Strach mędrca to prawdziwy pochłaniacz czasu. Wciąga jak odkurzacz właściwie od pierwszej strony: Rothfuss oferuje czytelnikom szybkie wprowadzenie w postaci odświeżenia obrazu karczmarza i Kronikarza współpracujących przy tworzeniu nowej opowieści, ale to tylko cisza przed burzą. Niemal natychmiast autor przenosi akcję powieści na Uniwersytet, gdzie każdy fan Imienia wiatru od razu poczuje się jak w domu. Mało tego: kiedy już na dobre rozsiądzie się w ulubionym fotelu, za nic nie będzie chciał starego mieszkania opuścić! Olbrzymi wpływ na to ma umiejscowienie w czasie wydarzeń Strachu mędrca: Kvothe dorasta i staje się potężniejszy, a jego życie powoli przybiera postać znaną Kronikarzowi z tysięcy opowieści krążących o rudowłosym arkaniście, co jest szalenie ciekawe. Uogólniając, należy stwierdzić, że drugi rok bohatera na Uniwersytecie, który przedstawiony jest w pierwszym tomie Strachu mędrca to jak dotychczas zdecydowanie najlepsze fragmenty Kronik królobójcy: pełne akcji i intryg, klimatycznych nocy w „Eolu” i emocji przepełniających młodych bohaterów.
Niestety, druga część nie jest już tak dobra. Można odnieść wrażenie, że do lektury najbardziej skłania rozpęd, który zapewnia czytelnikowi fascynujący pierwszy tom. Szkoda, że Rothfuss nie potrafił opisać podróży swego bohatera w czasie przerwy od nauki tak dobrze, jak jej samej, bo była to doskonała okazja do odświeżenia oblicza Kronik królobójcy. Kvothe poznaje przeróżne zakątki świata, kolejne kultury i kolejnych ludzi, ale część z tych nowości jest zaledwie zarysowana. Chociażby niezwykła społeczność Ademów: początkowo wydają się niesamowicie fascynujący, ale pisarz skacze z jednego motywu na drugi, żadnego głęboko nie rozwijając. Przez to ci żywi, wyjątkowo oryginalni ludzie zdają się jedynie stacją na długiej drodze bohatera. Nie porywa także zakończenie, choć to można bez trudu zrozumieć: wydaje się, że te dwa tysiące stron, które w sumie składają się na Imię wiatru i Strach mędrca to zaledwie początek długich Kronik królobójcy.
Kiedy tylko czytelnik na chwilę uwolni się spod czaru wspaniale snutej opowieści, może głębiej pochylić się nad bohaterami utworów Patricka Rothfussa. Warto to zrobić chociażby po to, aby zaobserwować zmiany zachodzące w głównym bohaterze. Zamknięty, odległy Kvothe w Imieniu wiatru połączony był z młodym, radosnym i pełnym życia chłopcem, uwielbiającym muzykę i towarzystwo przyjaciół. W Strachu mędrca staje się zdecydowanie poważniejszy – choć wciąż bywa beztroski i zadowolony, to coraz częściej czuje piętno ciążącej na nim misji pomszczenia rodziców. Taki stan rzeczy zmienia nieco całą powieść: momentami stają się ona mroczna, niepokojąca. To dodatkowa zaleta Strachu mędrca: tekst jest wielowymiarowy; nikt, kto nie jest uczulony na klasyczne do bólu fantasy, nie będzie się przy nim nudził. Szkoda tylko, że pisarz nie poświęca więcej miejsca opisom rozwoju pobocznych bohaterów: Simmon dalej lata za spódnicami, a Wil pozostaje spokojny i zrównoważony. Rothfuss natomiast zaskakuje czytelnika całkiem nowymi postaciami: władczym maerem Alvenorem, kuszącą Felurianą czy mściwą Meluaną.
Olbrzymią zaletą Strachu mędrca jest wyjątkowy styl Rothfussa. W oczy niemal od razu rzuca się nasycenie języka powieści olbrzymią liczbą dźwięków. Nieważne czy są to onomatopeje, czy też opisy śpiewanych przez bohaterów pieśni – tekst to prawdziwy koncert. Poza tym warto dostrzec wyjątkowo udaną stylizację. Sporo archaizmów podkreśla klimat Strachu mędrca i nadaje mu swoisty rytm. Najbardziej szokujące jest to, że w powieści zdarzają się dłużyzny – a są praktycznie niezauważalne. Dopiero po przebrnięciu przez taki fragment czytelnik zdaje sobie sprawę, że przerzucił dobre kilkadziesiąt stron, a właściwie nic się nie wydarzyło. Rothfussowi udało się obdarzyć swego bohatera olbrzymim talentem gawędziarstwa, który sprawia, iż cały czas mówi ciekawie; nawet wtedy, gdy opowiada o zupełnych banałach.
Jak dobry jest Strach mędrca? Ocenę powieści trzeba podzielić na dwie osobne części. Pierwszy tom zdecydowanie zasługuje na bardzo mocną szkolną piątkę – to kawał naprawdę najwyższej klasy fantasy, które wcale nie zdarza się często. Drugi tom natomiast dostałby niezłą czwórkę – wciąż jest to genialnie opowiadana historia, której brakuje jednak nieco polotu. Podsumowując: jest naprawdę dobrze, ale można żywić nadzieję, że kolejny tom Kronik królobójcy będzie jeszcze lepszy.
Tytuł: Strach mędrca.
Cykl: Kroniki królobójcy
Ilość Tomów: 2
Autor: Patrick Rothfuss
Tłumaczenie: Mirosław Piotr Jabłoński
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: listopada 2011/ styczeń 2012
ISBN-13: 978-83-7510-609-1
Oprawa: miękka

Po roku pełnym przygód, Kvothe drugi raz zmierzy się z uniwersyteckimi egzaminami, na podstawie których zostanie ustalone jego czesne. Jako że nie ma pieniędzy, musi popisać się swoją wiedzą. Z pewnością nauki nie ułatwi mu jego największy przeciwnik – Ambrose. O dziwo okaże się, że to nie on będzie największą przeszkodą na drodze młodego hermetyka: największe wyzwania, które opisane zostaną w pieśniach, dopiero przed nim.







Komentarzy
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.