
"Star Wars: The Old Republic", gra MMORPG już od jakiegoś czasu jest dostępna na rynku. Po kilku tygodniach grania i wgryzieniu się w rozgrywkę przyszedł czas na dogłębną analizę tytułu, który pozwala graczom przeżyć własną przygodę w świecie "Gwiezdnych Wojen".
Nie jest to pierwsza próba stworzenia gry z gatunku MMORPG w świecie "Gwiezdnych Wojen". Mieliśmy już "Star Wars: Galaxies", które przez złe decyzje Sony ostatecznie upadło i dla fanów uniwersum nie było alternatywy. Oczywiście są inne tytuły MMORPG, które przyciągają przed ekrany - sam miałem styczność z "Age of Conan", "Lineage II", "Guild Wars" czy oczywiście najpopularniejszym "World of Warcraft". Patrząc ogólnie na "Star Wars: The Old Republic" twórcy zaczerpnęli z tych tytułów to, co najlepsze, dodając od siebie jeszcze więcej, a wszystko wymieszano z odczuwalnym klimatem gry "Knights of the Old Republic".
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...
Władca Pierścieni: Wojna na Północy [PC] (recenzja)
Trylogia Tolkiena nie miała szczęścia do adaptacji w formie gier komputerowych. Poza niezłą serią RTS-ów Bitwa o Śródziemie pozycje sygnowane marką Władca Pierścieni były nudnawe, boleśnie wtórne w stosunku do filmu i pełniły bardziej role cyfrowego odpowiednika kubeczka z Legolasem niż rzeczywistych gier. Szansę, by odmienić sytuację, ma studio Snowblind ze swoim tytułem Władca Pierścieni: Wojna na Północy, reklamowanym jako brutalna, bardziej wymagająca gra dla starszych odbiorców. Niestety, wciąż nie jest to RPG z prawdziwego zdarzenia (dlaczego nikt jeszcze nie odważył się takiego zrobić?), a naszpikowany walką action RPG. Co zatem tym razem oddano w ręce graczy?
Niewątpliwą zaletą Wojny na Północy jest zrezygnowanie ze zmuszania graczy, by odtwarzali po raz n-ty wydarzenia zawarte w filmie Jacksona. Zamiast tego przygotowano całkiem nową historię opartą na wątku, o którym we Władcy ledwie napomknięto: o walkach toczących się na północy Śródziemia. Nie będziemy więc kolejny raz przedzierać się przez wrogie zastępy w drodze do Mordoru, ale zamiast tego postaramy się, aby Nieprzyjaciel miał w rejonie Gór Szarych i Mrocznej Puszczy pełne ręce roboty tak, żeby Frodo i przyjaciele mogli nieco bezpieczniej dotrzeć do celu. Oczywiście taka fabuła byłaby pewnie zbyt mało motywująca dla większości graczy (kto chce robić li i jedynie za wsparcie?), więc twórcy postawili na naszej drodze Nieco Mniejsze Zło w osobie Agandaûra, Czarnego Númenorejczyka, prawej ręki Saurona. Jego podłe knowania zagrażają wszystkim wolnym ludom, zatem oczywiście będziemy musieli je pokrzyżować. Fabuła nie jest może szczególnie porywająca, ale solidna i nie zmusza nas do oddania mózgu do depozytu, co stanowi oczywistą zaletę.
King's Bounty: Nowe Światy [PC] (recenzja)
Dominik Korycki zrecenzował dla nas King's Bounty: Nowe Światy.
Jeśli nie mieliście styczności z serią King’s Bounty, to warto poznać ją bliżej, chociażby przez zagranie w demo. W skład Nowych Światów wchodzi pięć elementów takich jak: KB: Wojownicza Księżniczka (czyli kontynuacja KB: Legendy), przygody rozbudowane o nowy wątek, dwie miniopowieści oraz edytor. Można się zastanowić nad sensem zakupu tej gry, gdyż znowu dostajemy podstawową wersję (KB: Wojownicza Księżniczka), do której dołożone są malutkie dodatki, a jeśli mamy już podstawkę, same dodatki możemy dokupić za mniejszą cenę.
Zacznijmy do początku, czyli rozszerzenia do Wojowniczej Księżniczki zatytułowanego Marsz Orków. W kwestii fabuły to klasyczna powtórka z rozrywki: księżniczka Amelia wyrusza na poszukiwanie rycerza, który uratuje królestwo Endorii przed Baalem. Rozgrywka ma oczywiście postać znaną z KB: Legenda (albo z Heroes of Might and Magic), czyli przemierzanie świata, turowa walka z przeciwnikami i rozwijanie naszego bohatera. W Marszu Orków dostajemy nowe questy, nowe jednostki, budynki, zaklęcia i przedmioty; wszystko to przedłuża rozgrywkę, ale wybór odpowiedniej strategii wciąż należy do nas. Oczywiście możemy próbować wygrywać potyczki liczebnością wojsk lub za pomocą rozszerzonego arsenału czarów, choć często bardzo skuteczne okazuje się znalezienie złotego środka między tymi metodami. Nie zapominajmy także, że oddano nam do dyspozycji smoczego przyjaciela, którego umiejętności również da się rozwijać, a raz na turę za punkty może pomóc ubić parę jednostek wroga lub przywlecze jajo większe od siebie, z którego wykluwają się wojska.
L.A. Noire [PC] (recenzja)
Seriale telewizyjne i gry komputerowe. Teoretycznie dwa odległe światy, ale gdy już się wzajemnie przenikają, wychodzą z tego bardzo dobre produkcje. Przykładem może być recenzowane przez nas L.A. Noire w wersji na PC.
L.A. Noire była jedną z ciekawszych, bardzo oryginalnych produkcji na konsole. Wydana została w maju 2011 roku i zebrała świetne oceny. Nie inaczej jest z wersją PC, która co prawda zanotowała półroczne opóźnienie, ale nie wybrzydzajmy – lepsze to, niż gdyby nowa produkcja Rockstar Games stała się wyłącznym exclusivem na konsole. Dlaczego już na samym początku wspominałem, że to serialowa gra? Styl rozgrywki i bohaterowie w których się wcielamy sprawiają, że L.A Noire to niczym CSI: Kryminalne Zagadki Los Angeles umiejscowione w latach 40. XX wieku.
Disciples III (recenzja)
Trochę przyszło nam poczekać na trzecią część Apostołów. Inny producent, nowe technologie, sporo zmian — czy to wszystko wyszło serii i grze na dobre?
Studio Akella, twórca Apostołów, przenosi nas w trójwymiarowy świat, w którym przyjdzie nam dowodzić armiami trzech różnych nacji: Imperium, Legionu Potępionych oraz Elfiego Przymierza. Każda z nich ma własną kampanię, których fabuły rozgrywane w kolejności zaplanowanej przez twórców tworzą spójną całość. I tutaj od razu powiem, że tak nudnej, sztampowej i oklepanej historii dawno nie widziałem. Wiadomo, strategia nie musi posiadać rozbudowanej fabuły, ale w tych opartych na motywach fantasy jest to bardzo ważny czynnik — kiedy już rozbudujemy miasto na maksa i rozwiniemy jednostki, nie pozostaje nam nic innego niż śledzenie wątku fabularnego. Ten niestety pozostawia wiele do życzenia. Poczynając od płaskich jak kartka papieru postaci, a na praktycznie całkowitej przewidywalności kończąc; nie ma w nim nic, co mogłoby zainteresować gracza. Gdyby tchnięto w niego choć trochę polotu, znacznie urozmaiciłby grę i sprawił, że jej ukończenie nie byłoby okupione setką ziewnięć.
Aliens vs Predator (recenzja)
HUNTER
Wyobraź sobie, że wyruszasz na łowy. Daleko od domu, na planecie, którą porasta dżungla, ludzie odkryli wylęgarnię waszej najlepszej zwierzyny i ściągnęli na siebie uwagę twoich braci. To będzie twoja pierwsza wyprawa i już nie możesz doczekać się spotkania. Jesteś gotowy.
Wszystko, czego się uczyłeś, doprowadziło cię właśnie do tej chwili. Postępujesz metodycznie i spokojnie: badasz teren, przybliżasz i oddalasz widok dzięki zamontowanej w hełmie kamerze. Termowizja wskazuje ci ciepłokrwistą zwierzynę, a tryb wizji obcego ujawnia węże. Podkradasz się. Kamuflaż czyni cię niewidzialnym dla ludzkiego oka, lecz węże posługują się węchem i nie oszukasz ich tą sztuczką. Jednak ciągłe maskowanie się byłoby niehonorowe i wypacza ideę łowów; ty wyszukujesz dogodne miejsce na zasadzkę. Znajdujesz ustronny zakątek lub wskakujesz na wyżej położony punkt, skąd wygodnie będzie zaatakować. Możesz też rozmieścić w okolicy miny... lecz nie każda ofiara jest tego warta.
The Elder Scrolls V: Skyrim (recenzja)
Z krzykiem i mieczem Skyrime przemierzając
Oczekiwania wobec kolejnej części serii zatytułowanej Skyrim były przeogromne. Gra dzięki olbrzymiemu światu i fantastycznemu klimatowi fantasy w większości je spełniła, stając się jedną z najlepszych gier 2011 roku.
Zawsze ceniłem sobie serię The Elder Scrolls, która oferowała coś wyjątkowego w porównaniu do innych gier z gatunku RPG. Wiele godzin spędzonych nad Morrowindem, trochę mniej przy Oblivionie, sprawiały, że moje oczekiwania wobec Skyrima były ogromne. Czy gra ja spełniła?
Pierwsze wrażenie zawsze jest najważniejsze i Skyrim to potwierdza. Początkowe minuty gry to zauroczenie wspaniałym klimatem fantasy i pięknem otaczającego świata. Takie rzucenie nas w środek akcji, gdy budzimy się na wozie ze skazańcami dobrze pozwala wczuć się w postać bohatera i poznać początek całej historii. Gdy już z kompanem uciekniemy katowi spod topora i siejącemu zamęt smokowi, rozpoczyna się kompletna swoboda.
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...
W dniach 25-28 listopada 2011 roku odbyły się ostatnie beta testy oczekiwanej gry osadzonej w świecie "Gwiezdnych Wojen" pt. "Star Wars: The Old Republic". Uczestniczyłem w testach i z tej okazji pragnę podzielić się ogólnymi wrażeniami i przemyśleniami. Czyżby "World of Warcraft" w końcu miał godną konkurencję?
Jak każdy wielbiciel Gwiezdnej Sagi czekałem na "Star Wars: The Old Republic" z nadzieją, ale i obawą zarazem. W końcu mieliśmy już grę z gatunku MMORPG "Star Wars: Galaxies", która nie była tak dobra, jak wielu z nas by chciało. Na szczęście BioWare to marka, która w gatunku RPG wie co robi i to dało się odczuć w trakcie uczestnictwa w beta testach.







