23 Maj Dungeon Saga: Grobowiec Króla Krasnoludów - Jake Thornton

Napisane przez Dział: Planszówki Komentarze DISQUS_COMMENTS

IMG 20180513 151420

Ostatnio podobne wrażenia po testowaniu gry miałem przy okazji „Wojowników podziemi” Aureliano Buonfino, Lorenzo Silva oraz Lorenzo Tucci Sorrentino, a to dlatego, że oba te tytuły, „WP” i „Dungeon Saga” Jake’a Thorntona łączą w sobie elementy z różnych rodzajów gier, tworząc nietypowe, hybrydyczne systemy. Jednak to właśnie „DS” prezentuje się jako bardziej imponująca i pozwalająca na większy wpływ uczestników na przebieg rozgrywki.

Z drugiej strony jest to także swego rodzaju problem tytułu. Zaawansowani i doświadczeni z tego typu „planszówkami RPG” gracze z pewnością wykorzystają tę możliwość w pełni, to znakomite narzędzie, które w ramach zasad i systemu oferowanemu przez „Dungeon Saga” pozwala tworzyć unikatową historię, lokację, układ i przebieg rozgrywki (na wyższych poziomach także uzupełniać umiejętności bohaterów – awatarów – i zadania, jakie mają wykonać) – więc warianty, budowane od zera albo od pewnego momentu scenariusze mogą mnożyć się zasadniczo w nieskończoność. Średnio wdrożeni w gry bez prądu nie będą mieć również problemu z modyfikowaniem i uzupełnianiem przebiegu partii, lecz mało zaawansowani bądź początkujący mogą mieć z tym niemały problem i utknąć, wytwarzając liczne błędy, co może spowodować w ich przypadku zniechęcenie albo zmniejszenie regrywalności. Im polecamy korzystanie z proponowanych wprowadzających wariantów gry i rekomendowanych po nich scenariuszy, których kilkukrotne „ogranie” najprawdopodobniej pozwoli na „storybuilding” w ramach tytułu.

IMG 20180513 152637

Pochodzący z Anglii, dokładnie z Nottingham, Jake Thornton to projektant gier z długoletnim doświadczeniem. W branży zabłysnął w połowie lat 80., a jedną z jego pierwszych produkcji była niemała „Battle of the Halji”, chociaż to w ostatniej dekadzie można mówić o najlepszych latach twórczości autora. Na rynku pojawił „Deadzone” (2013), „Dreadball Ultimate” (2013), „Dreadball Xtreme” (2015), a w tym roku jeszcze druga edycja tejże gry. Jednakże – w moim odczuciu – najciekawsze produkcje projektanta pojawiły się w związku ze współpracą z Mantic, dla których tworzył serię gier planszowych (m.in. „Dungeon Saga”). Ponadto angażuje się w mediach społecznościowych omawiając gry, projektowanie oraz wszelakie teorie związane z zagadnieniami planszówek. Nie widzę więc żadnych powodów, aby mieć obawę co do przemyślenia i funkcjonalności recenzowanego tytułu od strony warsztatowej. Co ciekawe, oprócz wersji „Grobowiec Króla Krasnoludów” (org. 2015), za granicą wydano „The Adventurer's Companion” (2015), „The Return of Valandor” (2015), „The Infernal Crypts” (2016), „The Tyrant of Halpi” (2016), „The Warlord of Galahir” (2016), „The Black Fortress” (2017) oraz „The Eye of the Abyss” (2017), czyli wiele samodzielnych rozszerzeń.

Pudełko z grą imituje księgę – odwołanie do klasycznych RPG, gdzie narracyjność w grze jest jednym z ważniejszych elementów, a w „Grobowców Króla Krasnoludów” stanowi połowę sukcesu w odtwarzaniu klimatu (o ile Mistrz Podziemi nie będzie do granic nieudolny) – włożoną w odrobinę zbyt delikatną obwolutę. Samo opakowanie jest solidne i uodpornione na drobne czy średnie przetarcia. W środku znaleźć można instrukcję, przewodnik dla początkujących (super dodatek dla osób rozpoczynających perypetie z grami RPG i planszówkami RPG, także wprawka dla przyszłych Mistrzów Gry), Księga Przygód (z rozbudowanymi scenariuszami i innymi wariantami gry) – wszystkie przejrzyście napisane, dobrze przetłumaczone, chociaż czasem niektóre zasady są mało logicznie rozlokowane, ale po dwukrotnej lekturze większość graczy zrozumie, na czym polega rozgrywka. Oprócz tego wiele elementów klimatycznych – czworo bohaterów, czterech bossów (każdy z nich w innym kształcie), osiemnaście modeli sług, dziesięć plastikowych drzwi, osiemnaście elementów ekspozycji (mogących służyć nie tylko jako dekoracja, jak zresztą wszystko), trzydzieści trzy dwustronne, różnej wielkości segmenty-kafle do tworzenia planszy, pięćdziesiąt klipsów na żetony, karty postaci, kości w dwóch wariantach kolorów (dla bohaterów i sług nekromanty), ponad siedemdziesiąt kart i sto żetonów. Uch… Komponentów niemało, ale po zapoznaniu się z grą nie straszą tak bardzo i ich możliwości szybko stają się czytelne. A wykonanie dobre, jakość plastiku nie najgorsza, zaś graficznie atmosfera lochów nawiedzonych przez nieumarłych zostaje zachowana.

Gra sama w sobie należy do mało złożonych (no, chyba że weteranów planszy poniesie, wówczas ograniczyć mogą jedynie komponenty i wyobraźnia), polega na przebrnięciu bohaterów (ich liczba ustalona jest przez scenariusz – w którą wciela się od jednego do czterech graczy) przez lochy, wykonanie zadania bądź unikanie śmierci, a wszystko ma nielimitowany bądź ograniczony czas (dobrym miernikiem są talie Mistrza Gry – jawne lub nie). W trakcie eksplorowania lochów przeciwko uczestnikom rozgrywki rzucane są zombie, bossowie, czary lub wszystko na raz, a za nimi stoi jeden z grających, wcielający się w postać Mistrza Podziemi, mający rolę narratora i wiedzącego, co w danym momencie rozgrywki się stanie. Ma on za zadanie utrudnianie graczom przebrnięcia przez zbudowany loch za sprawą określonych przez scenariusz możliwości (chyba że sam posłuży się autorskim „storybuilding”). Ważne jest też, aby zachować dwufazowość tury – najpierw ruchy wykonują bohaterowie (ze znaną sobie liczbą pól do przejścia, kości, pancerzem i bonusowej zdolności, atak rozpatrywany jest za pomocą kości), potem sługi nekromanty (podobnie jak wyżej – wszelkie informacje na ten temat znajdują się w kartach postaci), z tym że nekromanta ma także szeroką paletę dodatkowych opcji i kart z dodatkami.

Grywalność cierpi najbardziej w prostych scenariuszach i w grze dwuosobowej, gdzie nie ma elementu kooperacji, bowiem uczestniczy stają naprzeciw siebie w asymetrycznej puli umiejętności (asymetryczność to cecha niezmienna mimo zmian konfiguracji w ilości graczy) – jeden kontra jeden często nuży, a Mistrz Podziemi musi się wówczas starać na opowiadanie tylko dla jednego „słuchacza”. Oczywiście, umiejętny Mistrz Gry potrafi to jakoś zniwelować, ale już trzech graczy biorących udział w zabawie wpływa korzystniej na grywalność tytułu. Niestety, regrywalność „Dungeon Saga” znacznie spada po przegraniu wszystkich scenariuszy, gra się w nie przyjemnie, z czasem są one jednak zbyt dobrze znane i Mistrz Podziemi traci pole popisu, z kolei „storybuilding” także szybko traci popularność, nawet gdy ktoś jest mocno wprawiony w tworzeniu własnych historii. Jednak to przytyk bardziej w stronę tego, że nie wydano u nas innych tytułów z serii, które z pewnością odświeżyły rozgrywkę i na pewno dały możliwość łączenia poszczególnych elementów.

IMG 20180513 152619

Szczęściem, strona najważniejsza w tym tytule – atmosfera RPG – nie szwankuje, zarówno ilość, wykonanie (plastik, guma), kształt ekspozycji lochów, jego mieszkańców oraz płytek, jak i proponowane zarysy tła, motywacji fabularnej, no i duża wszechstronność Mistrza Podziemi sprawiają, że wytwarza się klimat godny miana przygody. Jeżeli z sentymentem wspominasz „Dungeon & Dragons” albo za sprawą maratonu ze „Stranger Things” chcesz zapoznać się z ogrywanym przez bohaterów systemem (podobnym do „DS”, nieidentycznym) – masz ku temu możliwość, ciekawą, ponieważ utrzymaną w duchu klasycznych gier fabularnych. Jak już wspomniałem ograniczeniem jest tylko wyobraźnia i ilość scenariuszy, ale o ile nie będziesz grał w nią co drugi dzień, powinna dostarczyć wiele przyjemności, śmiechu i klimatu przez długi czas.

W zasadzie to na tyle, wyraźnym punktem tytułu jest atmosfera, „storybuilding” i „mapbuilding”, niejednorodni bohaterowie i rozgrywka powyżej dwóch graczy to czysty miód, zaś ograniczona liczba scenariuszy i dość powtarzalne możliwości w tworzeniu tła fabularnego nie powinny się prędko znudzić, chyba że zamierzamy ogrywać „Dungeon Saga” codziennie. Jake Thornton się postarał– stworzył grę co prawda bazującą na klasyce, lecz dającą wiele możliwości i frajdy, a to przecież najbardziej się liczy, no i fakt, że gra ma charakter uniwersalny, powinna przypaść do gustu zaawansowanym graczom oraz dopiero raczkującym planszówkomaniakom.

IMG 20180513 152656