 Wiele się nasłuchałam o duchach opowieści, strasznych historii, nagłych objawień, jeszcze gorszych nawiedzeń, legend o mistycznych lokatorach zamków, piwnic, zajazdów, starych willi. Ludzie nadali tym istotom wiele form: statecznych Białych Dam, pobrzękujących łańcuchami straceńców, wyjących w cierpieniu potępieńców, złośliwych psotników, morderczych katów. Wszystkie tak samo nierealne, naciągane i do siebie podobne. I chociaż sposób ukazania błądzącej duszy w „Światła pochyleniu” nie jest nowatorskim odkryciem, to jednak zaciekawia dodanymi smaczkami i, co pewnie dziwnie zabrzmi, tak żywym przedstawieniem umarłych poniekąd bohaterów.
„Światła pochylenie” to pierwsza powieść Laury Whitcomb, amerykańskiej pisarki. Jej dorobek pisarski może i nie jest duży, ale jak wspomniano na autorskiej stronie, wygrała kilka konkursów. Co ciekawe – autorkę zainspirował wiersz Emily Dickinson – „There’s a certain Slant of light”, po polsku: „Bywa światła Pochylenie”. Przyznaję, że wszystko łączy się dość niezwykle.
Główną postacią powieści jest Helen – duch młodej kobiety, który już od stu trzydziestu lat nawiedza kolejne osoby. Nową i interesującą jest funkcja, którą spełnia – dla swoich gospodarzy staje się swoistą muzą: towarzyszy im w trakcie tworzenia literackich dzieł, podpowiada w chwilach wahania, zachęca do dalszej pracy i podtrzymuje motywację. Żadna z tych osób nie wiedziała o jej istnieniu, ani pomocy im udzielanej. W zamian za to Helen, wciąż trzymając się pozostałych surowych reguł (na przykład nie może oddalić się za bardzo od nawiedzanego człowieka), mogła wciąż korzystać z pożyczonego „życia” i uniknąć własnego, okrutnego piekła.
Sytuacja zmienia się z chwilą, gdy będąc u boku swojego obecnego gospodarza – nauczyciela angielskiego, pana Browna – podczas lekcji, jeden z uczniów wydaje się ją zauważać. To niemożliwe – żaden człowiek do tej pory jej nie widział. Nie spotkała nawet podobnego sobie ducha. Jest jednocześnie przerażona, z obserwatora stała się obserwowaną, oraz zaintrygowana, pierwszy raz od tak długiego czasu może z kimś porozmawiać. Zbliża się więc do chłopca, by odkryć, że jest jej podobnym bytem – zabłąkaną duszą.
Główny wątek powieści koncentruje się na uczuciu pomiędzy dwójką prowadzących postaci, ich stopniowym poznawaniu siebie. Oboje mają za sobą zapomnianą przeszłość, wydarzenia, które nie pozwoliły im zaznać spokoju, grzechy do wybaczenia. I muszą to jakoś przezwyciężyć, by móc spokojnie odejść. Trzymając się razem, wspólnie stawiają czoła dawnemu cierpieniu, pokonują przeszkody i zakochują w sobie.
Powieść pisana jest naprawdę przyjemnym językiem. Nie wciąga on w czytanie bez końca, sprawia jednak, że każda spędzona przy lekturze chwila staje się przyjemnością. Wszystko współgra i choć chciałabym by ciekawiej i głębiej ukazać wnętrze bohaterów, którzy sami w sobie są interesujący, to jednak i to nie przeszkadza. Akcja prowadzona niezbyt szybko nie ślimaczy się też bezlitośnie. Wszystko – opisy, dialogi, prowadzenie historii – ma w sobie odpowiedni rymt, więc nawet się nie zauważa, jak szybko mijają strony.
Książka nie przeraża swoją objętością, jest przyjemna dla oka, czy dotyku. Okładka na samym początku wydała mi się bardzo skromna, jak na fantasy. I choć związek między nią a fabułą pojawia się na samym końcu, przyznaję, że jej dobór jest naprawdę dobry.
Lekka lektura na chwilę – to właśnie to, czym jest „Światła pochylenie”. Czyta się szybko i przyjemnie, czasem się uśmiechnie, ale to raczej typ literatury dla rozrywki, szczególnie dla nastolatków. Nie wszystkim może się spodobać przedstawiony rodzaj historii miłosnej, zapewne głównie żeńska część czytelników będzie dość zadowolona. Jednak polecam spojrzeć i na tę pozycję – nie będzie to tak zmarnowany czas.
Wydawnictwo: Initium Oprawa: miękka Wprowadzono: 22-03-10 ISBN: 978-83-927322-4-2 Stron: 232 Wymiary: 150x215
|
Komentarze