05 Cze Tomasz Marchewka - Wszyscy patrzyli, nikt nie widział (recenzja)

Napisane przez Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

Tomasz Marchewka Wszyscy patrzyli nikt nie widziałNikt nie wiedział, że Marchewka ze scenopisarza stanie się powieściopisarzem w tak szybkim tempie – wystarczyła jedna książka, aby udowodnić, że ma talent i wyczucie, którego może pozazdrościć mu wielu debiutantów. „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” to niezbity dowód tego, że wprawa na polu gier może zaowocować całkiem przyzwoitym warsztatem i umiejętnością sprawnego konstruowania fabuły.

Hausenberg, Miasto Szulerów, nie jest łaskawe dla altruistów, a sprawiedliwość niejedno ma imię. Nocą arterie metropolii rozświetla alchemiczne światło latarni, acz mrok zalegający w bocznych uliczkach skrywa w sobie szybkie pięści i skrytobójcze ostrza. Jedynie szulerskie umiejętności stanowią powód do dumy i mogą stać się furtką do wyższego statusu społecznego. Zdawać by się mogło, że z rewolucją techniczną – alchemiczną – prestiż miasta będzie oddziaływać na wszystkich mieszkańców i przewartościuje wewnętrzne relacje, ale okazuje się, że silne tradycje i niepisany kodeks półświatka są trwalsze niż pomnik ze spiżu. Nie tak łatwo wykorzenić stare reguły oraz swoisty folklor Hausenbergu.

I choć trudno wyobrazić sobie dojrzewanie w takim miejscu, Slavie udało się wychować na ulicach tego miasta i nawet zdobył wystarczające kompetencje, aby zmagać się z największymi graczami. W końcu jest uczniem samego Profesora, żyjącej legendy szulerów, do którego niejeden chciałby dotrzeć. Jednak to chłopiec jest w tym wszystkim najistotniejszy – czytelnik śledzi głównie jego losy, jego zmagania, żeby stać się numerem jeden, jego tarapaty i ucieczki, a także plany zyskania sławy i chwały. Niestety, chłopiec nie przewidział tego, że w Hausenbergu szykuje się coś wielkiego.

Cała opowieść składa się na swoisty tryptyk – złożony z właściwej akcji, skupiającej się na losach młodego, diablo zdolnego szulera oraz dalszej i bliższej historii miasta. Struktura narracyjna została wyważona tak, żeby czytelnik nie miał wrażenia dłużyzn czy natłoku informacji – dynamicznie rozwijająca się intryga zgrabnie przeplatana jest wieściami o świecie przedstawionym, dialogami i czynnościami bohaterów, które niejako pozwalają zgłębić ich charakter i zanurzyć się w sekretach samego miasta. Marchewka stara się w opowieści odcinać nużące momenty i kompresować sceny nieatrakcyjne rozrywkowo, co rzutuje na łatwiejszy i przyjemniejszy odbiór, acz czasem stara się wpleść w treść trudne pytania z zakresu moralności i ludzkiej kondycji, a nierzadko też mruga do czytelnika za pomocą intertekstualnego motywu.

Wielobarwność świata przedstawionego nie ogranicza się wyłącznie do powierzchowności, społeczne relacje, konteksty kulturowe i system wartości także zostają mniej lub bardziej szczegółowo zarysowane i razem tworzą zazębiające się, kompletne i tętniące życiem mikrouniwersum. W niektórych miejscach widać jawne inspiracje estetyką steampunku, do którego można zresztą powieść wpisać, ale kanon à la wiktoriańskiej powieści pikarejskiej również lekko się na „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” odcisnął, choć byłbym bardziej skłonny przypisać autorowi natchnienie branżą gier – szczególnie nieostygłe jeszcze „Dishonored” oraz nowe „Thief”; z dużym naciskiem położonym na hazard, szulerkę oraz wszelakiego rodzaju przekręty w tychże.

Z bohaterami rzecz się ma jednako – są dobrze skonstruowani, lecz nie można określić ich mianem cuda charakterologicznego. Główny bohater, Slava, boryka się z wieloma kłopotami natury osobistej, tożsamościowej, kryminalnej i własnymi ambicjami – czytelnik zżywa się z postacią poprzez jej przyziemność: identyfikowanie się z nią działa na zasadzie podobieństw, które są u niej często uniwersalne. Zresztą, nie tylko cechy psychiczne i fizyczne bohatera przybliżają go odbiorcy, ale też motywacje, dążenia, obawy i słabości, podnoszących prawdopodobieństwo jego charakteru. Ale nie on jeden gra na scenie utworu – bardzo intrygująca, a zarazem tajemnicza jest postać Profesora, która odkrywa karty dopiero w epilogu. Petro i Nino, dwie barwne sylwetki, również nie stanowią jedynie tła dla poczynań protagonisty i nierzadko wnoszą coś od siebie. Na koniec, z ważniejszych bohaterów pozostaje jeszcze Camila, swoista famme fatale, przyczyniająca się do kilku naprawdę istotnych, lecz też zabawnych momentów w historii Slava.

Warsztatowo nie ma większych zastrzeżeń – pióro Marchewki zdołało się trochę wyrobić przy pracy nad grą „Wiedźmin 3: Dziki Gon” oraz dodatkiem „Krew i wino”, dlatego w książce nie ma wielu błędów, nierzadko cechującego niewprawionego autora. Zgrabne zaplatanie historii, wplatanie wiarygodnych rozwiązań i suspens to zdaje się także zasługa doświadczenia przy pracy nad scenariuszem do uznanej produkcji.

Słowem na koniec: magia płynąca ze stron debiutu Tomasza Marchewki czaruje nie tylko bogactwem nietuzinkowych wątków i sposobem ich prowadzenia, ale też barwnymi postaciami oraz skrupulatnie zaplanowaną intrygą, zaskakującą na każdym kroku, lecz najbardziej w scenie kulminacyjnej i epilogu. Na uznanie zasługuje również gracja, z jaką wydarzenia półświatka Marchewka wynosi na salony.

Tomasz Marchewka Wszyscy patrzyli nikt nie widział