22 Paź Robin Hobb - Przeznaczenia Błazna (recenzja)

Napisał Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

przeznaczenie blazna MNa początku tej recenzji muszę przyznać, że miałam duże oczekiwania w stosunku do „Przeznaczenia Błazna”. Powieść ta miała być w końcu zwieńczeniem dwóch bestsellerowych cykli Robin Hobb o losach Bastarda Rycerskiego i jego najbliższego przyjaciela Błazna. Choć proza Hobb nigdy nie należała do przesadnie przesyconej akcją, to spodziewałam się wręcz epickiego zakończenia tej historii. Co otrzymałam w rzeczywistości? Tego dowiecie się z poniższej recenzji.

Bastard Rycerski w asyście swoich najwierniejszych przyjaciół chce pomóc księciu Sumiennemu w wypełnieniu jego obietnicy złożonej zawyspiarskiej księżniczce Ellianii. Przyszły władca musi zabić smoka, który ukryty pod lodową skorupą na dalekiej wyspie Aslejval pogrążony jest w wiecznym śnie. Tylko po zabiciu bestii Sumienny będzie mógł starać się o rękę ukochanej, a tym samym doprowadzić do zawarcia pokoju pomiędzy Królestwem Sześciu Księstw a Wyspami Zewnętrznymi. Choć Bastard nie ustaje w wysiłkach, by doprowadzić księcia do celu, to jego przeznaczenie szybko nakazuje mu zboczyć z obranej ścieżki.

Wszystkich tych, którzy liczyli na to, że Sumienny szybko spełni daną ukochanej obietnicę muszę rozczarować – akcja w „Przeznaczeniu błazna” rozwija się bardzo powoli. Oczywiście, spokojne tempo jest jednym z wyznaczników prozy Hobb, jednak można odnieść wrażenie, że pod tym względem autorka osiągnęła szczyt swoich możliwości. Gdyby Hobb skupiła się przede wszystkim na prowadzeniu głównego wątku (swoją drogą bardzo wciągającego), to w gruncie rzeczy książka straciłaby może nawet dwie trzecie ze swojej objętości. Lwia część tej historii przedstawia bowiem wszystkie te skomplikowane relacje międzyludzkie, w które został uwikłany Bastard oraz pozostali bohaterowie cyklu.Momentami jest to nużące, bo niekiedy książka odsuwała się za bardzo od fantasy na rzecz niebezpiecznego zbliżania do gatunku obyczajowego. W ostatecznym rozrachunku jednak jestem z tego zabiegu zadowolona – w ten sposób Hobb ostatecznie rozliczyła się z przeszłością wykreowanych przez siebie postaci, przez co pożegnanie z nimi nie wywołuje częstego w takich przypadkach uczucia żalu i niedosytu. Innymi słowy, choć powieść jest niezwykle rozbudowana o szereg pozornie niewiele znaczących i niekiedy męczących wątków pobocznych, to w gruncie rzeczy wychodzi jej to na dobre. Hobb udziela czytelnikowi w „Przeznaczeniu błazna” wyczerpujących odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mogły przyjść mu do głowy od lektury pierwszego tomu „Skrytobójcy” i to jest zdecydowaną zaletą tej książki. Niemniej, zarezerwowali warto zarezerwować sobie na lekturę „Przeznaczenia błazna” więcej czasu i uzbroić się w cierpliwość, bo podróż do nieznanych krain będzie nader długa.

Podobnie jak poprzednio, tak i tutaj autorka sporo czasu poświęciła na przedstawienie świata. Hobb z charakterystyczną dla siebie szczegółowością wprowadziła czytelników w tę pełną skrajności społeczność zamieszkującą Wyspy Zewnętrzne sprawiając, że początkowo ograniczony do Królestwa Sześciu Księstw świat nie tylko pokaźnie się rozrósł, ale nabrał dodatkowego kolorytu. I w tym wypadku można mówić o kompletnym zamknięciu historii, bo dzięki „Przeznaczeniu błazna” odkryć można już pełne oblicze tego uniwersum.

Z pewnością zauważyliście, że wiele uwagi poświęcam Bastardowi, właściwie pomijając tytułowego bohatera. Otóż, jak to w przypadku wybrańca bywa, losy wszystkich innych postaci pojawiających się w książce zależą właściwie tylko od poczynań Rycerskiego. I choć w przypadku pierwszego tomu mogło się nam jeszcze wydawać, że cykl „Złotoskóry” będzie szerzej przedstawiać losy Błazna, to tom ostatni ostatecznie odziera nas z tych złudzeń. Czy to źle? Momentami miałam już dosyć tego, że wszystko kręci się wokół Rycerskiego, ale biorąc pod uwagę fakt, że od samego początku autorka wyraźnie podkreślała jego znaczenie w tym świecie nie sposób dojść do wniosku, że bez niego losy reszty bohaterów byłyby po prostu nijakie. Niemniej, o wiele lepiej czytałoby mi się „Przeznaczenie błazna”, gdyby Hobb pokazywała wydarzenia również z perspektywy innych bohaterów.

Podsumowując, choć „Przeznaczenie błazna” nie wbija fotel i nie wprawia w niedowierzanie, to dla każdego, kto z radością przeczytał tomy poprzednie, tak i ten w pełni go usatysfakcjonuje. W ostatnim tomie „Złotoskórego” Hobb zaserwowała swoim fanom kompletne zakończenie tej historii, prezentując cały świat i rozwiązując dotychczas niezałatwione problemy. Oczywiście, książka ta wymaga od czytelnika cierpliwości, bo akcja zwyczajnie się ślimaczy, ale jeśli ktoś dobrze zna twórczość Hobb to jest już do tego przyzwyczajony.

Tytuł: Przeznaczenie Błazna
Cykl: Złocisty
Autor: Robin Hobb
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 2016
ISBN: 9788374806541
Liczba stron: 986

przeznaczenie blazna M