Film (102)
Mroczne Cienie (recenzja)
Mroczne cienie nadejdą z piątkowym księżycem. Barnabas Collins po 200 latach odosobnienia, powróci spragniony świeżej krwi, zemsty i… kobiety. Zobacz, czy jesteś gotowy na przybycie wampira z wyszukanymi manierami. Zapraszamy do lektury recenzji autorstwa Adriana Zawady.
Cóż takiego kryje w sobie każdy kolejny film twórcy „Soku z żuka”, że nadal wracamy do kin? Czy to, że jest on mroczny, a zarazem groteskowy? A może po prostu oryginalny i zrodzony spod tego samego pióra? Jakkolwiek nie spróbować trafnie ubrać w słowa opis stylu niecodziennych produkcji Tima Burtona, faktem jest, iż są one po prostu Niezwykłe, przez duże N. Bajeczne wizje, zahaczające o niedościgniony świat dziecięcych marzeń, skonfrontowany z mrocznym i dojrzałym klimatem czarnej komedii, czy wręcz komicznego horroru. Styl tak wyraźny, że aż ciężki do opisania z użyciem krótkiej frazy, obok którego, bądźmy szczerzy, chyba żaden szanujący się miłośnik kina nie przeszedł obojętnie. Styl ten śmiało zatem możemy określić mianem „Burtonowskiego” – wyraźnego i tak niecodziennego jak przecież samo słowo.
The Avengers (recenzja)

Idąc do kina na The Avengers, już na starcie miałam wysokie oczekiwania – entuzjastyczne przedpremierowe recenzje nie pozostawiały wątpliwości, że film jest świetny. Nie byłam jedyną skuszoną; sala kinowa okazała się wypełniona po brzegi, a stężenie nerdowstwa na centymetr kwadratowy było chyba wyższe niż na konwentach. W końcu na ekranie miała objawić się prawdziwa moc! Nie mogłam doczekać się końca reklam…
I zdecydowanie nie żałowałam ani minuty spędzonej w kinie. Twórcy spisali się świetnie pod każdym względem. Bałam się braku wyważenia czasu ekranowego dla bohaterów kultowych – przecież w Avengersach pojawiają się postaci Hulk czy Iron Man! – a także tych w Polsce mniej kojarzonych, jak Hawkeye. Dodatkowym utrudnieniem było to, iż poprzednie filmy z uniwersum Marvela przygotowywały widzów na film o Mścicielach, wplatając jedynie pojedyncze scenki w fabułę (bądź emitując je po napisach końcowych). Połączenie tego wszystkiego na wysokim poziomie wydawało się niemal nierealne. Ale spełnione musiało wywołać masowy opad szczęk. I wywołało.
The Avengers (recenzja)

Pierwsza połowa 2012 roku zdecydowanie należy do Jossa Whedona. Najpierw widzowie mieli okazję obejrzeć świetny, bardzo dobrze oceniany Dom w głębi lasu, do którego Whedon napisał scenariusz, teraz zaś na ekranach królują herosi spod znaku Avengers, zwieńczenie serii adaptacji Marvela, zapoczątkowanej w 2008 przez Iron Mana. Nie będę ściemniał – specjalnie na ten film nie czekałem. Bowiem dać herosowi jego własną produkcję, aby mógł się zaprezentować i sprać przeciwników po pysku to jedno, a wrzucić do pojedynczego obrazu całą ich zgraję, to zupełnie coś innego. Nie wspominając już o konieczności znalezienia wspólnego mianownika dla tak różnych produkcji jak luzacki, bezpretensjonalny Iron Man i utrzymany w klimatach retro, nieco bardziej przerysowany Kapitan Ameryka. Potem ruszyła kampania promocyjna: kolejne zajawki po napisach końcowych, wciąż nowe zwiastuny, wreszcie premiera i... bez dwóch zdań można stwierdzić, że Whedon stworzył blockbuster doskonały, rozrywkową perełkę, zawierającą wszystko, czego można oczekiwać po tego rodzaju produkcji. Wystarczy wymienić cztery powody, dla których Avengers może okazać się najlepszym filmem akcji tego roku.
Dom w głębi lasu (recenzja)

Dla takiej zapalonej kinomaniaczki jak ja, rok 2012 zapowiadał się wspaniale. Przynajmniej raz w miesiącu w kinach miał pojawić się film, na który po prostu musiałam pójść. Tak się zdarzyło, że w maju były to dwa dzieła ze stajni imć Jossa Whedona - ojca takich postaci jak B uffy: Postrach wampirów czy Anioł ciemności, a także ekipy z pokładu Serenity. Jak na prawdziwą fangirl przystało koniecznie chciałam zobaczyć jakież to kultowe dzieła stworzył Joss tym razem.
O wyreżyserowanym i napisanym przez Whedona Avengers słyszał chyba każdy. Gdy w lecie 2010 roku, na konwencie Comic-Con w San Diego, pełna obsada filmu stanęła po raz pierwszy przed publicznością, wybuchom entuzjazmu nie było końca. Od tego czasu emocje związane z ekipą superbohaterów to rosły, to opadały, by wreszcie osiągnąć swoje apogeum wraz z majową premierą.
Nie będę się tutaj rozpisywać o walorach Avengers – ludzie mądrzejsi i bardziej znani ode mnie zrobili to lepiej.
Chciałabym natomiast przez chwilę pomówić o drugim, zdecydowanie mniej popularnym Whedonowskim filmie. Z drugiej strony w porównaniu z Avengers wszystko wydaje się mniej popularne [w chwili gdy piszę te słowa film zarobił na świecie już ponad miliard dolarów].
Hell (recenzja)
W każdej niemal kulturze słońce zapisane jest jako dawca światła, ciepła i życia. W przedszkolach dzieci śpiewają: „Słoneczko nasze, rozchmurz buzie, bo nie do twarzy ci w tej chmurze, słoneczko nasze rozchmurz się, maszerować z tobą będzie lżej”. A co by się stało, gdyby jego moc obróciła się przeciwko Ziemi?
Niedaleka przyszłość, jest rok 2016. Temperatura na Ziemi wzrosła o 10 stopni Celsjusza. Nasza planeta nękana przez palące jak ogień upały obróciła się w jałową pustynię. Ci ludzie, którym szczęśliwie udało się przeżyć toczą nieustającą walkę o przetrwanie, chronią się przed zabójczym blaskiem pod kapturami i za maskami.
Mirror Mirror (recenzja Jakuba Ćwieka)
Śnieżka w krzywym... lustereczku
Pozwólcie, że tekstem tym popłynę z falą popularności programów kulinarnych i zacznę od przedstawienia wam przepisu. Do skomponowania naszego przysmaku potrzebne będą: miłość, wiedza, poczucie humoru – to ostatnie starannie dobrane, zależnie od tego, jaki charakter chcemy nadać naszej potrawie. Przyda się także szczypta talentu, ale o tym nie warto nawet wspominać, bo to przecież oczywistość. Odpowiednik soli w kuchni tradycyjnej.
Sposób przygotowania jest prosty, ale jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Ważne jest bowiem, by składniki starannie wymieszać, dosypując na przemian, tak, żeby wypełniły dostępną przestrzeń po brzegi, ale żeby ani odrobinka się nie ulała. Ważna jest też spójność, klarowność... no i oczywiście smak. Dopiero wtedy produkt wkładamy do pieca, wypalamy i prezentujemy publiczności... idealny pastisz.
Iron Sky (recenzja)
„Kiedy padnie ostatni bastion, wyruszymy na Księżyc. Świat zapomni o naszej potędze, a wtedy, uzbrojeni po zęby, powrócimy w chwale”. Już dziś nieugięta armia nazistów zaatakuje polskie kina. Poddajcie się. Opór jest bezcelowy. I tak padniecie ofiarą śmiechu. Adrian Zawada o filmie Iron Sky!
Jeżeli kiedykolwiek zwątpiliście w świeży oddech produkcji kinowych naszego kontynentu, to właśnie nadszedł czas, aby nabrać odrobinę wiary. Film „Iron Sky”, który zaczął wywoływać ożywione reakcje na długo przed premierą, wyrasta na największy i zarazem niezwykle trafny pastisz znanych produkcji kinowych z przerysowanymi cechami wielu wpływowych nacji. Timo Vuorensola, nie bacząc na krytykę stworzył film, który prezentuje wyraźną karykaturę obyczajowości wybranych narodów, z jasno zarysowanymi stereotypami. Już na wstępie pragnę zaznaczyć, iż twórcom „Iron Sky” w nieco ponad półtoragodzinnym seansie udało się w sposób komiczny zaprezentować chciwą naturę człowieka, obnażając przy tym głupotę Amerykanów oraz bezpardonowe przekonania nazistów o narodzie wybranym. Coś, co wydaje się być oczywiste, w efekcie przy niedużym budżecie dostarcza rozrywki, która pod maską komedii okazuje się być zaskakująco trafną alegorią do czasów współczesnych.
Battleship: Bitwa o Ziemię (recenzja)
Filmy opowiadające o najeździe obcej cywilizacji na Ziemię w celu jej zniszczenia nie są niczym nowym. Wystarczy wymienić kilka tytułów, takich jak Dzień Niepodległości, Wojna Światów, Bitwa o Los Angeles czy nawet Marsjanie atakują, by zobaczyć, że owe produkcje są od dawna popularne. Pomysłów na przedstawienie ataku UFO na Niebieską Planetę nie brakuje również i dzisiaj, czego dowodem może być najnowszy film o najeździe obcych na Ziemię.
Battleship: Bitwa o Ziemię to ekranizacja najpopularniejszej gry w statki. Reżyserem jest Peter Berg (Hancock, Królestwo, Witajcie w dżungli), a za scenariusz filmu odpowiadają Jon Hoeber i Erich Hoeber. Historia jest banalnie prosta i znana większości z nas. Ziemię atakują niezidentyfikowane obiekty latające. Oczywiście obca cywilizacja jest bardzo dobrze rozwinięta, dysponuje najnowocześniejszą technologią, o której Ziemianie nigdy nie słyszeli, i nie przybyła, aby wymieniać się z ludźmi informacjami o wszechświecie. Typowy schemat znany z wielu produkcji tego typu. Jest jednak pewna nowość – prawie cała bitwa rozgrywa się na… wodzie. W Battleship głównymi bohaterami (poza ludźmi i ufoludkami) są statki, co wprowadza pewien powiew świeżości.
Igrzyska śmierci (wideorecenzja)
Małgorzata Steciak i Piotr "Vivaldi" Sarota w wideorecenzji oceniają Igrzyska śmierci.
Gra o tron, 02x01-02 (recenzja premierowa)
Znajdź dziesięć różnic
Tytuł tej recenzji pierwszych odcinków 2. sezonu Gry o tron to zarazem wyzwanie. Wyzwanie dla tych, którzy wciąż mają wątpliwości co do tego, że seriale są w stanie nie tylko dorównać, ale nawet być lepiej zrealizowanymi od filmów.
Właśnie ta myśl, to pomieszanie zdziwienia z zachwytem towarzyszyło mi podczas premierowego seansu dwóch pierwszych odcinków drugiego sezonu Gry o tron. Aktorstwo na najwyższym poziomie, godna wszelkich pochwał dbałość o kostiumy, rekwizyty i scenografię, nawet efekty specjalne, jakich nie powstydziłyby się hollywoodzkie produkcje (ogromne wrażenie robi siedziba rodu Greyjoyów, a i wilkor Jona Snowa, Duch, prezentuje się bardzo dobrze). Gdy widzimy te piękne wnętrza, towarzyszymy Nocnej Straży w drodze za Murem, idziemy z Daenerys przez pustkowia, trudno pamiętać, że to tylko jeden z odcinków serialu telewizyjnego.







