12 Lut Jacek Łukawski - Kraina Martwej Ziemi T. 1 Krew i stal (recenzja)

Napisał Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(10 głosów)

front krew i stal 180116Serie fantasy od lat zapełniają księgarniane półki, a nowych tytułów przybywa w zastraszającym tempie. I choć świadczy to o ciągle rosnącej popularności tego gatunku, to w tym oceanie nowych możliwości trudno jest wyłowić jakąś perełkę. Jeśli lubicie „swojskie” klimaty to Waszą uwagę z pewnością przyciągnął debiut Jacka Łukawskiego pt. „Krew i stal”. Pierwszy tom cyklu „Kraina Martwej Ziemi” zabiera nas bowiem do świata, w którym zamiast elfów i krasnoludów spotkamy znajome wiły czy południce.

Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by przeprawić się przez nieprzyjazną krainę. W zapomnianym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, może uratować królestwo. Oddział pod dowództwem Dartora wyrusza tam wraz z przysłanym z królestwa przewodnikiem Arthornem, który zdaje się ukrywać przed żołnierzami prawdziwy cel ich misji. Czy drużyna znajdzie to, czego szuka?

Na pierwszy rzut oka fabuła może wydawać się nieco sztampowa– ot, grupa wojów wyrusza na nieprzyjazne i obce tereny w poszukiwaniu tajemniczych artefaktów. Nie dajcie się jednak zmylić opisowi– żołnierska przeprawa to tylko jeden z wielu wątków tej powieści, a kolejnych ciągle przybywa. Dzięki temu możemy nie tylko śledzić potyczki wojaków, ale też podsłuchać królewskie rozmowy czy bliżej poznać tych, którym wyprawa Dartora i Arthorna psuje szyki. Wątki te zazębiają się, a możliwość obserwowania tych samych wydarzeń z różnych perspektyw sprawia, że stopniowo odkrywamy kolejne sekrety związane z tą wyprawą. Trzeba przyznać, że Łukawski stworzył całkiem zawiłą intrygę, której śledzenie sprawia ogromną frajdę. Zwłaszcza, że autor się nie śpieszy, rozważnie i spokojnie podrzucając czytelnikowi kolejne elementy tej barwnej układanki.

Z racji występowania kilku wątków, w „Krwi i stali” spotykamy wiele ciekawych i zróżnicowanych postaci, z którymi miło spędza się czas. Autor traktuje wszystkich po równo i dopiero na końcu dowiadujemy się, kto mógłby pretendować do miana głównego bohatera. Ten brak protagonisty może niektórym czytelnikom przeszkadzać, jednak dla mnie jest to zdecydowaną zaletą. Żadnemu z bohaterów nie możemy bowiem do końca ufać ani też do nikogo zbytnio się przywiązywać, bo niewiadomo, jaki autor zgotował im los.

Fani gatunku wiele uwagi poświęcają uniwersum, w jakim toczy się seria. W tym wypadku ciężko mi o jednoznaczną ocenę. Z jednej strony książka jest ukłonem w stronę słowiańskiej mitologii– dziwożony, nocnice oraz czarty czają się w lasach i na opuszczonych traktach, a biesy i powrotniki nawiedzają wsie. To oczywiście nieliczne stworzenia z dawnych wierzeń, które przyjdzie nam tu spotkać. Ten swojski akcent jest zdecydowanym plusem tomu i tworzy bardzo ciekawy, nieco mroczny klimat. Z drugiej jednak strony, samo uniwersum jest potraktowane trochę po macoszemu. Świat Łukawskiego jest ogromny, ale wiedzę o nim wynosimy z fragmentów dialogów między bohaterami i nie są to informacje pełne. Oczywiście, pada sporo nazw, dowiadujemy się też nieco o religii i zamieszkujących te ziemie ludach, ale to wciąż za mało. Pod koniec lektury moje pojęcie o tym świecie było dosyć mgliste, a wyobraźnia wciąż nienasycona. Warto byłoby w przyszłości pokazać ten świat szerzej i jakoś tę wiedzę usystematyzować, czy to w formie zwykłej mapki, czy to krótkiego słownika na końcu książki.

Jeśli chodzi o warsztat literacki, to pod tym względem Łukawski w ogóle nie przypomina debiutanta. Jego opisy są plastyczne i szczegółowe, widać też, że autor ma niemałą wiedzę o średniowiecznej wojskowości. Same dialogi są lekko stylizowane na średniowieczną mowę, co nadaje powieści charakterystycznego klimatu, ale jednocześnie nie zrazi tych, którzy za takim stylizowaniem nie przepadają.

Podsumowując, pierwszy tom „Krainy Martwej Ziemi” to debiut solidny, który rozbudza apetyt na więcej. Pozornie tylko prosta historia okazuje się być zmyślną intrygą, a żadnego z bohaterów nie możemy jednoznacznie ocenić. Ogromnym plusem jest też czerpanie z mitologii Słowian, choć samo uniwersum nie jest, jak dla mnie, dostatecznie dobrze pokazane. Mimo tej drobnej wady ze spokojnym sumieniem „Krew i stal” polecam każdemu, kto lubi fantasy ze słowiańskim zacięciem.

Tytuł: Kraina Martwej Ziemi T. 1 Krew i stal
Autor: Jacek Łukawski
Wydawnictwo SQN
Data premiery: 17.02.2016
Liczba stron: 384