Filip Engell to trzynastoletni, dobrze wychowany chłopiec, pilny uczeń i idealny syn. Nie sprawia żadnych problemów wychowawczych, odrabia lekcje i chętnie pomaga potrzebującym. Jego nazwisko jest znaczące: „engell” w języku duńskim oznacza anioła – i rzeczywiście, prawdziwy z niego anioł. Niestety, ta jego dobroć sprawia, że Filip nie ma zbyt wielu znajomych, nikt bowiem nie chce przyjaźnić się z kujonem. Co gorsza, na chłopca uwziął się największy szkolny zawadiaka, który postanawia uczynić z życia bohatera istne… piekło. Trzeba przyznać, że udaje mu się to w stu procentach, gdyż Filip kończy w Piekle – dosłownie. Wszystko za sprawą drobnego błędu, małego nieporozumienia, niewinnej pomyłki – Śmierć zabiera bowiem nie tego chłopca, co trzeba. Na dodatek Filip dowiaduje się, że ma zostać następcą samego Lucyfera. W pozbyciu się jego dobrych nawyków i przekształceniu bohatera w prawdziwego diabła pomaga Engellowi Lucyfaks, kot i jednocześnie zaufany Pana Piekła. Czy uda mu się zamienić anioła w wysłannika zła? Zwłaszcza wtedy, kiedy chłopiec się zakocha?
Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę podczas czytania, była wizja domu Lucyfera. Motyw Piekła występował już w wielu tekstach literackich. Jeden z bardziej znanych jego obrazów został przedstawiony przez Dantego Alighieri w Boskiej Komedii, gdzie było ono podzielone na dziewięć kręgów, w których przebywali grzesznicy, a na dnie dziewiątego, w skutym lodem jeziorze znajdował się Lucyfer. W książce Kennetha B. Andersena taki podział nie istnieje. Nowością w obrazie Piekła jest przedstawienie go jako normalnego miejsca, w którym chodzi się do szkoły, pracuje i… sprząta. Gdyby nie fakt, że noc trwa tutaj dwadzieścia cztery godzinę na dobę, psoty są na porządku dziennym i od czasu do czasu słuchać krzyki, jęki oraz zawodzenia przeklętych dusz, można by śmiało powiedzieć, że to świat ludzi, a nie miejsce kaźni.
Na uwagę zasługuje również kreacja Lucyfera. Pan Zaświatów, który większości z nas kojarzy się z największym tyranem, zostaje tutaj przedstawiony w zupełnie odmienny sposób. Oczywiście autor pokazuje jego ciemną stronę, ale nie tak często jak tę bardziej „ludzką”, mimo że wychodzi ona na wierzch w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Do tego narracji towarzyszą iście pratchettowski humor i zabawne sytuacje.
Postać Filipa nie jest już tak barwna. Według mnie została ona przyćmiona przez Satinę – Kusicielkę, która staje się przyjaciółką bohatera oraz kota Lucyfaksa. Niemniej jednak nie da się nie polubić chłopca. Na tle innych postaci wypada trochę zbyt blado, aczkolwiek wewnętrzna walka, jaką będzie musiał stoczyć sam ze sobą powoduje, że zaczyna się go traktować poważniej. Jedno jest pewne, Filip nie jest moim ulubieńcem w tej powieści, to Satina podbiła moje serce. Jej mocny charakterek, cięty język i sposób bycia mogą się spodobać niejednemu czytelnikowi.
Historia przedstawiona w Uczniu Diabła wciąga – między innymi dzięki świetnie prowadzonej akcji i bardzo dobrym dialogom. Szkoda tylko, że fabuła mnie nie zaskoczyła – wiele wydarzeń i zachowań byłam w stanie przewidzieć. Zabrakło mi również „tego czegoś”. Niby jest to dobrze napisana historia, którą połyka się w jeden dzień, jednak czuję pewien niedosyt. Brak mi tutaj jakiegoś elementu zaskoczenia, który wbiłby mnie w fotel.
Język utworu jest prosty, przystępny i nieskomplikowany. Niestety mam dość duże „ale” do korekty. Wprawdzie błędów interpunkcyjnych nie wyłapałam specjalnie dużo, jednak masa powtórzeń, i to w bardzo bliskiej odległości, oraz kilkanaście literówek sprawiły, że tekstu nie czytało się płynnie.
Oprawa graficzna Ucznia Diabła nie przyciąga uwagi. Wewnątrz powieści brak jakichkolwiek rycin. Na okładce widzimy chłopca (można przypuszczać, że jest nim Filip) oraz groźną twarz diabła (zapewne Lucyfera). Dominującymi kolorami jest czerń i czerwień, czyi tradycyjne barwy Piekła. Jedyne, co mi się podoba to czcionka, która pasuje do takich diabelskich klimatów.
Wielka wojna diabłów. Uczeń Diabła to pozycja przeznaczona zdecydowanie dla młodego czytelnika. Jest troszeczkę zbyt naiwna, by mogła dołączyć do grona ulubionych powieści starszych czytelników. Może spodobać się również tym, którzy interesują się wizjami piekła w literaturze, ponieważ jest tutaj kilka nowatorskich pomysłów, o których warto przeczytać. Mnie osobiście książka spodobała się na tyle, że na pewno zapoznam się z kolejnymi częściami cyklu, które już mam w swojej biblioteczce.
Autor: Kenneth Boegh Andersen
Tytuł: Uczeń Diabła
Wydawnictwo: Jaguar
Seria: Wielka wojna diabłów (#1 w serii)
Miejsce wydania: Warszawa
Format: 135x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7686-044-2
Wydanie: I
Data wydania: marzec 2011
Kenneth Boegh Andersen - Uczeń Diabła (recenzja)
W morzu książek o wampirach, upadłych aniołach czy wilkołakach znalezienie powieści o oryginalnej fabule, której bohaterem nie jest żadne z wyżej wymienionych istot, może wydawać się trudne albo wręcz niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Mam tutaj na myśli dzieło znakomitego duńskiego pisarza Kennetha Boegha Andersena, który w swojej ojczyźnie jest obecnie najpopularniejszym i najchętniej czytanym autorem książek dla młodzieży. A wszystko to za sprawą pewnej piekielnej serii pod tytułem Wielka woja diabłów.
O pierwszej części sagi dowiedziałam się kilka miesięcy temu z biuletynu wydawniczego Jaguara. Wtedy mnie nie zainteresowała. Jednak niedawno pierwszy tom Wielkiej wojny diabłów trafił w moje ręce. Na początku miałam pewne opory, jednak zabrałam się za lekturę. Wystarczyło kilka stron, bym zmieniła swoje wcześniejsze zdanie co do książki. Okazało się bowiem, że Uczeń Diabła to dobrze napisana historia, która potrafi wciągnąć czytelnika.
autora
kawernian







