05 Cze Marcin Mortka - Królewska Talia (recenzja)

Napisane przez Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

Marcin Mortka Królewska TaliaNajnowsza powieść Marcina Mortki opowiada o wielu wydarzeniach, które w twórczości autora się już rozegrały – knowania przeciw władzy, kwestie rasowości, różnice kulturowe czy potężna siła niszcząca stary porządek świata to motywy dobrze znane stałym czytelnikom prozy Mortki, ewidentnie czerpiącego ze sprawdzonych schematów. Jednak trzeba usprawiedliwić jego zapożyczenia z własnych utworów tym, że bierze wyłącznie szkielet, a całą resztę zmienia równie sprawnie jak modelka garderobę – i nierzadko równie efektownie.

Na Mandylion pada strach i dotyka go katastrofa, nieznana siła zwaną Czernią zmusza mieszkańców królestwa do ucieczki za Wściekłe Morze, gdzie znajduje się Taliad, miejsce, które może zastąpić im ojczyznę. Niemniej, zasiedlona kraina nie przypomina ich domu. Rozszerza się bezprawie, gorzeją waśnie, rody knują przeciw sobie, a w międzyczasie młody szlachcic zaczyna prowadzić małe śledztwo, doprowadzającego go do niebezpiecznej tajemnicy, mogącej zmienić oblicze Nowego Mandylionu. Musi więc wyruszyć w wielką podróż, aby uratować świat.

Delikatne streszczenie fabuły być może dla niektórych brzmi znajomo. Nie ma się co dziwić. Mortka wykorzystał kilka motywów zarówno z „Przygód Madsa Voorten” jak i „Miecza i kwiatów” (z naciskiem na ten pierwszy cykl): w „Martwym Jeziorze” krainę anektuje ogromna smoczyca, pochłaniająca stopniowo dawne królestwa oraz zaburzająca stary ład społeczno-polityczny; niektóre nacje i rasy uciekają podobno za tytułowy akwen, aby znaleźć tam nowy dom. W warstwie fabularnej skupia się Mortka w tamtej serii na ziemiach podbitych i działaniach wyzwoleńczych, w „Królewskiej Talii” rzecz dzieje się po drugiej stronie, gdzie również nie dzieje się najlepiej, ale rozwój wypadków przebiega zgoła inaczej – do tego nastrojowość obu dzieł jest dość odmienna.

Narracja w „Królewskiej Talii” prowadzona jest poprzez wędrówkę głównego bohatera, co jednocześnie powiela sposoby opowiadania z poprzednich książek pisarza i nawiązuje do tradycji heroic fantasy. Nie brakuje zatem na kartach powieści magicznych artefaktów – czego najlepszym dowodem tytułowy przedmiot – szeregu przeciwników (choćby Pieśniarzy), miejscowego podziału na czarne i białe charaktery, a cała rzecz zaczyna się w momencie, kiedy sam protagonista nie jest przesadnie wyszkolony i dopiero zaczyna kształtować swój charakter i umiejętności. Powieść ma także znamiona high fantasy – świat przedstawiony nie jest wyłącznie tłem dla poczynań bohaterów, lecz odgrywa niezwykle ważne zadania: daje pole do popisu autorowi na zaprezentowanie społecznych zależności, relacji i konfliktów, ukazać procesy kolonizacyjne i kulturotwórcze. Do tego uniwersum rozbudowywane jest konsekwentnie, z rozmachem i pieczołowitością, co przekłada się na miejscowe zwalnianie tempa akcji.

Podobnie jak w „Martwym Jeziorze” niefrasobliwa akcja przetykana jest emocjonującymi a wartkimi scenami, chociaż w tej książce seria niefortunnych zdarzeń (tarapatów, w które wpada permanentnie bohater, ale równie szybko – i z podejrzanym szczęściem – z nich wychodził) jest dynamiczna na dłuższą drogę, przeplataną sporadycznymi przystankami, aby odsapnąć. Taki zabieg jest istotny w nurcie literatury młodzieżowej, ponieważ szybciej angażuje czytelnika w historię i częściej obsypuje go atrakcyjnymi momentami.

Wielu odbiorcom z pewnością do gustu przypadnie też główny bohater, Tankred, młodzieniec nagle uwikłany w zdarzenia, które łatwo mogą go przerosnąć. Nieraz znajduje się w opresji – być może sekwencje problemów są przeciwwagą do licznych opisów rozwijających świat – ale tak szybko jak w nie wpada, tak szybko się z nich wyswabadza, co nie do końca może się podobać, bowiem autor wyczuwalnie idzie protagoniście na rękę, żeby wszystko się dokładnie zazębiało. I chociaż wady takiej konstrukcji są wyraźnie, starają się je zrekompensować cechy postaci, które pozwalają się z nim identyfikować, przez co między czytelnikiem a nim wytwarza się nić sympatii, adresat zaczyna przejmować się jego losami. Sprawa pozostałych bohaterów wygląda odrobinę inaczej – bohaterowie rzadko są zindywidualizowani, częściej pojawia się postać zbiorowa, wyrażana specyfiką grupy. Wiele przesłanek wskazuje także, iż w przypadku Mandylionu odbiorcy mają do czynienia z kulturą kolektywną.

W „Królewskiej Talii” kwestie warsztatowe na szczęście nie zostały potraktowane po macoszemu i Mortka ciągle wychodzi z założenia, że historię warto opowiadać pięknym językiem, wspartym gawędziarską biegłością, która od pierwszych stron porywa czytelnika.

Marcin Mortka Królewska Talia