14 Cze Jurassic World: Fallen Kingdom (recenzja) Wyróżniony

Napisał Dział: Film Komentarze DISQUS_COMMENTS

Jurassic World Fallen Kingdom

„Park Jurajski” to jeden z tych filmów, które będę pamiętał do końca życia – po raz pierwszy byłem w kinie właśnie na nim. A że dodatkowo jak każdy pierwszoklasista o dinozaurach wiedziałem (albo tak mi się przynajmniej wydawało) wszystko, możliwość obejrzenia wyglądających jak żywe dinozaurów na wielkim ekranie sprawiła, że już na zawsze pokochałem kino. Oczywistym jest więc, że w moim odczuciu kolejne produkcje z serii o Parku Jurajskim nie miały szans by choć zbliżyć się do tego samego poziomu co jedynka – z takim ładunkiem wzmocnionych przez nostalgię emocji, skazane były na pożarcie przez T-Rexa. I choć nowe rozdanie, czyli „Jurassic World” oceniam jako co najwyżej przeciętny blockbuster, na seans „Jurassic World: Upadłe Królestwo” szedłem z ochotą.

Moje nadzieje związane były głównie z osobą reżysera, J.A. Bayoną, który dał się poznać głównie z kręcenia horrorów. I w tym filmie naprawdę to widać! Miejscami bliżej było „Jurassic World: Upadłe Królestwo” do „Resident Evil” (gry), niż przygodowej, familijnej rozrywki. Choć sam widziałem „Jurassic Park” nie mając nawet ukończonych siedmiu lat, zdecydowanie nie polecam seansu najnowszej odsłony cyklu tak młodym widzom – koszmary murowane. Dinozaury w „Jurassic World: Upadłe Królestwo” potrafią być przerażające jak w żadnej innej części. Na szczęście Bayona nie ogranicza się jedynie do horroru – równie udanie wychodzą mu sceny akcji, w tym i te na większą skalę, toczące się na wyspie. Naprawdę żałuję, że za kamerę w kolejnej części wraca Colin Trevorrow, bo Bayona jest najlepszym co spotkało tę serię od dawna. Sam Trevorrow odpowiadał w „Jurassic World: Upadłe Królestwo” za scenariusz i jest to zdecydowanie najsłabszy element filmu.

Akcja „Jurassic World: Upadłe Królestwo” rozpoczyna się w kilka lat po poprzedniej odsłonie – okazuje się, że wulkan na wyspie, na której znajdował się Park nie jest tak wygasły, jak wszystkim się wydawało. W tym miejscu pojawia się pierwszy z mocnych punktów scenariusza, czyli dyskusja na temat tego, czy ludzkość powinna ratować dawno wymarły gatunek przed ponowną zagładą, czy też pozwolić naturze dokonać drugi raz tego samego. Tego typu konceptów jest tu nieco więcej. Twórcy przemyśleli na przykład temat tego, co stałoby się w świecie, w którym mamy tak zaawansowanie narzędzia służące klonowaniu. Szkoda, że w parze z tymi pomysłami nie idzie jakość reszty scenariusza. Oczywiście dość szybko okazuje się, że dinozaury przynajmniej dla pewnych osób są zbyt cenne by pozostawić je na pastwę wulkanu, i nasi bohaterowie powracają na Isla Nublar. Do tego momentu cała historia prezentuje się dobrze, problemy zaczynają się w momencie ucieczki. Ilość fabularnych głupotek, dziur i idiotycznych decyzji podejmowanych tak przez protagonistów jak i antagonistów jaka ma miejsce od momentu dotarcia na statek jest tak ogromna, że zdecydowanie przekracza dopuszczalny dla widza poziom, i to nawet biorąc pod uwagę poprzeczkę ustawioną dla blockbustera z elementami horroru. Bayona robi jednak wszystko, by rozbroić pozostawione przez scenarzystów bomby i udaje mu się to z naprawdę dobrym skutkiem.

Znacznie lepiej niż w przypadku poprzedniej odsłony wypadają efekty specjalne; W końcu na plan wróciły praktyczne efekty, z zaawansowaną animatroniką na czele, i była to fantastyczna decyzja. Na ekranie od razu widać, że są to fizyczne obiekty i – podobnie jak w 1993 – po prostu wierzy się, że te dinozaury istnieją. Oczywiście w dalszym ciągu dominuje CGI, ale i ono prezentuje się lepiej – jest bardziej dopracowane, a dzięki odpowiedniej pracy kamery i oświetleniu – nie wypada tak sztucznie, jak miało to miejsce poprzednio.

Przyznam, że na „Jurassic World: Upadłe Królestwo” bawiłem się zaskakująco dobrze, w odróżnieniu od produkcji z 2015 roku. Niemal wszystko tu jest lepsze – od chemii pomiędzy dwójką głównych bohaterów, przez efekty specjalne, aż po pracę reżysera. I choć jest to film pełen wad, to potrafi je na tyle umiejętnie zrekompensować, że nie mogę się wprost doczekać kolejnej części. Szczególnie, że twórcy w końcu postanowili zrezygnować z przerabiania motywów z dwóch pierwszych odsłon Parku Jurajskiego i pójść w zupełnie nową, ekscytującą stronę.