Któż o nim nie słyszał, słów dobrych lub złych, z plotek czy dzięki jego powieściom? Zadebiutował czas dawny temu, pokochano go za
Kłamcę, jakoś się w polskim światku fantastyki umościł. Tym razem zostawia Europę i sięga do historii Ameryki, wojny secesyjnej i na tym opiera kanwę najnowszej powieści
Krzyż Południa. Rozdroża. Czy dobrze zrobił korzystając z takich motywów? Warto się przekonać.
Książka od początku zaskakuje: pierwsza scena przedstawia rozdroże, dwaj żołnierze grających w karty o rzeczy ukrzyżowanego na niedalekim drzewie mężczyzny. Pytania mnożą się w zastraszającym tempie, przybywa ich z rzucanymi bezwiednie imionami czy aluzjami. Gdy już czytelnik ma wybuchnąć z rozpierającej go ciekawości, prolog zostaje brutalnie przerwany, a narrator ucieka z akcją kilka miesięcy wstecz, zaczynając pierwszą część tego tomu –
Bogowie Południa.
Miejsce wciąż to samo – południe XIX-wiecznej Ameryki, wszędzie wokół spokój i plantacje bawełny. Spotykamy tutaj Anglików i Irlandczyków, którzy dzięki cudom nowego świata zdobyli bogactwa i wysoką pozycję w społeczeństwie. Tuż obok nich żyją czarni niewolnicy, tłoczący się w drewnianych chatach, pracujący w nieludzkich warunkach i traktowani równie podle co zwierzęta. W tej części pojawia się kilka ciekawych postaci, np. ojciec głównego bohatera. Jednak najbardziej intrygujący jest Samedi – czarny bóg, wciąż wspominany przez Afrykańczyków w opowiastkach starców. Zobaczymy trochę codzienności plantatorów oraz ich niewolnych, otrzemy się o dawną magię oraz bunt.
A potem znów – cyk – i akcja przenosi się z pól uprawnych na bitewne rozpoczynając część drugą zatytułowaną „Krwiożercze Anioły”. Tutaj trafiamy na żołnierzy – raz Konfederacji, raz Unii. Widzimy ich zmagania z wojną, słuchamy anegdot z dawnych potyczek, odwiedzamy sztabowców przy pracy, czy nawet uczestniczymy w sławnej bitwie pod Gettysburgiem . Snujemy się przez cały przekrój armii: od szeregowców do generałów, od szarych do granatowych mundurów, od anonimowych wojaków do prawdziwych legend.
Tym, co łączy te dwie zupełnie różne i luźno ze sobą związane części, jest postać Jeremiaha Crossa. Jego samego mało widać, rzadko kiedy możemy razem z nim uczestniczyć w historii. Poznajemy go jednak przez opowieści, często wybujałe i mocno podkoloryzowane, towarzyszących mu żołnierzy, świadków zdarzeń z jego udziałem, przekazywane plotki czy broszurę Ashleya Wilkesa. Jawi się w nich upragnionym przez Południe herosem, prawdziwym bogiem wojny, wszechmocnym i nieosiągalnym. I trzeba przyznać, że musi w tym wszystkim być ziarno prawdy, skoro po tylu katastrofach wciąż skurczybyk żyje.
Tym co, oprócz niecodziennego przedstawienia głównego bohatera, w tej książce zachwyca i bawi, to sposób prowadzenia fabuły. Raz jest to zwykła narracja, potem opowieść starca o dawnych czasach Afryki, trafi się wiersz, plotki, żołnierskie opowieści, fragment broszury, czyjeś wspomnienia. Wydaje mi się, że nie lada odwagą i pewnością siebie trzeba się odznaczać, by chcieć przekazać jakąś historię z pozbieranych strzępków, jak wycinki gazet. Przyznaję, pomysł chwycił i nieźle się autorowi udało wszystko połączyć.
Jednak boli w tym rzucanie kolejnymi nowymi postaciami, a potem uśmiercanie ich, czasem ot tak. Miałam wrażenie, że wprowadzani tylko po to, by dołożyć cegiełkę pod portret Crossa, zostali potraktowani co najmniej niesprawiedliwie, zwłaszcza, że część ich wątków wydała mi się nawet warta rozwinięcia.
Na równi zawiodła mnie ilość przedstawionej historii. Po prologu miałam wielki apetyt na coś niezwykłego, zapowiadało się bajecznie. Niestety to, co dostałam, to mało! Rozbudowanie bohatera, intrygująca magia, plus indiańskie wynalazki, trochę akcji – cóż, trzeba będzie pofatygować się po tom drugi, bo głodna jestem rozwinięcia i zakończenia opowieści, skoro poznałam tylko sam wstęp.
Jeśli na koniec dołożyć do tych wszystkich zabiegów język i styl pisania, wychodzi nam przyjemna lektura. Nie pochłania bez pamięci, nie zabiera czasu, nie kradnie snu, jednak umila spędzone z nią chwile i wciąga. Dobrze się zapowiada, mam nadzieję, że drugi tom zwieńczy dzieło i będę mogła czasem pamięcią wrócić do tej opowieści. Mogę szczerze polecić ją na letni wypoczynek.
Podobno autor umieścił mnóstwo smaczków z jego ulubionych filmów traktujących właśnie o wojnie secesyjnej. Jeśli kogoś także fascynują podobne rzeczy, może mieć jeszcze większą frajdę w czasie czytania.
tytuł: Krzyż południa. Rozdroża.
autor: Jakub Ćwiek
wydawca: Bellona, Runa
data: 2010
ISBN13: 9788389595638 
Komentarze