15 Paź Karmazynowe imperium (recenzja)

Napisane przez Dział: Komiksy Komentarze DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(1 głos)

karmazynoweKiedy po raz pierwszy oglądałem starą trylogię Gwiezdnych Wojen, zachwyciła mnie nie tylko świetnie poprowadzona historia, ale także bogactwo świata i mnogość pojawiających się postaci. Choć wiele z nich widzimy na ekranie tylko na chwilę, od razu przykuwają uwagę i zachęcają do śledzenia ich pozafilmowych, wcześniejszych i późniejszych w chronologii uniwersum historii. Bobba Fett, Lando, Szturmowcy, Jabba, Greedo – w trylogii to zaledwie zalążek masy przygód do opowiedzenia. Jedna z grup przez długi czas nie została opisana w żadnej opowieści i obrosła zasłużoną legendą - mowa o odzianej w czerwień Gwardii Imperialnej, która osobiście strzegła Imperatora. Kim byli? Skąd pochodzili? Jak byli wybierani do tak elitarnej grupy? Częściowo na te pytania odpowiada komiks „Karmazynowe Imperium”, wydany w ramach serii STAR WARS LEGENDY.

Na szczęście scenarzyści Mike Richardson oraz Randy Stradley nie podają nam wszystkich informacji od razu, a sceny związane z Gwardzistami wpletli w tło historii o zdradzie, zemście i odwiecznej walce Rebelii z upadającym Imperium. Po zniszczeniu ostatniego klona Palpatine'a nastają w galaktyce czasy chaosu. Ustanowiona na szybko Rada stara się nad nim zapanować, ale najważniejszym celem jest znalezienie kogoś, kto będzie godny zastąpienia Imperatora. O władzę zawalczą różne osobistości z odmiennymi ambicjami i planami na przyszłość galaktyki. Jedną z takich osób jest Connor Jax, człowiek równie bezwzględny co Mroczny Lord, zdający się znać wszystkie sekrety Rady, które oczywiście zamierza wykorzystać aby stać się godnym następcą Palpatine'a. Pojawia się jedna osoba, która za wszelką cenę pragnie powstrzymać Connora Jaxa w drodze na tron.

Nie będę ukrywał, ze gdyby nie otoczka i strona konfliktu po której opowiada się główny bohater, „Karmazynowe Imperium” byłoby jednym z wielu komiksów o zemście. To właśnie poznawanie struktur panujących w Imperium, śledzenie przygód czarnych charakterów oraz poznawanie ich celów i pasji przyczyniło się do tego, że komiks ten zyskał status kultowego wśród fanów Gwiezdnych Wojen. W latach 90., kiedy ta historia powstała, ulokowanie opowieści o zdradzie i zemście po innej niż dotąd stronie barykady nadało jej oryginalności. Można by uznać, że zmiana perspektywy w podobnych historiach dużo nie zmienia – jednak tutaj zdziałała cuda. Oczywiście równie ważnym czynnikiem jest tajemniczy główny bohater, który szybko zyskuje sympatie czytelnika. Poprzez swój niepisany kodeks i podejście do całej sprawy walki dobra ze złem, staje się postacią charakterologicznie podobną do osoby Quinlana Vosa. Podobnie jak Vos, główny bohater „Karmazynowego Imperium” stawia swoje własne cele ponad plany Imperium i Rebelii, chadza wybranymi przez siebie ścieżkami – nie dziwi więc nikogo, że bohater stojący po stronie zła sprzymierza się z Rebeliantami, aby tylko osiągnąć upragniony cel.

Niestety to, co zaniża poziom komiksu, to rysunki Paula Gulacy. Dziwię się, że ktoś dopuścił podobne szkaradztwa do druku. Nieczęsto bowiem zdarza się, że oczy bohaterów co kilka kadrów rozjeżdżają się w zezie, a szturmowcy noszą zbroje obcisłe niczym legginsy. Nawet nie będę próbował wspominać o zachowaniu odpowiednich proporcji i anatomii postaci. Prawdopodobnie podobne „cuda” można zobaczyć w zeszytach młodych niespełnionych artystów, którzy w trakcie szkolnych przerw wymyślają nowe postaci do znanych popkulturowych uniwersów. Na szczęście do prac Gulacy (jak do każdej złej rzeczy) da się w trakcie lektury przyzwyczaić. Wizualnie zachwycają w „Karmazynowym” okładki poszczególnych zeszytów autorstwa Dave'a Darmana – te, choć bazujące na prostych pomysłach, zachwycają kunsztem autora i wspaniale dobranymi kolorami.

Album ten doskonale sprawdzi się jako rozrywka na leniwe niedzielne popołudnie - zarówno dla nowych fanów Gwiezdnych Wojen, poszerzających swoją wiedzę na temat starego kanonu, jak i starych wyjadaczy, którzy z jakiegoś powodu pominęli dotychczas ten komiks. Dobrze wykreowani bohaterowie, ciekawa intryga (przedstawiona z punktu widzenia czarnych charakterów) oraz szybkie tempo akcji pozwalają przymknąć oko na stronę wizualną i w pełni cieszyć się opowieścią. Muszę przyznać, że z chęcią przeczytałbym tę historię w formie książkowej, która sprawdziłaby się w jej przypadku o wiele lepiej i pozwoliłaby na pogłębienie rysu psychologicznego kilku ważnych postaci.

karmazynowe