 Nowa powieść Jacka McDevitta Chindi, która ukazała się na rynku polskim w bieżącym roku, jest znana w oryginale od roku 2001. Tytuł ten stanowi część cyklu autorskiego znanego jako Akademia. Akademia opowiada o eksploracji kosmosu w dobrym, starym stylu znanym ze „złotego wieku science fiction”. Chindi jest powieścią o kontakcie. Nie przeciera nowych szlaków w „twardej” SF. Ścieżkami tymi podążali już Arthur C. Clarke (Rama), Larry Niven (Pierścień) czy sławny Carl Sagan. Akcja prowadzona liniowo, z wolną narracją, ale i dbałością o szczegóły naukowe może początkowo zniechęcać brakiem fajerwerków. Jednakże nietuzinkowe postacie barwnie naszkicowane przez Jacka McDevita zachęcają do czytania.
Priscilla Hutchins zwana Hutch to kapitan statku nadświetlnego. Fakt, nie jest kapitanem Ahabem, ale kobietą na rozdrożu, znużoną nieco prowadzonym życiem. Kontynuacja kariery czy może stabilny związek? W sytuacji zagrożenia okazuje się ryzykancką „ostrą żyletą”. Jej towarzysze na statku to szef Fundacji Poszukiwań Obcych Cywilizacji George, milioner nieco zagadkowy i uparty, aktorka Alyx, malarz kosmicznych pejzaży Tor Kirby, przedsiębiorca pogrzebowy Nick, urzędnik Herman i prezenter telewizyjny Pete. Kwintesencja ludzkości na międzygwiezdnym statku, a może amatorzy-farciarze i twarda pani kapitan?
A o co chodzi? Mamy rok 2220 i ludzkość odkryła skoki w nadprzestrzeń, co umożliwia już dalekie podróże. Rzecz jasna, istnieje także możliwość medycznego przedłużania życia ludzkiego — patent Larry’ego Nivena (Pierścień). Poza śladami wymarłych cywilizacji i jedną na niższym poziomie od ziemskiej, Kosmos niczego nie oferuje. Instytucje rządowe nakierowane na badanie kosmosu, takie jak Akademia, znajdują się w nieciekawej sytuacji — polityka i finanse, znamy to. Po odebraniu w pobliżu gwiazdy neutronowej 1107 sztucznego sygnału obcego pochodzenia, pojawia się nadzieja na kontakt i na odbudowę prestiżu Akademii, niestety finanse i zły PR nie pozwalają na to. I wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiają się George Hockelmann i jego Fundacja Poszukiwań Obcych Cywilizacji. Czarterują statek Hutch i przygoda się zaczyna. Tajemnicza sieć obcych nadajników prowadzi ich od jednego układu gwiezdnego do drugiego. Nadzieja pryska, bo to tylko ruiny, monumenty i cienie dawnych cywilizacji oraz takie ludy, które Ziemianie mogliby uczyć. Tak więc skąd owe funkcjonujące sieci?
Wyprawa pochłania kolejne ofiary, a odpowiedź nie nadchodzi aż do czasu znalezienia obcego statku kosmicznego, nazwanego przez Hutch "Chindi", co w języku Indian Nawaho znaczy „duch nocy”. Statek muzeum? Statek kontrolujący sieć przekaźników. Pogoń za owym duchem i próba odpowiedzi na pytanie, czym jest ten dziwny statek, to gros książki. Dla purystów nieznośny będzie wątek odnowionego romansu Tora i Hutch oraz spokojna, wręcz leniwa narracja, która tylko momentami przyspiesza. Zagadka statku pełnego artefaktów i holośladów cywilizacji, które odeszły w niebyt jest intrygująca, a autor nie zamierza odpowiadać jej rozwiązywać, pozostawiając to domyślnym odbiorcom. Poza tym, cykl Akademia począwszy od Bożej Maszynerii wydanej w 1994 roku po Cauldron z roku 2007 nie jest zakończony i myślę, że w końcu dowiemy się, kto na nas patrzy z orbity.
Chindi to powieść, którą można polecić wielbicielom gatunku. Znakomity język wielokrotnie nominowanego do Nebuli oraz zdobywcy tej nagrody Jacka McDevitta zachęca do zapoznania się z przygodami Hutch i jej załogi. Książka nie jest śmieszna ani nie tryska cudownościami, jest niesamowicie realistyczna. To duży dar: pisać ze swadą o zjawiskach fizycznych, które mogą się przydać do np. ratowania czyjegoś życia w ekstremalnych warunkach. Polecam zagadkę „Ducha Nocy” —.zaciekawia i zmusza do przemyśleń. Na takiej SF się wychowałem i miło znaleźć nowych autorów piszących o, teoretycznie, niemożliwym kontakcie.
Warto nadmienić, że w dorobku wydawniczym Solarisu jest to druga książka z cyklu Akademia i jednocześnie druga z Priscillą Hutchins. Pierwsza to Boża klepsydra. Na rynku polskim funkcjonuje jeszcze Boża Maszyneria wydana przez Prószyńskiego i S-kę. Chindi stanowi część trzecią cyklu i mam nadzieję, że nie ostatnią. Tak więc nie żegnam się z Akademią i Chindi… i czekam. Jako post scriptum dodam, że cykl nazwany przez McDevitta Akademią jest także nazywany, nie wiedzieć czemu Bożą Maszynerią. Pozostanę jednak przy pomysłach Autora:)
Autor: Jack McDevitt Tytuł: Chindi Wydawnictwo: Solaris Rok wydania: 2010 Ilość stron: 600 Tytuł oryginału: Chindi ISBN: 978-83-7590-051-4 Cykl: Akademia
|
Komentarze
;D