16 Maj Komornik. Rewers – Michał Gołkowski (recenzja)

Napisane przez Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

Komornik. RewersJakby na twórczość Gołkowskiego nie patrzeć, ma w sobie coś magnetyzującego i… Świeżego. Nie wpada on wprawdzie na odkrywcze pomysłu i nie emanuje innowacyjnymi rozwiązanymi, ale jego narracja szybko łapie za serce i, choć mocno wulgarna i prosta lingwistycznie, barwnie i brutalnie opisuje wszystko, co znamy z popkultury. Apokalipsa świętego Jana – i parę świadomych bądź nie łypnięć do tekstów apokryficznych – jako materiał wyjściowy i oczywiście liczne przeszkody, niedociągnięcia, walki i zmagania, aby się nie odbyła. U Gołkowskiego te motywy są, lecz ich wykorzystanie i układ zaciekawiają, nie zostawiając u czytelnika smaku odgrzanego kotleta.

Góra razu pewnego postanawia, że wybiła godzina Sądu Ostatecznego i wyciąga scenariusz końca wg świętego Jana – do życia powołani zostają Aniołowie Apokryficzni, mający się całe wydarzenie zorganizować. Niestety wytyczne, choć spełnione co do joty, są niecelne, bowiem plany nie przewidywały aż takiego progresu technicznego i przyrostu naturalnego – ludzi jest po prostu zbyt wielu na staromodne metody, a ich technologia ułatwia im ucieczkę przed niektórymi wysłannikami Góry. Dlatego też następuje zmiana planów, na ziemię zstępują Komornicy, wybrani spośród ludu pomazańcy, otrzymujący konkretne zadania. Do tego ogłaszane są liczne pobory, oferujące ludziom profity za dobrowolne oddanie się w ręce aniołów. Nie można zapomnieć także o krążących tu i ówdzie niszczycielach, mutantach, potworach i inszym cholerstwie, na tle wojny sił Dobra ze Złem.

W takim krajobrazie rozpoczęła się przygoda Ezekiela Siódmego i, w zasadzie, niewiele się zmieniło – Ziemia wciąż stoi w bezruchu, gotowa na rozłupanie niby orzech, gwiazdy zdążyły pospadać jak wulkaniczny popiół, zaś jeden obóz okupuje półkulę zakrytą wiecznym mrokiem, a drugi – zajmuje ten rozjaśniony. Po ostatnich wydarzeniach, Ezekiel zostaje wysłany do Cienia, gdzie już nie będzie mógł liczyć na pomoc przełożonych. Czeka go tam wiele niespodzianek i czarnej roboty, nikt przecież nie będzie za darmo ochraniał mu tyłka – niebezpieczeństw tam zaś nie brakuje: demony, monstra, ludzie… I ogrom innych wisienek na torcie, a raczej pełnoprawnego, brutalnego nadzienia.

Gołkowski, aby nadać fabule dynamiki obrał po trosze narrację w poetyce powieści drogi – wciąż nowe lokacje, nowe postacie, nowe problemy i przeszkody, czytelnik ciągle otrzymuje coś, czego wcześniej nie było w ekspozycji. Czasem nawet ma się wrażenie rozgrywki rodem z gier – bohater napotyka wroga, dogaduje się z nim, zabija sprytnym posunięciem bądź staje twarzą w twarz, szukając sposobu pokonania. Z jednej strony to rozwiązanie gier wymagających, lecz z drugiej ileż można oglądać mordobicia… Eufemistycznie rzecz ujmując. Na szczęście – mniej lub bardziej przewidywalnych – zwrotów fabuły w powieści nie brakuje, a sukcesywne rozbudowywanie świata zawiera w sobie wyważoną dawkę informacji, które nie nużą i częściej zaciekawiają, niż wprowadzają odbiorcę na dłużyzny.

Z tego, co mi wiadomo, cykl ma być trylogią, więc nie dziwię się, dlaczego „Rewers” w niektórych miejscach cierpi na bolączki środkowego tomu. Jak wspomniałem wyżej zdarzeń spektakularnych, wyrazistych i trzymających w napięciu nie brakuje, ale czasami pretekstowe wątki jakoś nie bardzo angażują. Owszem, czyta się to szybko i przynosi rozrywkę, czytelnik bawi się wraz z intertekstualnymi mrugnięciami czy odkrywaniem malowniczych wizji Gołkowskiego, ale brakuje tu pewnej „treści”, „głębi”, kilku dyskretnie i nienachalnie wciśniętych tematów i spojrzeń do refleksji. Do tego odczuwa się niedosyt z tych, odrobinę rozczarowujących, bowiem brakuje w „Rewersie” swoistego domknięcia – jakiejś bocznej, dobrze skonstruowanej historii, która byłaby namiastką „kompletnej opowieści”.

Wydarzenia są w książce ciekawe, choć raczej nieprawdopodobne, czego nie do końca można powiedzieć o bohaterach. Ich rysy psychologiczne są często dobrze namalowane, główny bohater skrywa przed czytelnikiem parę tajemnic, ale mniej więcej odbiorca zna jego dzieje i wie, że niesie za sobą pewną historię. Jego działania nie są odcięte od przekonań, motywacji, dążeń, ani obaw – postępuje według planu i często reaguje w zgodzie z ludzkimi odruchami; nie można zapomnieć także o indywidualnych cechach, które posiada i które nie zostały wciśnięte mu na zasadzie „masz, abyś się trochę wyróżniał”. Nieco gorzej jest z postaciami pobocznymi, nierzadko będącymi wyłącznie tłem dla poczynań protagonisty, lecz zdarzają się interesujące wyjątki – choćby Azrael, postać niejednoznaczna, acz to określenie pasuje do wielu przemykających przez karty książki, co jest zasadniczo jej plusem.

Język stosowany przez Gołkowskiego nie wlicza się w poczet subtelnych, wręcz lirycznych i pełnych wysokoartystycznych metafor – taka metodyka nie przeszłaby w grotesce (spranym miksie komedii i tragedii, z elementami parodii), utrzymanej w brutalnym, bezwzględnym tonie, gdzie śmierć nie jest czymś ani wyniosłym, ani niezwykłym – zabijanie, torturowanie, okrucieństwo to w „Rewersie” profanum, codzienność. Dlatego uzasadnione wydaje się pióro proste i „soczyste”, stawiające – według zasady Rorty’ego – na pragmatyzm języka. Wysokich walorów lingwistycznych może i w utworze deficyt, za to owa warstwa zazębia się z treścią dzieła.

Druga część „Komornika” spełnia swoje zadanie – dostarcza rozrywki i nowego spojrzenia na apokalipsę, bez unikania popkulturowych klisz i drobnej intertekstualności. Akcja mknie do przodu z siłą podróży bohatera, nowe motywy atakują na każdym możliwym kroku, no i nie brakuje w utworze kilku zmyślnych zaskoczeń, przygotowanych na nieświadomych czytelników. Pewna nisza na rynku została wypełniona.

Komornik. Rewers