14 Wrz Brandon Sanderson - Calamity (recenzja)

Napisał Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

Brandon Sanderson CalamityWszyscy czekamy na „Dawcę Przysiegi”, trzeci tom „Archiwum Burzowego Światła” – cyklu, który jawi się ze wszech miar jako opus magnum Brandona Sandersona. Ten błyskotliwy, a zarazem niezwykle płodny pisarz zapewne zachorowałby poważnie, gdyby w międzyczasie nie pracował nad czymś innym. Jednym z owoców owej pracy jest „Calamity” – trzeci tom trylogii „Mściciele”.

Profesor, niegdysiejszy przywódca Mścicieli, nie jest już sobą. Władzę nad nim przejęła moc Epika, którą tak długo starał się ukrywać – niestety, w końcu wszystkie hamulce puściły. Stał się Limelightem, jednym ze zdecydowanie najpotężniejszych i najbardziej niebezpiecznych członków Elity, a to, że zna na wylot metody jedynych ludzi gotowych do walki z nim dodatkowo zwiększa jego siłę. David i Megan oraz ich przyjaciele nie spoczną jednak, dopóki nie unieszkodliwią Profesora – to ich najważniejsze i najtrudniejsze do tej pory zadanie.

W związku z tym, że „Calamity” jest trzecim tomem „Mścicieli” czytelnicy powinni już doskonale wiedzieć, czego się po powieści spodziewać – i właśnie to dostaną. I nie chodzi tu tylko o powrót znanych doskonale bohaterów czy naszpikowaną akcją fabułę. Ostatnia powieść trylogii przypomina swoje poprzedniczki znacznie bardziej; oczywiste podobieństwo kryje się w schemacie, na jakim oparta jest historia. Znowu pojawia się główny zły, który majaczy daleko na horyzoncie: miejsce Stalowego Serca i Regalii zajmuje sam Profesor. Wzorem swoich poprzedników postanawia obrać za siedzibę jedno z wielkich amerykańskich miast, Atlantę. Mściciele trafiają tam po krótkiej wędrówce i od razu biorą się do tego, co idzie im najlepiej: tworzenia wielkiego planu, który ma unieszkodliwić ich nemezis, a który posypie się w wyniku nieprzewidzianych trudności zaraz po tym, jak zaczną go realizować. Brzmi znajomo, prawda? A jeśli komuś jeszcze tego mało, aby powrócić do świata obdarzonych mocą Epików, to dodam, że co kilka stron główny bohater, David, serwuje jedno ze swoich popisowych porównań, których pełne były poprzednie dwie powieści. Tym razem każe Megan iść chyłkiem, jakby dźwigała na plecach ołowiany posąg Buddy, twierdzi, że zna stosy amunicji mówiące więcej niż Abraham, w końcu zapytany o samopoczucie odpowiada, iż czuje się jak kromka chleba na koncercie rockowym.

Wątpliwości dotyczące „Calamity” budzić może rola Zawłaszczacza. Jako postać nie jest ani szczególnie ciekawy, ani też irytujący – to kolejny z dziesiątek rozwydrzonych Epików zasiedlających świat Mścicieli, jego jedyny wyróżnik stanowi powiązana z jego zachowaniem tajemnica, o której wciąż przypomina Sanderson. Warto jednak zauważyć, że pojawia się dopiero w trzecim tomie, w poprzednich nie był nawet wspominany, a ostatecznie okazuje się bohaterem kluczowym dla całego uniwersum. Do tej pory autor „Drogi królów” słynął z tego, że grunt pod najważniejsze twisty przygotowywał z wyprzedzeniem – tym razem zdecydował się na zdecydowanie szybsze rozwiązanie. W efekcie znacznie większe wrażenie niż ostatni zwrot akcji robią te związane z tożsamością Profesora i Megan. Zresztą jej wątek, ściśle powiązany tym razem z obecnością Davida, wypada w powieści bardzo dobrze: Sanderson pomysłowo wykorzystuje jej moc, a do tego serwuje czytelnikom mały wyciskacz łez.

„Calamity” mimo swoich drobnych niedociągnięć z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom „Mścicieli”. Brandon Sanderson stanął na wysokości zadania i stworzył powieść ciekawą i wciągającą, a przy tym doskonale kontynuującą wszystko, co było udane w poprzednich tomach. Jeśli czekaliście na finał przygód Davida z zapartym tchem, możecie odetchnąć: było warto.

Brandon Sanderson Calamity