24 Kwi Avengers: Wojna bez granic (recenzja przedpremierowa) Wyróżniony

Napisał Dział: Film Komentarze DISQUS_COMMENTS

avengers wojna bez granic

Kiedy w 2008 roku na ekrany kin wchodził „Iron Man” nikt, łącznie z jego twórcami, nie podejrzewał, że zapoczątkuje on jedno z największych zjawisk w historii kina. Behemot znany pod nazwą Marvel Cinematic Universe to na tę chwilę już niemal dwadzieścia powiązanych ze sobą filmów, dziesiątki postaci i miliardy zarobionych dolarów. Te liczby nie na każdym muszą zrobić wrażenie, ale wystarczy, że przypomnicie sobie co robiliście dziesięć lat temu, i ile od tamtego czasu się w waszym życiu zmieniło – sporo się działo, prawda? W tym samym czasie MCU rozwijało się razem z nami, zmierzając do jednego, kulminacyjnego punktu, po którym już nic nie miało być takie samo – zarówno wewnątrz samego uniwersum, jak i w kinie rozrywkowym.

Bracia Russo, czyli duet odpowiedzialny za najlepszew mojej opinii produkcje MCU, czyli Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz i Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów stanęli przed wyzwaniem, z jakim nikt do tej pory się nie zmierzył. Mieli stworzyć film, który jednocześnie musi pomieścić na ekranie kilkudziesięciu bohaterów, kulminuje wątki z szeregu innych produkcji, a także przedstawia największego złoczyńcę w historii Domu Pomysłów. Obaj udowodnili już jednak, że jak rzadko kto rozumieją istotę łączonego uniwersum i wiedzą, które wątki można pominąć (bo znamy je z innych filmów), a które wyeksponować. Dlatego też widzowie którzy oczekują, że będą mogli wybrać się na seans „Avengers: Wojna bez Granic” bez znajomości innych pozycji z MCU, mogą się srogo rozczarować. Już sam początek najnowszej produkcji może być niezrozumiały dla tych, którzy nie wysiedzieli do sceny po napisach z „Thor: Ragnarok”, a dalej wcale nie jest łatwiej. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć co moim zdaniem trzeba obejrzeć przed seansem „Avengers: Wojna bez Granic”, żeby w pełni zrozumieć każdą scenę, na końcu tekstu zamieszczam rozpiskę.

Z niesamowitą gracją poradzono sobie z koniecznością umieszczenia tak wielu bohaterów w jednym filmie. Z ogromnego problemu, twórcy „Avengers: Wojna bez Granic” uczynili jedną z największych zalet swego dzieła. Obserwowanie jak w interakcje pomiędzy sobą wchodzą zarówno starzy znajomi, jak i postaci które spotykają się pierwszy raz, sprawia ogromną przyjemność. Moim faworytami zdecydowanie okazała się pod tym względem ekipa Strażników Galaktyki poznająca Thora – jeśli miałbym powiedzieć jaki film, niezależenie od wydarzeń z „Avengers: Wojna bez Granic” chciałbym zobaczyć w ramach MCU, byłoby to właśnie opowieść o Odinsonie dołączającym do Quilla i jego ekipy (a wszystko to w reżyserii duetu Waititi-Gunn). Oczywiście biorąc pod uwagę skalę wydarzeń w filmie, herosi zostali podzieleni na grupy (często zaskakujące swoimi składami), ale co warte zaznaczenia, każdy otrzymuje chociaż chwilę na zaprezentowanie się z dobrej strony.
Zgodnie z zapowiedziami braci Russo, znacznie więcej czasu niż jest to przyjęte w innych produkcjach z MCU otrzymał złoczyńca. Thanos został stworzony w myśl zasady (której zresztą jestem dużym fanem), że najlepszy złoczyńca to taki, który uważa, że działa w słusznej sprawie. Szalony Tytan mianował się bowiem strażnikiem balansu w galaktyce i stara się ze wszystkich sił doprowadzić do zrealizowania planu przywrócenia wszechświatowi równowagi. I choć początkowo jawi się niczym brutalny osiłek, z każdą kolejną sceną zyskuje coraz więcej głębi – widzimy go w scenach, których naprawdę ciężko było się spodziewać po złoczyńcy tego pokroju. Możliwe, że udało mu się w moim prywatnym rankingu przeskoczyć samego lorda Vadera! Na ogromne brawa z pewnością zasługuje wcielający się w Tytana Josh Brolin, a ja w przyszłości z chęcią zobaczę materiały z planu, na których będzie można porównać grę aktora w studiu, a następnie po nałożeniu efektów komputerowych. Szkoda jedynie, że po macoszemu potraktowani zostali pomocnicy Szalonego Tytana, sprowadzeni do roli bezosobowych przeciwników dla dzielnych Avengers (z chlubnym wyjątkiem w postaci Ebony Maw).
Z pewnością zachwyceni z kina wyjdą ci widzowie, którzy oczekują spektakularnych pojedynków – tych w „Avengers: Wojna bez Granic” jest mnóstwo. Twórcy popisali się tu ogromną kreatywnością, której zabrakło chociażby w „Czarnej Panterze”. Bohaterowie oraz złoczyńcy od początku jadą na pełnych obrotach, ani przez chwilę się nie oszczędzając, korzystając z całego dostępnego im arsenału, od czarów Doktora Strange'a, przez nieustannie morfujący pancerz Iron Mana, aż po telekinezę Ebony Mawa i wykorzystywanie efektów Kamieni Nieskończoności przez Thanosa, a wszystko to w otoczeniu spektakularnych efektów specjalnych (może za wyjątkiem jednej sceny, w której odziana w pancerz postać wygląda, jakby ktoś nie zdążył z efektami przed deadlinem).

„Avengers: Wojna bez Granic” jest produkcją na tyle zjawiskową, że wykracza daleko poza ramy zwykłej kinowej superbohaterszczyzny. To film niezwykle ważny dla całego kina, pokazujący, w którą stronę mogą zmierzać blockbustery w przyszłości. Jakimś cudem udało się tu pomieścić tak wiele konceptów, często bardzo od siebie odmiennych, i nie zgubić przy tym zainteresowania widza. To zwieńczenie dekady MCU oraz zapowiedź przyszłych wydarzeń, które łączy w sobie w znakomitych proporcjach komedię i dramat, szaleństwo widowiskowych bitw i kameralne historie poszczególnych bohaterów, a całość nawet przez moment nie zaczyna się rozjeżdżać ani zapadać pod własnym ciężarem. Można się zżymać na MCU, nie lubić wchodzących w jego skład filmów, narzekać, że gdyby tylko ludzie mieli wybór, to zamiast na Avengers poszliby na ambitną i niszową produkcję do kina studyjnego, ale niedocenianie (lub niezauważanie) tego, co udało się Marvelowi i Disneyowi przez ostatnią dekadę jest ogromnym błędem. Szczególnie, że „Avengers: Wojna bez Granic” jest filmem prawdziwie przełomowym – czegoś podobnego jeszcze nigdy w kinie nie widzieliśmy.

A oto co moim zdaniem należy obejrzeć przed seansem „Avengers: Wojna bez Granic”, żeby czerpać z tego filmu pełnię radości: Avengers, Avengers: Czas Ultrona, Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów, Doktor Strange, Strażnicy Galaktyki 1&2, Spider-Man: Homecoming, Thor: Ragnarok, Czarna Pantera.