22 Kwi Robert J. Szmidt - Szczury Wrocławia. Chaos

Napisał Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

Kwarantanna, zorganizowana we Wrocławiu po wykryciu ognisk czarnej ospy, powoli dobiega końca. Niewielu jest takich, którzy będą dobrze wspominać czas spędzony w izolatoriach, ale – na szczęście – sytuacja została opanowana. Tak przynajmniej wydaje się wszystkim decydentom. Nie wiedzą oni jednak, że w placówce na Psim Polu dochodzi do przerażającego incydentu: morderstwo pielęgniarki wywołuje panikę, która przemienia się w regularną rzeź. Po jakimś czasie podobne doniesienia spływają z innych części miasta. Czyżby Wrocław pustoszyła choroba groźniejsza niż czarna ospa?

O tym, że o zombie można pisać inaczej, niż przez lata robiły to rzesze autorów horrorów klasy B (czy nawet C), polskich czytelników przekonał Paweł Paliński w nominowanych do Żuławia Polaroidach z zagłady z roku 2014. Nieco wcześniej, bo już w 2006, udowodnił to Max Brooks w świetnej World War Z, która doczekała się ekranizacji z Bradem Pittem w roli głównej. Powieść amerykańskiego pisarza charakteryzowała przede wszystkim niezwykła dla tekstów o umarlakach narracja – Brooks pokazywał czytelnikowi pojedyncze sceny z różnych stron świata rzadko skupiając się na dłużej na konkretnych bohaterach. I to właśnie ta cecha łączy World War Z z nową powieścią Roberta J. Szmidta. Szczury Wrocławia. Chaos to kompleksowy opis pustoszącej stolicę Dolnego Śląska epidemii i rzezi, która jest jej efektem.

Autor Apokalipsy według Pana Jana nie oszczędza nikogo: giną szeregowi milicjanci, zomowcy, partyjni oficjele, studenci, donosiciele, bimbrownicy, podróżni, skierowani do walki z zombie żołnierze i przypadkowi przechodnie. Warto od razu zaznaczyć, że Szmidt nie bawi się w delikatność: książka po brzegi wypełniona jest scenami krwawych bitew, a opisy przegryzanych szyj, ucinanych kończyn i rozrywanych na strzępy ciał pojawiają się na każdej stronie. Na szczęście pisarz nie skupia się nadmiernie na radosnym splatterpunku – brutalność nie jest w Szczurach zagłady najważniejsza. Stanowi tło dla wciągającej, dynamicznej historii, która potrafi i bawić, i przerażać.

Można by się pokusić o stwierdzenie, że Szczury Wrocławia to po prostu bardzo dobrze napisana opowieść o zombie podana w niezwykłej formie, gdyby nie jeszcze jeden szczegół: jej akcja umieszczona została w 1963 roku. Jakie ma to konsekwencje? Olbrzymie! Po pierwsze: rozpaczliwa próba obrony przed umarlakami toczy się przy użyciu sprzętu, który dzisiaj może budzić tylko nostalgiczny uśmiech. Jak można koordynować tak olbrzymią akcję bez pomocy komórek?! Jak poradzić sobie bez internetu?! Bohaterowie Szmidta udowadniają, że to możliwe. Druga, wyjątkowo intrygująca kwestia: PRL. Jak już wspomniano, do boju z zombie wyruszają nie policjanci, ale milicjanci i zomowcy, którymi najczęściej zarządzają albo bezduszni karierowicze, albo ślepo zakochani w komunizmie aparatczycy. Choć autor nie skupia się na punktowaniu absurdów dawnego ustroju, Szczury Wrocławia naszpikowane są dziesiątkami zaskakujących, często zabawnych sytuacji – trudno nie roześmiać się, kiedy żołnierz rodem ze wschodniej Polski skierowany do pracy we Wrocławiu, zaczyna meldować piękną gwarą czy nie westchnąć z zadumą, gdy przerażeni komuniści-ateusze zaczynają rozpaczliwie wzywać Boga na pomoc.

Jedyną cechą Szczurów Wrocławia, mocno związaną z przyjętą przez Szmidta konwencją, która nie przypadła mi do gustu, jest brak bohaterów głębiej osadzonych w opowieści. Jeszcze przed lekturą wiedziałem, że trup ściele się gęsto – w końcu autor na Facebooku prosił czytelników, aby zgłaszali się (czy też swoje nazwiska) na ochotnika do odstrzału. Szkoda tylko, że te ginące w mniej lub bardziej efektowny sposób cienie stanowią zdecydowaną większość wszystkich postaci – brakuje kogoś, kto byłby szerzej opisany. Jedynym bohaterem, który przychodzi mi na myśl, jest major Bartosz Biedrzycki – a i on w bardziej tradycyjnej powieści mógłby zasłużyć co najwyżej na miano drugoplanowego.

Szczury Wrocławia. Chaos to bardzo dobry tekst. Lektura wciąga i bawi, a nietuzinkowa forma sprawia, że każda kolejna strona może okazać się najprawdziwszym zaskoczeniem. Polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom zombie – to po prostu solidna i oryginalna literatura.

Wydawca: Insignis Media

Typ okładki: okładka miękka

Liczba stron: 544

Wymiary: 14x21cm

EAN: 9788363944810

Data wydania: 22-04-2015

Ostatnio zmieniany środa, 22 kwiecień 2015 13:02