Recenzje

Napisał Dział: Film

dwajnesamobojcajonson

Filmy z Dwaynem „The Rockiem” Johnsonem przyzwyczaiły widzów do określonego, niezbyt wysokiego poziomu. Nielogiczności oraz nierzadko zwyczajna głupota scenariusza byłaby nie do zniesienia, gdyby nie potężna charyzma aktora oraz porywające sceny akcji. Niestety „Drapacz chmur” dowodzi, że nawet charakterystycznie uniesiona brew gwiazdy kina akcji nie gwarantuje powodzenia w obliczu tak licznych braków. Choć scenariusz przypomina kilka luźno związanych sznurków służących specom od efektów specjalnych do urządzenia pokazu umiejętności, tak przemyca ponadczasowy morał. Nie ma takiej technologii z którą nie poradzi sobie strażacki topór i srebrna taśma. Jeśli z seansu mielibyście wynieść jedną rzecz (prócz pustego pudełka po popcornie) niech będzie to maksyma „jeśli nie możesz czegoś naprawić taśmą naprawczą, oznacza to że użyłeś za mało taśmy”.

Napisał Dział: Film

iniemamocni22

Kiedy w 2004 roku na ekrany kin wchodzili „Iniemamocni”, stanowili prawdziwe zjawisko. Kinowe Uniwersum Marvela miało się pojawić dopiero za kilka lat, a choć wcześniej mieliśmy okazję obejrzeć kilka udanych produkcji superbohaterskich (jak np. „X-Men”), daleko jeszcze było do wypracowania tak popularnej obecnie formuły, w której grupa bohaterów napędza film wzajemnymi relacjami i żartami, fabułę traktując jak postać drugoplanową. Niby bez niej film wiele by nie stracił, ale fajnie, że się przewija. Czy po rewolucji jaką w kinie spod znaku peleryn i majtasów zafundował nam Marvel, „Iniemamocni 2” w ogóle mają jeszcze rację bytu?

Napisał Dział: Film

luke cage sezon 2

Seriale powstałe we współpracy Netflixa z Marvelem łączy jedna, konkretna cecha – są za długie. Zarzut ten powraca jak bumerang i gdy tylko zobaczyłem z ilu odcinków składa się drugi sezon przygód kuloodpornego bohatera, pozwoliłem sobie na głośne westchnienie. Nauczony doświadczeniem, spodziewałem się względnie interesującej osi fabularnej, stopniowo rozwadnianej przez zbędne wątki, które poza dobijaniem do zaplanowanych trzynastu odcinków nie posłużą niczemu konkretnemu. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że poboczne historie nie tylko nie przeszkadzają, ale też umiejętnie rozwijają postaci drugo i trzecioplanowe, ukazując pełniejszy obraz życia w Harlemie oraz związane z nim trudy.

Napisał Dział: Film

Jurassic World Fallen Kingdom

„Park Jurajski” to jeden z tych filmów, które będę pamiętał do końca życia – po raz pierwszy byłem w kinie właśnie na nim. A że dodatkowo jak każdy pierwszoklasista o dinozaurach wiedziałem (albo tak mi się przynajmniej wydawało) wszystko, możliwość obejrzenia wyglądających jak żywe dinozaurów na wielkim ekranie sprawiła, że już na zawsze pokochałem kino. Oczywistym jest więc, że w moim odczuciu kolejne produkcje z serii o Parku Jurajskim nie miały szans by choć zbliżyć się do tego samego poziomu co jedynka – z takim ładunkiem wzmocnionych przez nostalgię emocji, skazane były na pożarcie przez T-Rexa. I choć nowe rozdanie, czyli „Jurassic World” oceniam jako co najwyżej przeciętny blockbuster, na seans „Jurassic World: Upadłe Królestwo” szedłem z ochotą.

Napisał Dział: Książka

pustynna wloczniaZa sprawą „Assassin’s Creed: Origins”, Ubisoft zafundował graczom jedną z większych pozytywnych niespodzianek zeszłego roku. Nie dość, że firma będąca ikoną taśmowego wydawania bliźniaczo podobnych gier w końcu stanęła na wysokości zadania, serwując tytuł odświeżający wytartą już formułę gier z otwartym światem, to jeszcze okazał się on bardzo grywalny. W starożytnym Egipcie, a co za tym idzie - przed konsolą - spędziłem dokładnie sześćdziesiąt siedem godzin i nie jestem w stanie wskazać choć jednej chwili nudy (w odróżnieniu od choćby „Unity”). Mimo to, w trakcie rozgrywki miałem nieodparte wrażenie, że czegoś brakowało. Uczcie to potęgowało się szczególnie w momentach, gdy Bayek witał nowo poznane postaci jak starych znajomych. Początkowo taki stan rzeczy zrzucałem na karb dość swobodnego podchodzenia do kolejności wykonywanych zadań, zakładając, że coś ominąłem w trakcie eksploracji. Wydana pod koniec lutego powieść „Assassin’s Creed Origins: Pustynna przysięga” wypełnia przynajmniej kilka luk, dowodząc, że wspomniane braki wynikały ze świadomej decyzji twórców.

Napisał Dział: Film

solo movie

Dopóki nie ogłoszono tego oficjalnie, pomysł nakręcenia filmu o przygodach młodego Hana Solo uważałem za absurdalny. Wydawało mi się, że ostatnim, co Kathleen Kennedy i spółka chcieliby zrobić w przebogatym i niemal nieograniczonym uniwersum Gwiezdnych Wojen, będzie produkcja opowiadająca historię postaci, którą już naprawdę dobrze znamy, nie wspominając nawet o konieczności zmierzenia się z ikoniczną rolą Harrisona Forda. Teraz, gdy „Han Solo: Gwiezdne Wojny – historie” wchodzi na ekrany kin nie da się już dłużej zaprzeczać rzeczywistości – naprawdę to zrobili! A co tym bardziej zadziwiające, pomimo licznych kłopotów na planie, udało im się stworzyć gwarantujące solidną porcję rozrywki kino przygodowe.

Napisał Dział: Film

deadpool 2 toop1

Jak wszystkie fenomeny – a takim bez wątpienia okazała się produkcja z 2016 roku – „Deadpool” doczekał się tak wielu analiz, że chyba każdy, kto miał do czynienia z popkulturą przez ostatnie dwa lata, jest w stanie podać przyczyny stojące ze sukcesem produkcji z Najemnikiem z Gębą. Charyzmatyczny i wygadany antybohater do spółki z kompletnym brakiem cenzury i znakomitym marketingiem złożyły się na prawdziwy kasowy hit. Nie udałoby się jednak osiągnąć tak imponującego wyniku bez całych pokładów humoru, może niezbyt wyszukanego, za to z pewnością celnego i trafiającego tym mocniej, im bardziej siedziało się w światku superbohaterszczyzny oraz popkultury jako takiej. Nic więc dziwnego, że kiedy „Deadpool” zarobił ponad siedemset pięćdziesiąt milionów dolarów, początkowo nieprzychylne Wade’owi Wilsonowi studio 20th Century Fox szybko dało zielone światło dla kontynuacji jego przygód. A jeśli liczyć „X-Force”, to nawet więcej niż jednej... Ryan Reynolds, który przy filmie pełni mniej lub bardziej oficjalnie tyle funkcji, że aż ciężko je wszystkie wymienić, doszedł do bardzo prostego wniosku – tworząc kontynuację „Deadpoola” trzeba zrobić dokładnie to samo co wcześniej. Tylko więcej, mocniej i lepiej. Aby osiągnąć ten cel, postanowił zatrudnić sobie do pomocy (oficjalnie jako reżysera) Davida Leticha, byłego kaskadera i współtwórcę takich hitów jak „John Wick” i „Atomic Blonde”, który miał sprawić, by Deadpool doczekał się scen akcji na jakie zasługuje.

Napisał Dział: Film

Rampage Dzika furia

Nie ulega wątpliwości, że Dwayne „The Rock” Johnson jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Z charakterystycznie uniesioną brwią i niespożytymi pokładami charyzmy coraz częściej stanowi ostatnią linię obrony ludzkości. Oswaja zwierzęta, radzi sobie w najeżonej niebezpieczeństwami dżungli, walczy z żywiołami, a zagadki kryminalne rozwiązuje w kąpielówkach. Miesiąc po światowej premierze, „Rampage: Dzika furia” trafił do polskich kin, a w nim The Rock będzie musiał zmierzyć się z największym (może poza leniwym podejściem do pracy na planie w wykonaniu Vina Diesela) wyzwaniem do tej pory: krwiożerczymi, zmutowanymi bestiami rodem z wydanej w 1986 roku gry wideo!

Napisane przez Dział: Książka

wieza switu„Wieża Świtu” Sarah J. Maas to interquel cyklu „Szklany tron”, który z planowanej noweli przerósł prawie wszystkie dotychczasowe części serii. Jednak nie ma co się dziwić, protagonistą jest tu jedna z najpopularniejszych wśród fanów postaci drugoplanowych, a i wyraźnie samej autorce owa sylwetka nie pozostaje obojętna.

Sarah J. Maas zdaje się działać podobnie jak Jacek Dukaj: zapowiada krótką formę literacką i rozpisuje ją do monumentalnej rozmiarem książki. Jednak Dukajowi stworzenie dzieła zajmuje kilka lat, z kolei Maas robi to w międzyczasie, ponieważ oprócz „Wieży Świtu” w tym roku ukarze się jeszcze co najmniej nowy tom z cyklu „Dwór cierni i róż” i „Królestwo popiołów” (w wolnym tłumaczeniu; siódma część „Szklanego tronu”), objętościowo zapewne nieodbiegające zbytnio od „Wieży…”.

Napisał Dział: Książka

ton okladkaChoć z różnych powodów po prozę rodzimych autorów fantastyki sięgam z roku na rok coraz rzadziej, wciąż mam na naszym rynku kilku ulubieńców, których kolejnych książek wyczekuję z niecierpliwością. Do tego grona z pewnością zalicza się Marta Kisiel, która spośród całej masy wyrobników wyróżnia się unikalnym stylem oraz poczuciem humoru, które chętnie przelewa na karty swych dzieł. Z tym większym zdziwieniem obserwowałem więc zapowiedzi najnowszej powieści Marty, „Toń”, w których to dało się wyczytać, że tym razem, to już tak na serio. Serio.