Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 3666

28 Sty China Mieville - Miasto i miasto (recenzja)

Napisane przez Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

miasto i miastoWyobraź sobie, Czytelniku, dwa miasta, niewidoczne dla siebie nawzajem, a zajmujące tę samą przestrzeń. Nie w innych wymiarach, nie w równoległych rzeczywistościach, nie za sprawą magii ani metafizyki – zupełnie dosłownie, w rzeczywistej, fizycznej przestrzeni. Na takim oto nieprawdopodobnym koncepcie oparł swoją powieść China Mieville.

Fikcyjne miasto – a właściwie dwa miasta w jednym – wydają się znajdować gdzieś na południowo-wschodnim skraju Europy. Jedno nosi nazwę Besźel, drugie – Ul Quoma. Na samo ich brzmienie od razu przed oczami stają z jednej strony jakby trochę węgierskie, rumuńskie czy odrobinę bałkańskie, może trochę też postsowieckie elementy architektury i wyglądu mieszkańców (zresztą sam narrator mówi o typowo europejskich budynkach z szarego kamienia), z drugiej orientalne, pomalowane na biało i niebiesko fasady z łukami, wieżyczkami i ornamentami oraz kolorowe długie szaty. Miasta leżą w rożnych państwach, a jednocześnie w obrębie tej samej przestrzeni. Jak to możliwe? Mieszkańców obowiązuje swoiste, strzeżone starannie przez odpowiednie służby, tabu niepozwalające patrzeć na to drugie miasto i jego mieszkańców. Od najmłodszych lat uczą się „przeoczać” zagranicznego sąsiada. Są oczywiście ulice czy dzielnice należące tylko do jednego miasta, ale są i takie, gdzie fizycznie sąsiadują ze sobą budynki z obydwu miast – a mieszkańcy, poruszając się chodnikiem i jezdnią, zakodowane mają w umysłach, że widzą jedynie te „swoje”.

Nikt nie wie, gdzie leży geneza tego nieprawdopodobnego stanu rzeczy – czy miasta w pewnym momencie historii w specyficzny sposób się połączyły, czy wręcz przeciwnie, istnienie Besźel i Ul Quomy jest efektem jakiegoś rozłamu. Moment dziejów, kiedy powstały, owiany jest tajemnicą, w źródłach pisanych brakuje kilkuset lat. Czasem w wykopaliskach znajdywane są artefakty poprzedników – cywilizacji zamieszkującej ten teren przed powstaniem dwóch miast. Krążą miejskie legendy dotyczące tych części przestrzeni, które za swoje uważają obydwa miasta – lub żadne z nich, są więc dostrzegane przez wszystkich albo nikogo. Istnieją wreszcie napięcia polityczne, tworzone z jednej strony przez grupy nacjonalistów po obu stronach, którym marzy się, aby to ich miasto przejęło dominację i zostało tym jedynym, z drugiej unifikacjoniści – idealiści o nieco anarchistycznych zapędach, marzących o połączeniu obydwu miast w jedno, aby spacerując ulicami dostrzegać wszystko i wszystkich. Nad tym wszystkim czuwa potężniejsza niż jakakolwiek policja Przekroczeniówka, której sama nazwa wzbudza dreszcze i zimny pot, bowiem, nie nadzorowana przez żadne z państw czy miast, w zakresie swojej jurysdykcji kompetencje ma właściwie nieograniczone, nikt też nie wie zbyt wiele o jej metodach działania. Zatrzymani przez Przekroczeniówkę raczej nigdy nie wracają, by opowiedzieć, co się z nimi działo. A wiedzieć trzeba, że przekroczenie, czyli naruszenie granicy między dwoma miastami, to zbrodnia dalece większa niż nawet zabójstwo.

Głównym bohaterem prowadzącym nas przez powieść jest Tyador Borlú, detektyw z Besźel. Rozpoczęte przez niego śledztwo, które z początku wydaje się jedną z wielu spraw, trochę przywodzącą na myśl kino noir, okazuje się problemem o wiele większym, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Prowadzi do Ul Qoumy, gdzie Borlú przyjeżdża jako konsultant miejscowej policji. Trafia tu przez przejście graniczne, po przejściu przez które, odwrotnie niż dotąd, „przeocza” to miasto, z którego pochodzi – to jedyny sposób, aby dostać się do tego drugiego. Dalej śledztwo wiedzie w rejony, gdzie żaden rozsądny mieszkaniec dwóch miast wolałby się nie zapuszczać – tutaj pojawiają się spiski, zakazane lektury, na horyzoncie majaczy kryzys, który może zagrozić istniejącemu od wieków porządkowi – którego utrzymanie musi mieć niemałą cenę.

Choć prozę Mieville’a znaleźć można na półkach z fantastyką, autor nie odwołuje się tu do absolutnie żadnych środków nadprzyrodzonych. Jeśli miałoby „Miasto i miasto” rzeczywiście być fantastyką, to bardziej socjologiczną czy polityczną. Klimatem o wiele bliżej mu jednak do realizmu magicznego w stylu Brunona Schulza – którego zdanie ze „Sklepów cynamonowych” autor wykorzystuje zresztą jako motto swojej powieści – czy też powieści dwudziestowiecznych egzystencjalistów z Kafką na czele. Zresztą, Mieville chętnie sięga po znane motywy i archetypy, by osadzić je w stworzonym przez siebie świecie. Chociażby inspektor Borlú przypomina detektywa z powieści Raymonda Chandlera czy filmów noir. Jednakże, w miarę jak akcja nabiera tempa i wyraźniejsza staje się obecność jakiejś wielkiej intrygi, można nabrać wrażenie, że nie byłoby dziwne, gdyby zaraz pojawi się odpowiednik Jacka Ryana lub Jasona Bourne’a – a mimo to świat powieści nadal nie straciłby swojego nieco alegorycznego charakteru.

Na poziomie wyłącznie fabularnym powieść trudno byłoby uznać za niesamowicie wyjątkową. Jednak znakiem rozpoznawczym prozy Mieville’a są nie tyle opowiedziane historie, co światy, które dnia nich konstruuje. Wychodząc od nieprawdopodobnego założenia, myślowego eksperymentu, tworzy powieściowy mikrokosmos, który jest w stanie zauroczyć i zaintrygować odbiorcę, a przy tym pozostaje nie do końca wyjaśniony. Chciałoby się wiedzieć, skąd wziął się ten konkretny porządek świata, autor jednak każde nam po prostu przyjąć zastany stan i podążać za akcją. Czasem oczywiście, w krótkich rozdziałach, wyjaśnia mechanizmy funkcjonowania świata. Robi to jednak w sposób specyficzny, również charakterystyczny i niepowtarzalny. Pozornie jest to trochę zabieg przypominający burzenie czwartej ściany w filmie i telewizji, zwraca się bowiem autor do czytelnika wprost. Z drugiej jednak, zwraca się jak do swojego, jakby to było bardziej przypomnienie, niż wytłumaczenie. Jakby chciał powiedzieć: „ja to wiem i Ty wiesz, każdy przecież wie, że tak jest od zawsze i to oczywiste”, każąc na czas lektury przyjąć, że świat powieści jest jedynym prawdziwym światem. Dzięki zręcznej zabawie narracją, archetypami i motywami z pogranicza kultury wysokiej i popularnej, Mieville wciąga i uwodzi czytelnika, niekiedy wręcz udając, że jego proza to coś więcej niż to, czym w istocie jest – tak dzieje się w jego „Toromorzu”, gdzie poza intrygującym autorskim światem mamy tak naprawdę historyjkę dla młodzieży jak z połączenia powieści awanturniczo-przygodowych i postapokaliptycznych young adult.

„Miasto i miasto”, powieść absolutnie zachwycająca swym konceptem,do tego pokazująca płynność i sztuczność granic między gatunkami literackimi. Polecać ją można wszystkim pragnącym zanurzyć się w świecie z drukowanych liter: i szukającym refleksji o człowieku i cywilizacji, by docenili pomysł dwóch miast, i wielbicielom kryminałów oraz powieści szpiegowskich, by czerpali radość z obserwowania śledztwa, a przy tym zanurzyli się w zupełnie inną rzeczywistość, i wielbicielom bardziej „gatunkowych” odmian fantastyki, by zobaczyli, że można inaczej, bardziej refleksyjnie, mniej efekciarsko, i że z czerpania motywów i nastrojów z klasyki współczesnej literatury wciąż można wydobyć spory potencjał.

Wydawnictwo Zysk i s-ka
Ilość stron: 392
Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-7506-556-5

Ostatnio zmieniany czwartek, 28 styczeń 2016 17:35