09 Lut HEL-3 – Jarosław Grzędowicz (recenzja przedpremierowa)

Napisane przez Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

GRZEDOWICZ Hel 3 fragment2 page 001 656x1024Jarosław Grzędowicz „Panem Lodowego Ogrodu” i „Popiołem i kurzem” przyzwyczaił swych czytelników do wysokiej jakości produktów literackich, cechujących się plastycznym językiem, wielowymiarowymi bohaterami oraz intertekstualności. Wyczekiwana przeszło pięć lat nowa powieść autora „HEL-3” może niektórych rozczarować, ale nie można o niej powiedzieć, że nuży czy zajmuje się błahymi tematami. Jednak największą bolączką książki jest fakt, że pozostawia wielki niedosyt, a po pewnych aspektach pozostawia ambiwalentne uczucia.

Przede wszystkim trzeba wspomnieć, że tym razem nie przenosimy się do dalekiej przyszłości, w której możliwe są dalekobieżne wyprawy kosmiczne, ale niespełna pół wieku, do świata, gdzie polityczna poprawność i nadmierna dbałość o ludzkie zdrowie i środowisko to nowa szara codzienność. Spaliny, wysokotłuszczowe czy alkoholowe produkty, zakłócanie porządku są surowo karane, zaś większość przewin traktowanych jest tak, jakby godziły w istotę społeczeństwa, odbierane są jako działanie niehumanitarne. Ludzie przestają żyć społecznie i zamykają się w sobie, świat wirtualny przyćmiewa realny, liczą się tylko internetowe filmy, pokazujące skandale i huczne wydarzenia, a wszystko to mieści się w pojęciu iventy, które przyczyniły się do stworzenia niezależnego ivenciarza, osoby zajmującej się kręceniem takich wideo. Jeden z nich ma stać się pierwszym dziennikarzem (tego zawodu już tam nie ma) nowej epoki.

Norbert para się ivenciarstwem, rejestruje zdarzenia, które w założeniu mają szokować, a co za tym idzie – zdobywać odsłony i popularność, bo to przynosi zyski. Podczas jednego takiego wydarzenia dochodzi do poważnej katastrofy – zaplanowanej, co zresztą bohater wiedział i miał zamiar nagrać – na skutek której Norbert zostaje ocalony przez sekretną organizację militarną, a jeden z jej członków niszczy mu sprzęt, drugi zaś każe mu powrócić do domu. Mężczyzna czyni to, lecz udaje mu się odzyskać materiał, po jego opublikowaniu natomiast udaje mu się trochę zarobić. Gdy nadarza się kolejny ivent, lecz o zupełnie innym charakterze, decyduje się go nakręcić, i to właśnie on przyczynia się do rozwoju jego pracy, przynosząc niespodziewane konsekwencje.

Warstwa fabularna została właściwie przemyślana. Grzędowicz prowadzi narrację w taki sposób, że trudno cokolwiek przewidzieć, nie kumulują się tutaj motywy cechujące gatunek, brakuje schematyczności – wobec tych spraw autorowi należy się ukłon. Unika on umiejscowienia swego tekstu w konkretnej szufladzie „literatury gatunków”, starając się podjąć ambitnych tematów i przeanalizować jedną z przyszłości całkiem możliwej, zorientowanej na techniki audiowizualne, połączone z umysłem i zmysłami bezpośrednio; dodatkowo stara się zaakcentować kierunek, w którym może pójść świat, gdy obierze kurs na poprawność i zdrowość. W nadmiarze, rzecz jasna. Można się przyczepić tutaj do nierównego tempa akcji, braku wyrazistego punktu kulminacyjnego w ostatnim stadium intrygi oraz niesatysfakcjonującego zwieńczenia utworu, choć przynoszącego ciekawe wnioski.

W przeciwieństwie do „Pana Lodowego Ogrodu”, oprócz głownego bohatera vel narratora, trudno doszukiwać się w „HEL-3” wyrazistych, mocno zarysowanych portretów psychologicznych. Dwie intrygujące postacie grają wyłącznie drugoplanowe role i częściej są wspominane niż samodzielnie występują. W tym względzie lektura bardziej przypomina horror „Popiół i kurz”, w którym również niemal tylko protagonista mógł stanowić wzór kreacji bohatera, choć mam wrażenie, że i tam, prędzej dałoby się doszukać kogoś ciekawiej napisanego. Po części taki zabieg jest zrozumiały – czytelnik wnika w psychologię Norberta, poznaje jego sposób postrzegania świata i tok myślenia, priorytety, motywacje, obawy i dążenia, czasem też przeszłość czy relacje ze znajomymi.

Niemniej, taki obraz środowiska socjologicznego jest bardzo pesymistyczny, bowiem pisarz rysuje portret społeczeństwa pseudo-wyidealizowanego, ale wyłącznie z wierzchu, obnażając hipokryzję ich działań od środka, acz nikomu raczej nie powinien doskwierać brak logicznego wyjaśnienia, dlaczego akurat ludzkość zaczęła wykazywać się zainteresowaniem pewnych problemów. Śmieszne wydają się w tej materii też postępowania dość irracjonalne, ale nie bezpodstawne.

Jeżeli komuś długo brakowało niezwykłej plastyki i zabawy lingwistycznej Grzędowicza, jaką zaprezentował w „Panu Lodowego Ogrodu”, niestety w „HEL-3” nie uświadczą podobnych zabiegów. Autor w procesie twórczym obrał zupełnie inną poetykę, bliższą kształtującym się trendom językowym – w utworze wiele skrótowców, słów właściwych mowie potocznej, neologizmów bazujących na popkulturze mediów czy prostych sformułowań, które pozwalają w zrozumiały sposób dotrzeć do szerszego grona czytelników. À propos intertekstualności, nie jest ona wprawdzie tak wysoce wyszukana, jak we wspominanym tu wielokrotnie „Panu…”, lecz korzysta – prócz odniesień do kultury internetowej – odwołań do wysokiej literatury science fiction, choćby Lema czy Zajdla, a nawet Żuławskiego (a to tylko z polskich).

Niewątpliwie jednak „HEL-3” Jarosława Grzędowicza niesie za sobą refleksyjne przesłanie i to nie w jednej, a w kilku dziedzinach, chociaż można mieć do autora za złe, że czasem niektóre tematy traktuje nader pobieżnie, nie pogłębiając problematyki. Boleć można także nad nierównym tempem akcji, ale to nie przypadłość, bowiem nie jest to czysto rozrywkowa pozycja i chwała jej za to, ponieważ na rynku wydawniczym zaczyna powoli dominować kultura nadmiaru. Ciekawe, zmuszające do myślenia, podejmujące aktualne tematy i bawiące się w futurologię okołocyberpunkową – tak można by podsumować najnowsze dzieło Grzędowicza, aczkolwiek  autor mógł pewne aspekty dopracować. Szczególnie zakończenie.

GRZEDOWICZ Hel 3 fragment2 page 001 656x1024