Dariusz Domagalski - Vlad Dracula (recenzja)

Vlad Dracula to postać owiana tysiącami legend. Za sprawą swego okrucieństwa przeszedł do historii, a wielu twierdzi, że jego bezwzględność jest wynikiem zaprzedania duszy diabłu. Kim był mityczny hospodar wołoski? Na to pytanie w swej najnowszej powieści stara się odpowiedzieć Dariusz Domagalski.
Idą ciężkie czasy. W centralnej Europie trwa wojna o koronę Węgier, której nie chce oddać Fryderyk II, Stary Kontynent jeszcze nie podniósł się po wielkiej porażce pod Warną, a muzułmańskie imperium wciąż rośnie w siłę. Możni rozpaczliwie poszukują kogoś, kto będzie w stanie poprowadzić wojska do zwycięstwa z Turkami, mogącego stać się przełomem w długiej wojnie z poddanymi sułtana. Taką bitwę mógłby wygrać tylko ktoś genialny i szalony, odważny i bezwzględny. Oczy Macieja Korwina, króla Węgier, kierują się na Wołoszczyznę, gdzie rządy żelaznej ręki wprowadził Vlad z Basarabów zwany Draculą – Diabłem.
Marcin Wroński - Kino Venus (recenzja)

Sięgając po następny tom jakiegoś cyklu, czytelnik ma zazwyczaj jedno pragnienie – by późniejsza część przynajmniej utrzymywała poziom poprzednich. Do drugiego tomu serii o komisarzu Maciejewskim pod tytułem Kino Venus, jak do każdego wydania wielotomowego, podchodziłam z dozą sceptycyzmu. Na ile spełnił moje oczekiwania?
Wiosna 1931 roku. Śniegi topnieją, a w lubelskiej policji trwa prawdziwa rewolucja za sprawą nowego i bardzo ambitnego komendanta Makowieckiego. I nie chodzi tu tylko o wymianę tablic czy pieczątek. Chcąc „usprawnić” działanie komendy, mężczyzna przenosi Zygmunta Maciejewskiego za biurko komisariatu w żydowskiej dzielnicy. Zarzucony papierami śledczy marzy o powrocie do starego wydziału. Ta tęsknota za akcją w terenie jest tak silna, że Zyga za namową prywatnego detektywa postanawia poprowadzić nieoficjalne śledztwo w sprawie porwania córki handlarza z Warszawy. Pozornie zwykły przypadek zaprowadzi mężczyznę w świat brutalnej, zorganizowanej przestępczości, ukazując najmroczniejsze oblicze Lublina.
Michelle Zink - Krąg ognia (recenzja)
Historia bliźniaczek, które los i proroctwo uczyniły wrogami, dobiega końca. Lia jest bliżej spełnienia przepowiedni niż ktokolwiek przed nią. Jej motywacja, by doprowadzić sprawę do końca, jest naprawdę ogromna. Tak musi być, bo właśnie teraz od jej determinacji, siły woli oraz podjętych decyzji zależą losy nie tylko najbliższych dziewczyny, ale i całego świata. Bohaterce nie jest lekko. Już na Altus mówiła o spełnieniu przepowiedni jako o brzemieniu – i miała rację. Fizycznie bywa ciężko, ale psychicznie wprost nie do wytrzymania. Ciągłe poddawanie w wątpliwość intencji i zaangażowania przyjaciół, obrona przed Duszami i Samaelem wyczerpują ją niemal do cna. Nic dziwnego więc, że pragnie jak najszybciej zakończyć to wszystko.
Michelle Zink - Strażniczka bramy (recenzja)

Strażniczka bramy to drugi tom świetnej trylogii Proroctwo sióstr autorstwa Michelle Zink. Rozdzielone przez pradawną przepowiednię bliźniaczki, Lia i Alice, ostatecznie opowiadają się po przeciwnych stronach barykady. Po wielu ciężkich i bolesnych doświadczeniach związanych z siostrą, Lia postanawia wyjechać do Londynu. Towarzyszy jej wierna przyjaciółka Sonia, która także odgrywa swoją rolę w proroctwie. Wspólnie bawią się w Londynie i próbują wymyślić dalsze rozwiązania zagadek zawartych w przepowiedni. Podczas jednej z uroczystych kolacji poznają tajemniczego mężczyznę, Dimitriego Markova. Wkrótce okazuje się, że ma on przed dziewczynami tajemnicę. Do czasu... Później dołączają do nich pozostałe, znane już bohaterki: pełna temperamentu Luisa i stateczna ciotka Virginia. Ich nieoczekiwane pojawienie się oznaczać może tylko dodatkowe kłopoty.
Douglas Hulick - Honor złodzieja (recenzja)
Low fantasy
to, cytując za Bogdanem Trochą, „formy narracyjne, w których fantastyczny element narusza »realny świat«”[1]. Ogólnie rzecz biorąc, jest to konwencja literacka, w której nie pojawiają się rasy inne niż ludzie, a magia stanowi element drugorzędny – co prawda może występować, ale to nie wokół niej buduje się fabułę powieści. Nie czary są najważniejsze w tego rodzaju książkach, tylko bohater oraz prostota pobudek nim kierujących. Oczywiście to bardzo ogólna definicja tego podgatunku, gdyż low fantasy to rodzaj bardzo umowny, w którym pojawiają się cechy innych konwencji. Za ojca „niskiej fantasy” uważa się Roberta E. Howarda i jego cykl o Conanie Barbarzyńcy.
Do low fantasy można zaliczyć także dzieło Douglasa Hulicka Honor złodzieja. Książka opowiada o perypetiach pewnego młodego rabusia, Drothe’a. Bohater jest Nosem – osobą, która wszelkimi możliwymi drogami zdobywa informacje. Tropi, węszy, pośredniczy – wszystko, by być na bieżąco z różnego rodzaju plotkami. Pewnego dnia w jego ręce wpada zwitek papieru, na którym widnieje dziwny symbol relikwii. Tego samego dnia Drothe dostaje od swojego szefa, Nicco, kolejne zadanie do wykonania. Ma udać się do Dziesięciu Dróg (jednej z dzielnic Ildrekki – miasta, gdzie rozgrywa się powieść) i zrobić to, co wychodzi mu najlepiej, czyli dowiedzieć się czegoś. Nicco podejrzewa bowiem, że ktoś szykuje rewolucję oraz atak na niego – zadaniem Drothe jest zbadanie tej plotki. Niby nic trudnego dla wykwalifikowanego Nosa… jednak w pewnym momencie sprawy przybierają nieoczekiwany obrót.
Rafał Dębski - Wilki i orły (recenzja)
Rafał Dębski należy do grona tych pisarzy, którzy nie obracają się w obrębie tylko jednego gatunku. Kojarzony głównie z fantastyką, równie dobrze radzi sobie z powieścią wojenną, sensacyjną czy nawet historyczną. W październiku ubiegłego roku Fabryka Słów postanowiła przypomnieć czytelnikom mniej fantastyczne oblicze autora, publikując jego powieść Wilki i orły, po raz pierwszy wydaną w 2008 roku.
Autor przenosi nas w sam środek konfliktu między Rosją a Czeczenią, niedługo po śmierci Szamila Basajewa, przywódcy czeczeńskich rebeliantów. Obserwujemy próbę reaktywacji Klanu Wilka, walczącego o niepodległość Iczkerii, wcześniej potajemnie wspieranego przez rząd USA. Zdradzeni przez sojuszników rebelianci marzą o widowiskowej i krwawej zemście, która sprawi, że władze innych państw zwrócą uwagę na dramatyczną sytuację czeczeńskiej ludności.
Charles Brokaw - Kod Atlantydy (recenzja)
Nowe zagadki w starych powieściowych dekoracjach
Kod Atlantydy tak tytułem, jak kilkoma rozwiązaniami fabularnymi przypomina oczywiście Kod Leonarda da Vinci – kryminał Dana Browna, wykorzystujący opisywane w książkach popularnonaukowych teorie dotyczące związku Jezusa z Marią Magdaleną. Rzecz jasna nie obyło się bez wplątania w całą historię Kościoła katolickiego. Podobnie się sprawy mają w powieści Charlesa Brokawa: w Watykanie znajduje się tajne stowarzyszenie, którego członkowie wiedzą więcej niż przeciętny obywatel. Nawet więcej niż sam papież. Tym razem jednak tajemnica nie ukrywa się – jak to miało miejsce we wspomnianym Kodzie Leonarda da Vinci lub Tajemnicy Ołtarza Gandawskiego – w dziele sztuki, ale w liczących sobie dwadzieścia tysięcy lat artefakcie przypadkowo odnalezionym przez dziennikarkę, Leslie Crane. To właśnie ona wespół z profesorem lingwistyki Thomasem Lourdsem (duet podobny do Langdona i Neveu z powieści Dana Browna) spróbuje rozwiązać zagadkę, a w konsekwencji może nawet odnaleźć – uważaną za mityczną – Atlantydę. Nie wystarczy jednak tylko rozszyfrować napisu w zapomnianym języku. Trzeba uciec przed bezwzględnymi mordercami, odszukać inne artefakty, poznać stare legendy i połączyć wszystko w logiczną całość.
Charles Brokaw - Kod Lucyfera (recenzja)
Po sukcesie Kodu Leonarda da Vinci Dana Browna jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się powieści o dziarskich profesorach, którzy niczym młody Indiana Jones odkrywają legendarne skarby, zostawiając za sobą stosy trupów „tych złych”. Od razu zaznaczę, że nie mam nic przeciwko kopiowaniu schematów – umiejętne ich wykorzystanie zapewni bowiem czytelnikom kilka godzin przyzwoitej rozrywki. Świetnym przykładem dobrze wykorzystanego szablonu jest kolejny tom cyklu Charlesa Brokawa pod tytułem Kod Lucyfera.
Profesor Thomas Lourds, znawca języków starożytnych, na zaproszenie przyjaciółki Olimpii Adnan przylatuje do Stambułu. Ma wygłosić cykl referatów dla słuchaczy tamtejszego uniwersytetu. Na lotnisku spotyka niezwykle atrakcyjną, młodą kobietę, która prosi go o autograf. Bohater szybko przekonuje się, że tak naprawdę nie chodziło jej tylko o podpis – rudowłosa piękność okazuje się być najemniczką, która wraz z kilkoma mężczyznami porywa profesora. Od tego momentu wpadamy w wir akcji. Lourds w całkiem widowiskowy sposób przechodzi z rąk jednej tajnej organizacji do drugiej, po drodze starając się rozwikłać tajemnicze zapiski. Wszystko bacznie obserwuje CIA na zlecenie wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie dlatego, żeby profesora uratować. Ten bowiem dostał się w centrum bardzo skomplikowanej i niebezpiecznej intrygi, sięgającej samych piekieł – i tylko od niego zależy, jak potoczą się dalsze wydarzenia.
Joe Abercrombie - Zemsta najlepiej smakuje na zimno (recenzja)
Monza Murcatto, Wąż Talinsu i Rzeźniczka Caprile, najsławniejsza i najokrutniejsza najemniczka oraz niezrównana dowódczyni, powraca ze swoim bratem po kolejnej udanej misji tylko po to by zostać zdradzoną przez swego pracodawcę. Księciu Orso nie podoba się jej rosnąca sława i wpływy – na jego rozkaz kobieta zostaje skazana na śmierć i strącona w przepaść. Udaje jej się jednak ujść z życiem i przetrwać dzięki pomocy tajemniczej postaci; niestety jej brat nie miał tyle szczęścia. Okaleczona i połamana, jest cieniem dawnej siebie – straciła coś więcej niżby się wydawało. Stała się nikim ale jednocześnie zyskała nowy cel – zemstę i sprawiedliwość.
Bernard Cornwell - Złodziej z szafotu (recenzja)
XIX-wieczna Anglia to realia chętnie wykorzystywane w wielu dziedzinach sztuki. Właściwie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie – jakiś szczególnie interesujący go fragment historii, gospodarki czy życia społecznego. Faktem jest jednak, że prezentowane nam elementy tamtej rzeczywistości w dużej mierze przedstawiają jedynie jej pozytywny wymiar. Tymczasem, jak pokazuje Bernard Cornwell w Złodzieju z szafotu, wcale nie było wtedy tak kolorowo.







