11 Paź Obóz ninja – Adam E. Daulton (recenzja)

Napisane przez Dział: Planszówki Komentarze DISQUS_COMMENTS

Obóz ninja Adam E. Daulton

Czy kiedykolwiek marzyłeś o tym, aby wniknąć w świat Kung Fu Pandy, przyjąć zwierzęcego awatara i popisać się zdolnościami wschodnich sztuk walki? Karciana gra „Obóz ninja” Adama E. Daultona niejako umożliwia wcielenie się w antropomorficznych wojowników ninja, zmagających się ze sobą na treningowej arenie, w której wszystkie – ustalone regułami – chwyty są dozwolone i albo można utrudnić przeciwnikowi życie, albo samemu jak najszybciej i jak najwięcej i zgarnąć wysoko punktowanych kart.

Wiele osób może mieć obawy, gdy spojrzy na portfolio autora, bowiem Adam E. Daulton na swym koncie póki co nie ma wielkiego doświadczenia w tworzeniu gier, a jakby nie patrzeć, holistycznie projekt został wyłącznie przez niego przygotowany i nie jest wcale czymś małym. Wcześniej sporządził on niewydaną u nas karciankę „Guild of Thieves”, na bazie której poniekąd powstał „Obóz ninja”. I być może dobre przyjęcie pierwszego tytułu sprawiło, że autor postanowił powtórzyć sukces – zdecydowanie, udało mu się, bo gra doczekała się już dwóch minidodatków. Za dobrze wykonane, sympatyczne ilustracje zaś odpowiada Chris Byer – i to jemu należą się oklaski za stworzenie atmosfery do miłej, niezobowiązującej karcianki familijnej.

W standardowym pudełku, wytrzymałym i ozdobionym ciekawą ilustracją z bohaterami, w jakich możemy się wcielić, znaleźć można następująco – klarowną, jasną instrukcję, osiem kart początkowych zdolności (z którymi rozpoczyna każdy gracz – to zestaw po dwie), trzynaście kart Klanów Ninja (czyli postaci z wierzchniej strony opakowania z właściwą sobie zdolnością dodatkową), pięć kart pułapek (-1 punkt) i trzy ściany, następnie pięćdziesiąt sześć kart zdolności (siedem zestawów po osiem kart), a na koniec szesnaście drewnianych ludzików ninja w czterech kolorach, będących swoistymi pionkami dla gracza. Wszystkie komponenty wykonano z dobrej jakości materiału, karty nieszybko będą się ścierać, a i to przy nieuwadze.

Przygotowanie do gry jest banalnie proste, wystarczy wybrać bohatera, wziąć początkowe karty, stworzyć planszę z kart zdolności o wymiarach sześć na osiem w przypadku dwóch graczy, albo siedem na osiem w przypadku trzech, czterech, i rozmieścić trzy ludzki ninja nań, a jeden na swym bohaterze. Ot, cała filozofia. Przebieg zaś polega na tym, że korzystając z kart zdolności poruszamy się w zgodzie z zasadami i wykorzystywaną techniką (np. sprint – bieg po prostej linii do ściany, krańca mapy, przerwy albo karty z innym pionkiem), wówczas bierzemy kartę, na której uprzednio staliśmy i wcielamy ją do swojej ręki (zużytą kartę odkładamy na bok, nie można z niej korzystać). Tak należy grać – pamiętając, że nie wolno poruszać się na ukos, chyba że karta na to zezwala – aż jeden z graczy nie będzie mógł się poruszać, a pozostali dalej rozgrywają do końca możliwych ruchów. Wówczas podlicza się punkty na zebranych kartach.

Bardzo proste zasady i szybka rozgrywka sprawiają, że „Obóz ninja” przypadnie do gustu raczej wszystkim, którzy lubią zabawę z grami bez prądu – bardziej doświadczeni planszomaniacy mogą się przy niej odprężyć, a ci mniej doświadczeni oraz rodzinne grono mogą wspólnie zaczerpnąć trochę przyjemności ze wspólnego, sympatycznego i całkiem zabawnego zajęcia. Dodatkowo dynamiczna rozgrywka, odpowiednia skalowalność i wysoka interakcja sprawiają, że w „Obóz” wcale łatwo się wciągnąć i tak prędko nie znuży, szczególnie, że losowość w budowie planszy praktycznie uniemożliwia powtarzalności planszy. Jednak, nie jest to nic na dłuższą metę i raczej nikt nie spędzi przy niej długich godzin. Niemniej, gra sprawdza się znakomicie pomiędzy złożonymi pozycjami, na chwilę odprężenia i podczas czasu dla rodziny.

„Obóz ninja” więc stanowi dość interesującą alternatywę na niedzielne popołudnie, rodzinny wieczór czy po prostu czas, w którym chciałoby się w coś zagrać, a sama rozgrywka powinna pozostawić po sobie uczucie odprężenia i pobudzić kilka endorfin. Wywarzona losowość, niska złożoność, ale za to wysoka interakcja, humorystyczne triki i sympatyczne zwierzątka, proste zasady i dynamiczny przebieg, powinny podpasować wszystkim, ale częstotliwość i długość rozgrywek to już kwestia odbiorcy (doświadczonego i tego nie do końca, bo ten pierwszy raczej nie będzie czerpać z niej na dłuższą metę takiej radości, jak ten drugi).