01 Wrz Andrius Tapinas - Wilcza godzina (recenzja)

Napisane przez Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

Andrius Tapinas Wilcza godzinaJakiś czas temu, składając zestaw opowieści steampunkowych, w trakcie wspomnień oraz poszukiwań, zauważyłem, że mimo dość szerokiego i barwnego oddziaływania subgatunek ten literacko nie jest w Polsce specjalnie bogaty – szczególnie, gdy staje w szranki z space operą bądź dystopią. Nie miną bodaj rok, a na rynku zagościło kilka naprawdę intrygujących tytułów, takich jak „Wilcza godzina” Andriusa Tapinasa, czyli rzecz o Wilnie w kłębach pary.

Na wydanie „pierwszego litewskiego steampunku” zdecydowało się Sine Qua Non i być może nie był to najlepszy z możliwych wyborów, ale na pewno zaserwował polskim czytelnikom jedną z lepszych propozycji w estetyce gorsetu, machin i pary, jakie obecnie znaleźć można w rodzimej ofercie. Tapinas, na co dzień dziennikarz telewizyjny, postanowił zadebiutować powieścią dość osobliwą i pionierską na litewskiej krainie, a chociaż udało mu się wykreować świat tętniący życiem, harmonijny i logiczny, to i tak oddał w ręce czytelników odrobinę nierówną książkę.

Już na samym początku czytelnik wrzucony jest na głęboką wodę – nie wie, kto przewodzi trzodzie bohaterów, nie wie, której nitki wątku się chwycić, a z postaciami jakoś trudno mu się identyfikować z bardzo prozaicznego powodu. Ot, po prostu za mało o nich wie, za mało pokazują i za szybko zmienia się perspektywa. Na szczęście leniwa fabuła wreszcie umożliwia odbiorcy zaczerpnięcie powietrza, zorientowanie się w sytuacji i przełamanie swoistego szoku narracyjnego, aby potem zanurzyć się w przygodę, nierzadko spychaną na drugi tor przez lokomotywę pięknych, plastycznych krajobrazów i ekonomiczno-społecznego tła – czyli tego, co w tym torcie stanowi najsmaczniejszą część.

Właśnie. Wielowątkowość, która na starcie może zrazić i pogubić adresata w wątkach i postaciach, tuszowana jest na szczęście przez konsekwentnie montowany szkielet świata przedstawionego, zataczany horyzont Wilna, miasta pogrążonego w parze i prężnie rozwijającego się za sprawą odkrytego w nim prometylu, gazu, który zmienił oblicze Europy. Jednak pomimo tego, że dawna stolica Litwy stanowi punkt centralny powieści z najdokładniejszym rysem ekonomicznym, socjologicznym, kulturowym, architektonicznym oraz politycznym, to czytelnikom przyjdzie zajrzeć również do steampunkowego Krakowa, Pragi i Konstantynopola – członków tzw. Alansu, związku wolnych miast, prowadzących wspólne interesy.

Język „Wilczej godziny” szczęściem nie zgrzyta, nie kwitnie potworkami, a korekta i redakcja zapewne skutecznie wypleniła lingwistyczne chwasty, dzięki czemu czytelnik łatwiej wciąga się w lekturę, niedręczony osobliwościami. Z prowadzeniem fabuły już autorowi tak prosto nie poszło. Początek zbyt wiele czerpie z nauk Hitchcocka, ale później tempo staje się znacznie wolniejsze i snuje się do finału niczym leniwy wąż, zygzakiem do przewidzenia, lecz na końcu następuje coś niespodziewanego. Bodaj największy plus w intrydze powieści.

Ostatecznie więc „Wilcza godzina” jawi się czytelnikom jako melanż kryminału, kilku opowieści obyczajowych, political fiction i naturalnie steampunku, estetycznie dopracowanego w najmniejszych szczegółach, aczkolwiek przez większość czasu fabuła jest oczywista, dopiero w końcowej scenie kulminacyjnej dochodzi do sprawnego zwrotu. Z bohaterami sprawa ma się dość osobliwie, choć nie można powiedzieć, że są przerysowani czy pretensjonalni.

Andrius Tapinas Wilcza godzina