25 Lis Bartek Biedrzycki - KOMPLEKS 7215

Napisał Dział: Książka Komentarze DISQUS_COMMENTS

„Fabryczna Zona” Fabryki Słów i „Uniwersum Metro 2033” Insignis to dwie marki znane każdemu szanującemu się fanowi postapo. Pierwsza wyrosła na serii gier, których akcja toczy się na fikcyjnym terenie wokół elektrowni jądrowej w Czarnobylu, druga przedstawia życie ludzkości po nuklearnej zagładzie. Za sprawą książki „Kompleks 7215” Bartka Biedrzyckiego te dwa światy połączyły się w jeden. Pytanie tylko, czy to dobrze?

W wydanej w stalkerskiej serii książce zamiast Zony mamy swojskie warszawskie metro, które po wojnie atomowej dało schronienie setkom osób. Choć stolica nie była głównym celem nuklearnych ataków, to zrzucone w okolicy bomby biologiczne dokonały nieodwracalnych zniszczeń i trwałych zmian w ekosystemie. Jedyną nadzieją dla ludzkości jest legendarny Kompleks 7215, do którego zmierza grupa najemników z Kryształowego Pałacu…


W książce mamy właściwie trzy odmienne historie. Pierwsza, odnosząca się do tytułowego kompleksu, przedstawia nam losy oddziału stalkerów, którymi dowodzi młody i świetnie wyszkolony Borka. Wiedzeni obietnicą podziemnego raju najemnicy wyruszają w pełną niebezpieczeństw podróż, przy okazji wplątując się w polityczne rozgrywki poszczególnych frakcji metra. Mamy tu dużo przyzwoitej akcji, ale swoisty klimat życia w podziemiach znany z serii Insignis jest praktycznie niewyczuwalny. Choć już na początku poznajemy historię każdego z członków oddziału Borki, to dowódca ostatecznie przejmuje całą naszą uwagę sprawiając, że nieraz zapominamy o pozostałych bohaterach. Biorąc pod uwagę, że nie każdemu może odpowiadać jego charakter, to dla równowagi przydałaby się przynajmniej jeszcze jedna, równie wyrazista postać.

Druga historia jest z mojego punktu widzenia o wiele ciekawsza i bliżej jej do klimatu „Metra 2033”. Poznajemy w niej Jerzego, mężczyznę, który jeszcze przed wybuchem wojny żył na ulicy. Przyzwyczajony do ekstremalnych warunków ma odmienne podejście do świata po apokalipsie niż to, jakie serwują nam inne książki o tej tematyce. Zamykająca książkę „Ostatnia posługa” rozbudza zainteresowanie i aż prosi się o rozwinięcie. Oczywiście, motyw telepatii w postapo przewijał się już kilkukrotnie, ale wciąż nie został moim zdaniem należycie wykorzystany. Dlatego wcale nie obraziłabym się, gdyby w przyszłości Biedrzycki poświęcił więcej uwagi losom Janki. W ogólnym rozrachunku wszystkie trzy teksty, mimo że nie wnoszą zbyt wiele nowego do świata Zony czy metra, prezentują się całkiem przyzwoicie.

Minusem jest dosyć toporna narracja. Irytuje brak porządku chronologicznego, kiedy to najpierw otrzymujemy kilkudziesięciostronicową akcję, a potem kilka stron jej wyjaśnienia. Taki zabieg dobry jest w filmach, w książkach jednak niekoniecznie się sprawdza. Opisy wprowadzające w rzeczywistość nie zawsze są dobrze umiejscowione, często niepotrzebnie rozrywają toczące się wydarzenia. Dialogi przyzwoite, choć wkładanie w usta charakteryzowanych na bezdusznych i nieco szalonych bohaterów zwrotów typu „karwa fa” i „ty wuju” zamiast swojskich przekleństw dało w moim odczuciu efekt komiczny. Zdecydowaną zaletą jest natomiast mini słowniczek, pokrótce przedstawiający poszczególne frakcje, bohaterów oraz faunę nowego świata.

Podsumowując, „Kompleks 7215” to książka dobra, ale nie zachwycająca. Jest ciekawym i całkiem udanym połączeniem świata „Metra 2033” z bohaterami rodem z Zony, ale brakuje tu czegoś całkowicie świeżego, co zapewniłoby efekt „wow”. Niemniej jednak długi, zimowy wieczór w towarzystwie takiej książki to czas mile spędzony, a fani obu serii nie powinni być zawiedzeni.

Tytuł: Kompleks 7215
Autor: Bartosz Biedrzycki
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania:2014
Miejsce wydania: Lublin
ISBN: 9788375749878
Oprawa: miękka
Liczba stron: 330