28 Sie Marcin Przybyłek - Gamedec. Czas silnych istot t. 2 (recenzja przedpremierowa)

Napisał Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

altW recenzji pierwszego tomu Czasu silnych istot pisałem o tym, że gierczany detektyw wraca w doskonałej formie – tak mocny jak zwykle. Zadeklarowanym fanom Gamedeka trudno będzie w to uwierzyć, ale druga część powieści udowadnia, że Przybyłek potrafi pisać jeszcze lepiej. Panie i panowie, mamy przed sobą najlepszy z tekstów osadzonych w wykreowanym przez autora świecie.

WayEmpire znalazło się na krawędzi. Wielomilionowa armia bezlitosnego przeciwnika wydaje się tworem nie do pokonania, a okrucieństwo żołnierzy wroga jest wręcz niewyobrażalne. Jak zresztą walczyć z kimś, kto nie boi się nawet Ranów – najbardziej elitarnych wojowników Imperium, których zdolności ocierają się o magię? Wydaje się, że najwspanialsze dzieło ludzkości skazane jest na zniszczenie. 

Czas silnych istot wypada lepiej, gdy jest oceniany jako całość, a nie jako pojedyncze tomy. W pierwszej książce Przybyłek skupił się na pobieżnym zarysowaniu konfliktu, zapoznaniu czytelnika z postaciami (jeśli ten nie znał ich z poprzednich tekstów ze świata Gamedeka) i dopiero w końcówce zaczynał odkrywać karty. W drugim tomie monumentalna wojna staje się rzeczywistością, a elitarne Maodiony wyruszają w bój. To dodatkowe podkręcenie tempa ostatecznie przykuwa odbiorcę do powieści. Przybyłek, jak to miało miejsce w Zabaweczkach, ma milion pomysłów na sekundę, dzięki czemu ukazuje kompleksowy i efektowny obraz walk. Poukrywane finty, nagłe zwroty akcji, szalone rozwiązania skomplikowanych problemów – to wszystko stanowi nieodłączne elementy Czasu silnych istot. Jeśli ktokolwiek uwierzył, że pisarz osiągnął już szczyty swojej niezwykłej pomysłowości, podczas lektury zorientuje się, jak wielki błąd popełnił; tak niesamowitą wyobraźnią Przybyłek nie popisywał się jeszcze nigdy.

Charakterystyczną cechą tekstów z cyklu o Gamedeku były często obecne w nich refleksje. Każda z poprzednich książek to fantastyka rozrywkowa na najwyższym poziomie, a przy tym oferująca czytelnikowi chwilę zadumy, często ukrytą pomiędzy pędzącymi wydarzeniami. Nie inaczej jest w Czasie silnych istot. Choć kolejne planety pożerane są przez szaleńczą wojnę, to gdzieś na obrzeżach właściwych wydarzeń pojawiają się fragmenty, w których narrator zwraca uwagę na charakterystyczne cechy wykreowanej rzeczywistości. W którymś momencie pojawia się nawet autoironiczny komentarz, którego celem jest uświadomienie czytelnikowi, że Gamedek nie jest tylko i wyłącznie dynamiczną fabułą – a niesie pewien skromny ładunek filozoficzny... Nie dominuje on nad warstwą rozrywkową, ale stanowi istotny element tekstu i czyni z Czasu silnych istot powieść stojącą półkę wyżej niż najsolidniejsze nawet czytadła.

Najnowsza książka Marcina Przybyłka ma tylko jedną wadę. W samej końcówce, kiedy dochodzi do ostatniej bitwy, w tok opowieści wkrada się chaos. Poszczególne akapity stają się absurdalnie krótkie, narrator skacze ze sceny na scenę, a czytelnik sam nie wie o co właściwie chodzi. Wygląda to tak, jakby autor do końca chciał przytrzymać odbiorcę w niepewności, ale, niestety, w pewnym momencie staje się to zwyczajnie irytujące. Jeśli dodać do tego wszystkiego multiplikację kolejnych postaci (która jest jednym z elementów uniwersum Gamedeka), wyłania się obraz prawdziwego pomieszania z poplątaniem. Na szczęście Przybyłek w końcu rozwiązuje ten problem i epilog jest satysfakcjonująco spójny – chaos narracyjny znika wraz z końcem wojny.

Czas silnych istot to najlepsza powieść ze świata Gamedeka. Klimatycznie różni się od poprzednich tekstów, jest poważniejsza, ale zarazem ciekawsza. Jeśli poszukujecie rozrywkowego science fiction na bardzo wysokim poziomie, nie możecie trafić lepiej – Przybyłek udowadnia, że przygody gierczanego detektywa to prawdziwy majstersztyk.

Autor: Marcin Przybyłek
Tytuł: Czas SIlnych Istot, księga 2
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 21.09.2012

Ostatnio zmieniany niedziela, 30 wrzesień 2012 13:37