13 Mar Recenzja "Zadry. Tom I" Krzysztofa Piskorskiego

Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

ZadraW KTÓREJ:
Recenzentka po trosze przybliża kontekst, fabułę pierwszego tomu oraz możliwości etheru, wyraźnie zachwyca się takim wydaniem steampunku, odrobinę marudzi, wspominając dawne czasy, wymienia zalety i grzmi z ambony, a także wyjaśnia, dlaczego ten typ wstępu psuje całą zabawę.

Kiedy steampunk zaczął zyskiwać na popularności, zdałam sobie sprawę, że to gatunek o bardzo sztywnej scenografii. Zębatki, gorsety, buchające parą maszyny i królowa Wiktoria w goglach. Kuriozalne wynalazki, błyszczące pistolety i cylindry. Wszystko to prezentowane z rozmachem i z niewymagającą historią w tle, przepełnione szczegółami po brzegi. Zastanawiające, że po obejrzeniu kilku filmów i przeczytaniu paru książek z tego gatunku, byłam pewna, że nie da się na ten temat powiedzieć niczego nowego, że wszystkie pomysły zostały już upchnięte w Lidze Niezwykłych Dżentelmenów, czy Maszynie Różnicowej Williama Gibsona i Bruce'a Sterlinga. Wrażenie potęgowały jeszcze gry - Arcanum, czy Thief: The Metal Age. O licznych coseplayach nawet nie wspominając.


Echo steampunkowego wybuchu dotarło do Polski stosunkowo niedawno, a gatunek bardzo szybko stał się modny. Dowody stoją na półkach w Empiku; wśród nich można znaleźć między innymi Zadrę. Tom I Krzysztofa Piskorskiego, znanego za sprawą trylogii Opowieść piasków i gry fabularnej Władcy Losu. Mając w pamięci historię Kashima Al’Shannagga (którą pisarz bardzo u mnie zaplusował), zabrałam się do czytania z dużym entuzjazmem. Opis z tyłu okładki jeszcze bardziej zachęcił mnie do lektury - obrazy pobudzające wyobraźnię, sekrety i pytania pozostawione bez odpowiedzi. Bardzo sprytny haczyk na czytelnika. Kto w końcu nie chciałby się dowiedzieć, o co chodzi z wozami pełnymi trupów, które przejeżdżają przez Bramę Moskiewską łączącą nasz świat z równoległym Nowym Światem? Kogo nie ciekawi, czym zajmuje się najlepszy carski szpieg w Paryżu i nad czym pracował przed zniknięciem profesor Beauly? No i co z tym etherem, tajemniczym i śmiertelnie niebezpiecznym?

Oprócz alternatywnej historii czasów napoleońskich, Piskorski przedstawia także koncepcję światów równoległych, łudząco podobnych do siebie. W Zdarze Bonaparte nie tylko włada silnym Cesarstwem Francji, ale jest też fundatorem naukowej rewolucji. Dzięki sponsorowanym przezeń badaniom Paryż zarasta trakcjami kolejki etherowej, uczeni projektują maszyny liczące i telepatyczne obręcze, a cewki Morthiena zasilają potężną i niestabilną bramę - przejście do Nowej Europy. Nasz świat został już zdobyty i rozdzielony pomiędzy państwa, dlatego dzika, niemal niezamieszkana kraina po drugiej stronie etherowej błony stanowi smaczny kąsek zarówno dla cesarza, jak i cara. Pomiędzy mocarstwami nawiązuje się ostra rywalizacja.

Pośród kluczowych, politycznych zdarzeń przewija się dwoje głównych bohaterów - Maurice Dalmont oraz Stanisław Tyc. Obaj pełnią raczej funkcję "punktów obserwacyjnych" ustawionych w strategicznych sferach powieści, niż faktycznych, pełnokrwistych bohaterów, z którymi czytelnik może się identyfikować. Jeden z nich uczestniczy w zgłębianiu zdradliwej natury etheru, drugi przedziera się przez Nowy Świat i od czasu do czasu wysyła listy do swojej ukochanej - zdecydowanie szablonowej - panny Dalmont. Książka mija na ciągłych obserwacjach i sukcesywnym odkrywaniu przyjemnie dawkowanych sekretów. Najważniejsza wydaje się rzeczywistość dwóch odmiennych światów, a bohaterowie jedynie ułatwiają jej poznanie. Przez co, niestety, stają się mdli. Za najsłabszy punkt Zadry. Tom I uważam właśnie te rozmazane szkice, które z nieznanych mi powodów zajęły miejsce wyrazistych, barwnych postaci. Brakowało w nich życia - co zaskakujące, bo w Opowieści piasków każdy bohater z osobna zasługiwał na miano "perełki".

Jednakże steampunk Piskorskiego odbieram jako powiew świeżości w zagraconej maszynowni. Parcie na wynalazki i wirujące koła zębate są w książce znikome, nie ma przesady i demonstracyjnie zgrzytających machin. Wizja technologii jest po prostu wiarygodna i przemyślana. Ether nie stanowi cudownego rozwiązania na wszystkie ludzkie bolączki, daje za to wiele możliwości, a ludzie dopiero zaczynają odczuwać konsekwencje. Nie ma maszyn parowych i robotów na węgiel, nie ma Nautiliusa wielkości Empire State Building. Jest za to nowe źródło perspektyw, równie niestabilne co energia jądrowa. Może dlatego podczas lektury wyczuwa się taki... niepokój. "Huston, będą problemy, zaraz wszystko się posypie..."

Na koniec, oprócz ogólnego podsumowania, chciałabym zwrócić uwagę na argumenty poprzedzające każdy rozdział Zadry. Nie raz, nie dwa, spotkałam się z tego typu zabiegiem w literaturze (choćby w Trylogii Husyckiej A. Sapkowskiego). W tym wypadku streszczenia za każdym razem przybliżają konkretne i najważniejsze wydarzenia zawarte w danym rozdziale; autor nie podejmował w nich "gry" z czytelnikiem, która zachęciłaby do jakichś (najlepiej błędnych) spekulacji odnośnie treści. Wszystko podane na tacy, na dodatek przed wyżerką, w ramach zapychającej przystawki. Mimo to, zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Pod względem języka i obrazu, jakim posługuje się pisarz, to całkiem przyjemna lektura, która rozbija sztywną stempunkową otoczkę i nadaje jej ciekawy kształt.

ISBN: 978-83-89595-46-1
Liczba stron: 384
Wymiary: 125×195 mm
Okładka: miękka
Ilustracja na okładce: Tomasz Maroński
Data i miejsce wydania: Warszawa, 3 października 2008 r.

Amazonka.pl  Selkar.pl  merlin.pl

Ostatnio zmieniany środa, 16 marzec 2011 22:32