14 Lut Gdzie niebo mieni się czerwienią – Lisa Lueddecke (recenzja)

Napisane przez Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

Gdzie niebo mieni się czerwienią okladkaWielu młodych twórców wychodzi z – niemylnego – założenia, że aby zaistnieć na rynku, należy wymyśleć coś, czego nie było, rozepchać albo przełamać granice formuły, gatunku, nurtu, stylu i zapisać się na kartach literatury jako pionier czy awangardzista. Są jednak tacy, którzy wolą udoskonalać bądź mierzyć się z już istniejącymi elementami, kimś takim jest Lisa Lueddecke pisząca o apokalipsie, magii i quasi-baśni.

Sama autorka póki co nie doświadczyła zbyt wielu sukcesów na rynku wydawniczym, ale nie ma w tym jej winy ani czynnika niesprzyjającego recepcji powieści „Gdzie niebo mieni się czerwienią”. Wręcz przeciwnie, książka radzi sobie całkiem nieźle, tłumaczona jest na języki obce, zaś podejmowana w niej tematyka – wcale częsta w pozycjach young adult – opisana jest w sposób nietypowy i realiami w miarę świeży, choć trzymający się istniejącego już od dobrych paru lat trendu skandynawskiego.

Pewnego dnia na świat w odległej, skutej lodem wyspie Skane przychodzi mała Ósa. W dniu jej narodzin niebo rozjaśnia się czerwienią: ostrzeżeniem, i wówczas rozpętuje się piekło. Plaga dziesiątkuje mieszkańców, ginie matka dziewczynki i wielu bliskich, setki ścielą mogiłę, a zagrożenie wcale nie odchodzi daleko. Siedemnaście lat później, gdy Ósa powoli wchodzi w wiek dorosły, zorza na nieboskłonie znów rozświetla wyspę czerwienią, lecz młoda kobieta nie ma zamiaru bezradnie patrzeć, jak tysiące ponownie oddają żywot i postanawia działać.

Już sam zarys przywodzi schemat często spotykany: światu zagraża nadprzyrodzona siła, pozornie normalne „dziecko” wplata się w próbę powstrzymania zagrożenia, na swej drodze spotyka wiele trudności, odnosi jednak wymierna sukcesy, które motywują do dalszego działania, ale nagle dochodzi do sytuacji kryzysowej, niedającej nadziei, lecz w finale dochodzi do swego rodzaju cudu (czasem najwyższego poświęcenia). Po drodze bohater musi zaliczyć parę niemiłych spotkań z postaciami pobocznymi, kilka miłych, uciekać przed niebezpieczeństwem oraz o mało nie stracić przez nie życia… No i musi okazać się, że w jakimś stopniu protagonista jest wybrańcem. Szczęściem, sztafaż i ciekawe opisy Lueddecke pozwalają czytelnikowi czerpać z lektury niemało przyjemności.

Lueddecke nie zabłysnęła jednak nietypowym stylem ani kreacją bohaterów (całkiem wiarygodnych skądinąd) – głównym atutem „Gdzie niebo mieni się czerwienią” jest tło obyczajowe i magia świata. Oto na lodowatej wyspie Skane ludzie dostosowali się do życia w zgodzie z regułami Bogini, pomagającej wiernemu ludowi w zbiorach i ostrzegającej, gdy zbliża się niebezpieczeństwo. Według ich religii za sprawą zorzy bogini komunikuje, czy wszystko jest w porządku i co czeka mieszkańców – zieleń zorzy oznacza spokój, harmonię, niebieski nadejście burzy, sztormu i zawiei, zaś czerwony stanowi ostrzeżenie przez nadchodzącym kataklizmem. Wyraźnie rozpisane zwyczaje, zachowania, postawy są efektem nie tylko klimatu panującego na Skane, lecz także historycznych uwarunkowań, które czytelnik mógł po części poznać oraz oddziaływania swoistej magii. Wszystko, co trzeba podkreślić, w tym aspekcie współgra ze sobą niczym mechanizm szwajcarskiego zegarka.

Warsztatowo bez rewelacji, ale w żadnym wypadku nie oznacza to, że Lueddecke pisać nie potrafi – pisze całkiem sprawnie, układa przyjemne metafory i porównania, a całość jest poprawna. Dużą część pracy poświęciła fabule i tłu ekonomiczno-społecznemu – to ich opisy zdają się najdokładniejsze, najważniejsze i to na nich położony został największy nacisk ze względu na sugestywność i poetyckość. Co nie zmienia faktu, że bohaterowie zostali potraktowani po macoszemu. Co innego problematyka, skupiająca się na rozwiązaniach, przedstawieniach i tezach właściwych dziedzinie młodzieżowej, ale ich realizacja stoi na poziomie wyższym niż większość tego, co zaściela obecnie półki księgarń z etykietą YA.

„Gdzie niebo mieni się czerwienią” stanowi zatem dzieło godne uwagi ze względu na bardzo ciekawy świat przedstawiony i interesującą narrację, korzystającą wprawdzie z toposów i archetypów nurtu, lecz autorka w pełni wykorzystuje ich potencjał. Podczas lektury nie można też narzekać na zbyt leniwe tempo, rozwlekłe dialogi bądź nielogiczne sytuacje, bo tych raczej nie uświadczy się na kartach książki. Co innego z odpowiednio budowanym napięciem i suspensem – tego pod dostatkiem!

Recenzję napisała Nairda Aksnazrut

Gdzie niebo mieni się czerwienią okladka