03 Gru Vaiana: Skarb oceanu (recenzja)

Napisał Dział: Film Komentarze DISQUS_COMMENTS

vaiana skarb oceanu rec TOP

Przed seansem „Vaiany…”, zgodnie z tradycją studia, zaprezentowano krótkometrażówkę „Inner Workings” od Leonardo Matsudy. Animacja przedstawia w zabawny, ale zarazem przygnębiająco trafny, sposób życie typowego pracownika korporacji. Twórca na szczęście zdecydował się zawrzeć w niej przepis na walkę z przeciwnościami i monotonią codzienności. Ale do rzeczy. Disney kolejny raz udowodnił, że nie ma sobie równych w tworzeniu animacji.

Po znakomitym „Zwierzogrodzie”, zaserwował nam „Vaianę…”, porywając widzów w wir przygód na bajecznej wyspie, ogromnym oceanie, (który lubi faworyzować niesforne wyspiarki), a nawet w królestwie demonów. Oprócz oszałamiająco pięknej warstwy wizualnej, animacja wprowadziła do kanonu Disneya kolejną księżniczkę, która jednak na każdym kroku buntuje się wobec tego określenia. Vaiana jest córką wodza, polinezyjskiej wyspy i poznajemy ją w czasie, gdy przygotowuje się do przejęcia obowiązków po ojcu. Już od pierwszych chwil seansu, muzyka wprowadza nas w egzotyczny świat południowego Pacyfiku.

Właśnie ten niesamowity świat wysp Oceanii, wykreowany przez specjalistów Disneya od efektów specjalnych, porywa od pierwszej chwili: piękne, głębokie kolory, błękitny ocean, w którym pragniemy się zanurzyć, magiczna wyspa z jej barwną florą i fauną (prosiaczek – pupilek Vaiany zasługuje na solową krótkometrażówkę!), urocza wioska z plemiennymi ornamentami – wymarzone miejsce, by spędzić w nim wieczność. W takim otoczeniu dorastała główna bohaterka animacji, od małego chłonąc legendy opowiadane przez babcię Talę o bohaterze, który pewnego dnia ujawni się i uratuje cały świat u boku półboga Maui’ego. Wyspa od zawsze była zbyt mała dla Vaiany, słyszącej zew oceanu i marzącej o podróży poza obręb bezpiecznej laguny, w stronę odległego horyzontu. Rajską sielankę na wyspie przerywa jednak klęska nieurodzaju – drzewa umierają, w lagunie nie da się złowić nawet najmniejszej rybki.

Jedną z plemiennych legend była ta o bogini-matce, Te Fiti, która dała życie wszystkim wyspom, a której podstępny półbóg Maui skradł serce, przez co archipelag powoli umiera. Nastolatka, dzięki rozmowie z babcią poznaje przeszłość swojego plemienia i wbrew dotychczasowym prawom wyrusza statkiem poza lagunę, by odnaleźć Mauiego, oddać serce bogini i uratować wyspę.

Na drodze śmiałej i zaradnej Vaiany pojawia się wspomniany Maui. Półbóg nie jest jednak tą legendarną postacią, która niosła ludzkości pomoc. Zarozumiały i egoistyczny Maui pragnie jedynie, by ludzie go czcili i jest święcie przekonany, że gdy powróci ze swojego tymczasowego więzienia (utknął na bezludnej wyspie, pozbawiony swojego magicznego kościanego haka), to ludzkość nadal będzie go wielbić. Z tego błędnego przekonania, nie bez początkowych komplikacji, wyprowadza go Vaiana. Tak skrajnie różni bohaterowie decydują się w końcu na współpracę. Wyruszają do królestwa demonów, by odzyskać hak Mauiego ze szczypiec ogromnego, zakochanego w błyskotkach kraba Tamatoa (w polskiej wersji wspaniały występ Macieja Maleńczuka), a później oddać skradzione serce Te Fiti i tym samym uratować świat przed zniszczeniem. Wśród przeciwników, których spotykają na swojej drodze Vaiana i Maui warto też wspomnieć o załodze kokosów-piratów, zwanych Kakamora, stanowiących mrugnięcie do starszego widza, poprzez wizualne nawiązanie do „Mad Maxa: Na drodze gniewu”. W wyprawie Vaianie i Maui’emu towarzyszy również (przypadkowo), przesympatyczny, choć nierozgarnięty kogut Heihei, który co raz wpada w kłopoty i irytuje swoją gapowatością nawet sam Ocean.

Twórcy animacji zdecydowali się oprzeć film na dwóch przeciwieństwach. Dualizm w charakterkach głównych postaci, stopniowe budowanie relacji i przyjaźni między Vaianą a Maui’m, oprawione morskimi przygodami i walką ze złem – te elementy doskonale ze sobą współgrały i sprawdziły się na ekranie.

Vaiana zyskała sympatię widzów dzięki swojej zaradności, odwadze i determinacji w dążeniu do celu, ale także dzięki chwilom zwątpienia, jakie dopadają każdego z nas. Maui’ego z kolei nie dało się nie polubić, zwłaszcza, że pod pozorami egoistycznego i hałaśliwego gwiazdora, kryje się prawdziwy półbóg, gotów naprawić własne błędy, walczyć w słusznej sprawie i poświęcić życie dla swojej przyjaciółki.

Głównym motywem przewodnim animacji jest odnalezienie swojego „ja”. Każdy z bohaterów stanie w obliczu tego zagadnienia i będzie musiał odkryć własną drogę w życiu, swoje przeznaczenie. Nie brakuje w tej historii także pięknie i wzruszająco przedstawionego motywu życia i śmierci, nawiązującego do mitologii polinezyjskiej. „Vaiana: Skarb oceanu” to kolejna świetna, po „W głowie się nie mieści”, „Zwierzogrodzie” czy „Gdzie jest Dory” animacja w dorobku Disneya i Pixara. Stanowi ciepłą, pozytywną opowieść o ponadczasowych wartościach: rodzinie, przyjaźni, tradycji i uczy szacunku do natury (wątek proekologiczny jest tutaj wyraźnie zauważalny). Na seansie „Vaiany…”, wśród polinezyjskich wysp nie raz wzruszycie się do łez, odnajdziecie radość i dobry humor, a także razem z bohaterami udacie się w pogoń za marzeniami. Polecam z czystym sumieniem zarówno młodszym, jak i starszym widzom. Animacja zabierze Was na dwie godziny do pięknego, ciepłego krajobrazu Oceanii – w sam raz, gdy na dworze króluje pogoda jak z „Krainy Lodu”.