17 Lis Nieskończoność (Jim Cheung, Jerome Opena, Dustin Weaver)

Napisał Dział: Komiksy Komentarze DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

NieskończonośćPodczas gdy DC Comics znane jest z wielkich wydarzeń, na czele ze słynnymi Kryzysami, w których to na szali leży los wszechświata, Marvel zawsze był nieco bardziej „ziemiocentryczny”. Nie znaczy to oczywiście, że Dom Pomysłów kompletnie porzucił kosmiczne wojaże, w liczne eskapady poza rodzimą planetę wybierali się chociażby X-Men, Starling pisał swe sagi z Thanosem, a ogromną popularność zyskali niedawno Strażnicy Galaktyki, którzy na Ziemi nigdy dłużej nie gościli (a przynajmniej dopóki nie zabrał się za nich   Bendis). Na szczęście ktoś w Marvelu zauważył, że mając na pokładzie Jonathana Hickmana, scenarzystę stworzonego do pisania ogromnych kosmicznych wydarzeń, grzechem byłoby nie oddać mu na dłuższy czas sterów całego uniwersum. Dzięki temu otrzymaliśmy „Nieskończoność”, czyli jedno z najlepszych wydarzeń Marvela w ostatnim dwudziestoleciu.

Jako że komiksy „Nieskończoność”, „New Avengers: Nieskończoność” oraz „Avengers: Nieskończoność” opowiadają tę samą, przeplatającą się historię, opiszę je w jednym tekście. Pisząc o ostatnich dwóch tomach „Avengers” sporo narzekałem – że wszystko co się dzieje jest dla czytelnika zupełnie niezrozumiałe, a historia w kolejnych zeszytach nie nabiera sensu. Na szczęście całe to marudzenie można wrzucić do kosza przy okazji „Nieskończoności”. Powolne rozstawianie pionków na planszy i szykowanie gruntu pod ogromne wydarzenia spłaca się w pełni i wynagradza cierpliwemu czytelnikowi długie oczekiwanie. Oto w odległych rejonach kosmosu dochodzi do inwazji ze strony Budowniczych. Obliczenia dokonane przez bohaterów wykazują, że celem ataku jest Ziemia, jednak zanim agresorzy do niej dotrą, zdążą spustoszyć kawał galaktyki. W związku z tym Kapitan Ameryka zbiera Avengers i wyrusza na pomoc kosmicznym imperiom, wychodząc z założenia, że liczy się jakość, nie ilość. Tony Stark zostaje jednak na Ziemi, ponieważ trwające inkursje nie zamierzają zrobić sobie wolnego na czas wycieczki Mścicieli w kosmos – grupa Iluminati musi pozostać na miejscu, gotowa niszczyć kolejne alternatywne wersje Ziemi. Własne plany ma także Thanos, dla którego pozbawiona herosów Ziemia stanowi niezwykle smakowity kąsek.

Jak więc widać, w opowieści Hickmana nie brakuje ani teatrów działań, ani postaci, które miałyby je zapełnić. Dzięki rozstawieniu  pionków w odpowiednich miejscach, scenarzysta mógł też sobie pozwolić na zachowanie dobrego rytmu historii. Bitwy na galaktyczną skalę sąsiadują tutaj z historiami znacznie bardziej intymnymi, a bohaterstwo styka się z okrucieństwem i podłością. To ostatnie zresztą nie tylko ze strony złoczyńców... Każdy z uczestniczących w wydarzeniach bohaterów (a tych jest kilkudziesięciu) będzie miał okazję pokazać się czytelnikowi z różnych stron, co dowodzi jak zdolnym scenarzystą jest Hickman – snując  gigantyczną opowieść ani przez moment nie zapomina o najdrobniejszych szczegółach.

Za ilustracje odpowiada szereg rysowników i kolorystów, na szczęście wszyscy trzymają się jednej konwencji (wszystko jest dość realistyczne i pełne barw) i w trakcie skakania pomiędzy kolejnymi tomami nie odnosi się wrażenia, że nagle znajdujemy się w zupełnie innej opowieści. Nie przypadł mi do gustu jedynie styl Leinila Franscisa Yu, który ilustruje „Avengers: Nieskończoność” - lubi on każdy element podkreślać masą dodatkowych kresek, które świetnie wypadłyby w czarno-białym komiksie, ale w pełnym kolorów już niekoniecznie. Wspomniane wyżej żonglowanie tomami jest niestety konieczne – kolejne zeszyty przeplatają się ze sobą, i aby poznać historię w należyty sposób, należy trzymać się rozpiski wydrukowanej na końcu każdego z albumów. Ta swoją drogą powinna się znajdować na samym początku komiksu.

„Nieskończoność” to jedno z największych wydarzeń w historii Domu Pomysłów, ale przy tym historia pełna szczegółów tak drobnych i scen tak intymnych, że w zestawieniu z gigantycznymi wydarzeniami wpływającymi na losy całego wszechświata tworzy zabójczą mieszankę. Przeplatające się wątki, kalejdoskop ciekawych postaci, ogrom akcji, tajemnice, dramaty – Hickman znalazł tu miejsce na wszystko. Osobiście „Nieskończoność” cenię nawet wyżej, niż kończące serię Hickmana „Secret Wars”. Biorąc pod uwagę, że w 2017 roku Egmont wyda także sagę „Annihilation”, miłośnicy kosmicznych epopei Marvela mogą być w siódmym niebie!

Nieskończoność